F. AnsteyTragedia zabawek

BokRobot reading edition

Books

Free

Tragedia zabawek

F. Anstey

5,635 words
Choose version
Uruchomiono: 2026-09-11 11:30BokRobot · Page 1 / 18

To historia głównie o lalkach, i obawiam się, że wszystkim chłopcom oraz wielu dziewczynkom, które bardzo starały się zapomnieć, że kiedykolwiek miały lalki, nie będzie chciało się jej słuchać. Mimo to, jak ich na samym początku ostrzegłem, nie powinni mnie winić, jeśli przeczytają dalej i uznają, że ich to nie interesuje.

Było już ciemno, a krzyżujące się cienie wysokiej, drucianej bariery migotały na ścianach i suficie pokoju Winifred w świetle ognia. Najnowsza lalka Winifred, Ethelinda, siedziała na szczycie komody, oparwszy się leniwie o ścianę.

Ethelinda była wyjątkowo piękną lalką. Miała miękkie, gęste, złote włosy ułożone w najnowszej modzie, pełne, niebieskie oczy o większej wyrazistości niż oczy większości lalek, cerę o kolorze płatka róży, dumną, małą kędzierkę na czerwonych ustach oraz strój prosto z Paryża. Powinna była być szczęśliwa z powodu wszystkich tych zalet, a jednak była wyraźnie niezadowolona. Spoglądała pogardliwie na wszystko dookoła: kolorowe obrazki z ilustrowanych gazet na ścianach, wpatrujący się w nią czerwony domek dla lalek, wielką Arkę Noaha na półce oraz brudną, nakrapianą huśtawkę w rogu. Pogardzała nimi wszystkimi.

„Jakże pragnę wrócić na Regent Street” – westchnęła głośno.

Inna lalka siedziała niedaleko, ale Ethelinda nie kierowała do niej swoich słów, bo ta wcale nie wydawała się typem osoby, która by ją zachęcała. Z pewnością wyglądała dziwnie: jej głowa była nieco za duża w stosunku do ciała, a ciało z kolei było zdecydowanie za duże w stosunku do nóg. Miała puszyste, białe włosy i twarz dość podobną do twarzy Puncha, tyle że pozbawioną wszelkiej zabawy. Kiedy ktoś mocno ją ucisnął w klatkę piersiową, zaszczekała i zamknęła oczy, jakby to ją bolało – i najprawdopodobniej tak było. Miała na sobie krzykliwy, czerwono-niebieski strój błazna i kiedyś trzymała w każdej ręce cymbał, uderzając nimi o siebie za każdym razem, gdy to sprawiało, że zaczynała szczekać. Jednak zawsze nie lubiła wydawać tak dużo hałasu, bo z natury była cicha i nieśmiała, więc pozbyła się swoich nieprzyjemnych dla ucha instrumentów tak szybko, jak tylko mogła.

BokRobot · Page 2 / 18

Mimo to, nawet bez cymbałów, jej wygląd wcale nie był godny szacunku, a Ethelinda była nieco zirytowana, że siedziała tak blisko, choć ta nigdy nie domyśliła się jej uczuć – co było dla niej szczęściem, bo ta się w niej zakochała.

Od kiedy po raz pierwszy wszedł do przedszkola, sporo go poniewierano, ale życie zaczęło wydawać mu się bardziej znośne od chwili, gdy ona stała się jego częścią. Nigdy wcześniej nie odważył się do niej odezwać; ona nigdy nie dała mu na to okazji. Poza tym wystarczyło po prostu na nią patrzeć. Teraz jednak pomyślał, że ona chce być miła i nawiązać rozmowę.

„Czy jest ci tu bardzo nudno?” zapytał nerwowo.

Ethelinda najpierw się przyglądała; nikt ich sobie nie przedstawił, a ona miała ochotę go zignorować. Jednak po długiej ciszy uznała, że może być dla niej zabawne porozmawianie z kimś, nawet jeśli będzie to tylko taki nędzny, pospolity typ jak ten błazen.

Powiedziała więc: „Nudno? Ty nigdy nie byłaś na Regent Street, bo inaczej nie zadałabyś takiego pytania”.

„Przyjechałem z Lowther Arcade” – odparł.

„Naprawdę?” – przeciągnęła Ethelinda. „W takim razie to musi być dla ciebie miła odmiana”.

„Nie wiem” – odrzekł. „Lubię Arcade. Było tam tak żywo; może trochę głośno – za dużo kręcenia topem, strzelania z pop-gunów i grania na ustnej harmonijce – ale bardzo wesoło. Tak, lubię Arcade”.

„To bardzo zróżnicowane towarzystwo, prawda?” – zapytała. „Nie oczekuje się chyba, że będziesz znał ceny drobiazgów?”

„No cóż, było tam sporo rzeczy za grosze” – przyznał. „I były one bardzo zabawne. Był tam drewniany ptak, który chował głowę i machał ogonem, kiedy pod nim zawieszano ciężarek – to by cię rozśmiało!”.

„Mam nadzieję” – powiedziała Ethelinda lodowato – „że nigdy nie zapomnę siebie tak bardzo, by śmiać się w jakichkolwiek okolicznościach – a już na pewno nie z powodu czegoś za grosze!”.

„Ciekawe, ile kosztował” – pomyślała. „Nie wiele, to widać po jego zachowaniu. Ale może uda mi się go zmusić, żeby mi powiedział”. Zapytała więc głośno: „Pamiętasz, jaka była – ach – premia, którą prosili za przedstawienie cię tutaj? Zdołałaś zapamiętać kwotę?”

„Masz na myśli moją cenę?” – odparł. „Och, jedenaście pensów i trzy farthingi – było to napisane na bilecie”.

BokRobot · Page 3 / 18

„Co za wulgarne stworzenie!” – pomyślała Ethelinda. „Muszę się go pozbyć”.

„Drogie moje” – powiedziała – „to brzmi rzeczywiście bardzo skromnie. Ale może zostałaś ‚zredukowana’?” Bo pomyślała, że może będzie go łatwiej znieść, jeśli kiedyś kosztował trochę więcej.

