Richard Edward ConnellOstatni z płaskostopych

BokRobot reading edition

Books

Free

Ostatni z płaskostopych

Richard Edward Connell

6,013 words
Choose version
Uruchomiono: 2026-09-11 15:36BokRobot · Page 1 / 22

Nazywał się Ugobeecheebuggocheebeepawpawkeepiswiskiweeweechinoobee. W języku Flatfootów oznaczało to „Mały-Duży-Gruby-Brązowy-Bóbr-Siedzący-na-Pniaku-Sosennego-Drzewa-z-Ogonem-Dotykającym-Ziemi”. W szkole na terenie rezerwatu, do której został przewieziony, kopiąc i krzycząc, w najmłodszym wieku, nauczyciel, ze względu na prostotę i patriotyzm, zmienił mu imię na George Washington Ug.

Kilka miesięcy później nauczyciel żałował tej decyzji, uważając, że w żaden sposób nie oddaje ona sprawiedliwości Ojcu Jego Kraju. Bliższe poznanie młodego tubylca doprowadziło go do wniosku, że jest wysoce nieprawdopodobne, by Ug kiedykolwiek był pierwszym w wojnie, w pokoju ani w czymkolwiek innym. W kółko powtarzał sobie, że gdyby Ug odsłonił swoją pudełkowatą głowę na otwartym powietrzu, groziłoby mu poważne niebezpieczeństwo ze strony dzięciołów. Chłopiec wydawał się całkowicie niewrażliwy na rzucane mu perły mądrości. Wtedy nauczyciel postanowił zmienić mu imię na Walter Muskrat.

Wtedy ujawniła się dominująca cecha charakteru Uga. Bezsprzecznie odmawiał przyjęcia imienia Walter Muskrat. Jakoś do jego mózgu przedostała się myśl, że George Washington był, lub kiedyś był, wielkim białym wodzem, obdarzonym wieloma piórami, bogatym w konie, squaw i skalpy, oraz że to zaszczyt zostać nazwanym na jego cześć. Ug oświadczył, bez emocji, lecz z niezachwianą determinacją, że zamierza pozostać George’em Washingtonem Ugiem. Co jego, to jego, dał do zrozumienia. Argumenty, usiłowania przekonania i groźby nie wywarły na nim najmniejszego wrażenia. Odmawiał odpowiadania na jakiekolwiek inne imię i odmawiał jedzenia. W obliczu jego upartej, drewnianej twarzy nauczyciel w końcu się poddał; Ug pozostał George’em Washingtonem Ugiem.

BokRobot · Page 2 / 22

Nauczyciel, człowiek pełen zapału, poświęcił szczególną uwagę ucywilizowaniu Uga. Było to dla niego kwestią honoru, by zadanie wykonać dokładnie, starannie, sprawnie i bez żadnych niedociągnięć, gdyż Ug wydawał się być skazany na to, by być ostatnim z Flatfootów. Ucywilizować Flatfoota! To było dążenie godne każdego człowieka, pomyślał nauczyciel. Nigdy to nie udało się, i wiedział o tym aż nadto dobrze. Czyż nie próbował tego przez trzydzieści lat? Patrzył, jak niezliczeni młodzi Flatfootowie opuszczają jego klasę, wydając się produktami gotowymi, wypolerowanymi do wysokiego połysku cywilizacji, posiadającymi dobrze wykształcone upodobania do kapeluszy derby, kont bankowych, pewnej dozy moralności, golarek bezpieczeństwa, hymnów, szelków, pozwów sądowych i innych niezbędnych atrybutów cywilizacji — tylko po to, by przy pierwszej nadarzającej się okazji powrócić do barbarzyńskich praktyk.

"W Flatfootzie tkwi silny atawizm" — powiedział nauczyciel. "Z łatwością powraca do pierwotnego stanu, tak jak wąż trujący zrzuca skórę. W sobotni wieczór można go zobaczyć w kapeluszu derby i w ubraniu w stylu rah-rah, jak spokojnie zjada lody waniliowe w aptece i rozmawia ze sprzedawcą o Ty Cobbie, subsydiach dla statków i samozapłonach. W następny poniedziałek, najczęściej, znów ma na sobie mokasyny i piórka, wykonuje jakiś zakazany plemienny taniec, ostrzy swój nóż myśliwski i z nostalgią żałuje, że rząd ma tak wąskie poglądy i uprzedzenia wobec skalpowania."

"Ale" — podsumował nauczyciel — "zająłem się Ugiem wystarczająco wcześnie, by go ucywilizować tak, by to zostało na stałe. Ostatni z Flatfootów będzie najlepszym z Flatfootów.

Wykształcę Uga tak, by nigdy nie chciał zdejmować swojego kapelusza derby. W końcu kapelusz derby jest symbolem cywilizacji. Żaden człowiek nie może być dziki w kapeluszu derby."

BokRobot · Page 3 / 22

I tak pracował nad Ugiem. Czas mijał, jak to zwykle bywa, a obwód klatki piersiowej Uga i jego apetyt rosły, a nauczyciel z nadzieją obserwował oznaki rozwoju umysłowego i moralnego. Nauczyciel miał poważne wątpliwości, czy Ug kiedykolwiek stanie się głębokim myślicielem; niewiele wskazywało na to, że ten krępy chłopak o kwadratowej twarzy kiedykolwiek zostanie Flatfootowym Arystotelesem. W rzeczy samej, w chwilach zwątpienia nauczyciel czasem myślał, że jedynym sposobem zaszczepienia ziaren wiedzy w tej brązowej głowie jest poważna operacja polegająca na trepanacji czaszki.

Nie chodziło o to, że Ug wolał grzech od gramatyki; posłusznie i chętnie przyjmował podstawowe fakty z zakresu edukacji elementarnej — mianowicie: że w 1492 roku Kolumb popłynął po błękitnym oceanie; że sześć razy dziewięć to zawsze pięćdziesiąt cztery; że słowo „separate” należy pisać przez „a”, dopóki włosy nie posiwieją; że zabójstwo jest nie tylko nielegalne, ale i nieetyczne; że kość udowa jest najdłuższą kością w ciele człowieka; że gdy gruby mężczyzna wsiada do wanny pełnej wody, woda się przelewa. Przyjąwszy je, zapominał o nich.

"Jednak" — powiedział nauczyciel — "jeśli uda mi się nauczyć go być praworządnym członkiem swojej społeczności, pracować i zachować trzeźwość, to będzie wystarczające. Człowiek może być cywilizowany bez konieczności bycia umysłowym Herkulesem."

