BokRobot reading edition
Books
FreeJego ważny przyjaciel
Pauline Hann
Choose version
Jak wszystko na tym niedoskonałym świecie, tak i znaczący przyjaciel ma swoje jasne i ciemne strony; jednak tego wieczoru Rudolf Müller miał uznać jedynie te pierwsze. Z oddali dobiegały stłumione dźwięki walca i szelest jedwabnych sukien balowych – a on nie tańczył. W pokoju obok entuzjastyczni bracia w skata wykrzykiwali swoje „Grand Solo con Matadores” – a on ledwo mógł odróżnić jedną kartę od drugiej. Wielkie towarzystwo, do którego trafił dzięki pokrewieństwu z gospodynią domu, przysporzyłoby mu najprawdziwszych męk Tantalusa, gdyby nie miał swego znaczącego przyjaciela.
Tylko jemu – a bynajmniej nie własnym, urzekającym cechom, nikt nie wiedział tego lepiej niż sam Rudolf Müller – zawdzięczał to, że mógł rozmawiać w szklanym pawilonie, który nosił dumną nazwę „Wintergarten” i był tak wypełniony palmami, gumowcami oraz kwitnącymi azalejami, że oprócz ławki, na której siedziała Else Friedjung, i kilkucentymetrowej przestrzeni, na której stał, nie zostało miejsca dla ewentualnych intruzów.

Od trzech kwartałów uwielbiał tę młodą damę, niestety jedynie z należnej odległości, bo dla człowieka obarczonego wadą skromności nie było możliwości przebicia się przez potrójny rzad czarnych fraków, które nieustannie otaczały to piękne, żywiołowe dziecko milionera, niczym wąż Midgard otulający Światowy Dąb. Ale mniej więcej pół godziny temu jego kuzynka szepnęła mu: „Else Friedjung chce cię poznać, szczęściarzu, rozumiesz, ona tego chce”.
Czy on to rozumiał?
Jeśli jeszcze nie zdążył zamówić sobie wizytówki z napisem „ami de Beethoven”, to tylko dlatego, że chciał poczekać jeszcze trochę, aż oprócz uroczej sztuki jednoaktowej, wystawionej w Hoftheater około czternastu dni temu, ukażą się także inne nieśmiertelne dzieła, dzięki którym jego znaczący przyjaciel, dziś lub jutro, gdy tylko będzie w odpowiednim nastroju, wywróci świat do góry nogami i odeprze na bok wszystkich klasyków, romantyków oraz współczesnych dramaturgów.
Piękna dziewczyna wskazała mu na gęsto wypełnionej karcie tańca wolne miejsce. „Zachowałam dla pana walca, panie Müller” – powiedziała uprzejmie.
# book_id: global-gutenberg-translation-5fd3a514c8484b8396e59bffcbe1671c
# book_title: Jego ważny przyjaciel
# chapter_id: 1-jego-wazny-przyjaciel
# chapter_title: Jego ważny przyjaciel
# book_page: 1 / 11
# chapter_page: 1
# language: pl
# content_format: markdown
# reading_structure: unknown
# render_mode: prose
Jak wszystko na tym niedoskonałym świecie, tak i znaczący przyjaciel ma swoje jasne i ciemne strony; jednak tego wieczoru Rudolf Müller miał uznać jedynie te pierwsze. Z oddali dobiegały stłumione dźwięki walca i szelest jedwabnych sukien balowych – a on nie tańczył. W pokoju obok entuzjastyczni bracia w skata wykrzykiwali swoje „Grand Solo con Matadores” – a on ledwo mógł odróżnić jedną kartę od drugiej. Wielkie towarzystwo, do którego trafił dzięki pokrewieństwu z gospodynią domu, przysporzyłoby mu najprawdziwszych męk Tantalusa, gdyby nie miał swego znaczącego przyjaciela.
Tylko jemu – a bynajmniej nie własnym, urzekającym cechom, nikt nie wiedział tego lepiej niż sam Rudolf Müller – zawdzięczał to, że mógł rozmawiać w szklanym pawilonie, który nosił dumną nazwę „Wintergarten” i był tak wypełniony palmami, gumowcami oraz kwitnącymi azalejami, że oprócz ławki, na której siedziała Else Friedjung, i kilkucentymetrowej przestrzeni, na której stał, nie zostało miejsca dla ewentualnych intruzów.
Od trzech kwartałów uwielbiał tę młodą damę, niestety jedynie z należnej odległości, bo dla człowieka obarczonego wadą skromności nie było możliwości przebicia się przez potrójny rzad czarnych fraków, które nieustannie otaczały to piękne, żywiołowe dziecko milionera, niczym wąż Midgard otulający Światowy Dąb. Ale mniej więcej pół godziny temu jego kuzynka szepnęła mu: „Else Friedjung chce cię poznać, szczęściarzu, rozumiesz, ona tego chce”.
Czy on to rozumiał?
Jeśli jeszcze nie zdążył zamówić sobie wizytówki z napisem „ami de Beethoven”, to tylko dlatego, że chciał poczekać jeszcze trochę, aż oprócz uroczej sztuki jednoaktowej, wystawionej w Hoftheater około czternastu dni temu, ukażą się także inne nieśmiertelne dzieła, dzięki którym jego znaczący przyjaciel, dziś lub jutro, gdy tylko będzie w odpowiednim nastroju, wywróci świat do góry nogami i odeprze na bok wszystkich klasyków, romantyków oraz współczesnych dramaturgów.
Piękna dziewczyna wskazała mu na gęsto wypełnionej karcie tańca wolne miejsce. „Zachowałam dla pana walca, panie Müller” – powiedziała uprzejmie.Zaciśnął pięść – oczywiście tylko w myślach – w kierunku mistrza tańca, który uznał go za beznadziejny przypadek; ale Else Friedjung nie miała ochoty na taniec. W całej swojej wdzięczności, która całkowicie zawróciła w głowie temu biednemu chłopcu, wstała, położyła dłoń na jego ramieniu i pozwoliła mu poprowadzić się po tropikalnym krajobrazie. Nawet najbardziej cnotliwa dziewczyna nie dostrzegła w tym niczego niestosownego; skryty tête-à-tête z Rudolfem Müllerem należało do tych rzeczy, które każda rozumiała i każda usprawiedliwiała.
Nie stanowiło to najmniejszego zagrożenia; nie tak, żeby był on przerażająco brzydki czy niedopuszczalnie głupi, ani żeby na wielkiej scenie grał jakąś zbyt godną pogardy rolę lampistyki – rozumni ojcowie nierozumnych córek uważali go za uczciwego, ambitnego kupca – ale jego znaczący przyjaciel, który rzucał cień jak katedra w Kolonii, sprawiał, że wydawał się znikomym jak karzeł; a czasami, oglądanym gołym okiem, był wręcz niewidoczny.
Else Friedjung pozwoliła palcom przesuwać się po prętach wachlarza i skupiła wzrok na tej scenie.