"Nie sądzę," powiedział. "To jest uczciwa cena sprzedaży."

"Cóż, to bardzo dziwne," powiedziała ona, "bo ten młody mężczyzna z Regent Street—w ogóle bardzo urocza osoba—absolutnie nie chciał się ze mną rozstać za mniej niż trzydzieści pięć szylingów. I mówił o mnie takie wspaniałe rzeczy, że czasami nawet mi go szkoda, bo pewnie bardzo za mną tęskni. Ale cóż, najprawdopodobniej teraz mówi to samo o jakiejś innej lalce!"

"Przypuszczam, że tak," powiedział błazn (w swoim czasie miał do czynienia ze sprzedażą zabawek). "To jego praca, wiesz."

"Nie wiem, jak można to w ogóle stwierdzić," powiedziała Ethelinda, która nie spodziewała się, że się z nim zgodzi. "Lowther Arcade to nie Regent Street."

Błazn nie chciał się z tym spierać. "A byłaś bardzo zadowolona na Regent Street?" zapytał.

"Zadowolona?" powtórzyła. "Cóż, nie wiem. Przynajmniej nie było tam nudno. Byłam w najlepszej grupie—tej za dwie funty—i oni zawsze organizowali coś, żeby nas zabawić w oknie: pokaz mody, symulowaną walkę, przyjęcie ogrodowe albo coś w tym rodzaju. Last winter zorganizowali bal przebierańców; poszłam jako Mary Stuart i była bardzo podziwiana. Ale tutaj—" i skończyła to pogardliwym wzruszeniem ramion.

"Nie sądzę, żeby było tu aż tak źle, kiedy się już przyzwyczaisz," powiedział. "Nasza pani—"

"Proszę, nie używaj tego nieprzyjemnego słowa," przerwała ostro. "Nie słyszałaś o 'prawach lalek'? Nazywamy tych ludzi 'hostessami'."

"Cóż, nasza hostessa—Winifred—nie jest nieuprzejma. Nie bardzo mnie lubi, a jej kuzyn, pan Archie, sprawia mi sporo kłopotów, kiedy mi się trafi na drodze. Ale tak naprawdę jest bardzo uprzejma i dba o ciebie."

BokRobot · Page 4 / 18

"Uprzejma i dba o ciebie!" szydziła Ethelinda (a jeśli nigdy nie widziałaś, jak lalka szydzi, nie możesz sobie wyobrazić, jak to jest przerażające). "Nie uważam za okazywanie uwagi to, że traktowana jestem jak dziecko przez dziewczynkę, która nie umie się nawet porządnie ubrać—bez stylu, bez elegancji, a rano nawet nosi spódniczkę!"

Tak właśnie mówią o swoich dobroczyńcach niektóre kosztowne lalki dla pań, kiedy brakuje gazu i myślą, że nikt ich nie słyszy. Nie wiem, czy zwyczajne, staromodne lalki, o które nie dba się tak starannie, ale które są kochane często z większą czułością, są tak samo złe; trudno jednak powiedzieć — lalki są niezwykle przebiegłe, a są i ludzie, całkiem biegli w innych sprawach, którzy szczerze przyznają, że w ogóle ich nie rozumieją.

„A społeczeństwo tutaj” — kontynuowała Ethelinda, nie szczędząc uczuć drugiej — „jest naprawdę zbyt straszne, by to opisać słowami. Dlaczegoż ci ludzie z tamtego małego, nędznego domku, mającego zaledwie cztery pokoje i drzwi wejściowe, których nie można otworzyć, nie mieli choć tyle przyzwoitości, by mnie odwiedzić? Nie, że zwróciłabym na to jakąkolwiek uwagę, gdyby to zrobili, ale to pokazuje, kim są. A któregoś dnia usłyszałam, jak jakaś przerażająca istota w sukience w kwiaty, mająca na głowie jedynie cynowy szpil, pytała inną okropność, co woli — udawaną herbatę czy sok pomarańczowy!”.

„Cóż, ja sama wolę udawaną herbatę” — powiedział błazen — „bo, widzisz, nie mogę przełknąć soku pomarańczowego, a to szkodzi moim sukienkom i cerze”.

„Być może” — powiedziała pogardliwie. „Dzięki Bogu, nikt mnie o to nie prosił, bym tego spróbowała — nawet panna Winifred wie lepiej. Ale tak czy inaczej, jest tu strasznie nudno i przypuszczam, że już na zawsze tak będzie. Kiedyś miałam nadzieję, że kiedy wyjdę w świat, zostanę bohaterką i przeżyję własną przygodę”.

„Co to jest przygoda?” — zapytał.

„Myślałam, że nie zrozumiesz” — powiedziała. „Prygoda to — cóż, zaczyna się od szampana i papierosów”.

„Ale co to jest szampan?” — przerwał.

„Coś, co się pije” — powiedziała. „Co innego to może być?”

„Rozumiem” — powiedział. „Coś w rodzaju soku pomarańczowego”.

BokRobot · Page 5 / 18

"Sok pomarańczowy!" krzyknęła Ethelinda pogardliwie. "To wcale nie jest sok pomarańczowy. To—" (nie wiedziała, z czego to było zrobione, ale nie było sensu mówić mu o tym) "Nie mogłabym ci tego wytłumaczyć bez zbyt dużego wysiłku; jesteś tak bardzo ignorantem. Ale jest tego mnóstwo w romansach. I książęta, i strażnicy, i bycie bardzo piękną i cudownie nieszczęśliwą, aż do samego końca—to jest romans! Moja kapeluszniczka zwykła mi to czytać, kiedy ubierała mnie na ten bal, o którym ci mówiłam."

"Nie miałbyś nic przeciwko temu, żeby mi powiedzieć, czym jest bohaterka?" zapytał. "Wiem, że jestem bardzo głupi."

"Bohaterka? Och, każda lalunia może być bohaterką. Zawsze czułam, że bohaterki są takie jak ja. Były albo bardzo dobre, albo bardzo złe, a jestem pewna, że mogłabym być jedną z nich, gdybym tylko miała okazję. Myślę, że byłoby zabawniej być trochę złą, ale to nie jest takie łatwe, wiesz."

