Kate ChopinPani z Bayou St. John

BokRobot reading edition

Books

Free

Pani z Bayou St. John

Kate Chopin

1,365 words
Choose version
Uruchomiono: 2026-09-11 11:16BokRobot · Page 1 / 5

Dni i noce były dla Madame Delisle bardzo samotne. Gustave, jej mąż, przebywał gdzieś w Wirginii, u boku Beauregarda, a ona była tutaj, w starym domu nad Bayou St. John, sama ze swoimi niewolnikami.

Illustration for Pani z Bayou St. John

Madame była bardzo piękna. Tak piękna, że znajdowała wiele rozrywki w siedzeniu godzinami przed lustrem, kontemplując własną urodę, podziwiając blask swoich złotych włosów, słodkie znużenie w jej niebieskich oczach, wdzięczne kontury sylwetki i aksamitny blask jej skóry.

Była bardzo młoda, tak młoda, że bawiła się z psami, drażniła papugę i nie mogła zasnąć w nocy, dopóki stary, czarny Manna-Loulou nie usiadł obok jej łóżka i nie zaczął opowiadać jej bajek.

W skrócie, była dzieckiem, niezdolnym do zrozumienia znaczenia tragedii, której rozwój trzymał cywilizowany świat w napięciu. Poruszało ją jedynie bezpośrednie oddziaływanie tego strasznego dramatu: mrok, który rozprzestrzeniając się na wszystkie strony, przeniknął jej własne życie i pozbawił je radości.

Pewnego dnia Sépincourt, który zatrzymał się, by z nią porozmawiać, zastał ją bardzo samotną i zrozpaczoną. Była blada, a jej niebieskie oczy były zmęczone niewypłakanymi łzami. Był to Francuz mieszkający niedaleko. Powątpiewał w znaczenie tej walki między braćmi, tej kłótni, która nie dotyczyła go osobiście, i niechętnie odnosił się do niej głównie dlatego, że sprawiała, iż życie stawało się nieprzyjemne; jednak był na tyle młody, że w jego żyłach płynęła szybsza i gorętsza krew.

Kiedy opuszczał Madame Delisle tego dnia, jej oczy już nie były zmęczone, a część przygnębienia, które ją obciążało, została z niej zdjęta. To tajemne, zdradliwe więzi zwane współczuciem połączyło ich ze sobą.

W tamto lato przychodził do niej bardzo często, zawsze ubrany w chłodny, biały len, z kwiatem w dziurce od guzika. Jego miłe, brązowe oczy spoglądały na nią ciepłym, przyjaznym spojrzeniem, które pocieszało ją tak, jak pieszczota może pocieszyć zrozpaczone dziecko. Zaczęła wypatrywać jego smukłej sylwetki, lekko pochylonej, przechadzającej się leniwie aleją między dwoma rzędami magnolii.

BokRobot · Page 2 / 5

Czasem siedzieli przez całe popołudnie w zacisznym, osłoniętym winoroślą kącie galerii, popijając czarną kawę, którą Manna-Loulou przynosiła im w regularnych odstępach czasu; i rozmawiali, rozmawiali bez ustanku przez pierwsze dni, kiedy nieświadomie odsłaniali się sobie nawzajem. Potem nadszedł czas – nadszedł bardzo szybko – kiedy wydawało się, że nie mają sobie już nic do powiedzenia.

On przynosił jej wieści z wojny; rozmawiali o tym apatycznie, w długich przerwach ciszy, których żaden z nich nie brał pod uwagę. Od czasu do czasu przychodziły okrężnymi drogami listy od Gustave’a – listy ostrożne i smutne w tonie. Czytali je i wspólnie wzdychali.

Pewnego dnia, o zachodzie słońca, kiedy ona i Sépincourt stali w milczeniu obok siebie, patrząc na marais rozpalone zachodnim światłem, on powiedział do niej: „M'amie, odejdźmy z tej tak smutnej krainy. Chodźmy do Paryża, ty i ja”.

