Irvin S. CobbPowrót do domu

BokRobot reading edition

Books

Free

Powrót do domu

Irvin S. Cobb

7,100 words
Choose version
Uruchomiono: 2026-09-11 10:59BokRobot · Page 1 / 26

Powrót do domu

Kiedy Breck Tandy zabił człowieka, popełnił kilka błędów. Po pierwsze, zabił najbardziej popularnego mężczyznę w hrabstwie Forked Deer — urzędnika hrabstwa, mężczyznę o imieniu Abner J. Rankin. Po drugie, zabił go bez obecności świadków, więc to było jego słowo — a był on przybyszem i obcym — przeciwko niemej, lecz wymownej oskarżającej postawie rozstrzelonego martwego mężczyzny. A po trzecie, wysłał na północ od rzeki Ohio po prawnika, który miał go bronić.

W pierwszy poniedziałek czerwca — poniedziałek sądowny — miasto zapełniło się wcześnie. Zanim polne skowronki zdążyły opuścić trawę, rolnicy przywiązywali swoje wozy do nadgryzionych stojaków na wózki wzdłuż placu. O godzinie dziewiątej pierścień handlowy pod stajnią dla wozów tonął w czerwonym pyle i huczał od targowania się handlarzy koni. Przed pustym sklepem Towarzystwo Pomocy Kobiet przy Kościele Baptystów Syjon miało rozstawioną płócienną tablicę, na której ogłoszono, że od dwunastej do jednej będzie serwowana elegancka kolacja za dwadzieścia pięć centów, a przez cały dzień za piętnaście centów dostępne będą lody i ciasto.

Wąskie drewniane chodniki zaczęły skrzypieć i chrzęścić pod ciężarem wielu stóp. Długowłosy lekarz wyszedł ze swojego fraka jak szarańcza wychodząca ze skorupy, zsunął z czoła wysoki kapelusz i ułożył na wąskiej półce swojego stoiska obok Drummers' Home Hotel gitarę, kilka butelek silnego miksturu, pincetę do wyrywania zębów oraz chusteczkę-trick. Przed małym, brudnym namiotem „Półczłowieka i Półkońca” siedział żółty Murzyn na krześle ze spękanej plecionki, rozgrzewając się przed ciężkim dniem pracy. Ten żółty Murzyn był artystą. Grał na zwykłej, dwudziestocentowej harmonijce ustnej, używając lewej ręki do przesuwania jej w przód i w tył wzdłuż rozchylonych ust. Druga ręka trzymała parę wypolerowanych wołowych kości, takich jakich używają artyści estradowi, a na nadgarstku miał zawiązaną szeroką skórzaną taśmę z trzema dużymi dzwonkami przymocowanymi luźno do skóry, dzięki czemu mógł klaskać kośćmi i trząść dzwonkami jednym ruchem.

BokRobot · Page 2 / 26

Był on całą orkiestrą w jednej osobie. Umiał zagrać na swojej harmonijce ustnej niemal każdą melodię, a dzięki pomocy kości i dzwonków mógł wiarygodnie imitować organy kościelne, orkiestrę fletową i perkusyjną, a nawet pełną orkiestrę dętą. Jego krzesło było odchylone tak, że jego włochata głowa dotykała zniszczonego transparentu, przedstawiającego w pięciu wyblakłych podstawowych kolorach atrakcje fizyczne „Półczłowieka i Półkońca” – Cudu Stulecia. Podczas oczekiwania, aż Cud i jego menedżer skończą spóźnione śniadanie wewnątrz namiotu, a rozpocznie się pierwsza kampania promocyjna, testował swoją harmonijkę krótkimi, łagodnymi, nieśmiałymi dźwiękami. Ćwiczył najnowszą melodię w stylu ragtime, która miała dotrzeć na daleki południe. Nazywała się „The Georgia Camp-Meeting”.

Szeryf miejski, w koszulowych rękawach, z dużym srebrnym tarczem przytwierdzonym do piersi swojego rozpiętego, niebieskiego kamizelka i z laską z zakrzywionym uchwytem jako dodatkowym symbolem władzy, śledził pijaka z miasta, który stanowił łatwy cel o każdej porze roku, a zwłaszcza w poniedziałek sądowny. Miejscowy dżentelmen przemierzał w tę i z powrotem krótką, pagórkowatą trasę Main Street w swoim nowym, bocznym powozie. Gromadka czarnych tworzyła gęstą, czarną masę, jak rój pszczół, przed czarną rybnią, skąd dochodził zapach i dźwięk smażenia okoni i sumów na rozpalonych do czerwoności patelniach. Wysoko na niskiej kopule sądu stał rudogłowy dzięcioł, w szacie barw karminowej, białej i niebiesko-czarnej, jak kawałek żywej wstążki, próbując bezskutecznie przebić się przez blaszany płaszcz. Głośny stukot jego dzioba dochodził wyraźnie do tłumu na dole.

Gołębie żałobne wołały do siebie w drzewach wokół czerwonej cegły sądu, a o dziesiątej, kiedy słońce było wysoko i gorąco, szeryf wyszedł i, stojąc między dwoma pustymi, białymi filarami, uderzył kijem w jeden z nich i wezwał wszystkich świadków i ławników do stawienia się w sądzie na procesie Johna Breckinridge'a Tandy'ego, oskarżonego o morderstwo pierwszego stopnia, przeciwko pokojowi i godności wspólnoty stanu Tennessee oraz uchwalonym i obowiązującym statutom.