"Powinienem pomyśleć, że byłoby to bardziej niewygodne," zasugerował.

"Ach, ale widzisz, nie masz w sobie żadnego sentymentu," powiedziała pogardliwie.

"Nie," przyznał, "obawiam się, że nie. Przypuszczam, że nie mogli tego włożyć za jedenaście pensów i trzy farthingi."

"Nie sądzę," powiedziała Ethelinda. "To bardzo drogie." A potem, po krótkiej ciszy, dodała bardziej poufnie: "Właśnie mówiłaś o panu Archiem. Bardzo lubię tego chłopca, wiesz. Wierzę, że mogłabym coś z niego zrobić, gdyby tylko mi na to pozwolił."

"To niegrzeczny chłopiec," powiedział błazen, "i jeszcze zły charakter ma."

"Tak, prawda?" zgodziła się podziwiająco. "Lubię go za to. Wyobrażam sobie, że książę czy strażnik musi być trochę taki jak on—wszyscy mają złe, czarne oczy i długie, niespokojne palce. Nie byłoby tak nudno, gdyby mnie trochę zauważył, ale on nigdy tego nie zrobi!"

"W przyszłym tygodniu wraca do szkoły," powiedział błazen raczej wesoło.

"Tak szybko!" westchnęła Ethelinda. "To ledwo czas, żeby zrobił ze mnie prawdziwą bohaterkę. Jakże bym chciała, żeby to zrobił! Nie obchodziłoby mnie, jak to zrobi i co z tego wyniknie. Jestem pewna, że bym się tym cieszyła i że dałoby mi to coś, o czym mogłabym myśleć przez całe życie."

BokRobot · Page 6 / 18

"Powiedz to jeszcze raz, moja delikatna panienko; powiedz to jeszcze raz!" — krzyknął z ich pobliża chrapliwy, drwiący głos.

Illustration for Tragedia zabawek

"A jeśli naprawdę to masz na myśli, może stary Glutton-Sausage zdoła ci to zapewnić. W swoim czasie dokonał on więcej cudownych rzeczy niż ta, mogę ci to powiedzieć."

Głos dobiegał ze starego niemieckiego zegara na kominku — a raczej z dziwnej, pomalowanej drewnianej figurki, która była jego częścią: brzydkiego starca, który siedział na górze z talerzem kiełbasek na kolanach i widelcem w jednej ręce. Co minutę powoli nabierał na widelec kiełbaskę, a potem nagle ją połykał, przy czym jego dolna szczęka drgała, a wąskie oczy przemieszczały się w przerażający sposób.

Dzieci dawno temu nadały mu przydomek "Sausage-Glutton", na który z całą pewnością zasługiwał. Był on swego rodzaju magikiem, z mnóstwem mechanizmów wewnątrz, a przy tym był złośliwy i podstępny — prawdopodobnie z powodu wszystkich tych drewnianych kiełbasek, które pożerał, co mogło zrujnować czyjeś trawienie i temperament.

"Dobry Boże!" — krzyknęła Ethelinda, zaskoczona. "Kim jest ta osoba?"

"Kimś, kto może być twoim dobrym przyjacielem, piękna panienko, jeśli tylko pozwolisz mu na to. Więc chcesz tu emocji, prawda? Chcesz być zła, interesująca, nieszczęśliwa i cała reszta? A chciałabyś, żeby młody Archibald — miły chłopak, to prawda — zapewnił ci trochę romansu? Cóż, to zrobi, a już jutro, gorąco i intensywnie, jeśli tylko powiesz słowo."

Ethelinda była zbyt zdezorientowana, by początkowo coś powiedzieć, a przy tym trochę bała się starca, bo ten patrzył na nią w dziwny sposób i jadł tak szybko i nerwowo.

"Nie — och, proszę, nie!" — krzyknął piskliwym głosem ktoś nad nim. Dźwięk dobiegał od dziwnej, małej, kanciastej lalki ze złotopapieryowymi skrzydłami, sukienką z muszli i różdżką z gwiazdką z bibuły na końcu, przymocowaną do ściany nad obrazem. "Nie spodoba ci się to — naprawdę nie!"

"Nie ufaj mu," szepnął błazen. "To zły starzec. Niedawno zrujnował bardzo obiecującego, młodego, tańczącego Murzyna — tak go wytrącił z równowagi, że już nigdy nie będzie mógł się pozbierać."

BokRobot · Page 7 / 18

"Ha, ha!" śmiał się Pożeracz Kiełbasek, pochłaniając kolejną kiełbaskę. "Ten stary facet w dziwnym płaszczu jest zazdrosny, wiesz. Nie może zrobić z ciebie bohaterki, więc nie chce, żeby zrobił to ktoś inny. Kogo to obchodzi, co on mówi? A co do naszej małej drewnianej przyjaciółki tam na górze, to mam nadzieję, że taka wytworna księżniczka jak ty nie będzie słuchała rozkazów jakiejś kretynki, która udaje wróżkę, choć wie, że jej siostry tańczą wokół białych kapeluszy w każdy dzień Derby."

"To nie są siostry; to kuzynki drugiego stopnia," piszczała zbolała holenderska lalka. "I nie mają złych zamiarów; to tylko dobry humor. A cokolwiek powiesz, ja jestem wróżką. Kiedyś miałam własną choinkę; ale musiałam się jej pozbyć — utrzymywanie jej było zbyt drogie. Teraz posłuchaj mojej rady, moja droga," dodała do Ethelindy. "Nie słuchaj go. Oddałby wszystkie swoje kiełbaski, żeby zobaczyć cię w tarapatach, ale nic nie może zrobić, dopóki mu na to nie pozwolisz."

Oczywiście, byłoby absurdalne, żeby Ethelinda przyjęła rady od płaskogłowej, dwupensowej lalki i ociężałego błazna z Lowther Arcade. "Moje drogie stworzenia," powiedziała, "bez wątpienia macie dobre intencje, ale proszę, zostawcie mnie i tego dżentelmena, żebyśmy załatwili nasze sprawy. Czy naprawdę możesz sprawić, żeby pan Archie mnie zauważył, sir?" zapytała postać na zegarze.