„Słyszałam, że jest pan bliżej zaprzyjaźniony z doktorem Engelbertem Holsteinem” – zaczęła, lekko zawstydzona.
Rudolf wewnętrznie się skurczył. Cienka nadzieja, która go rozpieszczała pomimo wszelkich doświadczeń, ociężała, a on przygotował się na odpowiedzi, które nauczył na pamięć do dowolnego użycia podczas każdego tête-à-tête:
„Mieszkamy razem.” (A przy okazji ustalili całkiem rozsądny podział obowiązków: Ten Znaczący swoim blaskiem oświetlał elegancki dom dla kawalerów niedaleko Tiergartenu, a Rudolf Müller za to płacił; lecz te intymne szczegóły nie należały do tej opowieści.) „W nadchodzącym listopadzie skończy dwadzieścia cztery lata.”
„Jego urodziny wypadają sześć dni później niż urodziny Schillera.” (Szydełkowe teczki, wycieraczki do piór, etui na cygara, które ujawniły tę informację światu, można było policzyć na palcach jednej ręki.) „Jest całkowicie nieżonaty.”
Następnie ukłonił się, a młody mężczyzna wiedział, że został wymazany z myśli swojej pięknej sąsiadki jak zero z tabliczki mnożenia gąbką.
# book_id: global-gutenberg-translation-5fd3a514c8484b8396e59bffcbe1671c
# book_title: Jego ważny przyjaciel
# chapter_id: 1-jego-wazny-przyjaciel
# chapter_title: Jego ważny przyjaciel
# book_page: 2 / 11
# chapter_page: 2
# language: pl
# content_format: markdown
# reading_structure: unknown
# render_mode: prose
Zaciśnął pięść – oczywiście tylko w myślach – w kierunku mistrza tańca, który uznał go za beznadziejny przypadek; ale Else Friedjung nie miała ochoty na taniec. W całej swojej wdzięczności, która całkowicie zawróciła w głowie temu biednemu chłopcu, wstała, położyła dłoń na jego ramieniu i pozwoliła mu poprowadzić się po tropikalnym krajobrazie. Nawet najbardziej cnotliwa dziewczyna nie dostrzegła w tym niczego niestosownego; skryty tête-à-tête z Rudolfem Müllerem należało do tych rzeczy, które każda rozumiała i każda usprawiedliwiała.
Nie stanowiło to najmniejszego zagrożenia; nie tak, żeby był on przerażająco brzydki czy niedopuszczalnie głupi, ani żeby na wielkiej scenie grał jakąś zbyt godną pogardy rolę lampistyki – rozumni ojcowie nierozumnych córek uważali go za uczciwego, ambitnego kupca – ale jego znaczący przyjaciel, który rzucał cień jak katedra w Kolonii, sprawiał, że wydawał się znikomym jak karzeł; a czasami, oglądanym gołym okiem, był wręcz niewidoczny.
Else Friedjung pozwoliła palcom przesuwać się po prętach wachlarza i skupiła wzrok na tej scenie.
„Słyszałam, że jest pan bliżej zaprzyjaźniony z doktorem Engelbertem Holsteinem” – zaczęła, lekko zawstydzona.
Rudolf wewnętrznie się skurczył. Cienka nadzieja, która go rozpieszczała pomimo wszelkich doświadczeń, ociężała, a on przygotował się na odpowiedzi, które nauczył na pamięć do dowolnego użycia podczas każdego tête-à-tête:
„Mieszkamy razem.” (A przy okazji ustalili całkiem rozsądny podział obowiązków: Ten Znaczący swoim blaskiem oświetlał elegancki dom dla kawalerów niedaleko Tiergartenu, a Rudolf Müller za to płacił; lecz te intymne szczegóły nie należały do tej opowieści.) „W nadchodzącym listopadzie skończy dwadzieścia cztery lata.”
„Jego urodziny wypadają sześć dni później niż urodziny Schillera.” (Szydełkowe teczki, wycieraczki do piór, etui na cygara, które ujawniły tę informację światu, można było policzyć na palcach jednej ręki.) „Jest całkowicie nieżonaty.”
Następnie ukłonił się, a młody mężczyzna wiedział, że został wymazany z myśli swojej pięknej sąsiadki jak zero z tabliczki mnożenia gąbką.Ale Else Friedjung była bystrą dziewczyną; przynajmniej wnosiła pewną odrobinę urozmaicenia do tej okrutnej gry.
„Imię doktora Holsteina na plakacie teatralnym przywiodło mi na myśl pewną historię, mały romans – właściwie tylko jego początek. – Moja przyjaciółka – moja najlepsza przyjaciółka – przeżyła to ponad pokolenie temu; minęło z pewnością siedem lat.” Rudolf wyprostował się z oczekiwaniem.
„Mogę, wprowadzając pewne zmiany, powtórzyć pierwsze zdania naszego najlepszego niemieckiego romansu: Westerode to miasto liczące kilka tysięcy mieszkańców, posiadające gimnazjum – i źródło lecznicze. Licznych mieszkańców i gimnazjum miasto to posiada już od dłuższego czasu, źródło lecznicze zostało odkryte dopiero dziesięć lat temu.” Zamilkła, gdyż on wykonał pewien gest.
„Mówisz o moim rodzinnym mieście” – powiedział. „Z podniesionymi rękami proszę cię: bądź łaskawa dla ich ambicji związanych z uzdrowiskiem.”
„Twoim rodzinnym mieście? W takim razie przyjaźń między tobą a Doktorem zawiązała się pewnie już na szkolnych ławach?”
Rudolf skinął głową na znak potwierdzenia. Zawsze jego ważny przyjaciel! Był mu tak oddany jak – sam nie potrafił znaleźć bardziej trafnego porównania – jak wierny, często bity pudel, lecz nawet taki pies znał chwile, kiedy do głosu dochodziło jego serce i chciał coś dla siebie samego zyskać od tego białołosego obiektu swojej sympatii.
„Moim niecelnym wtrąceniem odwróciłem cię od opowieści” – mruknął.
„Och, zupełnie słusznie. Źródło lecznicze dotychczas wytrwale opierało się wszelkim próbom analizy – tyle chyba mogę powiedzieć, nie obrażając ich rodzimego uzdrowiska. Niemniej jednak czyniło cuda w reklamach i pochwałach ze strony lekarzy. Moja przyjaciółka, wówczas młoda dziewczyna o nieco bladych policzkach, miała, w towarzystwie starszej, niezamężnej i nieco ekscentrycznej wychowawczyni, pić tę cudowną wodę.”
Jej słuchacz spojrzał w górę, jakby jakaś pamięć – lecz nie szczególnie radosna – przebłysła mu w myślach.
# book_id: global-gutenberg-translation-5fd3a514c8484b8396e59bffcbe1671c
# book_title: Jego ważny przyjaciel
# chapter_id: 1-jego-wazny-przyjaciel
# chapter_title: Jego ważny przyjaciel
# book_page: 3 / 11
# chapter_page: 3
# language: pl
# content_format: markdown
# reading_structure: unknown
# render_mode: prose
Ale Else Friedjung była bystrą dziewczyną; przynajmniej wnosiła pewną odrobinę urozmaicenia do tej okrutnej gry.