BokRobot · Page 3 / 26

Ale ten ceremonialny gest szeryfa miał raczej znaczenie formalne niż praktyczne, ponieważ wszyscy świadkowie i ławnicy siedzieli w sali obrad sądu okręgowego, wraz z taką liczbą mieszkańców hrabstwa Forked Deer, ile tylko zmieściło się w pomieszczeniu. Już powietrze w zatłoczonej sali było duszące od gorąca i odurzające od smrodu. Mężczyźni siedzieli niepewnie na parapetach okien. Inni ustawili się w rzędach wzdłuż otynkowanych ścian, opierając pięty o popękane drewniane listwy. Dwa przednie rzędy ławek były pełne kobiet. Bo to miała być najważniejsza sprawa sesji czerwcowej — znacznie lepsze widowisko niż „Półczłowiek i Półkoń”.

Wewnątrz niskiej balustrady, która oddzielała salę, a po stronie bliższej ławie przysięgłych znajdowały się siły obrony. Pod skórą więzień prezentował bladożółtą cerę, będącą wynikiem trzech miesięcy spędzonych w więzieniu hrabstwa. Był wysokim, ciemnowłosym mężczyzną o spokojnym spojrzeniu; miał niecałe trzydzieści lat. Nie zwracał najmniejszej uwagi na tych, którzy siedzieli w stłoczonych rzędach za nim, życząc mu złego. Trzymał głowę zwróconą przed siebie, pochylając ją jedynie czasami, by szepnąć coś jednemu ze swoich prawników lub jednym ze swoich świadków. Często jednak wyciągał rękę w sposób ochronny i uspokajający, by dotknąć brązowych włosów swojej żony lub na chwilę oprzeć ją na jej małym ramieniu. Była ona zwyczajną, przerażoną, skuloną istotką. Palce jej cienkich dłoni były rozpaczliwie splecione na jej kolanach. Już teraz drżała.

Co jakiś czas podnosiła twarz, ukazując płytkie, brązowe oczy rozszerzone ze strachu, a następnie ponownie pochylała głowę, jak przepiórka próbująca się ukryć. Wyglądała żałośnie i samotnie.

BokRobot · Page 4 / 26

Główny adwokat obrony był półobrócony od niewielkiego stołu dla radców prawnych, skąd mógł obserwować twarze tłumu. Pochodził z centralnej części stanu Indiana i sprawował drugą kadencję w Kongresie. Gdyby jego partia utrzymała kontrolę nad stanem, po następnych wyborach zasiadłby w Senacie. Był wybitnym mówcą i prawnikiem cieszącym się niemal ogólnokrajową reputacją. Miał męską grację i stanowił wspaniałą, wyprostowaną sylwetkę mężczyzny; wcześniej wypracował sobie zwycięstwa w wielu trudnych sprawach. Jednak teraz drżał ze strachu przed katastrofą, spoglądając uważnie po ciasno wypełnionej sali.

Gdziekolwiek spojrzał, nie dostrzegał najmniejszego śladu życzliwości. Mogł poczuć wrogość tego tłumu, jakby miała ona substancję i ciało.

Była to rzecz namacalna; niemal fizyczna. Dlaczego, można było niemal wyciągnąć rękę i jej dotknąć. Była ona wszędzie tam.

I wszystko to skupiało się i wyrażało w osobie ciotki Tilly Haslett, siedzącej na samym pierwszym rzędzie wraz ze swoim mężem, wujkiem Fayette’em, pół ukrytym za jej ogromną, przepełnioną formą. Ciotka Tilly kształtowała opinię publiczną w Hyattsville. W istocie była ona tą opinią publiczną w tym mieście. W niej znajdowały swój wyraz zarówno jej uprzedzenia, jak i jej poglądy. Siedziała wyprostowana jak struna, wypełniając całą przednią część swojej czarnej sukienki z bombazyny, tak że dolne guziki na jej przodzie napinały się w swoich dziurkach. Szerokimi, celowymi ruchami wachlowała się wachlarzem z liści palmowych. Brzeg wachlarza był obramowany czarną taśmą przyszytą dookoła — taśmą, która w tej społeczności oznaczała wiek lub żałobę, a nawet jedno i drugie.

Jej szczęka była zaciśnięta jak stalowa klamka, a jej małe, szare oczy spod stalowych oprawek okularów były skierowane z wrogim, potępiającym spojrzeniem na dziwnego prawnika, jego klienta, żonę klienta i na wszystko, co należało do tego klienta.

BokRobot · Page 5 / 26

Kongresmen Durham spojrzał i zrozumiał, że jego obecność jest obrazą dla ciotki Tilly i dla wszystkich, którzy siedzieli z nią; że jego nieco krzykliwy krawat, jedwabna koszula, niskie, opalone buty i nowy garnitur z szarej flaneli — dzieło najlepszego krawca z Indianapolis — są jak obrazy, dodawane i nakładane na tę grupę wyborców w spódniczkach i koszulach w kratę. Lepiej niż kiedykolwiek uświadomił sobie teraz całkowitą beznadzieję zadania, do którego się zabrał. I lękał się tego, co nadchodzi, niemal tak bardzo dla siebie, jak i dla mężczyzny, którego miał bronić. Był jednak wytrenowanym weteranem kampanii sądowych i w jego postawie było coś z lekko udawanej pewności siebie, gdy obracał się i udawał, że konsultuje się z miejscowym prawnikiem, który miał mu pomóc w wyborze ławników i przesłuchiwaniu świadków.