"Mogę, moja najpiękniejsza," powiedział.

"A czy będzie to ekscytujące, romantyczne i — i nawet trochę złe?" zapytała.

"Będziesz najzłośliwszą bohaterką w każdym przedszkolu na świecie," odpowiedział. "Och, jak dobrze się zabawisz!"

"W takim razie zgadzam się," powiedziała Ethelinda. "Oddaję się w twoje ręce. Zostawiam wszystko tobie."

"Tak jest!" krzyknął Pożeracz Kiełbasek. "To dzielna, mała piękność. To więc umowa? Jutro po południu zacznie się zabawa, a potem — moje sprężyny i koła — jakiż to będzie czas! He, he! Uważaj na Archibalda!"

Potem zadrżał, gdy zegar uderzył dwanaście, i wrócił do swoich kiełbasek bez słowa, podczas gdy Ethelinda oddała się zachwyconym wyobrażeniom o przygodach, które w końcu miały nadejść.

Ale błazen czuł się nieswojo. Był pewien, że uprzejmość starego Pożeracza Kiełbasek kryje jakąś intrygę.

BokRobot · Page 8 / 18

"Jesteś wróżką, prawda?" — wyszeptał do holenderskiej lalki. "Nie możesz jej pomóc?"

"Nie," — powiedziała ponuro. "A nawet gdybym mogła, nie zrobiłabym tego. Sama zdecydowała się oddać w jego ręce, a cokolwiek się stanie, zasłużyła na to. Nie wiem, co on planuje, i nie mogę go powstrzymać. Mimo to, jeśli nie mogę jej pomóc, mogę pomóc tobie. Być może tego potrzebujesz, bo będzie na ciebie zły za to, że ją ostrzegłaś."

"Ale on nigdy nie dostał mojej zgody na to, żeby się mną zajmował," — powiedział błazen.

"Jesteś nafaszerowana trocinami czy otrębami?" — zapytała wróżka.

"Ani tym, ani tym," — odpowiedział. "Tylko workiem i drutem. Dlaczego?"

"Bałam się, że tak." Tylko lalki z trocinami lub otrębami w środku nie może on kontrolować bez ich zgody. Z tobą może robić, co mu się podoba. Ale tym razem cię nie skrzywdzi, jeśli będziesz ostrożna — bo spełnię twoje następne życzenie. Tylko uważaj, czego sobie życzysz; nie marnuj tego. Poczekaj, aż sytuacja będzie najgorsza."

"Dziękuję," — powiedział. "Nie dbam o siebie, ale chciałbym ją chronić. Pamiętam."

Następnie pochylił się w stronę Ethelindy i wyszeptał: "Nie uwierzyłaś w to, co ten stary mężczyzna z zegara mówił o mnie, prawda? Nie jestem zazdrosny — jestem tylko biednym błaznem, a ty jesteś wspaniałą damą. Ale pozwól mi czasem siedzieć obok ciebie i rozmawiać z tobą wieczorami, tak jak dziś, dobrze?"

Ale Ethelinda, choć wyraźnie go słyszała, udawała, że śpi jak kamień. Nie obchodziło jej, czy jest zazdrosny, czy nie.


Następnego popołudnia Winifred siedziała sama w swojej pokoiku, próbując się bawić. Była to urocza dziewczynka w wieku około dziewięciu lat, z długimi, miękkimi, brązowymi włosami, prostym noseczkiem i brązowymi oczami, które miały w sobie wyraz tęsknoty i niezadowolenia — bo, jakoś, w ogóle nie potrafiła się dogadać ze swoimi lalkami.

BokRobot · Page 9 / 18

Błazen nie był dla niej wystarczająco przystojny; jego oczy zostały wklejone niedbale, jego twarz miała dziwny wyraz, a on sam był miękki i trudny w obsłudze. Zawsze powtarzała sobie, że trzyma go "dla dobra tej, która go dała," — biednej, niezdarnej, dobrej sercem Marthy, pokojówki, która odeszła w niesławie i dała mu jako pożegnalny prezent. Ale równie dobrze można nie być docenianym, jak i lubianym na tak kręty sposób.

A Ethelinda, choć piękna i modna, nie była przyjazna. Winifred nigdy nie mogła się do niej zbliżyć; czuła niemalże strach przed traktowaniem jej jak małe dziecko, przed pielęgnowaniem jej, bo Ethelinda wydawała się dorosła i wiedziała więcej niż ona.

Siedziała, patrząc na Ethelindę, która spoglądała na nią zimno i zdystansowanie, jakby połowicznie pamiętając ich spotkanie gdzieś indziej. Na jej czerwonych ustach malował się stały uśmiech, który wydawał się fałszywy i raczej pogardliwy dla biednej, samotnej Winifred, która uważała za trudne, że jej własna lalka może ją gardzić.

Uśmiech błazna był dość miły, choć pozbawiony znaczenia, ale nikt nie zwracał na niego uwagi, leżał bowiem niezauważony na plecach w kącie.

Nie można było tego poznać po ich twarzach, ale obie lalki były bardzo podekscytowane. Każda myślała o Tłustym Kiełbasiarzu i jego niejasnych obietnicach, zastanawiając się, czy i jak zostaną one spełnione.

Drewniany magik jak zwykle przyczepiał swoje kiełbasy do zegara, ale błaznowi wydało się, że jego przebiegłe oczy spoglądały w ich stronę z dziwnym uśmieszkiem, gdy na schodach rozległ się wesoły gwizd.

Chwilę później w drzwiach pojawił się żywy, brązowobuzi chłopiec w marynarce. „Cześć, Winnie”, powiedział. „Jesteś całkiem sama?”

„Pielęgniarka poszła na dół”, powiedziała Winifred żałośnie. „Mam lalki, ale jest tu nudno. Nie możesz przyjść i pomóc mi się pobawić, Archie?”