„Imię doktora Holsteina na plakacie teatralnym przywiodło mi na myśl pewną historię, mały romans – właściwie tylko jego początek. – Moja przyjaciółka – moja najlepsza przyjaciółka – przeżyła to ponad pokolenie temu; minęło z pewnością siedem lat.” Rudolf wyprostował się z oczekiwaniem.
„Mogę, wprowadzając pewne zmiany, powtórzyć pierwsze zdania naszego najlepszego niemieckiego romansu: Westerode to miasto liczące kilka tysięcy mieszkańców, posiadające gimnazjum – i źródło lecznicze. Licznych mieszkańców i gimnazjum miasto to posiada już od dłuższego czasu, źródło lecznicze zostało odkryte dopiero dziesięć lat temu.” Zamilkła, gdyż on wykonał pewien gest.
„Mówisz o moim rodzinnym mieście” – powiedział. „Z podniesionymi rękami proszę cię: bądź łaskawa dla ich ambicji związanych z uzdrowiskiem.”
„Twoim rodzinnym mieście? W takim razie przyjaźń między tobą a Doktorem zawiązała się pewnie już na szkolnych ławach?”
Rudolf skinął głową na znak potwierdzenia. Zawsze jego ważny przyjaciel! Był mu tak oddany jak – sam nie potrafił znaleźć bardziej trafnego porównania – jak wierny, często bity pudel, lecz nawet taki pies znał chwile, kiedy do głosu dochodziło jego serce i chciał coś dla siebie samego zyskać od tego białołosego obiektu swojej sympatii.
„Moim niecelnym wtrąceniem odwróciłem cię od opowieści” – mruknął.
„Och, zupełnie słusznie. Źródło lecznicze dotychczas wytrwale opierało się wszelkim próbom analizy – tyle chyba mogę powiedzieć, nie obrażając ich rodzimego uzdrowiska. Niemniej jednak czyniło cuda w reklamach i pochwałach ze strony lekarzy. Moja przyjaciółka, wówczas młoda dziewczyna o nieco bladych policzkach, miała, w towarzystwie starszej, niezamężnej i nieco ekscentrycznej wychowawczyni, pić tę cudowną wodę.”
Jej słuchacz spojrzał w górę, jakby jakaś pamięć – lecz nie szczególnie radosna – przebłysła mu w myślach.„Smakowało to obrzydliwie. Za każdym razem, gdy mogła to zrobić niezauważenie, wylewała to. Mimo to kuracja działała. Albo źródło miało tak uzdrawiającą moc, że już samo patrzenie na otaczający je mur dawało rumieniec i zaokrąglenie policzków, albo były to wspaniałe lasy buków, które wręcz rosły aż do bram miasta. Moja przyjaciółka była skłonna wierzyć w to drugie i przez większą część dnia przemierzała leśne ścieżki, utwardzone na wzór drogi do uzdrowiska i obsadzone ławkami. Była to taka miła odmiana po wielogodzinnej męce przy fortepianie i książkach szkolnych, które dotychczas wypełniały jej dni. Nikt jej nie przeszkadzał; mogła uważać się za nieograniczoną właścicielkę całej tej wspaniałości, która, wznosząc się stromo, otaczała miasteczko.
Reszta kuraczy, wraz z miejscową ludnością, leniwie przebywała w ogrodach domowych lub na werandach, a jej guwernantka – w zaciemnionym pokoju, gdyż dobra Antoniette miała pewną pasję, z którą jej poczucie obowiązku toczyło bezskuteczną walkę: przedłużała swój popołudniowy sen aż do wieczora, jeśli nikt jej nie budził; a dla mojej przyjaciółki sen był świętszy niż „Macbeth”. W upalnym popołudniu, wbrew wszelkim zasadom, przedłużała swoje spacery coraz głębiej w las. Tam pewnego razu spotkało ją nieszczęście w postaci młodego, przystojnego mężczyzny z falującymi lokami i błyszczącymi oczami. Siedział na ławce, trzymając na kolanach notatnik; prawa ręka pilnie pisała, lewa rytmicznie odliczała na drewnianym oparciu. Gdy nagle pojawiła się moja przyjaciółka, on zerwał się, spojrzał na nią i, z głową pełną myśli, pobiegł w dół wzgórza. Ona podążała za nim wzrokiem.
Według jej opinii, młody Goethe we Frankfurcie musiał wyglądać dokładnie tak, jak on; różnica była jednak w tym, że on starannie zakrywał czerwoną czapkę chłopca czarnym materiałem, zanim ruszył ulicami miasta, tak jak to czynił ów młody mężczyzna. “
„Nasz dyrektor – rzucił jej rozmówca wyjaśniająco – z drakonową surowością śledził chłopców grających w gimnazjum. A Engelbert musiał szczególnie uważać, by nie rzucić się w oczy w negatywnym świetle.”
# book_id: global-gutenberg-translation-5fd3a514c8484b8396e59bffcbe1671c
# book_title: Jego ważny przyjaciel
# chapter_id: 1-jego-wazny-przyjaciel
# chapter_title: Jego ważny przyjaciel
# book_page: 4 / 11
# chapter_page: 4
# language: pl
# content_format: markdown
# reading_structure: unknown
# render_mode: prose
„Smakowało to obrzydliwie. Za każdym razem, gdy mogła to zrobić niezauważenie, wylewała to. Mimo to kuracja działała. Albo źródło miało tak uzdrawiającą moc, że już samo patrzenie na otaczający je mur dawało rumieniec i zaokrąglenie policzków, albo były to wspaniałe lasy buków, które wręcz rosły aż do bram miasta. Moja przyjaciółka była skłonna wierzyć w to drugie i przez większą część dnia przemierzała leśne ścieżki, utwardzone na wzór drogi do uzdrowiska i obsadzone ławkami. Była to taka miła odmiana po wielogodzinnej męce przy fortepianie i książkach szkolnych, które dotychczas wypełniały jej dni. Nikt jej nie przeszkadzał; mogła uważać się za nieograniczoną właścicielkę całej tej wspaniałości, która, wznosząc się stromo, otaczała miasteczko.
Reszta kuraczy, wraz z miejscową ludnością, leniwie przebywała w ogrodach domowych lub na werandach, a jej guwernantka – w zaciemnionym pokoju, gdyż dobra Antoniette miała pewną pasję, z którą jej poczucie obowiązku toczyło bezskuteczną walkę: przedłużała swój popołudniowy sen aż do wieczora, jeśli nikt jej nie budził; a dla mojej przyjaciółki sen był świętszy niż „Macbeth”. W upalnym popołudniu, wbrew wszelkim zasadom, przedłużała swoje spacery coraz głębiej w las. Tam pewnego razu spotkało ją nieszczęście w postaci młodego, przystojnego mężczyzny z falującymi lokami i błyszczącymi oczami. Siedział na ławce, trzymając na kolanach notatnik; prawa ręka pilnie pisała, lewa rytmicznie odliczała na drewnianym oparciu. Gdy nagle pojawiła się moja przyjaciółka, on zerwał się, spojrzał na nią i, z głową pełną myśli, pobiegł w dół wzgórza. Ona podążała za nim wzrokiem.