Jednak to prawdziwa pewność siebie i prawdziwa wesołość promieniowały z drugiego skrzydła budynku, gdzie prokurator siedział, otoczony przez zebranych prawników z hrabstwa Forked Deer; byli to wolontariusze po stronie faworyzowanej, dodający jej moralnego wsparcia dzięki swojej liczebności i znaczeniu. Ponieważ zmarły, Rankin, był kawalerem, prokurator stanu Gilliam nie mógł stawić przed oczami ławników żadnej zrozpaczonej wdowy ani dzieci, by wzbudzić dodatkowe współczucie dla swojej sprawy. Brakując tych najbardziej cennych atutów procesu o morderstwo, zastąpił je siostrami zmarłego — dwoma szczupłymi, starszymi kobietami w ciężkich, czarnych ubraniach, z duszno grubymi zasłonami na twarzach. Gdy nadejdzie odpowiedni moment, każą im one podnieść te zasłony i pokazać swoje żałosne twarze, lecz teraz siedziały one, całe owinięte w krepową chustę, jak uosobienie pustki i smutku.

BokRobot · Page 6 / 26

On sam kręcił się tam, zajęty swymi sprawami, bawiąc się piórem-szpikulcem, które niebezpiecznie zwisało mu z kącika ust, i wyrównując krawędzie stosu ksiąg prawniczych w cętkowane okładki ze skóry cielęcej. Był to chudy, kościsty mężczyzna, z białą, agresywnie wystającą spod dolnej wargi brodą. Był słabym mówcą, lecz potężnym jako prawnik prowadzący przesłuchania; sprawował swoją pierwszą kadencję i kandydował na kolejną. Nosił oficjalny strój przeznaczony na specjalne i nadzwyczajne okazje — długi, czarny płaszcz, luźną, białą kamizelkę i szare, paskirowane spodnie, nieco za krótkie w nogawkach. Czul niemalże fizycznie wagę swojej pozycji — jego sylwetka wydawała się nabrzmiać i wypełniać ubranie.

„Popatrzcie tam na Toma Gilliama” — powiedział pan Lukins, sklepikarz, szeptem pełnym podziwu do sąsiada siedzącego obok niego — „po prostu szlifuje i doskonali siebie, by móc zmierzyć się z tym Tandy’m i jego jankeskim prawnikiem. Jeśli ich obojga razem nie zmiażdży, to niech mnie szlag trafi”.

„Możesz być pewien” — szepnął z powrotem jego sąsiad — był to najstarszy syn ciotki Tilly, Fayette Junior — „dokładnie tak, jak mówi mama — nadszedł czas, by nauczyć tych mordujących Kentuczyków, że nie mogą przychodzić tu i zabijać ludzi bez poniesienia za to kary. Sądzę, panie Lukins” — dodał Fayette Junior, z uśmiechem pełnym zadowolonej niecierpliwości — „że dziś w tym sądzie na pewno zobaczymy sporo akcji”.

Odpowiedź pana Lukinsa przepadła w czeluściach historii, bo właśnie w tym momencie z gabinetu z tyłu sali wszedł sędzia — starszy mężczyzna o łagodnym wyrazie twarzy — a tuż za nim szedł urzędnik sądu okręgowego, niosąc duże, oprawione w skórę księgi oraz wiązki papieru formatu A4. Ich przybycie wywołało poruszenie. Ciotka Tilly wyprostowała się, odsuwając w cień swojej bezkształtnej sylwetki wuja Fayette’a. Skazaniec podniósł głowę i spojrzał na sędziego. Jego żona patrzyła jedynie na splątane, wijące się palce na swoich kolanach.

BokRobot · Page 7 / 26

Formalności związane z rozpoczęciem sesji sądu minęły niezwykle szybko; wszędzie było widać pośpiech, by zająć się najważniejszą sprawą. Urzędnik ogłosił sprawę Prokuratura przeciwko Tandy’emu. Obie strony były gotowe. Za pośrednictwem miejscowego prawnika, wyznaczonego do tych mniej ważnych spraw, oskarżony przyznał się do niewinności. Urzędnik zakręcił kołem do losowania ławników — było to malowane drewniane bębno na skrzypiącej drewnianej osi — i wyciągnął kartkę z napisanym na niej imieniem ławnika, które przeczytał na głos:

„Isom W. Tolliver.”

W ciągu godziny ława przysięgłych była kompletna: dwóch mieszkańców miasta, urzędnik i operator telegrafu oraz dziesięciu mężczyzn ze wsi – głównie rolnicy, jeden kowal i jeden handlarz koniami. Trzech członków ławy, którzy szczerze przyznali się do uprzedzeń, zostało zwolnionych za zgodą obu stron. Kolejni trzej byli pewni, że będą mogli zapewnić pozwanemu sprawiedliwy proces, ale miejscowy prawnik wykluczył ich z ławy na podstawie prawa do peremptornego wykluczenia. Pozostali zostali przyjęci bez zastrzeżeń.

Przewodniczącym ławy był starszy mężczyzna o brązowej skórze i wyglądzie przypominającym sokoła wędrownego, z płonącym, brązowym okiem. Miał szczupłe, zgrubiałe dłonie, niczym szpony, a prawa ręka była zniekształcona i skrzywiona; pośrodku zniekształconych kostek palców widniała rozpryskowa, niebieskawa blizna – ślad starej rany postrzałowej. Przysięgły nr 4 był sztywnym, starszym mężczyzną, drobnym plantatorem z dalszej części hrabstwa, który nieustannie wachlował się brązowo-lakierowanym, słomianym kapeluszem. Nr 7 był jeszcze starszy – patriarchą z białymi wąsami, poruszającym się o kulach. Dwunasty przysięgły był najstarszym spośród całej dwunastki – wyglądał na prawie siedemdziesięcioletniego mężczyznę, ale zasiadł w ławie po tym, jak przysiągł, że jego wzrok, słuch i ogólny stan zdrowia są dobre i że wciąż może pracować po dziesięć godzin dziennie w swojej kuźni. Ten przysięgły bez przerwy żuł tytoń.