BokRobot · Page 4 / 22

Uczniowski nauczyciel Ug'a nadal usilnie starał się uczyć go, jak powinien postępować, zgodnie z zasadami cywilizowanego postępowania. Kiedy Ug miał czternaście lat, wydarzyło się coś niezwykle zachęcającego. Nauczyciel, własnymi oczami, obserwował pewnego dnia zachowanie Ug'a podczas przerwy na szkolnym podwórku, kiedy ten wdał się w kłótnię z Henrym Jamesem Curly Bear'em, młodzieńcem z plemienia Blackfoot, chłopcem o imponujących rozmiarach i sile fizycznej. Henry James Curly Bear, którego żadne wysiłki nie zdołały odwieść od dzikich zachowań, kopnął Ug'a w trakcie sporu o dość zawiły problem techniczny: czy Jack Dempsey był lepszym bokserem niż Ty Cobb był graczem w baseball. Zwyczajowo taki akt oznaczało natychmiastową i zaciętą walkę na pięści, gdyż tradycyjnie plemię Flatfeet było wojownicze i nie darzyło plemienia Blackfoot większym szacunkiem, niż jeden samiec buldoga darzy innego samca buldoga zamkniętego w tej samej klatce.

Nauczyciel przygotował się do rzucenia się w wir walki i rozdzielenia przeciwników. Na swoją niespodzankę i radość usłyszał, jak Ug mówi donośnym głosem:

"Nie będę się z tobą bił, Henry Jamesie Curly Bear. Nauczyciel mówi, że tylko źli ludzie się biją. Dobrzy ludzie kierują się do sądu. Jeśli znów mnie kopniesz, Henry Jamesie Curly Bear, kiedy dziś wieczorem będę się modlił, powiem o tym naszemu Ojcu Niebieskiemu i On cię ukarze, Henry Jamesie Curly Bear."

Młody Curly Bear wyraził opinię, że Ug się go boi. Ug łagodnie temu zaprzeczył.

"Dobra Księga," powiedział George Washington Ug, "mówi, że walka jest grzechem; a poza tym, dlaczego nie wybierzesz sobie kogoś o swoich rozmiarach?"

Następnie, nie pozbawiając się godności, Ug odwrócił się plecami do młodego Curly Bear'a i oddalił się ze sceny. Nauczyciel poczuł ciepły przypływ dumy.

"Punkt dla cywilizacji," powiedział.

BokRobot · Page 5 / 22

Gdy tego wieczoru nauczyciel szedł w stronę swojego domu, był wyraźnie w nastroju pełnym samozadowolenia; zdawało się, że niemal z dnia na dzień Ug zaczął reagować na jego wysiłki. Pełen takich satysfakcjonujących myśli, nauczyciel przeszedł obok gaju żywych dębów — zacisznego miejsca. Do jego uszu dotarły dźwięki. Zatrzymał się. Dźwięki stawały się coraz głośniejsze i dziwniejsze; wydawało się, że dochodzą z tego gaju. Teraz usłyszał krzyk, przenikliwy i przepełniony czymś przypominającym gniew; potem usłyszał dziwny, niemal szalony śpiew. Nauczyciel ostrożnie odsunął trochę krzaki i spojrzał w głąb gaju. Na jego twarzy pojawił się wyraz niepedagogiczny, bo zobaczył osobę, od której dochodziły te dźwięki, i zrozumiał ich znaczenie.

Śpiewające usta należały do jego ucznia, George’a Washingtona Uga. Podczas śpiewu Ug tańczył — dziki, szalony taniec pełen skrętów, zwrotów, gięć i wykrętów. Ug nie miał spodni; wisiały one na pniu, tak jak jego kapelusz derby. W jego czarnych włosach znajdowały się pióra, wyraźnie ogonowe pióra niedawno pozbawionego życia koguta. W jego dłoni błyszczał ostrze scyzoryka, a on wykonywał groźne gesty w kierunku czegoś, co nauczyciel początkowo wziął za kawałek czerwonej nitki, ale po bliższym przyjrzeniu się okazało się, że jest to dorosły dżdżownica z gatunku nocnych. Na twarzy Uga malowało się skupione, krwiożercze spojrzenie, gdy wił się w tańcu i śpiewał:

„Koopeekis koopeekis Bobbochee cheebobo Toowanda bonda bonda bonda Bopokum kobokum.”

W tym momencie Ug pozbył się dżdżownicy, odgryzając jej głowę. Zaskoczenie i przerażenie ogarnęły obserwującego nauczyciela, bo wiedział, że śpiew oznacza:

„Pomóż mi, o krwawy duchu wojny, udusić mojego wroga, Curly Beara, tak jak duszę tego węża. Daj mi siłę, bym go zmiażdżył, rozgniótł, oskórował i pociął na bardzo małe kawałki.”

Był to zakazany taniec wężowy. Nauczyciel wiedział, że dzięki takim pogańskim rytuałom wojownicy plemienia Flatfoot w dawnych, nieodrodzonych czasach doprowadzali siebie do furii przed wyruszeniem na wojnę.

BokRobot · Page 6 / 22

Nauczyciel, oburzony, ruszył w stronę Uga, skonfiskował na miejscu robaka i ukarał Uga fizycznie w innym miejscu. „Co miałeś na myśli, Ug?” – zapytał nauczyciel. Ug, przerażony, odpowiedział, że nie wie. Kiedyś, wiele lat temu, gdy był jeszcze niemowlakiem, widział, jak jego ojciec i inni mężczyźni z plemienia tańczyli ten taniec w tajemnym miejscu. Od tamtej pory nie myślał o tym; lecz pewnego wieczoru, kiedy przechodził obok gaju, cierpiąc z powodu obelg i kopnięć Henry’ego Jamesa Curly Beara, na jego drodze pojawił się dżdżownica; i nagle, w jakiś sposób, przyszła mu do głowy myśl, by zatańczyć ten taniec. Nie potrafił wyjaśnić, dlaczego.

„Po prostu mnie to naszło, proszę pana” – powiedział.

Tego wieczoru nauczyciel długo rozmyślał nad problemem ucywilizowania Uga.

„Muszę zrobić więcej niż tylko zmusić go do przyjęcia zwyczajów białych ludzi” – powiedział nauczyciel. „Muszę sprawić, by je polubił. Ale jak? Najpierw muszę zająć się jego wyobraźnią. Muszę znaleźć to ukryte źródło w jego naturze, na które będzie reagował z prawdziwym entuzjazmem.”

Nauczyciel różnił się od wielu innych nauczycieli tym, że nie uważał, że każdy mały Indianin jest dokładnie taki sam jak każdy inny mały Indianin. Zajął się więc zadaniem odnalezienia tego szczególnego, osobistego źródła Uga. Zajęło to kilka dni, ale w końcu je znalazł. Była to duma; żarliwa, patriotyczna duma.