Według jej opinii, młody Goethe we Frankfurcie musiał wyglądać dokładnie tak, jak on; różnica była jednak w tym, że on starannie zakrywał czerwoną czapkę chłopca czarnym materiałem, zanim ruszył ulicami miasta, tak jak to czynił ów młody mężczyzna. “
„Nasz dyrektor – rzucił jej rozmówca wyjaśniająco – z drakonową surowością śledził chłopców grających w gimnazjum. A Engelbert musiał szczególnie uważać, by nie rzucić się w oczy w negatywnym świetle.”„Moja przyjaciółka spotykała go teraz niemal codziennie w lesie, ale jej piętnastoletnie sumienie dręczyło ją i trapiło. Obudziła panią Antoniette w jasny popołudnie. Ta dobra dusza, dysząc, wspięła się na wzgórza leśne aż do pierwszej ławki, skąd widać było wprost na rynek. Następnie powierzyła swego ducha Panu, usiadła na ławce i zasnęła. Moja przyjaciółka czytała ‚Ekkeharda’. I oto, gdy przypadkowo spojrzała w górę, zobaczyła, że zaledwie dwadzieścia kroków od niej stoi jej młody Goethe w pełnym blasku nieodpiętej męskiej czapki, z bukietem poetyckich leśnych kwiatów w rękach i wyrazem twarzy typu ‚Co ja pytam o świat?’, co wskazywało jej, że dzisiaj nie będzie to koniec na wzajemnym gapieniu się, rumienieniu się i pozdrawianiu. Zamiast obudzić swoją towarzyszkę, która oddychała regularnie i głośno – ludzie pozbawieni skrupułów twierdzili, że chrapie – zrobiła najmniej rozsądne, co mogła uczynić: odeszła.
W ciągu kilku sekund dogonił ją, wręczył jej kwiaty i zalał ją strumieniem bardzo głośnych, lecz mimo to niezrozumiałych próśb i błagań. Przy chłodnym wspomnieniu moja przyjaciółka interpretowała to jako przejaw najczystszej młodości, lecz wówczas wydawało jej się to niezwykle znaczące, wstrząsające, wynoszące ją w rejony długich sukien i wypełnionych po brzegi kart do tańca. Ścisnął jej dłonie tak, że łodygi bukietu wbiły się w jej dłonie, co nadało jej twarzy raczej wyraz bólu niż błogości. Nagle Antoniette, obudzona przez świadomość i poczucie odpowiedzialności, przybiegła, wyrwała niezdarne pisklę z szponów sokoła, a gdyby słowa i spojrzenia miały moc błyskawic, bez wątpienia zostałby on powalony na ziemię martwy. W oczach starej pani dziecinada przerodziła się w potworny grzech, w przestępstwo przeciwko moralności; groziła sądem i policją.
Ale czy to z powodu jej wątpliwego niemieckiego, czy z powodu twarzy nadmiernie zarumienionych od snu i przerażenia, a także toczących się oczu – jej podopieczny, zaciśnięwszy usta, ugryzł się w wargi; młody Goethe, mniej ostrożny, roześmiał się jej prosto w twarz, co oczywiście nie zmniejszyło jej gniewu.
# book_id: global-gutenberg-translation-5fd3a514c8484b8396e59bffcbe1671c
# book_title: Jego ważny przyjaciel
# chapter_id: 1-jego-wazny-przyjaciel
# chapter_title: Jego ważny przyjaciel
# book_page: 5 / 11
# chapter_page: 5
# language: pl
# content_format: markdown
# reading_structure: unknown
# render_mode: prose
„Moja przyjaciółka spotykała go teraz niemal codziennie w lesie, ale jej piętnastoletnie sumienie dręczyło ją i trapiło. Obudziła panią Antoniette w jasny popołudnie. Ta dobra dusza, dysząc, wspięła się na wzgórza leśne aż do pierwszej ławki, skąd widać było wprost na rynek. Następnie powierzyła swego ducha Panu, usiadła na ławce i zasnęła. Moja przyjaciółka czytała ‚Ekkeharda’. I oto, gdy przypadkowo spojrzała w górę, zobaczyła, że zaledwie dwadzieścia kroków od niej stoi jej młody Goethe w pełnym blasku nieodpiętej męskiej czapki, z bukietem poetyckich leśnych kwiatów w rękach i wyrazem twarzy typu ‚Co ja pytam o świat?’, co wskazywało jej, że dzisiaj nie będzie to koniec na wzajemnym gapieniu się, rumienieniu się i pozdrawianiu. Zamiast obudzić swoją towarzyszkę, która oddychała regularnie i głośno – ludzie pozbawieni skrupułów twierdzili, że chrapie – zrobiła najmniej rozsądne, co mogła uczynić: odeszła.
W ciągu kilku sekund dogonił ją, wręczył jej kwiaty i zalał ją strumieniem bardzo głośnych, lecz mimo to niezrozumiałych próśb i błagań. Przy chłodnym wspomnieniu moja przyjaciółka interpretowała to jako przejaw najczystszej młodości, lecz wówczas wydawało jej się to niezwykle znaczące, wstrząsające, wynoszące ją w rejony długich sukien i wypełnionych po brzegi kart do tańca. Ścisnął jej dłonie tak, że łodygi bukietu wbiły się w jej dłonie, co nadało jej twarzy raczej wyraz bólu niż błogości. Nagle Antoniette, obudzona przez świadomość i poczucie odpowiedzialności, przybiegła, wyrwała niezdarne pisklę z szponów sokoła, a gdyby słowa i spojrzenia miały moc błyskawic, bez wątpienia zostałby on powalony na ziemię martwy. W oczach starej pani dziecinada przerodziła się w potworny grzech, w przestępstwo przeciwko moralności; groziła sądem i policją.
Ale czy to z powodu jej wątpliwego niemieckiego, czy z powodu twarzy nadmiernie zarumienionych od snu i przerażenia, a także toczących się oczu – jej podopieczny, zaciśnięwszy usta, ugryzł się w wargi; młody Goethe, mniej ostrożny, roześmiał się jej prosto w twarz, co oczywiście nie zmniejszyło jej gniewu.Po spojrzeniu na młodą dziewczynę, które zastąpiło całą tomową liryczną poezję, odwrócił się i odszedł. Ci, którzy patrzyli za nim, widzieli, jak znika w domu kupca na rynku. Było to ich ostatnie osobiste spotkanie, gdyż panna Antoinette strzegła swojego podopiecznego jak stróż skarbu w legendzie. Tylko jeden płonący wiersz znacznej długości, podpisany przez Engelberta Holsteina, trafił w ręce mojej przyjaciółki za pośrednictwem posłańca miłości, którego głównymi cechami charakterystycznymi były niechęć do wody, wygięte łokcie i palce wskazujące z zawziętością w stronę słońca. Ona przechowywała go starannie; panna Antoinette nigdy się o tym nie dowiedziała. Zaledwie tydzień później opuściły one ten świat. – Możecie sobie wyobrazić, jak zaskoczona i dumna była moja przyjencja, kiedy jej młody wielbiciel nagle okazał się człowiekiem znaczącym, o którym mówi cały świat i któremu przepowiada się wspaniałą przyszłość. “
Twarz młodego mężczyzny wyrażała dziwne uczucie.