BokRobot · Page 8 / 26

Dwa razy, po zajęciu miejsca na końcu podwójnego rzędu ławy, próbował sięgnąć po drewniany pluwacz oddalony o dziesięć stóp. Obaj razy była to godna pochwały próba, ale za każdym razem się nie udało. Widząc rosnące w jego oczach wyrazy niepokoju, szeryf przybliżył pluwacz, po czym nr 12 był zadowolony i żuł bez przerwy, niczym jakiś brodaty, zamyślony roślinożerca, uważnie słuchając zeznań, a przy tym drapiąc się małym paznokciem po bardzo szorstkiej, biało-czerwonej głowie; paznokieć ten, wskutek jakiejś kontuzji, przybrał wygląd bardzo grubej, bardzo czarnej orzecha brazylijskiego. To drapanie wydawało szorstki, jakby pilnikowy dźwięk, który po pewnym czasie działał drażniąco na nerwy kongresmena Durham.

Było późne popołudnie, kiedy strona oskarżenia zakończyła prezentację dowodów, a rozprawa została odroczona do następnego ranka. Prokurator nie miał do zaoferowania zbyt wielu świadków — zeznania osoby, która usłyszała pojedynczy strzał i wbiegła do domu Rankina, by zastać go leżącego na podłodze, prawie martwego, z nieodpaloną pistoletą w ręce, a Tandy'ego stojącego przy ścianie z pistoletem, z którego strzelano; zeznania policjanta, któremu Tandy się poddał; zeznania lekarza, który zbadał ciało; zeznania osób, które wiedziały o kłótni między Tandy'em a Rankinem, wynikłej z umowy kupna-sprzedaży ziemi, w którą weszli jako partnerzy — niewiele, ale wystarczająco dla celów Gilliam'a. Pewnego razu, w trakcie przesłuchania świadka, prokurator, jakby przez przypadek, spojrzał na dwie postacie w czarnych togach, stojące obok niego. Jakby ogarnięty nagłym poczuciem ogromnego smutku, zawahał się, zatrzymał i opadł na kolana.

BokRobot · Page 9 / 26

To był stary trick, ale świetnie wykonany, i pośród publiczności rozległo się ciche, szumiące mruczenie, jakby wiatr przeszywający przez wierzchołki drzew. Durham był chory na duszy, gdy odchodził. W jego umyśle utkwił obraz wyczerpanej, przemoczonej twarzy małej, przerażonej kobiety. Zaczęła płakać jeszcze zanim wybrano ostatniego ławnika, i przez cały dzień, w półminutowych odstępach, dręczyły ją głośne, ciężkie soki. Kiedy Durham schodził po schodach, musiał się niemal przecisnąć przez grupę tubylców stojących przed drzwiami. Niechętnie ustępowali mu miejsca, a kiedy pokazał im swoje plecy, usłyszał chichot i słowa, które zraniły go tam, gdzie już wcześniej miał ranę — w swojej próżności. Ale nie przywiązywał wagi do tych słów. Jaki był pożytek?

W hotelu Drummers' Home Hotel ciemnoskóry kelner doznał głębokiego szoku, gdy przywieziony z daleka prawnik odmówił zjedzenia smażonego steka wołowego z pieczonymi ziemniakami, a także smażonego szynka z jajkiem. Pokonując zaskoczenie, kelner zaproponował, że spróbuje zdobyć dla dżentelmena z Północy smażony kotlet wieprzowy i pieczone jabłka z czerwca, ale Durham chciał na kolację jedynie szklankę mleka. Wypił je i zapalił cygaro, a około zmierzchu udał się na górę do swojego pokoju. Tam zastał zgromadzonych opłakanych szeregowych obrońców: miejscowego prawnika i trzech świadków charakteru — prominentnych obywateli z rodzinnego miasta Tandy'ego, którzy mieli zeznawać o jego dobrej reputacji w miejscu, gdzie się urodził i wychował. Byli to jedyni świadkowie, oprócz samego Tandy'ego, których Durham zamierzał powołać.

Jednym z nich był ruchliwy, drobny mężczyzna o imieniu Felsburg, handlarz odzieżą, drugim był pułkownik Quigley, bankier i były burmistrz, a trzecim sędzia Priest, który zasiadał w ławie przysięgłych sądu okręgowego w Kentucky. W przeciwieństwie do swoich imponujących rozmiarów, ten sędzia Priest miał głos wysoki i skrzeczący. Posiadał także nawyk, powszechny wśród wielu polityków z jego części kraju, polegający na celowym używaniu niepoprawnej gramatyki.

BokRobot · Page 10 / 26

Ten manieryzm sprawiał, że wielu ludzi myślało, iż sędzia musi być człowiekiem niewykształconym — dopóki nie słyszeli, jak instruuje ławę przysięgłych lub odczytuje jedno ze swoich orzeczeń. Sędzia miał też inne osobliwości. W rozmowach niemal zawsze nazywał mężczyzn młodszych od siebie „synem”. Czasami pił trochę za dużo; a nikt nigdy nie pokonał go w walce o jakiekolwiek stanowisko, o które ubiegał się. Durham nie wiedział, co myśleć o tym starym sędzi — czasami wydawał się wręcz dzieczo prostoduszny.