Ona myślała, że żartuje, i śmiała się nerwowo. „Tak, Paryż z pewnością byłby weselej niż Bayou St. John” – odpowiedziała. Ale on nie żartował. Zobaczyła to od razu w spojrzeniu, które przeniknęło jej własne; w drżeniu jego wrażliwej wargi i w szybkim biciu nabrzmiałej żyły na jego brązowym gardle.

„Paryż, albo gdziekolwiek – z tobą – ach, bon Dieu!” – wyszeptał, chwytając jej dłonie. Ale ona odsunęła się od niego, przerażona, i pospieszyła do domu, zostawiając go samego.

Tego wieczoru, po raz pierwszy, Madame nie chciała słuchać opowieści Manna-Loulou; zdmuchnęła woskową świecę, która do tej pory paliła się co noc w jej sypialni, pod wysokim, kryształowym globem. Nagle stała się kobietą zdolną do miłości i poświęcenia. Nie chciała słuchać opowieści Manna-Loulou. Chciała być sama, drżeć i płakać.

Rano miała suche oczy, ale nie chciała zobaczyć Sépincourta, kiedy przyszedł. Wtedy on napisał do niej list.

"Uraziłem cię i wolałbym umrzeć!" — brzmiało pismo. "Nie odtrącaj mnie od twojej obecności, która jest dla mnie życiem. Pozwól mi leżeć u twoich stóp, choćby tylko przez chwilę, by usłyszeć, jak mówisz, że mi wybaczasz."

BokRobot · Page 3 / 5

Mężczyźni pisali już takie listy, ale Madame o tym nie wiedziała. Dla niej był to głos z nieznana, jak muzyka, budząca w niej cudowny tumult, który ogarnął i zawładnął całą jej istotą.

Kiedy się spotkali, wystarczyło mu spojrzeć jej w twarz, by wiedzieć, że nie musi leżeć u jej stóp, błagając o wybaczenie. Czekała na niego pod rozłożystymi gałęziami dębu, który strzegł bramy jej domu niczym wartownik.

Przez krótką chwilę trzymał jej dłonie, które drżały. Następnie objął ją ramionami i ucałował wiele razy. "Pójdziesz ze mną, m'amie? Kocham cię — och, kocham cię! Nie pójdziesz ze mną, m'amie?"

"Dokądkolwiek, dokądkolwiek" — powiedziała mu słabym głosem, którego ledwo słychać było.

Ale nie poszła z nim. Los zadecydował inaczej.

Illustration for Pani z Bayou St. John

Tego wieczoru kurier przyniósł jej wiadomość od Beauregarda, informującą, że Gustave, jej mąż, nie żyje.

Kiedy nowy rok był jeszcze młody, Sépincourt uznał, że po rozważeniu wszystkich okoliczności może, bez najmniejszego pozoru niegodziwego pośpiechu, ponownie powiedzieć Madame Delisle o swojej miłości. Miłość ta była równie silna jak zawsze; być może nawet nieco ostrzejsza z powodu długiego okresu milczenia i oczekiwania, jakiemu ją poddał. Zastał ją, jak się spodziewał, w głębokim żałobie. Przywitała go dokładnie tak, jak powitała księdza, kiedy ten miły, stary kapłan przyniósł jej pocieszenie religii — serdecznie ściskając jego obie dłonie i nazywając go "drogi przyjacielu". Cała jej postawa i zachowanie wywołały w Sépincourt udręczające, oszałamiające przekonanie, że nie ma ona dla niego miejsca w swoich myślach.

Usiedli w salonie przed portretem Gustave'a, który był przykryty jego szalikiem. Nad obrazem wisiał jego miecz, a pod nim — nasyp kwiatów. Sépincourt poczuł niemal nieodpartą chęć, by uklęknąć przed tym ołtarzem, na którym widział zapowiedź ofiary swoich nadziei.

Łagodny wiatr delikatnie wiał nad mokradłami. Dmuchając przez otwarte okno, niosł ze sobą setki subtelnych dźwięków i zapachów wiosny. Wydawało się, że przypomina to Madame o czymś bardzo, bardzo odległym, bo wpatrywała się zamyślnie w błękitne niebo. To niepokoiło Sépincourta, pobudzając w nim impulsy do mówienia i działania, których nie potrafił kontrolować.