„Pozwolą mi Państwo dodać do tej wzruszającej historii zupełnie niespodziewany finał?” – zapytał, śmiejąc się. „Owszem, niespodzianki nie podnoszą wartości dzieła literackiego, ale – biedni ludzie gotują wodą.”
Else Friedjung spojrzała na niego zdumiona.
„Panna Antoinette skarżyła się na doznaną zniewagę administracji kąpieliskowej, miejskim władzom, monarchowi szkoły i, Bóg jeden wie, komu jeszcze. Widziała, jak przestępca zniknął w domu kupca.

Tutaj zaczyna się tragiczny los, fakt, który przyczynił się do tak wielkiego oddziaływania greckiej tragedii i który przez współczesny spryt, wraz z bogami, został przeniesiony z maszyny latającej do dramatycznego pudła: W domu kupca mieszkał stale tylko jeden uczeń gimnazjalny, z czapką w kolorze szkarłatnym lub czarnym, zależnie od okoliczności. Przyjaciel Engelbert pojawiał się jedynie sporadycznie; tamtego pamiętnego popołudnia przyszedł, by opowiedzieć mi coś niesamowitego o swojej pasji, o smokach i czarujących leśnych pannach. Słuchałem z otwartym usta, nieświadom, co bogowie zgotowali mojej niewinnej głowie: Wybuchło ogromne poruszenie.
# book_id: global-gutenberg-translation-5fd3a514c8484b8396e59bffcbe1671c
# book_title: Jego ważny przyjaciel
# chapter_id: 1-jego-wazny-przyjaciel
# chapter_title: Jego ważny przyjaciel
# book_page: 6 / 11
# chapter_page: 6
# language: pl
# content_format: markdown
# reading_structure: unknown
# render_mode: prose
Po spojrzeniu na młodą dziewczynę, które zastąpiło całą tomową liryczną poezję, odwrócił się i odszedł. Ci, którzy patrzyli za nim, widzieli, jak znika w domu kupca na rynku. Było to ich ostatnie osobiste spotkanie, gdyż panna Antoinette strzegła swojego podopiecznego jak stróż skarbu w legendzie. Tylko jeden płonący wiersz znacznej długości, podpisany przez Engelberta Holsteina, trafił w ręce mojej przyjaciółki za pośrednictwem posłańca miłości, którego głównymi cechami charakterystycznymi były niechęć do wody, wygięte łokcie i palce wskazujące z zawziętością w stronę słońca. Ona przechowywała go starannie; panna Antoinette nigdy się o tym nie dowiedziała. Zaledwie tydzień później opuściły one ten świat. – Możecie sobie wyobrazić, jak zaskoczona i dumna była moja przyjencja, kiedy jej młody wielbiciel nagle okazał się człowiekiem znaczącym, o którym mówi cały świat i któremu przepowiada się wspaniałą przyszłość. “
Twarz młodego mężczyzny wyrażała dziwne uczucie.
„Pozwolą mi Państwo dodać do tej wzruszającej historii zupełnie niespodziewany finał?” – zapytał, śmiejąc się. „Owszem, niespodzianki nie podnoszą wartości dzieła literackiego, ale – biedni ludzie gotują wodą.”
Else Friedjung spojrzała na niego zdumiona.
„Panna Antoinette skarżyła się na doznaną zniewagę administracji kąpieliskowej, miejskim władzom, monarchowi szkoły i, Bóg jeden wie, komu jeszcze. Widziała, jak przestępca zniknął w domu kupca.
Tutaj zaczyna się tragiczny los, fakt, który przyczynił się do tak wielkiego oddziaływania greckiej tragedii i który przez współczesny spryt, wraz z bogami, został przeniesiony z maszyny latającej do dramatycznego pudła: W domu kupca mieszkał stale tylko jeden uczeń gimnazjalny, z czapką w kolorze szkarłatnym lub czarnym, zależnie od okoliczności. Przyjaciel Engelbert pojawiał się jedynie sporadycznie; tamtego pamiętnego popołudnia przyszedł, by opowiedzieć mi coś niesamowitego o swojej pasji, o smokach i czarujących leśnych pannach. Słuchałem z otwartym usta, nieświadom, co bogowie zgotowali mojej niewinnej głowie: Wybuchło ogromne poruszenie.Nie tylko splamiłem nieskazitelną reputację naszego gimnazjum bezecnym występkiem; zaszkodziłem też rozwijającemu się kurortowi, jak rdza zielonym drzewom. ‚Jeśli młodzi łobuziacy będą mogli bezkarnie napadać na kuraczy w lesie – bo do czasu napaści, dzięki relacji panny Antoinette, panowała tam harmonia – to odwrócą się plecami od źródła uzdrowienia, a Westerode pozostanie miastem z kilkoma mieszkańcami i gimnazjum aż do końca świata.’ Gdy fale się uspokoiły, znalazłem się wyrzucony na brzeg: Po znacznym wysiłku ze strony młodych posłańców zostałem wyrzucony z gimnazjum; tym samym mój ewentualny bieg naukowy dobiegł przedwczesnego końca. Gdybyście choć podejrzewały, moja pani, jakiego wielkiego męża zgnieciono w zarodku! Moja matka tak twierdziła, a musiała to wiedzieć, bo nikt nie znał mnie lepiej niż ona.
W mojej piwnicy wytwarzałem siarkowodór i podobne perfumy w wieku, w którym inni chłopcy bili się głowami, aż były pełne guzków. ‚Biada, Liebig!’ – przepowiadała moja matka. Używałem spirytusu z jej szybkowaru i jej słoików na przetwory do wszelkich rodzajów gadów, łowiłem motyle, biegałem w najgorętszym słońcu z zieloną blaszaną puszką, by wyrywać rośliny wraz z korzeniami i ziemią; tylko złośliwcy mogli zaprzeczyć, że we mnie tkwiły zalążki przyszłego przyrodnika. Kolekcjonowałem zardzewiałe noże, pokryte zieloną patyną miedziane monety; na mojej piwnicy honorowe miejsce znalazła rozbita figurka z pieca – ten nieunikniony chłopiec z koszem na muszle – przyszły archeolog był gotowy. A kiedy w dzikim dzieciństwie dopuściłem się bezeczeństwa, odcinając kotu ogon, matka wyjaśniła, że było to ulubione zajęcie wszystkich wielkich chirurgów w ich dzieciństwie.”