Inni siedzieli wokół stołu przy oświetlonej lampą naftową, ale stary sędzia siedział przy otwartym oknie, z butami na niskim obcasie zdjętymi, a stopy w białych skarpetkach opartymi o parapet. Usiłnie napełniał ręcznie wykonaną fajkę z kukurydzianego kolba. Ściskał usta, ciągnąc za długą, trzcinową rurkę fajki, wydając przy tym ciche, słyszalne odgłosy. Z kamienistej, małej ulicy poniżej dobiegał do niego odgłos odjeżdżających wozów rolniczych. Indianin-lekarz składał swój duży, biały parasol i pakował swoje regalia. Tymczasowe, płócienne schronienie Półczłowieka i Półkońca zostało zdemontowane i zniknęło, pozostawiając jedynie otwory po słupach w trawie i wydeptaną przestrzeń pokazującą, gdzie ono stało. Sąd trwałby przez cały tydzień, ale poniedziałkowy dzień rozpraw był już za nimi, a przez kolejny miesiąc miasto będzie drzemkało w spokoju.

Durham opadł na krzesło, które protestacyjnie skrzypiało we wszystkich swoich słabych złączach. Całe serce odeszło mu.

„W ogóle nie rozumiem tych ludzi” – wyznał. „Walczymy z kamiennym murem gołymi rękami”.

„Jeśli to teraz pieniądze są tym, czego pan potrzebuje, panie Durham” – odezwał się Felsburg – „ojciec tego chłopaka Tandy'ego był moim bardzo dobrym przyjacielem, kiedy po raz pierwszy przybyłem do tego miasteczka z plecakiem na plecach, a jeśli to są pieniądze...?”

BokRobot · Page 11 / 26

„To nie są pieniądze, panie Felsburg” – powiedział Durham. „Gdybym nie dostał ani centa za swoje usługi, i tak walczyłbym o tę sprawę do końca, ze względu na tego chłopca i jego biedną, małą żonę. To nie są pieniądze ani ich brak – to ta cholerna nienawiść, którą tu wytworzyli wobec tego człowieka. Dlaczego, można by ją pociąć na kawałki – te uprzedzenia, które były dzisiaj w tym sądzie”.

„Synu” – odezwał się sędzia Priest wysokim, chrapliwym głosem – „sądzę, że może masz rację. Od wielu lat pracuję w sądach i zauważyłem, że kiedy ława przysięgłych przez cały czas patrzy na więźnia, a nigdy nie patrzy na jego bliskich, jest to bardzo zły znak. I tak właśnie było przez cały dzisiejszy dzień”.

“Sędzia będzie sprawiedliwy — zawsze taki jest,” powiedział Hightower, miejscowy prawnik, “a Gilliam oczywiście wykonuje tylko swój obowiązek. Ci przysięgli to porządni, solidni ludzie, jakich można znaleźć w tym kraju. Ale nie mogą nic poradzić na swoje uprzedzenia. Natura ludzka nie jest wystarczająco silna, by oprzeć się uczuciu, które narosło tutaj przeciwko Tandy'emu od czasu, gdy zastrzelił Ab'a Rankina.”

“Synu,” powiedział sędzia Priest, wciąż patrząc na ciemniejący plac poniżej, “iluzjonistów, jakich byś powiedział, że jest wśród tych przysięgłych? ”

“Czterech lub pięciu, o ile wiem,” powiedział Hightower—“i może więcej. Trudno znaleźć w tej okolicy mężczyznę powyżej pięćdziesiątki, który nie służyłby w armii podczas Wielkiej Wojny.”

“Ah, hah,” przytaknął sędzia Priest z piszczącym, cichym pomrukiem. “Ten przewodniczący ławy przysięgłych — wyglądał, jakby brał udział w jakiejś walce?”

“Cztery lata służby,” powiedział Hightower. “Został kapitanem kawalerii.”

“Ah, hah.” Sędzia Priest zaczął zasysać dym z fajki. “Herman,” odwrócił się do Felsburga, dysząc, “zauważyłeś jakiegoś wysokiego, ciemnoskórego mężczyznę w kolorze siodła, grającego na skrzypcach przed tamtym cyrkiem, kiedy szliśmy tędy? Chyba ten czarnuch mógłby zagrać prawie każdą melodię, jaką byś chciał usłyszeć?”

W takiej chwili Durham wyraźnie nie był zainteresowany wszechstronnością dziwnych Murzynów w tym zakątku świata. Zamilkł, wzruszając denerwująco ramionami.

BokRobot · Page 12 / 26

“Ciekawe, czy ten Murzyn już opuścił miasto?” zastanawiał się stary sędzia, mówiąc półgłosem do siebie.

“Widziałem go jeszcze niedawno, jak szedł w stronę dworca,” zaproponował Hightower. “O 8:50 odjeżdża stąd pociąg do Memphis. Do tego czasu zostało jakieś dwadzieścia minut.”

“Ah, hah, prawie,” przytaknął sędzia. Kiedy sędzia mówił “Ah, hah!” w taki sposób, brzmiało to jak uderzenie smyczkiem skrzypiec o napięty E-string.

“No więc, chłopcy,” kontynuował, “wszyscy musimy zrobić wszystko, co możemy, dla Brecka Tandy'ego, prawda? Słuchaj, synu” — skierował to do Durhama — “bardzo bym chciał, żebyś postawił mnie jako ostatniego świadka jutro. Poczekaj, aż skończysz z Hermanem i pułkownikiem Quigleyem, zanim mnie wezwiesz. A jeśli podczas składania zeznań będę trochę tu i tam błądził — no cóż, synu, po prostu pozwól mi błądzić, dobrze? Znam tych ludzi stąd może lepiej niż ty — a jeśli będę miał skłonność do błądzenia, po prostu pozwól mi i nie przerywaj mi, proszę?”

“Sędzio Priest,” powiedział Durham złośliwie, “jeśli uważasz, że to może przynieść jakąkolwiek korzyść, błądź sobie ile chcesz.”

“Wielkie dzięki,” powiedział stary sędzia, po czym z trudem włożył buty i wstał, otrząsając z siebie pył z tytoniu.