Archie jeździł na łyżwach przez cały ranek i nie mógł się skupić na książkach, więc przyszedł na górę w poszukiwaniu rozrywki. Mimo że był chłopcem, czasami pozwalał sobie na dołączenie do jej zabaw, znajdując w nich swoją własną, osobliwą frajdę.

BokRobot · Page 10 / 18

Oczywiście musiał to jednak przedstawić jako przysługę. „Mam inne rzeczy do zrobienia”, powiedział. „I zawsze robisz awanturę, kiedy się z tobą bawię. Pamiętaj ostatni raz!”

„Ach, ale wtedy byłaś tyranem i zmusiłaś mnie do sprzedania ci mojej starej, czarnej Dinah, potem ją związałaś i biłaś. Nie podobało mi się to! Ale jeśli tym razem zostaniesz, nie będę miała nic przeciwko temu, co jeszcze zrobisz!”

Bo Archie miał swój sposób na to, by lalki przeżywały ekscytujące przygody, które Winifred obserwowała ze strachliwym zachwytem.

"Dziewczynki nie wiedzą, jak się bawić lalkami," powiedział Archie. "Ja miałbym więcej zabawy z tym domkiem dla lalek niż tuzin dziewczynek. Ale powiem ci coś: jeśli pozwolisz mi robić dokładnie to, co mi się podoba, i nie będziesz się wtrącać, chyba zostanę na trochę — choć nie na długo."

"Obiecuję," powiedziała Winifred, "o ile nie zniszczysz niczego. Zrobię, co mi każesz."

"Dobrze więc. Zobaczmy, kogo tu masz. Powiedz, kto to w tym fantazyjnym stroju?" Wskazał na Ethelindę, której mózg tętnił podnieceniem. "W końcu mnie zauważył," pomyślała. "Ciekawe, czy uda mi się sprawić, żeby się we mnie bezgranicznie zakochał!" Odwróciła na niego swoje wielkie, niebieskie oczy. "Ach, gdybym tylko mogła mówić — ale może wkrótce. Jestem pewna, że romans się zaczyna!"

"To jest Ethelinda, Archie — czyż nie jest piękna?"

"Widziałem już brzydsze," powiedział. "Wygląda jak ta Eve de Cośtam, którą widzieliśmy w Drury Lane. Skorzystamy z niej, a także z tego faceta w głupkowatym stroju — może nam się przydać. Teraz jesteśmy gotowi."

"Co zamierzasz zrobić?"

"Zostaw to mnie. Mam pomysł — znacznie lepszy niż twoje głupie przyjęcia herbaciane."

"Dlaczego nie każe on temu dziecku odejść?" pomyślała sobie Ethelinda. "Nie potrzebujemy jej!"

"Słuchaj więc, Winifred," powiedział Archie. "Oto zasady gry. Jesteś piękną królową — ale siądź prosto i wyjmij palec z ust; królowe tak nie robią. A ja jestem królem. To jest twoja dama dworu, piękna Lady Ethelinda, widzisz?"

"Dalej, Archie; już wszystko rozumiem," wykrzyknęła Winifred. "Podoba mi się to, co do tej pory."

"Powinienem był być królową!" powiedziała sobie Ethelinda.

BokRobot · Page 11 / 18

"A teraz," powiedział chłopiec, "powiem ci coś. Ta dama dworu cię nie lubi — nie zaprzeczaj; mówię ci to i wiem, że to prawda. Obserwuj ją uważnie. Nie widzisz tego spojrzenia na jej twarzy, jakby cię za wiele nie ceniła?"

"Jak mądry jest ten chłopiec," pomyślała sobie Ethelinda. "On dokładnie wie, co czuję!"

"Naprawdę tak myślisz, Archie?" powiedziała Winifred. "Bałam się tego, zanim przyszedłeś."

"Dokładnie tak. Uważaj na błysk w jej oku, gdy zwracam na ciebie uwagę. (Jak się miewa Wasza Wysokość? Cóż, mam nadzieję, że dobrze.) Widzisz? To zazdrość. Ona cię nienawidzi!"

"Jestem pewna, że tego nie robi," zaprotestowała Winifred.

"No cóż, jeśli wiesz lepiej ode mnie, możesz to dokończyć sama. Ja już idę."

"Nie, nie, zostań. Podoba mi się to. Będę grzeczna!"

"Nie przerywaj mi znowu. Prawda jest taka, że ona sama chciałaby zostać królową. Jest ambitna. I uważa, że gdybyś ty była z dala, poprosiłabym ją, żeby została następną królową!"

Winifred była bezradna na myśl o złości swojej lalki. Archie chwycił Ethelindę za talię i przybliżył ją do królowej. "Teraz widzisz, jaka jest przebiegła. Prosi o pozwolenie na wyjście. Posłuchaj: 'Proszę, Wasza Łaskawość, czy mogę wyjść na chwilę?'"

"To nawet lepsze niż mówienie za mnie," pomyślała Ethelinda. "On może mówić za mnie, a ja wierzę, że wkrótce będę naprawdę zła."

"Mam jej odpowiedzieć, Archie?" zapytała Winifred nerwowo.

"Oczywiście. Daj spokój, nie bądź głupia. Daj jej pozwolenie."

"Oczywiście, Ethelindo, jeśli tego chcesz," powiedziała Winifred, próbując naśladować maniery swojej matki. "Ale chcę, żebyś była w domu na modlitwie."

"Dama dworu to nie pokojówka, wiesz," powiedział Archie. "Ale nieważne—już wychodzi. Oczywiście, nie widzisz, dokąd idzie."

"Ja widzę," powiedziała Winifred.

BokRobot · Page 12 / 18

"Ach, ale nie w tej grze. Idzie do aptekarza—oto aptekarz." Chwycił błazna, który myślał bezradnie: "Teraz mnie tu wciągnął; szkoda, że mnie nie zostawił w spokoju." Archie kontynuował: "Mówi: 'Proszę, Panie Aptekarzu, potrzebuję trochę arszeniku, żeby zabić królewskie czarne chrząszcze. Półtora funta powinno wystarczyć.' Więc on przynosi słoik"—tu Archie wyciągnął dużą butelkę cytrynianu magnezu—"waży, pakuje i daje jej, mówiąc: 'Bądź bardzo ostrożna, moja pani. Dawka to szczypta na łyżeczkę miodu na jednego chrząszcza, wieczorem. Nie trzymaj tego w pobliżu.' Więc Lady Ethelinda zabiera to do domu i ukrywa."