A teraz ja, młody człowiek obiecujący pod wieloma względami, miałem dodawać długie ciągi liczb i sprzedawać tabakę do nosa oraz rodzynki klientom mojego ojca. To było po prostu złe.
# book_id: global-gutenberg-translation-5fd3a514c8484b8396e59bffcbe1671c
# book_title: Jego ważny przyjaciel
# chapter_id: 1-jego-wazny-przyjaciel
# chapter_title: Jego ważny przyjaciel
# book_page: 7 / 11
# chapter_page: 7
# language: pl
# content_format: markdown
# reading_structure: unknown
# render_mode: prose
Nie tylko splamiłem nieskazitelną reputację naszego gimnazjum bezecnym występkiem; zaszkodziłem też rozwijającemu się kurortowi, jak rdza zielonym drzewom. ‚Jeśli młodzi łobuziacy będą mogli bezkarnie napadać na kuraczy w lesie – bo do czasu napaści, dzięki relacji panny Antoinette, panowała tam harmonia – to odwrócą się plecami od źródła uzdrowienia, a Westerode pozostanie miastem z kilkoma mieszkańcami i gimnazjum aż do końca świata.’ Gdy fale się uspokoiły, znalazłem się wyrzucony na brzeg: Po znacznym wysiłku ze strony młodych posłańców zostałem wyrzucony z gimnazjum; tym samym mój ewentualny bieg naukowy dobiegł przedwczesnego końca. Gdybyście choć podejrzewały, moja pani, jakiego wielkiego męża zgnieciono w zarodku! Moja matka tak twierdziła, a musiała to wiedzieć, bo nikt nie znał mnie lepiej niż ona.
W mojej piwnicy wytwarzałem siarkowodór i podobne perfumy w wieku, w którym inni chłopcy bili się głowami, aż były pełne guzków. ‚Biada, Liebig!’ – przepowiadała moja matka. Używałem spirytusu z jej szybkowaru i jej słoików na przetwory do wszelkich rodzajów gadów, łowiłem motyle, biegałem w najgorętszym słońcu z zieloną blaszaną puszką, by wyrywać rośliny wraz z korzeniami i ziemią; tylko złośliwcy mogli zaprzeczyć, że we mnie tkwiły zalążki przyszłego przyrodnika. Kolekcjonowałem zardzewiałe noże, pokryte zieloną patyną miedziane monety; na mojej piwnicy honorowe miejsce znalazła rozbita figurka z pieca – ten nieunikniony chłopiec z koszem na muszle – przyszły archeolog był gotowy. A kiedy w dzikim dzieciństwie dopuściłem się bezeczeństwa, odcinając kotu ogon, matka wyjaśniła, że było to ulubione zajęcie wszystkich wielkich chirurgów w ich dzieciństwie.”
A teraz ja, młody człowiek obiecujący pod wieloma względami, miałem dodawać długie ciągi liczb i sprzedawać tabakę do nosa oraz rodzynki klientom mojego ojca. To było po prostu złe.Uśmiech pełen dobrodusznej wyższości, z jakim Else spoglądała na niego, jak na każdą młodą damę ze swojego otoczenia, zniknął z jej ust już jakiś czas temu. Spojrzała na niego, jakby jakiś zręczny kuglarz sprawił, że ciemna, niepozorna sylwetka zniknęła, a na jej miejscu pojawił się inny Rudolf Müller, w bengalskim świetle, obdarzony zupełnie niespodziewanymi zaletami i cnotami, stojący na przestrzeni wielkości dłoni między palmami a azalejami.
„A gdzie był twój przyjaciel?” – zapytała, marszcząc brwi i z czerwoną falą gniewu na swojej uroczej twarzy. „Jak mógł pozwolić tobie, niewinnemu, ponieść ten ciężar? To obrzydliwe! Miałam o nim wysokie mniemanie, ale teraz nim gardzę. Jak tylko wrócę do domu, spalę jego wiersz!”
Rudolf spojrzał na nią zawstydzony. Nie był przygotowany na taki obrót sprawy. Nie przyszło mu do głowy, że wobec tak znaczącego człowieka można stosować te same kryteria, co wobec zwykłych synków matek. „Judasz Iskariota!” – szepnął sobie. „Nie osądzaj go!” – poprosił i, ogarnięty rozpaczą, usiadł obok niej na ławce, która naprawdę miała miejsce tylko dla dwóch szczupłych osób. „Stawało na szali jego życie, a chodziło o niego więcej niż o tuzin zwykłych ludzi, takich jak ja. Jego dzieła będą cieszyć tysiące, kiedy po mnie już nie będzie śladu.”
„Nie wierzę już w jego przyszłość” – odparła Else z energią nawróconej poganki, która właśnie roztrzaskała na kawałki swojego bożka z gliny. „Charakterowy, słaby człowiek nigdy nie zostanie wielkim człowiekiem. Ponadto nie rozumiem, jak niesława małego miasteczka, a nawet wykluczenie ze szkoły, mogło zniszczyć jego karierę.”
„Gdybyś znał jego temperament, który tłumi każdą niesprzyjającą okoliczność, oraz jego sytuację, zrozumiałbyś, że naprawdę chodziło o jego przyszłość” – odparł Rudolf, z potami na czole. „Dalecy krewni, szemrając i niechętnie, otworzyli sakwy, by umożliwić mu studia. Skandal, który towarzyszyłby jego wykluczeniu, byłby dla nich dobrym pretekstem, by odebrać mu wsparcie. W ten sposób zamknęły się przed nim bramy uniwersytetu, fundamentów naukowego wykształcenia, bez których jego twórczość musiałaby pozostać na poziomie amatorstwa.”
# book_id: global-gutenberg-translation-5fd3a514c8484b8396e59bffcbe1671c
# book_title: Jego ważny przyjaciel
# chapter_id: 1-jego-wazny-przyjaciel
# chapter_title: Jego ważny przyjaciel
# book_page: 8 / 11
# chapter_page: 8
# language: pl
# content_format: markdown
# reading_structure: unknown
# render_mode: prose
Uśmiech pełen dobrodusznej wyższości, z jakim Else spoglądała na niego, jak na każdą młodą damę ze swojego otoczenia, zniknął z jej ust już jakiś czas temu. Spojrzała na niego, jakby jakiś zręczny kuglarz sprawił, że ciemna, niepozorna sylwetka zniknęła, a na jej miejscu pojawił się inny Rudolf Müller, w bengalskim świetle, obdarzony zupełnie niespodziewanymi zaletami i cnotami, stojący na przestrzeni wielkości dłoni między palmami a azalejami.
„A gdzie był twój przyjaciel?” – zapytała, marszcząc brwi i z czerwoną falą gniewu na swojej uroczej twarzy. „Jak mógł pozwolić tobie, niewinnemu, ponieść ten ciężar? To obrzydliwe! Miałam o nim wysokie mniemanie, ale teraz nim gardzę. Jak tylko wrócę do domu, spalę jego wiersz!”