“Herman, masz przy sobie jakieś drobne?”

Felsburg skinął głową i sięgnął do kieszeni.

Sędzia dokonał selektywnego wyboru srebrnych monet i banknotów z garści, którą kupiec wyciągnął w jego stronę przez stół.

“Wezmę jakieś dziesięć dolarów,” powiedział. “Nie przyjechałem tu z większą kwotą niż ta, która wystarczyła by ledwo kupić mi bilet kolejowy i zapłacić rachunek w tej tawernie, a może zechcę jeszcze jakąś słodką nalewkę czy coś.”

Włożył pożyczoną kwotę do kieszeni i przeszedł przez pokój.

“Chłopcy,” powiedział, “sądzę, że jeszcze trochę pobłądzę, zanim pójdę spać. Herman, może wpadnę do twojego pokoju na chwilę, gdy będę wracał. Lepiej będzie, jeśli pójdziecie spać wcześnie i dobrze się wyśpicie. Wszyscy prawdopodobnie będziemy jutro dość mocno zajęci.”

Po wyjściu znów wsunął głowę przez drzwi i powiedział do Durhama:

“Pamiętaj, synu, mogę trochę błądzić.”

BokRobot · Page 13 / 26

Durham skinął krótkim głową, nieco zirytowany dziwacznymi zachowaniami umysłu, który mógł się zajmować błahostkami w przeddzień nadchodzącego kryzysu.

Gdy sędzia skrzypiąc ciężko poruszał się wzdłuż korytarza i w dół po schodach, ci, których zostawił za sobą, słyszeli, jak nuci sobie jakąś melodię, próbuje śpiewać ją na ślepo i często zatrzymuje się, by poprawić rytm. Była to melodia nieznana im wszystkim, ale dla Felsburga, najstarszego z tej czwórki, przywoływała ona jakieś niejasne, nieokreślone wspomnienie.

Stary sędzia gwizdał, kiedy doszedł na ulicę. Stał tam przez minutę, dopóki nie ustalił czasu na własną satysfakcję, a potem, wciąż gwizdając, ruszył wzdłuż nierównego, drewnianego chodnika, który, po tym jak falował w górę i w dół niczym wąż ze złamanym grzbietem, schodził w dół do małego dworca kolejowego u stóp ulicy.

Rankiem prawie połowa miasta — biała połowa — przybyła na proces, a z czarnej połowy zjawiło się ich na tyle, że tworzyli ciemną obwódkę, niczym żałobna bordura, na całej szerokości tylnej części sali sądowej. Poza tym, że Main Street teraz drzemkała w upale, podczas gdy wczoraj tętniła życiem, ten dzień mógłby być dniem poprzednim. Ponownie zdeterminowany dzięcioł uderzał swoją zakrwawioną głową z niesłabnącą energią w blaszany płaszcz na szczycie budynku. To było jego trzecie lato spędzone nad tą samą kopułą, a blacha była pokryta małymi wgnieceniami na przestrzeni trzech stóp w górę i w dół.

Gołębie żałobne wciąż wydawały swój lamentujący dźwięk, przemieszczając się tam i z powrotem po dziedzińcu sądu; a w krzakach jeżyn u stóp ogrodu ciotki Tilly Haslett, w dole przy strumieniu, skakali sobie w kółko skowronki łąkowe w kolorach beżu i żółci, z czarnymi, w kształcie półksiężyca, plamami na gardłach — niczym starzy Kontynentalni — wydając swój drobnym śpiewem ostrzeżenie: „Lenistwo cię zabije!”. Dźwięk ten docierał przez otwarte okna do parnej i cuchnącej sali sądowej.

BokRobot · Page 14 / 26

Obrona nie traciła czasu na rozpoczęcie działań. Jako swojego głównego świadka Durham powołał więźnia, aby zeznawał na własną korzyść. Tandy przedstawił swoją wersję wydarzeń z taką szczerością i bezpośredniością, że zyskałby przekonanie nawet wśród słuchaczy bardziej zrównoważonych w swoich sympatiach. Poszedł do biura Rankina w nadziei, że doprowadzi to do pokojowego rozwiązania ich sporu. Rankin wybuchł gniewem; wyzywał go i ruszył w jego stronę, grożąc mu. Obydwaj sięgnęli po broń. Broń Rankina była pierwsza wyciągnięta, ale on strzelił pierwszy — i na tym się wszystko skończyło. Gilliam błyszczał podczas przesłuchania krzyżowego; atakował Tandy'ego z dziką złością, chwytając się go jak wściekły żółw i trzymając się jak on.

Zmuszał Tandy'ego do ciągłego powtarzania, że nosi przy sobie pistolet. W społeczności, gdzie jedna trzecia dorosłych mężczyzn była uzbrojona, takie przyznanie było jednak traktowane jako wyraźny dowód krwawego i zdesperowanego usposobienia. Dla Tandy'ego byłoby równie złe, gdyby powiedział, że uzbroił się specjalnie na wizytę u Rankina — dla tych słuchaczy mogło to oznaczać jedynie celowe zamiary mordercze. Tak czy inaczej, Gilliam miał go w garści, a on sam z zapałem starał się uwypuklić znaczenie tej kwestii. Złowieszczy, przerażający szmer przeszedł od ławki do ławki, gdy Tandy opowiadał o swoim zwyczaju noszenia pistoletu.

Przesłuchanie trwało godzinami. Przerwała je przerwa na obiad; potem zaczęło się na nowo — Gilliam dręczył Tandy'ego, prowokował go, dopadał go i wykręcał jego słowa. Tandy nie dawał się zbić z tropu, ale dwukrotnie, pod wpływem tej presji, stracił panowanie nad sobą i zaatakował słownie Gilliama — a dokładnie tego najbardziej pragnął Gilliam. Był to człowiek płomienny, skłonny do gwałtownych wybuchów — taką konkluzję mógł wyciągnąć z tych wybuchów gniewu.