Illustration for Ostatni z płaskostopych
BokRobot · Page 7 / 22

Zazwyczaj, gdy nauczyciel mówił o ułamkach, czasownikach czy podobnych rzeczach, Ug był jakby otępiały, z wyrazem nudy na twarzy. Ale kiedy nauczyciel prowadził lekcje historii i wiedzy o społeczeństwie, mówiąc o Wujku Samie, Ug, jak zauważył nauczyciel, wyprostował plecy, a w jego czarnych oczach pojawiła się iskierka zainteresowania. Ta wskazówka wystarczyła spostrzegawczemu nauczycielowi. Ten rozwodził się nad potęgą Wujka Sama i jego miłością do wszystkich mieszkańców kraju, a zwłaszcza do swoich podopiecznych, Indian, a nade wszystko do pewnego młodego Flatfoota o imieniu George Washington Ug. Ug był pod wielkim wrażeniem; było to oczywiste. Stał się pełnym pasji wyznawcą Wujka Sama; wydawało się, że czerpie nieograniczoną pociechę i inspirację z faktu, że dobroduszny starszy pan w wysokim szarym kapeluszu, z gwieździstą kamizelką, pociętymi spodniami i kozicą na brodzie jest jego przyjacielem i obrońcą.

Choć pojęcie „podopieczny” było dla Uga nieco mgliste, był bardzo dumny z faktu, że jest podopiecznym Wujka Sama. Patrzył z góry na białych farmerów, których ziemie graniczyły z rezerwatem; byli oni zaledwie obywatelami, on zaś był podopiecznym. Już nie planował masakry większych Indian, gdy ci kopali go w nogi, gdy ci spali. Zamiast tego mówił: „Po prostu poczekajcie! Powiem o was mojemu Wujkowi Samowi któregoś dnia, kiedy go zobaczę”. I zapisywał ich imiona w małym notatniku.

Od dnia, w którym Ug odkrył Wujka Sama, stał się innym Flatfootem. Chętnie przyjął zwyczaje białych ludzi. „Wujek Sam nie będzie cię lubił, jeśli nie zrobisz tego czy tamtego” – mówił nauczyciel; to wystarczało.

BokRobot · Page 8 / 22

Ug już nie mył uszu z niechęcią. Chętnie chodził do kościoła; bez nakazu czyścił swój kapelusz; od czasu do czasu wrzucał grosz do puszki na misjonarzy; doświadczalnie nauczył się, że nie należy używać palców podczas jedzenia budyniu, i przestał to robić; dobrowolnie zrezygnował z pomysłu trzymania pod łóżkiem rodziny skunksów jako zwierząt domowych; przestał w czasie lekcji religii wkładać koniki polne do gardeł mniejszych Indian; wyrażał w różnych momentach ambicje zostania inżynierem kolejowym, aktorem filmowym i zawodowym shortstopem w lidze wyższej; kłamał tylko wtedy, gdy było to konieczne, a czasem nawet i wtedy nie.

Kiedy Ug miał dwadzieścia lat, nauczyciel uznał, że jego praca została wykonana. Było prawdą, że stypendium Uga wciąż było wątpliwej jakości; wciąż miał on przekonanie, że Utah jest stolicą Omaha i że sześć razy sześć równa się czterdziestu sześciu. Ale jego oddanie Wujowi Samowi, jego płomienne patriotyzm — były bez zarzutu. Miłość do ojczyzny i jej instytucji była w jego krwi; wyrażała się ona mnóstwem małych flag w klapach jego płaszcza. Ug otrzymał dyplom pełen kręconego pisma, nowy kapelusz typu derby — prezent od dumnego nauczyciela — i został wysłany w świat. Nie martwił się o swoją przyszłość; Wuj Sam zadbałby o niego. Być może zacząłby hodować świnie; wydawało mu się to szlachetnym zajęciem, nie wymagającym nadmiernego wysiłku.

BokRobot · Page 9 / 22

W każdym razie, cokolwiek by zrobił, jeśli będzie dobrym Flatfootem, regularnie będzie mył uszy, płacił rachunki, oprze się wszelkim zbójeckim impulsom do popełniania napaści, pobicia, podpalenia czy kradzieży i ogólnie będzie przestrzegał nakazów przedstawicieli swojego Wujka Sama, wszystko będzie z nim dobrze. Jako jedną z najcenniejszych swoich pamiątek miał zdjęcie z gazety przedstawiające Flotę Atlantycką na pełnym morzu; i, jak lubił rozmyślać Ug, na jego jedno słowo do wuja te gigantyczne wojenne kanu, z armatami tak dużymi jak drzewa sekwojowe, ruszyłyby w górę górskich strumieni prowadzących do rezerwatu, by chronić prawa Uga i siać terror w sercach jego wrogów. Oczywiście, Ug musiał zasłużyć na tę ochronę, prowadząc nieskazitelne życie. Ta idea była jedyną rzeczą, którą George Washington Ug wyniósł ze szkoły oprócz dyplomu i nowego kapeluska typu derby; ale nauczyciel był zadowolony, że to wystarczy.

Nie było co do tego żadnych wątpliwości — Ug był dobrym Indianinem, chlubą swojego nauczyciela i szanowanym członkiem społeczności. Swój dom z jedną i pół pokojem na skraju rezerwatu pomalował na czerwono, biało i niebiesko. Kupił sobie cynkową wannę. Posadził malwy. Nosił pilnik do paznokci w skórzanym etui i używał go otwarcie i bez wstydu, pomimo drwin mniej wyrafinowanych Indian. Odmówił współpracy z handlarzami nielegalnymi trunkami; wręcz przestrzegał wszystkich zasad, praw, zarządzeń i regulacji skrupulatnie. Na ścianie swojego mieszkania, naprzeciwko rotogravury Floty Atlantyckiej, wisiał duży obraz Pomnika Waszyngtona, ponieważ nauczyciel, kiedy go o to pytano, powiedział Ugowi, że to jedno z miejsc zamieszkania Wujka Sama. Ug zamówił sobie z Chicago bardzo elegancki garnitur z niebieskiego serża, z klapami obszytymi tasiemką i ozdobionymi małymi perłowymi guzikami.