"Kupiłam truciznę," pomyślała Ethelinda, zachwycona. "Jestem złą lalką! Jak wygodnie, że ktoś zrobił to za mnie! Mam nadzieję, że każę jej dać trochę Winifred, żeby ją usunąć z drogi i mieć romans tylko dla siebie."

"Teraz ty i ja," kontynuował Archie, "nic o tym nie wiemy. Ale pewnego dnia dworski błazen —" ("Byłem aptekarzem jeszcze chwilę temu," pomyślał błazen; "To mylące!") "— błazen podchodzi, wyglądając poważnie, i donosi na nią. Jest zły, bo ona nigdy nie chce mieć z nim nic wspólnego, i mówi, że widział ją, jak pakowała proszek i pisała na nim, i że uznał, że powinienem o tym wiedzieć." ("To straszne," pomyślał błazen. "Co pomyśli o mnie Ethelinda? I co to weszło w nią? To wszystko wina tego Gluttona-Sausage — a ja nie mogę się powstrzymać!")

"Cóż, jestem zaskoczony, oczywiście," powiedział Archie. "Każdy król by był. Ale czekam, a pewnego dnia, kiedy ona wyjdzie, błazen i ja otwieramy jej biurko."

"Oh, Archie," zaprotestowała Królowa, "czy to nie jest podłe?"

"Słuchaj, Winnie, nie mogę na to pozwolić. Dla dżentelmena mogłoby to być podłe, ale jestem królem i mam do tego prawo. I robię to dla twojego dobra. Poza tym to błazen to robi; ja tylko przyglądam się. A z czasem," dodał, pisząc coś na kartce, "znajdzie to!" Wręczył Winifred zagięty liścik, na którym przeczytała ze prawdziwym przerażeniem: "Trucizna dla Królowej."

"No, co myślisz?" zapytał. "Wygląda źle, prawda?"

"Być może," powiedziała Królowa słabo, "być może to był tylko żart?"

"Żart? Teraz straż aresztuje ją." Znowu użył oszołomionego błazna. "Chcesz przesłuchać więźniarkę? Możesz."

BokRobot · Page 13 / 18

"Ty... ty naprawdę nie chciałaś mnie otruć, prawda, Ethelindo?" powiedziała Winifred, biorąc to wszystko bardzo poważnie. "Archie, każ jej coś powiedzieć!"

"Dlaczego nie odpowiesz Królowej?" zażądał Archie. "Nie chce mówić; tylko się uśmiecha — jest zatwardziała. Tylko jedna rzecz zmusiłaby ją do przyznania się," dodał, "tortury. Mogłbym zbudować świetną katownicę, Winnie, jeśli ci to nie przeszkadza."

"Nie pozwolę, żeby ją torturowano," powiedziała Królowa stanowczo. "Wierzę, że jest jej przykro i chce przebaczenia."

"To dlaczego nie mówi tak otwarcie? Słuchaj, to poważna sprawa. To zdrada stanu, i będzie musiała stanąć przed sądem."

"Ale nie chcę, żeby była sądzona," powiedziała Winifred.

"Bardzo dobrze, więc pójdę poczytać. Najlepsza część dopiero miała nadejść, ale skoro ci to nie przeszkadza, to mi też nie."

"Mała idiotka!" pomyślała gniewnie Ethelinda. "Zrujnuje wszystko; każda bohaterka musi stanąć przed sądem!"

Ale Winnie ustąpiła, jak zwykle. „No dobrze, będzie miała proces, jeśli uważasz, że tak będzie najlepiej, Archie. To jej nie zaszkodzi, prawda?”

„Oczywiście, że nie. A teraz proces: oto sąd, a oto ława sędziowska” – zbudował ją z książek i cegieł – „a oto ława oskarżonych. Umieść Lady Jak-jej-tam-wiedzie w środku. Zrezygnujemy z ławy przysięgłych, ale potrzebujemy sędziego. Och, ten koleś się nada!” Chwycił błazna i posadził go na ławie. Błazen był bardziej zdezorientowany niż kiedykolwiek. „Teraz jestem sędzią” – pomyślał. „Muszę ją osądzić. Ale cieszę się – uniewinnię ją!”

Ale wkrótce odkrył, że nie ma żadnego wpływu, poza tym, który Archie mu udzielił.

„Archie” – powiedziała Winifred, próbując ją uratować – „czy błazen może być sędzią?”

„Dlaczego nie? Sędziowie czasem opowiadają dowcipy – tak mówi tata, a on jest prawnikiem.”

„Ale ten nie opowiada prawdziwych dowcipów!”

„Kto go o to prosił? A teraz, Lady Ethelinda, jesteś oskarżona o zdradę stanu i próbę otrucia Jej Wysokości Królowej Winifred poprzez dodanie arszeniku do jej herbaty. Winna czy niewinna? Powiedz!”

„Niewinna!” – powiedziała szybko Winifred, mając nadzieję, że to zakończy sprawę. „Oto, Archie, powiedziała!”

BokRobot · Page 14 / 18

„Teraz to zrobiłaś” – powiedział triumfalnie Archie. „Gdyby się przyznała, moglibyśmy okazać litość. Teraz musimy to udowodnić, a jeśli nam się uda, przykro mi jej. ”

„Niech powie: ‚Winna i nie zrobię tego ponownie’ ” – zasugerowała Winifred.

„Za późno na to. Musimy to udowodnić.”

„Ale jak?”

„Czekaj. Byłem w sądzie z tatą i widziałem, jak udowadniał różne rzeczy. Najpierw potrzebujemy aptekarza, który sprzedał truciznę – ale teraz jest on sędzią. To nie wystarczy.”