BokRobot · Page 15 / 26

Minęło już prawie pięć godzin, zanim Gilliam w końcu pozwolił swemu zmorzonemu wrogowi zejść ze świadkowej ławki i wrócić na swoje miejsce między żoną a prawnikiem. Co do Durham, miał on niewiele więcej do zaoferowania. Wezwał pana Felsburga, a ten dał Tandy'emu pochlebną opinię jako mężczyźnie i chłopcu w jego rodzinnym mieście. Wezwał też bankiera Quigley'ego, który zrobił to samo, choć innymi słowami. Prokurator stanu Gilliam nie miał wielu pytań do tych świadków charakteru. Sprawa była już praktycznie wygrana, uważał; już teraz mógł wyczuć smak zwycięstwa nad słynnym prawnikiem z Północy i pragnął przyspieszyć jej rozstrzygnięcie.

Gorąca, okrągła masa słońca opadła na tyle nisko, że przez zachodnie okna przebijały się jej cienkie, czerwone promienie, kiedy Durham wezwał swojego ostatniego świadka. Kiedy sędzia Priest usiadł solidnie na krześle dla świadków, z powagą godną swego wieku i ciężaru ciała, skupione promienie padły na niego pełną siłą i rozświetliły jego okrągłą, różową twarz, a poniżej niej krótką, bielutką brodę, a ponad nią łysinę, również bielutką. Durham spojrzał na niego z pewną niepewnością. Wyglądał jak uosobienie starego, roztrzepanego mężczyzny, który będzie się długo kręcił i plotkował, zanim w ogóle przejdzie do sedna sprawy. Tak też wydawał się innym obecnym.

Ale Durham nie dostrzegł, że ta przyziemna prostota starca była spójna z obrazem całej sali rozpraw, że dla tych patrzących, wrogich ludzi będzie on wydawał się jednym z nich, a oni najprawdopodobniej okażą mu współczucie i zrozumienie, których pozbawiono handlarza odzieżą i bankiera w szerokim kapeluszu.

BokRobot · Page 16 / 26

Nosił czarny płaszcz z alpaki, który opadał na niego głębokimi, podłużnymi fałdami, a jego przednie skraje były skręcone i pociągnięte w dół, tak że zwisały w długich, pomarszczonych, czarnych fałdach. Jego bezkształtne, szare spodnie były dla niego za krótkie i ciasno przylegały do jego pulchnych nóg. Pod nimi zwisała para grubych kostek, owiniętych w białe bawełniane skarpetki i zakończonych niskimi, czarnymi butami. Jego koszula była czysta, lecz bezustannie pomarszczona na całej przedniej części. Z kieszeni na piersi wystawał pogryziony i poczerniały koniec rurki od fajki, wznoszący się jak zmrożony łodygowy pęd.

Usiadł wygodnie na obszernym, dębowym krześle, zbalansował na kolanach biały, słomiany kapelusz ze sznurkowym paskiem na czubku i czekał na pytanie.

„Jakie jest pańskie imię?” — zapytał Durham. „William Pitman Priest.”

Nawet głos zdawał się jakoś pasować do otoczenia. Jego wysoki, nosowy ton miał w sobie pewną odrobinę dziwacznego uroku.

„Kiedy i gdzie się pan urodził?”

„W hrabstwie Calloway, w stanie Kentucky, 27 lipca 1889 roku.”

„Czym się pan zajmuje?”

„Jestem prawnikiem.”

„Jaką, jeśli w ogóle jakąś, funkcję pełni pan w swoim rodzinnym stanie?”

„Jestem sędzią przewodniczącym pierwszego okręgu sądowego stanu Kentucky.”

„I to już od dawna?”

“Od szesnastu lat.”

“Kiedy pan został przyjęty do palestry?”

“W 1860 roku.”

“I od tamtej pory, jak rozumiem, zajmował się pan albo praktyką prawniczą przed sądem, albo administrowaniem wymiarem sprawiedliwości z ławy sędziowskiej?”

“Z wyjątkiem czterech lat, od kwietnia 1861 do czerwca 1866.”

Do tej pory Durham jedynie się spierał, próbując wyczuć prawdopodobny kierunek oczekiwanych wywodów starego sędziego. Jednak w odpowiedzi na ostatnie pytanie uznał, że uchwycił sygnał, i choć wiedzieli o tym jedynie oni dwaj, odtąd to świadek kierował, a pytający ślepo podążał za nim.

“A gdzie pan przebywał przez te cztery lata?”

“Byłem zaangażowany, proszę pana, w udział w wojnie.”

“Wojnie o niepodległość?”

“Nie, proszę pana,” stary sędzia poprawił go łagodnie, lecz stanowczo, “w Wojnie o Konfederację Południa.”

BokRobot · Page 17 / 26

W tym momencie zapanowało co najmniej lekkie poruszenie. Ostrze wachlarza ciotki Tilly na chwilę zatrzymało się w szerokim, regularnym łuku ruchu, a przewodniczący ławy przysięgłych mimowolnie pochylił głowę, jakby potwierdzając niepodważalny fakt.

“Ahem!” powiedział Durham, wciąż próbując odnaleźć właściwą drogę, choć teraz widział ją już wyraźniej. “A po której stronie pan walczył?”