Rudolf spojrzał na nią zawstydzony. Nie był przygotowany na taki obrót sprawy. Nie przyszło mu do głowy, że wobec tak znaczącego człowieka można stosować te same kryteria, co wobec zwykłych synków matek. „Judasz Iskariota!” – szepnął sobie. „Nie osądzaj go!” – poprosił i, ogarnięty rozpaczą, usiadł obok niej na ławce, która naprawdę miała miejsce tylko dla dwóch szczupłych osób. „Stawało na szali jego życie, a chodziło o niego więcej niż o tuzin zwykłych ludzi, takich jak ja. Jego dzieła będą cieszyć tysiące, kiedy po mnie już nie będzie śladu.”
„Nie wierzę już w jego przyszłość” – odparła Else z energią nawróconej poganki, która właśnie roztrzaskała na kawałki swojego bożka z gliny. „Charakterowy, słaby człowiek nigdy nie zostanie wielkim człowiekiem. Ponadto nie rozumiem, jak niesława małego miasteczka, a nawet wykluczenie ze szkoły, mogło zniszczyć jego karierę.”
„Gdybyś znał jego temperament, który tłumi każdą niesprzyjającą okoliczność, oraz jego sytuację, zrozumiałbyś, że naprawdę chodziło o jego przyszłość” – odparł Rudolf, z potami na czole. „Dalecy krewni, szemrając i niechętnie, otworzyli sakwy, by umożliwić mu studia. Skandal, który towarzyszyłby jego wykluczeniu, byłby dla nich dobrym pretekstem, by odebrać mu wsparcie. W ten sposób zamknęły się przed nim bramy uniwersytetu, fundamentów naukowego wykształcenia, bez których jego twórczość musiałaby pozostać na poziomie amatorstwa.”Ale Else, zamiast dostosować się do poziomu jego rozumowania, uparcie trzymała się swojego zdania.
„Samolubnie niszczyć swoje plany na przyszłość – o, to było tchórzliwe, to było złe!”
„Moja najdroższa panienko” – zawołał młody mężczyzna i zbliżył się do niej tak bardzo, że rośliny liściaste, które wznosiły się jak hiszpański mur między nimi a pokojem obok, wydawały się błogosławieństwem opatrzności. „Zbyt tragicznie interpretujecie historię. Nieszczęście dla ludzkości, ojczyzny i dla mnie samego jest znośne, jeśli zamiast umiarkowanie utalentowanego lekarza po świecie wędruje kupiec, który nie jest całkiem ubogi w sukcesy.”
„O tym nie mówię. Czy może myślicie, że lekceważę wasz zawód?” – gorąco broniła się Else. „Mój tata też był kupcem i uczył mnie, bym wysoko cenił swój stan. Być może złośliwość Antoinetty – powiem jej o tym wkrótce! – okazała się nawet szczęściem dla was; ale to nie usprawiedliwia jej przyjaciela. Musieliście być postrzegani jak zagubiony syn w rodzinnym gnieździe – wybaczcie, w światowym Westerode. ”
„Co mi to zaszkodziło? Słuchałem kazań o niedopuszczalnej długości, widziałem twarze spowite chmurami, dostałem na kilka tygodni areszt domowy; jak widzicie, nie zepsuło mi to humoru.”
„Było lato, a las był tak blisko” – powiedziała Else ze smutkiem.
# book_id: global-gutenberg-translation-5fd3a514c8484b8396e59bffcbe1671c
# book_title: Jego ważny przyjaciel
# chapter_id: 1-jego-wazny-przyjaciel
# chapter_title: Jego ważny przyjaciel
# book_page: 9 / 11
# chapter_page: 9
# language: pl
# content_format: markdown
# reading_structure: unknown
# render_mode: prose
Ale Else, zamiast dostosować się do poziomu jego rozumowania, uparcie trzymała się swojego zdania.
„Samolubnie niszczyć swoje plany na przyszłość – o, to było tchórzliwe, to było złe!”
„Moja najdroższa panienko” – zawołał młody mężczyzna i zbliżył się do niej tak bardzo, że rośliny liściaste, które wznosiły się jak hiszpański mur między nimi a pokojem obok, wydawały się błogosławieństwem opatrzności. „Zbyt tragicznie interpretujecie historię. Nieszczęście dla ludzkości, ojczyzny i dla mnie samego jest znośne, jeśli zamiast umiarkowanie utalentowanego lekarza po świecie wędruje kupiec, który nie jest całkiem ubogi w sukcesy.”
„O tym nie mówię. Czy może myślicie, że lekceważę wasz zawód?” – gorąco broniła się Else. „Mój tata też był kupcem i uczył mnie, bym wysoko cenił swój stan. Być może złośliwość Antoinetty – powiem jej o tym wkrótce! – okazała się nawet szczęściem dla was; ale to nie usprawiedliwia jej przyjaciela. Musieliście być postrzegani jak zagubiony syn w rodzinnym gnieździe – wybaczcie, w światowym Westerode. ”
„Co mi to zaszkodziło? Słuchałem kazań o niedopuszczalnej długości, widziałem twarze spowite chmurami, dostałem na kilka tygodni areszt domowy; jak widzicie, nie zepsuło mi to humoru.”
„Było lato, a las był tak blisko” – powiedziała Else ze smutkiem.„Nie zapominajcie, że na mojej strychu odwiedziły mnie wzniosłe uczucia: broniłem swojego przyjaciela – patrzcie na tę gwarancję; cierpiałem krzywdę bez mojej winy – patrzcie na chrześcijańskich męczenników; padłem ofiarą dla pomyślności mojego rodzinnego miasta – byłem, co prawda, nieco bardziej bierny niż Curtius. – Wasz udział jest dla mnie bezcenne, cenniejszy niż myślicie; ale nie, bez wątpienia wiecie, że jesteście dla mnie ucieleśnieniem wszystkiego, co piękne, miłe i pożądane – to mówi jej przenikliwe spojrzenie do wszystkich dziewcząt, gdy podporządkują sobie męskie serce – ale choć wasze współczucie czyni mnie tak szczęśliwym, moje małe cierpienia z tamtych czasów na nie nie zasługują.” Zamilkł; cichym głosem zaczął mówić ponownie. „Myśl, że to, co najwspanialsze, co mogło mi zaoferować życie – wasza przyjaźń – zawdzięczałem wykorzystaniu okazji stworzonej przeze mnie samego, nieostrożności, byłaby dla mnie nie do zniesienia.”
Spojrzała na niego oczyma, które dziwnie lśniły.
„To wprawdzie sprzeczne ze wszystkimi naukami Antoinetty, ale czasami ogarnia mnie wręcz chorobliwy pęd, by powiedzieć prawdę, więc proszę, abyście wiedzieli tylko to” – wstała szybko; walc już dawno się skończył, jej tancerze poszli szukając wejścia do sali tanecznej.