BokRobot · Page 10 / 22

W niedziele, podczas oficjalnych wizyt oraz w Dzień Niepodległości, który uważał za urodziny Wujka Sama, nosił gumowy kołnierzyk. Postanowił nawet złamać najlepsze tradycje męskich Flatfootów i trochę popracować. Praca, którą sobie wybrał, była zgodna z rangą i pozycją społeczną podopiecznego Wujka Sama. George Washington Ug stał się wzorem do naśladowania. Pozwalał sobie być fotografowanym przez przechodzących turystów, a za to przywilej pobierał dziesięciocentową opłatę. Było to tego warte. Ug był doskonałym przykładem flatfootowskiej urody. Jego głowa miała ostre krawędzie, ponieważ kiedy był jeszcze niemowlakiem, była przytwierdzana do deski — taki był wkład Flatfootów w naukę wychowania dzieci. Jego twarz była jak mocha prerii, a nozdrza przypominały nory dla gopherów. Miał oczy jak kawałki nowej skóry lakierowanej. Ug miał tendencję do pełności; w ogólnym zarysie przypominał worek na gorącą wodę podczas przypływu.

Było naturalne, że jako jeden z owoców cywilizacji Ug aspiruje do bycia kapitalistą. W związku z tym oszczędzał swoje grosze i, po modlitwie i medytacji, zainwestował je w świnię. Nie była to jednak żadna wybitna świnią i miała w zwyczaju jęczeć. Ug nie miał specjalnego zamiłowania do głupich zwierząt, zwłaszcza świń; jednak trzymał swojego podopiecznego pod łóżkiem i czekał, aż urośnie i rozmnoży się. Ug miał nadzieję i plan, że ta świnia będzie zalążkiem rozległego gospodarstwa hodowlanego. Po konsultacji z podręcznikiem historii szkolnej Ug nazwał zwierzę Generałem Grantem.

Następnie zostawił świnię, by pasła się wśród chwastów na podwórku i utwardzała swój pysk, próbując kopać pod ogrodzeniem dla świń. Tymczasem sam Ug powiększał swoje oszczędności, czając się w pobliżu stacji kolejowej i prezentując swoje wdzięki obiektywom amatorskich fotografów w przejeżdżających pociągach.

BokRobot · Page 11 / 22

Błyskawica nieszczęścia uderzyła w Uga pewnego popołudnia o szóstej minucie po piątej. Wracając do domu, Ug odkrył, że Generał Grant nie siedzi przy tylnych drzwiach, jak to było w zwyczaju Generała. Było niemożliwe, by zwierzę mogło wykopać tunel pod płotem. Ug więc przeszukał dom. Spoglądał wszędzie — pod łóżkiem, w wannie, w pudełku na płyty gramofonowe. Generał Grant zniknął. Ug zachował wystarczający instynkt łowiecki, by szukać śladów, i je znalazł. Były to ślady butów z gwoździami i prowadziły one w kierunku farmy Patricka Duffy’ego, białego farmera, tuż za granicą rezerwatu. Tam właśnie udał się Ug.

Pan Duffy wyszedł z kolacji z plamą od jajka na kombinezonie i ogniem w oczach. Był to wysoki, szeroki, gruby mężczyzna z garścią włosów koloru ognia, szczęką jak góra lodowa i pięściami jak demijohny. Ug zdjął swój kapelusz, ukłonił się i zapytał grzecznie, czy pan Duffy widział świnię o imieniu Generał Grant.

„Widziałem” — powiedział pan Duffy, surowym głosem.

„Gdzie ona jest, proszę?”

„W moim chlewie” — odpowiedział pan Duffy.

„Zabiorę ją stąd” — powiedział Ug.

„Nie zabierzesz” — powiedział pan Duffy.

„Ale ona jest moja” — zaprotestował Ug.

„Była” — poprawił go pan Duffy. „Teraz jest moja”.

„Od kiedy, Patsy Duffy?” — Ug zaczynał się denerwować; słyszał opowieści o panu Duffy’m.

Illustration for Ostatni z płaskostopych

"Twoja złodziejska świnia," oświadczył pan Duffy, "przyszła i zjadła moje nagradzane pietruszki. Miałem zamiar pokazać je na stanowych targach. Były warte jedenaście dolarów — przynajmniej dla mnie — nie licząc honoru i chluby. Teraz zostały zjedzone. Zatrzymam tę świnię."

"Oddaj mi moją świnię, Patsy Duffy!" krzyknął Ug.

"Oddaj mi moje pietruszki," odpowiedział pan Duffy chłodno.

"Ale generał Grant nie zjadł twoich pietruszek," powiedział Ug. "Nienawidził pietruszek. I w każdym razie był cały dzień w domu. Ty je zabrałeś..."

"Słuchaj, Injin," powiedział pan Duffy surowo, "nie mam czasu stać tutaj i dyskutować z tobą."

BokRobot · Page 12 / 22

Ug drżał z emocji, którą uznawał za grzeszną i sprzeczną ze wszystkimi zasadami moralnymi. Na pobliskim stosie drewna leżała siekiera, a oczy Uga przeskakiwały z niej na krzaczastą głowę Patricka Duffy'ego, a potem znowu na siekierę; przez chwilę cywilizacja chwiała się. Następnie Ug, z wyrazem determinacji, nałożył kapelusz na swoje czarne włosy.

"W porządku, Patsy Duffy," powiedział z godnością. "Po prostu poczekaj! Powiem o tobie mojemu wujowi." I Ug odwrócił się.

"Możesz powiedzieć też swojej cioci," zawołał pan Duffy za nim, "i wszystkim swoim kuzynom. Ale świnia zostaje tutaj, a jeśli przyłapię cię, Injin, jak się tu kręcisz, wyrzucę cię na gołe łapy."

Ug skierował się w stronę chaty z ponurą miną. To była niesprawiedliwość, rażąca niesprawiedliwość. Był podopiecznym Wujka Sama i nie zamierzał pozwalać, by tak się z nim obchodzono, nawet przez Patsy'ego Duffy'ego.

"To nie chodzi o świnię; chodzi o zasadę," mruknął Ug, maszerując dalej.

Nie było tak, że był sentymentalnie przywiązany do generała Granta; świnia rzeczywiście stała się bardziej utrapieniem niż zwierzątkiem domowym. Ale świnia była jego własnością, a inny człowiek ośmielił się ją zabrać. Ug potrząsnął pięścią w kierunku domu Duffy'ego.

"Pożałujesz tego dnia, Patsy Duffy," powiedział Ug; oglądał melodramaty. Następnie zaśmiał się pod nosem. Dotarł do chaty i jego wzrok padł na obraz Floty Atlantyckiej; wyobrażał sobie, jak jej wielkie działa powalają Patsy'ego Duffy'ego na kolana.