„Więc nie możecie tego udowodnić!” – wykrzyknęła Królowa.

„Można by pomyśleć, że lubicie być truci!” – powiedział Archie.

„Lubię magnezję; to lek, a nie trucizna.”

„Teraz to arszenik. Ale ona się nie wywinie. Wezwę pomocnika aptekarza – tą cegłą będzie on. On to potwierdzi. A teraz wyrok! Umieść na głowie sędziego wycieraczkę do pióra, Winnie; będzie bardziej uroczyście.”

„Co to jest wyrok?” – zapytała Winifred.

„Zobaczycie. Sędzia mówi: ‚Lady Ethelinda, zostałaś uznana za winną. Dodawałaś arszeniku do herbaty swojej królowej.’ ”

„Ale jeszcze nie piłam herbaty!” – zaprotestowała Królowa.

„Jej Wysokość nie może przerywać sędziemu. Jak mówiłem, musimy ci odciąć głowę!”

"Co ja zrobiłem?" pomyślał błazen. "Ona pomyśli, że mówię poważnie i nigdy mi nie wybaczy!"

Ale Ethelinda była zachwycona, bo żadna bohaterka nie znalazła się dotąd w tak romantycznej sytuacji. "Oczywiście," pomyślała, "wszystko skończy się dobrze; zawsze tak jest."

Winifred była jednak przerażona. "Archie, nie wolno jej odciąć głowy!"

"Wszystko będzie w porządku, jeśli pozwolisz mi się tym zająć. Obiecałaś, że nie będziesz przeszkadzać."

Głowa Archie'ego była pełna myśli o egzekucjach, bo właśnie przeczytał "Wieżę Londyńską". Od początku zmierzał do tego i zamierzał doprowadzić to do skutku. Ale najpierw pogrywał sobie z uczuciami Winnie — to był zły nawyk. Nie zdawał sobie sprawy, jak głęboko ona wszystko przeżywa ani że zapomina, że to tylko udawanie. Lubił doprowadzać ją do płaczu.

"Winnie," zaczął smutnym tonem, "teraz jest w więzieniu i myślę, że jej serce mięknie. Chce cię zobaczyć. Nie możesz odrzucić jej ostatniej prośby, prawda?"

"Jakbym mogła!" wykrzyknęła Winifred, przepełniona współczuciem.

BokRobot · Page 15 / 18

"To ostatnie spotkanie. Ethelinda mówi: 'Moja droga, dobra pani, którą kochałam, zanim stałam się zła, nie mogłabym umrzeć bez twojego przebaczenia. Pozwól swojej biednej damie dworu pocałować cię jeszcze raz w dłoń. Wybacz mi tę arszenikową sprawę.' Teraz, Winnie!"

"Ja—ja nie mogę, Archie!" szlochała Winifred.

"Jeśli tego nie zrobisz, ona pomyśli, że wciąż jesteś zła. Posłuchaj, mówi: 'Powiesz choć jedno słowo, Wasza Wysokość? Kiedy odejdę i zgniję w grobie, będzie już za późno i będziesz tego żałować. To moja ostatnia prośba!' "

"Och, Ethelinda, kochanie, nie!" błagała Królowa. "Muszę jej teraz wybaczyć!"

"Tak, przebacz jej," powiedział Archie z aprobatą. "Królowe nie powinny żywić urazy."

"W porządku," powiedziała Winifred, ocierając łzy. "Znowu jest dobra. Teraz zagrajmy w coś mniej strasznego!"

"Gdy skończymy to, zagramy. Ale wciąż jest egzekucja. To fatalny dzień; zbudowano szubienicę" — zrobił platformę i blok z książek — "szeryf stoi na straży" — oparł biednego błazna o skrzynkę na narzędzia — "a przestępczynię wyprowadzają pośród jęków tłumu. Ludzie, jęczcie!"

"Nie będę jęczeć," powiedziała Winnie. "Jestem królową, a nie tłumem. Archie, naprawdę jej odetniesz głowę?"

"Nie bądź głupia. Koniec jest niespodzianką — może na czas przybędzie ułaskawienie. Po prostu poczekaj."

"Teraz nie jestem królem; jestem katem. A ty, Winnie, może lepiej zakryj sobie twarz — żadna porządna królowa by na to nie patrzyła."

Więc Winifred zakryła oczy, ciesząc się, że może uniknąć choćby pozorów, i marząc, żeby ta gra wreszcie się skończyła.

Ale Archie dopiero zaczynał się dobrze bawić. "Ta nieszczęsna kobieta — ogłosił — jest ledwo trzymając się na nogach prowadzona na blok, a kat z szacunkiem obcina jej trochę włosów, żeby nie przeszkadzały."

Wtedy Archie — chcąc, żeby wszystko było jak najbardziej realistyczne — rzeczywiście obciął sporą część złotych loków Ethelindy. Na szczęście Winifred była zbyt ufna, żeby się podglądać, i trzymała oczy zamknięte, podczas gdy Archie szukał czegoś: miecza w czerwonej, blaszanej pochwie. Wreszcie go znalazł.

BokRobot · Page 16 / 18

Do tej pory Archie nie był pewien, co zrobi. Myślał, że wystarczy lekkie uderzenie, ale teraz wyobrażał sobie, jak łatwo ostrze przeciąłoby miękki, woskowaty kark Ethelindy i jak mógłby utrzymać jej głowę za włosy, jak kata na obrazie, mówiąc: "To jest głowa zdrajczyni!" Wiedział, że to narazi go na kłopoty i że było podstępem oszukać swoją ufającą kuzynkę, ale nie przestał. Już obciął jej włosy; czemu by nie obciąć jej też głowy?

Wkrótce Ethelinda leżała bezradna, z rękami związanymi za plecami, a jej obcięta głowa spoczywała na grubej książce, podczas gdy Archie stał nad nią z okrutnym blaskiem w oczach i błyszczącym mieczem.

"Powinienem nosić maskę — powiedział — żeby mnie nie poznali. Zawiążę chustkę na oczach." Tak też zrobił, a potem wycelował, ćwicząc ruchy mieczem.