Odwróciwszy się, powiedziała szybko, cała rozpala się rumieńcem: „Nie stało mi się wiele inaczej niż szczęśliwemu synowi Kiss; wyruszyłam, by usłyszeć o znaczącym mężczyźnie, a znalazłam prawdziwego mężczyznę. Jestem dzieckiem niedzieli, wiecie o tym?”
I tak znikła; spojrzał za nią i przybrał tę głupkowato błogo wyglądającą minę, jaką każdy śmiertelnik przybiera tylko raz w życiu.
# book_id: global-gutenberg-translation-5fd3a514c8484b8396e59bffcbe1671c
# book_title: Jego ważny przyjaciel
# chapter_id: 1-jego-wazny-przyjaciel
# chapter_title: Jego ważny przyjaciel
# book_page: 10 / 11
# chapter_page: 10
# language: pl
# content_format: markdown
# reading_structure: unknown
# render_mode: prose
„Nie zapominajcie, że na mojej strychu odwiedziły mnie wzniosłe uczucia: broniłem swojego przyjaciela – patrzcie na tę gwarancję; cierpiałem krzywdę bez mojej winy – patrzcie na chrześcijańskich męczenników; padłem ofiarą dla pomyślności mojego rodzinnego miasta – byłem, co prawda, nieco bardziej bierny niż Curtius. – Wasz udział jest dla mnie bezcenne, cenniejszy niż myślicie; ale nie, bez wątpienia wiecie, że jesteście dla mnie ucieleśnieniem wszystkiego, co piękne, miłe i pożądane – to mówi jej przenikliwe spojrzenie do wszystkich dziewcząt, gdy podporządkują sobie męskie serce – ale choć wasze współczucie czyni mnie tak szczęśliwym, moje małe cierpienia z tamtych czasów na nie nie zasługują.” Zamilkł; cichym głosem zaczął mówić ponownie. „Myśl, że to, co najwspanialsze, co mogło mi zaoferować życie – wasza przyjaźń – zawdzięczałem wykorzystaniu okazji stworzonej przeze mnie samego, nieostrożności, byłaby dla mnie nie do zniesienia.”
Spojrzała na niego oczyma, które dziwnie lśniły.
„To wprawdzie sprzeczne ze wszystkimi naukami Antoinetty, ale czasami ogarnia mnie wręcz chorobliwy pęd, by powiedzieć prawdę, więc proszę, abyście wiedzieli tylko to” – wstała szybko; walc już dawno się skończył, jej tancerze poszli szukając wejścia do sali tanecznej.
Odwróciwszy się, powiedziała szybko, cała rozpala się rumieńcem: „Nie stało mi się wiele inaczej niż szczęśliwemu synowi Kiss; wyruszyłam, by usłyszeć o _znaczącym_ mężczyźnie, a znalazłam _prawdziwego_ mężczyznę. Jestem dzieckiem niedzieli, wiecie o tym?”
I tak znikła; spojrzał za nią i przybrał tę głupkowato błogo wyglądającą minę, jaką każdy śmiertelnik przybiera tylko raz w życiu.Rozmowa pod palmami trwała zbyt długo, nawet jak na rozmowę tête-à-tête z przyjacielem znaczącego mężczyzny, by nie stać się przyczyną różnych uwag na temat wachlarza. Ale towarzystwo, dzięki licznym powtórzeniom, przyzwyczaiło się do widoku pana Rudolfa Müllera i panny Else Friedjung prowadzących wyczerpujące, głębokie i dla osób z daleka niezbyt interesujące rozmowy w różnych zakątkach sal balowych. Chciano zauważyć, że był jak malejący księżyc, gdy jej tam nie było, a na jej czole kłębiła się chmura zniechęcenia, gdy jego tam nie było. W końcu zniknęli bez śladu ze swojego grona znajomych na całe tygodnie, a gdy rozwiązanie nadeszło w postaci białych karteczek, nie stanowiło ono nawet tego znanego cudu dziewiątego dnia. – Rudolf zawdzięczał swoją narzeczoną właściwie jedynie swemu znaczącemu przyjacielowi.
Gdy został przedstawiony tej pięknej dziewczynie, rozpoznał w niej swoją „niezapomnianą” miłość z młodości, nad jej utratą którego wszystkie późniejsze opiewane przez poetów przedstawicielki szlachetnej kobiecości jedynie pozornie go pocieszyły. Była kobietą jego marzeń, którą Rudolf mu odebrał. Oczywiście, nikt nie może odebrać mu przekonania, że karmił węża u swego boku, że został podstępnie wykorzystany i zdradzony. Rudolf Müller może jedynie patrzeć, jak poradzi sobie z potomnością, która będzie czytać dzienniki Engelberta! Uważam, że jego sprawa jest stracona!
# book_id: global-gutenberg-translation-5fd3a514c8484b8396e59bffcbe1671c
# book_title: Jego ważny przyjaciel
# chapter_id: 1-jego-wazny-przyjaciel
# chapter_title: Jego ważny przyjaciel
# book_page: 11 / 11
# chapter_page: 11
# language: pl
# content_format: markdown
# reading_structure: unknown
# render_mode: prose
Rozmowa pod palmami trwała zbyt długo, nawet jak na rozmowę tête-à-tête z przyjacielem znaczącego mężczyzny, by nie stać się przyczyną różnych uwag na temat wachlarza. Ale towarzystwo, dzięki licznym powtórzeniom, przyzwyczaiło się do widoku pana Rudolfa Müllera i panny Else Friedjung prowadzących wyczerpujące, głębokie i dla osób z daleka niezbyt interesujące rozmowy w różnych zakątkach sal balowych. Chciano zauważyć, że był jak malejący księżyc, gdy jej tam nie było, a na jej czole kłębiła się chmura zniechęcenia, gdy jego tam nie było. W końcu zniknęli bez śladu ze swojego grona znajomych na całe tygodnie, a gdy rozwiązanie nadeszło w postaci białych karteczek, nie stanowiło ono nawet tego znanego cudu dziewiątego dnia. – Rudolf zawdzięczał swoją narzeczoną właściwie jedynie swemu znaczącemu przyjacielowi.
Gdy został przedstawiony tej pięknej dziewczynie, rozpoznał w niej swoją „niezapomnianą” miłość z młodości, nad jej utratą którego wszystkie późniejsze opiewane przez poetów przedstawicielki szlachetnej kobiecości jedynie pozornie go pocieszyły. Była kobietą jego marzeń, którą Rudolf mu odebrał. Oczywiście, nikt nie może odebrać mu przekonania, że karmił węża u swego boku, że został podstępnie wykorzystany i zdradzony. Rudolf Müller może jedynie patrzeć, jak poradzi sobie z potomnością, która będzie czytać dzienniki Engelberta! Uważam, że jego sprawa jest stracona!
BokRobot
BokRobot brings together books and fairy tales to read and explore. Discover a growing collection, or create books and fairy tales of your own.