BokRobot · Page 13 / 22

Ug udał się do swojego nauczyciela, jako najbliższego reprezentanta Wujka Sama, i przedstawił sprawę porwanego generała Granta. Nauczyciel wysłuchał go ze współczuciem, ale potrząsnął szarą głową; znał Patsy'ego Duffy'ego, jego wybuchowy temperament, jego ciężką pięść, jego ogromny majątek oraz jego wpływy polityczne. Zauważył Ugowi, że odzyskiwanie porwanych świń nie należy do obowiązków nauczyciela; ponadto, Ug nie był już uczniem, lecz człowiekiem świata. Ug zasugerował bezpośrednie zwrócenie się do Wujka Sama. Nauczyciel stwierdził kategorycznie, że to nigdy nie będzie możliwe. Wujek Sam był zbyt zajęty, by przejmować się jedną świnią. Nigdy, zapewnił Ugowi nauczyciel, nie zajmował się osobiście żadną sprawą dotyczącą mniej niż miliona świń; jego najemnicy zajmowali się mniej ważnymi sprawami, powiedział nauczyciel, potajemnie gratulując sobie, że określenie „najemnicy” było dość dobrym posunięciem.

Prawo, zasugerował nauczyciel, było po stronie Uga; jego najlepszą radą dla Uga było skonsultowanie się z prawem w osobie Marcellusa Q. Wigmore'a, adwokata i radcy prawnego, w jego biurze w Timberlake City. Tak, to było postępowanie zgodne z zasadami cywilizowanymi. Wujek Sam by to pochwalił; tak, tak, należy bezwzględnie skonsultować się z prawem.

Ug, nieco zawiedziony, lecz wcale nie zniechęcony, natłuścił włosy, otrzepał z kurzu swój kapelusz i przeszedł pieszo szesnaście mil do Timberlake City. Wspaniałość prawa, uosabiana przez adwokata i radcę prawnego Wigmore'a, zasiadała na tronie w dwóch zakurzonych, tylnych pokojach nad sklepem z paszami dla zwierząt na Main Street. Ugowi pozwolono siedzieć w zewnętrznym pokoju, dopóki nie zrobił na nim wrażenia, a to nie trwało długo, gdyż było to duszące, przerażające miejsce, pachnące prawem, wyłożone książkami z uchylonymi statutami oraz raportami komisji ds. melioracji — książkami wyglądającymi na ważne, z oprawami pokrytymi strupem. Następnie Ug został wezwany do adwokata Wigmore'a, szczupłego, zakurzonego mężczyzny o prehistorycznym wyglądzie, z oślepiająco łysą głową, imponującym frakiem i kołnierzem przypominającym złośliwy płot.

BokRobot · Page 14 / 22

Ten skrzywił sprytnie usta i powiedział uroczystym, sądowym tonem: „W jaki więc sposób mogę mieć zaszczyt służyć panu?”

Ug, onieśmielony, wydukał: „Patsy Duffy porwał generała Granta”.

„Ah?” — powiedział pan Wigmore. „Ah?”

„Powiedział, że zjadł jego pasternaki” — pospieszył się Ug. „Ale generał Grant nigdy ich nie jadł. Nienawidził pasternaków — serio.”

"Ach," powiedział pan Wigmore, "ciekawostka historyczna. Ale jakże, jeśli wolno mi spytać, smaki zmarłego generała mają się do mnie?"

Ug opowiedział historię o porwaniu swojej świni. Pan Wigmore powiedział sobie w duchu: "Patsy Duffy? Ach, tak; ach, tak." Następnie zwrócił się do Uga, jakby był on ławnikiem.

"Mój drogi panie," powiedział poważnie adwokat i radca prawny Wigmore, "to rzeczywiście dość poważny problem prawny. Hur-r-rumph! Tak, dość poważny problem prawny. Wahałbym się przed wydaniem opinii ex-cathedra w kwestii dotyczącej tak spornego punktu jurysprudencji. Hur-r-rumph!"

Ug słuchał, zdezorientowany, lecz zafascynowany. Oczy pana Wigmore'a wędrowały po brudnym suficie.

"Hur-r-rumph!" powiedział, dokonując basowym głosem sądowego odchrząknięcia. "Postarajmy się przedstawić sprawę w najprostszych możliwych słowach. Mamy pana, powoda, stronę pierwszej; mamy Patricka Duffy'ego, pozwanego, stronę drugiej; mamy pewnego generała Granta, świnię, casus belli, stronę trzecią; mamy pewne pietruszki, stronę czwartą. Strona pierwsza twierdzi, że strona druga dopuściła się przestępstwa polegającego na kradzieży, zabraniu i konfiskacie strony trzeciej, ponieważ wspomniany Duffy twierdzi, że wspomniany generał Grant bezprawnie zjadł, pożarł i skonsumował, albo doprowadził do skonsumowania, strony czwartej. Powód utrzymuje, że może udowodnić alibi wspomnianego generała Granta i że wspomniany generał Grant jest niewinny czynu przypisanego mu przez stronę drugą. Czy to przedstawienie sprawy jest poprawne, sir?"

"Tak, sir," powiedział Ug, już oszołomiony.

Pan Wigmore sięgnął po książkę ważącą dziesięć funtów. Przez kilka minut przyglądał się jej stronom w mrocznym skupieniu. Następnie przemówił:

BokRobot · Page 15 / 22

"Hur-r-rumph! Aby mówić ex capite, wasza sprawa nie jest niczym innym niż sprawą Bullpitta versus Nudd, 67 Rhode Island, 478, w której szanowny sąd orzekł, że bezprawne uprowadzenie zwierząt jest contra bonos mores; i, jeśli dobrze pamiętam — a myślę, że tak — skazał pozwanego na grzywnę w wysokości dwóch dolarów oraz zwrot kosztów. Wasza sprawa, sir, wyraźnie dotyczy definicji meum i tuum; i, mówiąc cum grano salis, ma precedens, jeśli moja pamięć mnie nie myli, a nie sądzę, by tak było, w sprawie International Knitted Knight Klose Korporation versus Gumbel et al., 544 South Carolina, 69, choć muszę was ostrzec, że kwestią do rozstrzygnięcia będzie, w jakim stopniu doktryna caveat emptor koliduje z doktryną cave canem. Widzicie to sami, prawda?"

Ug, całkowicie oszołomiony, skinął głową.

Pan Wigmore zamyśleniem pocierał kciukiem kościstą brodę.

"Inter se," zauważył, "będzie wymagało to wielu badań, aby ustalić, jakie jest wasze zadośćuczynienie. Wasza świnia została złapana in flagrante delicto, według pozwanego, co czyniłoby go participem criminis, czyż nie?"

Ug przełknął ślinę.

"Być może," powiedział pan Wigmore, "możliwe będzie uzyskanie nakazu habeas corpus. Albo też moglibyśmy postawić pozwanego w stan oskarżenia za uprowadzenie. Być może chodzi o kwestię praw rzeczowych. Wstrzymuję się z wypowiedzią bez konsultacji z autorytetem w dziedzinie deliktów. Macie dziesięć dolarów?"