Ethelinda była przerażona. Bycie bohaterką nie było tak przyjemne, jak miała nadzieję. Straciła już większość włosów; czy straci też głowę? Za późno uświadomiła sobie swój błąd — nawet udawane przyjęcia herbaciane były lepsze. Pragnęła bezpiecznych ramion Winifred.

Ale oczy Winifred były szczelnie zamknięte. Ethelinda nie mogła się ruszyć ani krzyknąć. A przez cały czas ten zły Glutton-Sausage wciąż pożerał kiełbaski, jakby nie miał z tym nic wspólnego.

Błazen był bardziej przerażony niż sama Ethelinda. Wiedział, że Winifred jest oszukiwana i że nie będzie żadnego przebaczenia.

Za chwilę ta piękna lalka zniknie na zawsze. A najgorsze było to, że on, choć był tak zdezorientowany, w pewien sposób przyczynił się (w kilku aspektach) do jej upadku. Nieszczęsny błazen miał wrażenie, że jej oczy wyrażają pogardę i wyrzuty, gdy patrzyła na niego z podium.

„Co ja zrobię bez niej?” – pomyślał. „Chciałbym móc zająć jej miejsce!”

Archie opóźniał się tak długo, że Winifred straciła cierpliwość. „Pospiesz się, Archie” – powiedziała z drżeniem. „Nie mogę tego znieść. Muszę otworzyć oczy!”

„Tylko dopasowuję maskę. Teraz jestem gotowy. Raz, dwa, trzy!”

Zabrzmiało gwizdzące szumienie, nastąpiło ciężkie uderzenie i upadek.

Wtedy Archie rzucił się do drzwi. „Ja—nie mogłem nic poradzić, Winnie” – mamrotał, gdy ona odsłoniła oczy. „Kupię ci inną, piękniejszą. A mówiłaś, że ona cię nie lubi!”

BokRobot · Page 17 / 18

„Stop, Archie! Czy ty naprawdę odciąłeś jej głowę?”

„Nie zrobiłem tego?” – powiedział głupio. „Odcinałem komuś głowę; widziałem, jak ona spada”.

„To było twoje zamierzenie! I och—to ten błazen! Nie przeszkadzałoby mi to tak bardzo, gdybyś nie miał zamiaru zrobić tego Ethelindzie! A ty odciąłeś jej piękne włosy – ja ci na to pozwoliłam! Teraz nie jest już ładna. To szkoda!”

Ethelinda zdołała uciec, a oto jak:

Błazen tak bardzo martwił się o nią, że zapomniał o obietnicy wróżki, że spełni jego następne życzenie, ale ona, jako wróżka, musiała dotrzymać słowa. Gdyby pomyślał, mógłby życzyć sobie, by Ethelinda była bezpieczna, bez szkody dla siebie, ale życzył sobie „zająć jej miejsce”, a wróżka była związana obietnicą.

Dlatego lekkie potrząśnięcie stołu przez Winifred sprawiło, że Ethelinda zsunęła się z podium, a błazen, nigdy nie mający stabilnej postawy, upadł dokładnie tam, gdzie leżała ona. Chustka na jego twarzy (a może i sama wróżka) uniemożliwiły Archie zauważenie zamiany.

Archie próbował się bronić. „Uważam, że wygląda lepiej z krótkimi włosami. I nie widzisz? To był spisek tego błazna – Ethelinda była niewinna, a on wpadł w swoją własną pułapkę. To była niespodzianka!”

„Nie wierzę ci” – powiedziała Winifred. „Nie miałeś prawa odciąć głowy nawet mojemu błaznowi, ale miałeś na myśli coś gorszego! Nie będę się już z tobą bawić i nie wybaczę ci, dopóki nie wrócisz do szkoły!”

„Ale Winnie…”

„Idź stąd!” – stłukła pięścią w stół. „Zostaw mnie w spokoju!”

Więc Archie odszedł, nie żałując, że wypadek uniemożliwił mu popełnienie gorszego czynu, i pewny, że Winnie wkrótce mu wybaczy. Winifred, pozostawiona sama, szlochała nad obciętymi włosami Ethelindy i zupełnie zapomniała o rozbitej głowie błazna na podłodze.


Tego wieczoru Ethelinda miała całą komodę dla siebie, a Kiełbasa-żarłok uśmiechał się do niej z kominka, rozczarowany tym, jak potoczyły się jego plany.

„Dobry wieczór” – szydził. „Jak się czujesz po tym małym romansie? Pan Archie prawie odciął ci głowę – ale nie mogłem na to pozwolić. Mam nadzieję, że dobrze się bawiłaś?”

BokRobot · Page 18 / 18

„Na początku tak” – powiedziała Ethelinda. „Ale przestraszyłam się, gdy okazało się, że nie skończy się to dobrze. Zauważyłaś, jak podło jak ten błazen się zachowywał? To ostrzeżenie, żeby nie zadawać się z takimi ludźmi. Coś w nim od początku sprawiało, że się trzęsłam! Słyszałam straszne rzeczy o lalkach z Lowther Arcade. No cóż, dostał to, na co zasłużył – i to pocieszające. Ale to mnie zdenerwowało i nie chcę już żadnych romansów. To takie szkodliwe dla włosów!”

Holenderska lalka-wróżka to usłyszała i była zła, bo wiedziała, dlaczego błazen spotkał tragiczny koniec. „Powinnam jej powiedzieć i sprawić, żeby była z tego smutna? Czy by mi uwierzyła? Być może nie, ale muszę kiedyś się wygadać – tylko poczekam, aż zegar przestanie chodzić. Nie mogę znieść, żeby mówiła o tym biednym błaznie w taki sposób.”

Ale to nie miało znaczenia dla błazna, który już nic nie słyszał ani nie czuł, bo wrzucili go do kosza na śmieci, gdzie – o ile od tego czasu nie przyjechał śmieciarz – wciąż leży.

BokRobot

BokRobot

BokRobot brings together books and fairy tales to read and explore. Discover a growing collection, or create books and fairy tales of your own.