BokRobot · Page 4 / 5

"Musisz wiedzieć, co mnie tu sprowadziło," zaczął impulsywnie, przesuwając swoje krzesło bliżej jej. "Przez wszystkie te miesiące nigdy nie przestałem cię kochać ani tęsknić za tobą. Nocą i dniem brzmiał w moich uszach dźwięk twojego drogiego głosu; twoje oczy..." Wyciągnęła rękę, chcąc coś powiedzieć. On ją wziął i trzymał. Ona pozwoliła jej bezczynnie spoczywać w jego dłoni.

"Nie możesz zapomnieć, że jeszcze niedawno mnie kochałaś," kontynuował zapał, "że byłaś gotowa pójść za mną wszędzie, wszędzie; pamiętasz? Przychodzę teraz, by prosić cię o spełnienie tej obietnicy; by prosić cię, byś została moją żoną, moją towarzyszką, drogim skarbem mojego życia."

Słuchała jego ciepłych, pełnych błagań tonów, jakby słuchając jakiegoś dziwnego języka, niedostatecznie zrozumianego.

Odcofała rękę od jego dłoni i zamyślnie oprzeła czoło na jej grzbiecie.

"Czy nie czujesz... czy nie rozumiesz, mon ami," powiedziała spokojnie, "że teraz taka rzecz... taka myśl, jest dla mnie niemożliwa?"

"Niemożliwa?"

"Tak, niemożliwa. Czy nie widzisz, że teraz moje serce, moja dusza, moje myśli... całe moje życie, muszą należeć do kogoś innego? Nie może być inaczej."

"Mój mąż nigdy nie był mi tak bliski jak teraz," odpowiedziała z lekkim uśmiechem współczucia dla głupoty Sépincourta. "Każdy przedmiot, który mnie otacza, mówi mi o nim. Patrzę tam, na drugą stronę mokradeł, i widzę, jak idzie w moją stronę, zmęczony i obdarty z polowania. Widzę go znowu siedzącego na tym czy tamtym krześle. Słyszę jego znajomy głos, jego kroki na korytarzach. Znowu idziemy razem pod magnoliami; a nocą, we śnie, czuję, że jest tam, tam, blisko mnie. Jakże mogłoby być inaczej! Ach! Mam wspomnienia, wspomnienia, które wypełniają i uszczęśliwiają moje życie, choćbym miała żyć sto lat!"

Sépincourt zastanawiał się, dlaczego nie schodzi z ołtarza z mieczem i nie przebija nim jego ciała tu i tam. Efekt byłby nieskończenie bardziej przyjemny niż jej słowa, przenikające jego duszę jak ogień.

Wstał zdezorientowany, wściekły z bólu.

"W takim razie, Madame," zamamrotał, "nie pozostaje mi nic innego jak pożegnać się. Żegnam Panią."

"Nie obrażaj się, mon ami," powiedziała łagodnie, wyciągając dłoń. "Pewnie jedziesz do Paryża?"

BokRobot · Page 5 / 5

"Co za różnica," wykrzyknął rozpaczliwie, "dokąd idę?"

"Ach, chciałam tylko życzyć Ci bon voyage," zapewniła go uprzejmie.

Wiele dni później Sépincourt spędził na bezowocnym wysiłku umysłowym, próbując zrozumieć tę psychologiczną zagadkę, jaką było kobiece serce.

Madame wciąż mieszka nad Bayou St. John. Jest teraz raczej starą panią, bardzo piękną starą panią, wobec której nigdy nie padło ani słowo wyrzutu za jej długie lata wdowieństwa. Pamięć o Gustave'ie wciąż wypełnia i uszczęśliwia jej dni. Nigdy nie zapomniała, by raz w roku odprawić uroczystą mszę za spokój jego duszy.

BokRobot

BokRobot

BokRobot brings together books and fairy tales to read and explore. Discover a growing collection, or create books and fairy tales of your own.