Ug je miał. Wyciągnął je i zobaczył, jak znikają w zagłębieniu pod plisami długiego płaszcza pana Wigmore'a.

"Proszę poczekać tutaj," powiedział pan Wigmore, "póki przejdę na naradę."

Pan Wigmore odszedł do drugiego pokoju, a drzwi zamknęły się za nim. Przez dziesięć minut obserwował mężczyzn rzucających podkowami na ulicy poniżej, a potem wrócił, z poważną miną, do świętego miejsca, gdzie czekał Ug, obficie się pocąc.

"Mój drogi panie," powiedział pan Wigmore łagodnie, "moja rada dla was brzmi: odpuśćcie tę sprawę."

Ug spojrzał z niedowierzaniem.

"I nie odzyskam swojej świni?" zadrżał.

"Co," powiedział filozoficznie pan Wigmore, "znaczy mniej lub więcej jedna świnia w kosmicznym planie?"

"Ale ona jest moja! Chcę odzyskać swoją świnię!" Ug był już bliski łez.

BokRobot · Page 16 / 22

"Posiadanie," zauważył pan Wigmore, okazując niecierpliwość, "to dziewięć dziesiątych prawa. Przychodziliście do mnie po radę. Dałem wam ją. Otrzymaliście ją. Prawo nie mówi niczego, co by wam pomogło. Zapomnijcie o świni."

"Ale to nie fair! Ona należy do mnie! Patsy Duffy jest złodziejem!"

Pan Wigmore stał się surowy.

"Uważajcie, młody człowieku," powiedział. "Istnieją prawa przeciwko zniesławianiu. Pan Duffy jest szanowanym członkiem tej społeczności. Jego brat jest szeryfem, jego szwagier jest sędzią okręgowym, a jego syn jest prokuratorem okręgowym. Dzień dobry. To taki piękny, ciepły dzień, prawda?"

Ug znalazł się na Main Street, oszołomiony. Odwołał się do prawa, a ono go zawiodło. Wydawało mu się niemożliwe, by tak uczony człowiek jak Marcellus Q. Wigmore mógł się mylić, a jednak Ug przyjął tę herezję. Wydawało mu się, że ma prawo odzyskać swoją świnię. Zdecydował się zwrócić do innego przedstawiciela Wujka Sama, superintendenta rezerwatu.

Superintendent był człowiekiem o pogodnym usposobieniu, który często i głośno deklarował miłość do Indian. Wiatr polityki zawiał nim z jego sklepu z cygarami w Altoonie, w Pensylwanii, gdzie Indianie, z wyjątkiem tych drewnianych, są czymś rzadkim, na jego obecne stanowisko. Powitał Uga serdecznie, niemal czule, poklepał go po plecach i zapytał o jego zdrowie. Ug odpowiedział, że jest w stanie prześladowania i że nie ma już świni, a następnie opowiedział historię o utracie Generała Granta. Superintendent był przerażony, pełen współczucia i jednocześnie oburzony.

"Jak śmieli ten koleś Duffy zabrać własność jednego z moich Indian?" zapytał z gniewem. "Dam mu popalić! A teraz nie martwcie się, młody człowieku. Zajmę się tą sprawą osobiście, rozumiecie?" I odprowadził Uga z biura, poklepując go po plecach.

BokRobot · Page 17 / 22

Ug czekał tydzień. Ale jego świnia nie została zwrócona. Zebrał w sobie odwagę, umył swoją gumową obrożę i ponownie, drżąc, udał się do nadinspektora. Gdy zbliżał się do biura, zauważył, że nadinspektor jest zajęty rozmową z jakimś gościem. Ug zatrzymał się. Teraz mógł zobaczyć tego gościa. Nie było wątpliwości co do tego znaku rozpoznawczego: rudych włosów i ramion grubych jak stóg siana. Ug uśmiechnął się; bez wątpienia w tej właśnie chwili nadinspektor karcił Duffy’ego za kradzież świnie. Potem Ug spostrzegł, że to raczej niemożliwe, bo pan Duffy wydał z siebie ryk śmiechu, a Ug ze zdumieniem usłyszał, że nadinspektor śmiał się razem z nim. Ug zbliżył się bliżej do okna. Zobaczył, że na stole między dwoma mężczyznami leżały karty, stosy żetonów i brązowa butelka. Ug odszedł tak cicho, jak przyszedł. Nie wrócił już do nadinspektora. Jakoś wyczuł, że to nie przyniesie żadnego skutku.

Poszedł do nauczyciela. Co mógł teraz zrobić? Napisać do jednego z mężczyzn w Waszyngtonie, którym Wuj Sam powierzył zadanie opieki nad Indianami, zasugerował nauczyciel.

Ug wrócił do swojej chaty i przez cały wieczór zmagał się z długopisem, atramentem i papierem. Nazajutrz rano przygotował brudną notatkę:

Komisarz ds. Indian, Waszyngton, D.C.

Panie Komisarzu: Miałem świnię — kupiłem ją za 3,45 dolara. Nazywała się General Grant. Patsy Duffy ją ukradł. General Grant nie jadła tych pasternaków. Nienawidziła ich bardziej niż diabła. Uważam, że biały człowiek nie ma prawa zabierać Indianom świń. Chcę odzyskać swoją świnię. Proszę powiedzieć o tym Wujowi Samowi.

Z wyrazami szacunku, George Washington Ug Indianin z Flatfoot

Po wysłaniu tego listu Ug czekał spokojnie i z pewnością. Od czasu do czasu spoglądał na Flotę Atlantycką i z dumą myślał, że na jego jedno słowo ta potężna machina zostanie uruchomiona przeciwko temu rudowłosemu mężczyźnie o imieniu Duffy. Po jedenastu dniach otrzymał list — długi, wyglądający na ważny dokument z orłem w rogu. Podekscytowany otworzył go. Było w nim napisane:

Panie: W odpowiedzi odsyłam do nr 73965435, akt 4534, sekcja 23x.

Wasza wiadomość została odebrana i zostanie rozpatrzona w odpowiednim czasie.

BokRobot · Page 18 / 22

Główny urzędnik Głównego Urzędnika, Departament Spraw Wewnętrznych

Ug nie był zadowolony z listu. Liczył na krótkie, stanowcze polecenie skierowane do Patricka Duffy'ego, które doprowadziłoby do natychmiastowego zwrotu jego świni. Poza tym, list ten wydawał się tak chłodny, zdystansowany i bezosobowy, zważywszy, że autor był krewnym Wujka Sama. Zastanawiał się, ile czasu oznacza „w odpowiednim czasie”. Kiedy okazało się, że okres ten przekroczy dwa tygodnie, Ug, coraz bardziej niecierpliwy, napisał pocztówkę do indyjskiego komisarza:

Panie komisarzu: Co z moją świnią?

Z wyrazami szacunku, George Washington Ug, Indianin z Flatfoot.

Otrzymał odpowiedź w ciągu tygodnia:

Drogi panie: W odpowiedzi proszę odnieść się do nr 656565, polecany; świnia.

Staranne przeszukanie archiwów tego departamentu nie doprowadziło do znalezienia żadnej świni, świń ani innych zwierząt należących do pana, dlatego nie jesteśmy w stanie zrozumieć treści pańskiego listu z dnia dziewiętnastego.

Główny urzędnik Biura Zaginionych Zwierząt.

Ug głośno westchnął, gdy to przeczytał. Kupił nową butelkę atramentu i przez dwa dni oddał się żmudnemu zadaniu pisania listu. List, który wysłał do Waszyngtonu, brzmiał:

Panie komisarzu: Proszę posłuchać. Jestem dobrym, małym Indianinem. Miałem świnię. Nazywała się General Grant. Patsy Duffy, zły człowiek, ale biały, ukradł mi tę świnię. Mówił: „G. Grant i jego pietruszki”. To kłamstwo. Przestrzegam wszystkich praw, a nauczyciel mówi, że jestem „sibbleized”. Proszę powiedzieć Wujkowi Samowi, że chcę odzyskać swoją świnię.

Z wyrazami szacunku, George Washington Ug, Indianin z Flatfoot.

Dziesięć dni później do Uga nadeszła bardzo gruba koperta, którą przyjął triumfalnie. Kupił nawet puszkę skondensowanego mleka na imprezę z okazji powrotu Generała Granta. W swojej chacie otworzył list. Brzmiał on:

Drogi panie: W odpowiedzi proszę odnieść się do nr 4399768554333; sekcja 29, podsekcja 9.

Pański wniosek został przyjęty i umieszczony w aktach. Nic nie można zrobić z powodu braku wystarczających informacji. Proszę odpowiedzieć na załączony kwestionariusz i odesłać go na powyższy adres.

Jakie jest pańskie pełne imię i nazwisko?

Kiedy i gdzie się pan urodził?

BokRobot · Page 19 / 22

Jakie ma pan dowody, że się pan urodził?

Jakie są imiona i nazwiska państwa rodziców, data ich urodzenia, wiek, płeć oraz przyczyna śmierci, jeśli taka była?

Do jakiego plemienia należy pan?

Jakiej jest pan płci?

Jakie jest pełne imię i nazwisko świni w tym przypadku?

Jakiej jest ona płci?

Czy ma ona jakieś charakterystyczne cechy? Proszę przesłać mapkę z zaznaczonymi tymi cechami.

Proszę podać wymiary świni, korzystając z załączonej tabeli pomiarowej.

Czy to pan sam ukradł tę świnię?

Jeśli nie, proszę dołączyć fakturę sprzedaży.

Proszę dołączyć oświadczenie podpisane przez pięciu świadków, potwierdzające, że świnia ta nie lubi pasternaków.

Proszę dołączyć fotografię świni oraz próbkę pasternaka, który rzekomo została przez nią zjedzona.

Proszę dołączyć pełny opis Patricka Duffy'ego, podając imię, wiek, płeć oraz fotografię — bez kapelusza.

Główny urzędnik, Biuro Roszczeń, Sekcja Flatfoot.

Ug potrzebował trzech dni, siedmiu długopisów, dwóch butelek atramentu — jedna się rozlała — dwóch pobrudzonych koszul i wielu westchnień, aby odpowiedzieć na te pytania, ale odpowiedział. Wysłał list i zaczekał.

Biuro ds. Indian odpowiedziało po dwóch tygodniach, że jego pismo zostało odebrane i starannie rozpatrzone; jednakże, ponieważ sprawa ta wydawała się dotyczyć świni, została przekazana do Departamentu Rolnictwa. Sekretarz sekretarza Departamentu Rolnictwa napisał do Uga, że sprawa została przekazana do Biura ds. Hodowli Zwierząt. Ug, zdezorientowany, wysłał pośpiesznie pocztówkę, aby powiedzieć, że generał Grant nie ma męża, ale ta informacja została zignorowana. Zamiast tego otrzymał list informujący, że ze względu na aspekty prawne sprawy, została ona przekazana do Departamentu Sprawiedliwości. Ug westchnął i zaczekał. Departament Sprawiedliwości przekazał sprawę, jak poinformowano Uga, dziewiątemu zastępcy prokuratora generalnego, który przeanalizował ją przez kilka dni i odesłał do Komisarza ds. Spraw Indian, który napisał do Uga, pytając, czy to świnia, czy oszustwo, które stracił.

BokRobot · Page 20 / 22

Ug napisał na pocztówce „Świnia, Świnia, Świnia!” i wysłał ją do Waszyngtonu. Dzień następował po dniu. Żaden list nie dotarł do Uga. W końcu nie mógł już dłużej znosić opóźnień. Pewnej nocy postanowił zagrać swoją kartą atutową. Napisał do Wujka Sama:

Drogi Wujku Samie: Znasz mnie. Jestem George Washington Ug, bardzo cywilizowany, dobry Indianin; noszę kapelusz derby; chodzę do kościoła; modlę się; nie walczę. A teraz ten Patsy Duffy, zły biały człowiek, zabrał mi moją świnię, generała Granta, i nie wiem, jak on do tego doprowadził. Proszę, wyślijcie duże okręty wojenne i sprawcie, aby Patsy Duffy oddał mi moją świnię, proszę.

Twój kochający siostrzeniec, George, Flatfoot.

Wątpliwości, obawy i irytacja odeszły w cień, gdy Ug czytał i ponownie czytał swój list. Teraz wszystko było już jasne co do Patsy Duffy. Wuj Sam nie mógł oprzeć się temu listowi, nawet jeśli dotyczyło to mniej niż miliona świń. Było to niesprawiedliwe wobec jego podopiecznej, a Wuj Sam nie mógł na to pozwolić. Ug uśmiechnął się, pisząc na kopercie swoją dużą, okrągłą, niechlujną ręką: „Wuj Sam, Waszyngton, D. C.”

Odpowiedź nadeszła szybciej niż odpowiedzi na jakiekolwiek jego inne listy; Ug wiedział, że tak będzie. Podniósł oficjalną kopertę niemal z czcią. Przyniósł ją w ręku obok innych Indian. Chciał, żeby zobaczyli, że on, Ug, otrzymał list od swojego Wujka Sama. Odłożył przyjemność otwarcia jej na później, tak jak dziecko zostawia najlepszy kawałek tortu na koniec. Otworzył ją po chwili błogiego rozmyślania w swojej własnej chacie. Gdy ją czytał, brązowa twarz Uga stała się jakby filiżanką kawy, do której nagle dodano dużą ilość mleka. List był krótki i formalny.

Był od Departamentu Poczty i brzmiał:

W Waszyngtonie, D. C., nie znana jest żadna osoba o imieniu Wuj Sam. W przyszłości proszę podawać pełne imię oraz nazwę ulicy i numer domu.

Illustration for Ostatni z płaskostopych

Ug poczuł się, jakby ktoś uderzył go toporem. Wziął siebie, swoje zdumienie i swoją twarz „café-au-lait” i poszedł do nauczyciela.

„Jakie jest nazwisko Wujka Sama?” – zapytał.

Nauczyciel nie wiedział. Ug przyłapał go w chwili nieuwagi; wyznanie samo z siebie wyszło z jego ust; nauczyciel zardzewiał, zdezorientował się.

BokRobot · Page 21 / 22

„Jaka jest ulica i numer domu Wujka Sama?” – zapytał Ug. Jego małe oczy wyrażały teraz podejrzliwość.

Nauczyciel nie wiedział.

„Ug” – powiedział w najbardziej uprzejmy sposób – „jesteś już dorosłym mężczyzną. Myślę, że może powinienem ci powiedzieć. Wuj Sam nie jest człowiekiem; to znaczy, nie jest taki jak ty czy ja. Jest on swego rodzaju – cóż, swego rodzaju duchem.”

„Jak Bóg?” – zapytał Ug.

„Och, nie, nie, nie, nie, nie! Nie jak Bóg.”

„Jak Święty Mikołaj?”

„Tak, tak; właśnie tak” – powiedział nauczyciel pospiesznie. „Raczej bardziej jak Święty Mikołaj.”

Illustration for Ostatni z płaskostopych

„Nauczycielu” – powiedział Ug, a jego twarz była poważna jak totemowy słup – „trzy lata temu powiedziałaś mi, że Święty Mikołaj nie istnieje.”

Nauczyciel odwrócił wzrok od Uga. Temat ten był dla niego bardzo nieprzyjemny.

"Byłeś dobrym chłopcem, Ug," powiedział.

"Starałem się być," powiedział Ug, podnosząc swój kapelusz.

Ug wrócił do domu przez cichy wieczór, bardzo wolno; jego kwadratowa głowa była pochylona do przodu, tak że broda zasłaniała jego gumowy kołnierzyk; ścieżka przez łąkę była dobrze oświetlona wschodzącym księżycem, ale stopy Uga od czasu do czasu zbaczały z niej; chodził jak bardzo zmęczony człowiek. Niedaleko od swojej małej, czerwono-biało-niebieskiej chaty Ug zatrzymał się. Coś poruszało się w trawie przy ścieżce. Ug pochylił się w jej stronę. Był to duży, błyszczący, czerwony dżdżownica. Ręce Uga podniosły się ku jego głowie, a kiedy opadły, jedna z nich trzymała jego kapelusz. Ostrym ruchem kapelusz odleciał w stronę lucerny. Kura, własność białego sąsiada, zakłócona w swoim pięknym śnie, zaczęła kłapać skrzydłami. Ug wykonał kolejne ostre ruchy. Jednym z nich zdjął swoje spodnie z niebieskiego serża. Innym zakończył ziemskie dni kury, szybko i energicznie ją udusząc.

Kolejnym wyrwał pióra, a jeszcze innym złapał dżdżownicę za szyję, zanim ta zdołała zsunąć się z powrotem do swojej nory. Wtedy cicha noc usłyszała dźwięki — dźwięki dzikiego, wojennego śpiewu w barbarzyńskim języku:

"Koopeekis koopeekis Bobbochee cheebobo Toowanda bonda bonda, Patsy Duffy, Bopokum kobokum."

BokRobot · Page 22 / 22

Sowy i susły, jedyni świadkowie, zobaczyły pulchnego, kwadratowej głowy mężczyznę, z piórami we włosach, nożem w jednej ręce i wijącym się robakiem w drugiej, jak kręci się, skręca i tańczy prymitywny, dziki taniec w świetle księżyca.

Patsy Duffy, paląc swój kukurydziany kij na werandzie w chłodzie wieczora, też usłyszał te odległe dźwięki. Usłyszał, jak zbliżają się. Nie zrozumiał, co się dzieje, dopóki fantastyczna postać nie podskoczyła, jakby była z gumy, na jego werandę. Rozpoznał Uga. Nie był to jednak Ug, którego znał.

Był to Ug z oczami, które płonęły, Ug, który mówił posiekaną, nieokrzesaną mową swoich przodków.

"Co do diabła!" — zgrowlał Patsy Duffy, podnosząc się.

Illustration for Ostatni z płaskostopych

"Biały człowieku, ukradłeś mi świnię! Jestem bardzo złym Indianinem! Daj mi tę świnię albo spotka cię piekło!"

"Wykopuję cię stąd——" zaczął Patsy Duffy, ale nie miał szansy dokończyć swojej groźby. Ug był już nad nim, drapał go jak demon; jedna brązowa dłoń ściskała jego rude włosy, druga trzymała długi scyzoryk. Wpadli na ziemię, a Ug był na górze. Noc przerwała przeraźliwa wrzaska, jakby pijany ptak wippoorwill utknął w piłę łańcuchową; oddech i duch opuściły Patricka Duffy'ego; znał ten krzyk; wiele lat temu przerażał on białych pionierów; był to wojowniczy okrzyk plemienia Flatfeet.

"Puść mnie!" jęczał Patrick Duffy. "To był tylko żart, Ug. Naprawdę!"

Nawet odważniejszy człowiek mógłby poczuć strach przed dzikością wojownika plemienia Flatfeet. Ug wstał. Spojrzał złowrogo na leżącego Duffy'ego.

"Biały człowieku," powiedział Ug, "jeśli złapię cię w pobliżu mojego tipi, oskalpuje cię."

Ale Ug wiedział po oczach Patricka Duffy'ego, że taka sytuacja nigdy nie nastąpi.


Pośród oświetlonego księżycem łąka poruszała się jakaś sylwetka; kształtem przypominała worek z gorącą wodą podczas przypływu. Niektóre pióra w jej włosach rzucały groteskowe cienie; poruszała się z triumfalnym krokiem, co było niemałym wyczynem, biorąc pod uwagę, że w swoich ramionach trzymała mocno przytuloną grubą, wijącą się świnię.

BokRobot

BokRobot

BokRobot brings together books and fairy tales to read and explore. Discover a growing collection, or create books and fairy tales of your own.