“Byłem szeregowym żołnierzem armii Południa,” odpowiedział mu stary sędzia, a mówiąc to, wyprostował się. “Tak, proszę pana,” powtórzył, “przez cztery lata byłem szeregowym żołnierzem dawnej Konfederacji Południa. Część tego czasu spędziłem tu, w tym właśnie kraju,” kontynuował, jakby dopiero co sobie to przypomniał. “Otóż, latem 1864 roku byłem właśnie w tym mieście. I do wczoraj nie byłem tu z powrotem.”

Obrócił się w stronę sędziego prowadzącego proces i odezwał się do niego tonem i manierami na wpół przepraszającymi, na wpół poufnymi.

“Wysoki Sądzie,” powiedział, “sam jestem sędzią, zajmując w moim rodzinnym stanie stanowisko bardzo podobne do tego, które zajmuje tu Wysoki Sąd, i chociaż doskonale zdaję sobie sprawę, że nie wszystko odbywa się zgodnie z zasadami dowodowymi zapisanymi w księgach, to jednak, gdy myślę o dawnych czasach wojskowych, odczuwam pewną skłonność do nostalgiowania. Mam nadzieję, że Wysoki Sąd mi wybaczy, jeśli okażę się nieco rozgadany?”

Jego ton był bardziej niż przepraszający i bardziej niż poufny. Był przekonujący. Sędzia na ławie był sam weteranem. Spojrzał w stronę prokuratora.

“Czy prokurator ma jakieś zastrzeżenia co do tego kierunku zeznań?” zapytał, uśmiechając się lekko.

BokRobot · Page 18 / 26

Z pewnością Gilliam nie obawiał się, że wywody tego szanująco wyglądającego starca mogą zaszkodzić sprawie, która była już niemal wygrana. Uśmiechnął się pobłażliwie i machnął ręką gestem, który był mieszanką tolerancji i cierpliwości, z dodatkiem pogardy. “Nie widzę,” powiedział Gilliam, “w jaki sposób historia wojskowa i osiągnięcia tego szanownego pana mogą mieć jakikolwiek wpływ na sprawę zabójstwa Abnera J. Rankina. Ale,” dodał wspaniałomyślnie, “jeśli obrona zdecyduje się obciążyć protokół tak błahymi i nieistotnymi kwestiami, z pewnością nie będę miał żadnych zastrzeżeń ani teraz, ani w przyszłości.”

“Świadek może kontynuować,” powiedział sędzia. “Wysoki Sądzie, naprawdę nie miałem wiele do powiedzenia,” przyznał sędzia Priest, “i nie spodziewałem się, że sprawi to takie zamieszanie. Chodziło mi o to, że przyjazd tutaj, aby zeznawać w tej sprawie, w pewien sposób przywołał mi na myśl dawne czasy. Im bardziej starzeję się —” spojrzał teraz w stronę przysięgłych — “tym bardziej żyję przeszłością.”

Jakby zadał im pytanie, kilku przysięgłych poważnie pochyliło głowy. Ruchliwa szczęka przysięgłego nr 12 poruszała się nieco wolniej, przemieszczając się z prawej strony żuchwy na lewą i z powrotem. „Tak, proszę pana,” powiedział zamyśleniem, „wstałem dziś wcześnie rano w tawernie, gdzie się zatrzymałem, i wybrałem się na spacer po waszym kwitnącym małym mieście.” „To było prawdziwe błądzenie myślami,” pomyślał zdezorientowany Durham. „Przyszedłem tu do mostu nad małym strumieniem i z powrotem. Przypomniało mi to bardzo tamten czas, kiedy przechodziłem przez to miasto – w 1964 roku – mniej więcej o tej samej porze roku – i dziś też było wcześnie gorąco, tak jak wtedy – a rosa była gęsta na trawie, tak samo jak wtedy.”

Zatrzymał się na chwilę.

„Oczywiście, wasze miasto nie wyglądało dziś rano tak samo jak tamtego ranka. Wydało mi się, że jest tu teraz dwa razy więcej domów niż kiedyś – to musi być całkiem małe miasto.”

Pan Lukins, sklepikarz, skinął głową na znak milczącej aprobaty dla tych słów; pan Lukins właśnie ukończył budowę i wprowadził się do dwupiętrowego, murowanego budynku ze sklepem, z blaszaną gzymsią i zewnętrzną klatką schodową.

BokRobot · Page 19 / 26

„Tak, proszę pana, wasze miasto bardzo się rozrosło, ale” – a ten marudny, humorystyczny głos znów przybrał ton przepraszający – „ale wasze drogi są mniej więcej takie same jak w 1964 roku – miejscami pagórkowate – i trochę kamieniste.”

Durham zastał się, słuchając uważnie. Słuchali też wszyscy inni. Nagle uderzyło go, niemal jak cios, że ten prosty starzec rzucił na nich wszystkich pewnego rodzaju urok. Spłaszczające promienie słońca tworzyły wokół twarzy starego sędziego rodzaj różowego blasku, delikatnie oświetlając jego łysinę i białe wąsy. Mruczał dalej:

„Pamiętam te drogi szczególnie dobrze, bo tamtym razem, kiedy przechodziłem tędy w 1964 roku, stopy miałem już prawie pozbawione skóry, a te krzemienie je podrapiły. Niektórzy chłopcy, jak pamiętam, zostawiali po sobie we krwi splamione ślady w kurzu. Ale co tam – nie zrobiłoby to żadnej różnicy, gdybyśmy zużyli podeszwy butów do ostatniego milimetra! I tak byśmy szli dalej. Poszlibyśmy wszędzie – albo przynajmniej byśmy próbowali – za starym Bedfordem Forrestem.”

Palma ciotki Tilly zatrzymała się w powietrzu, a wierny quid dwunastego przysięgłego zamarł na jego policzku i utknął tam jak mała narośl. Poza ogólnym pochyleniem ramion i głów nie było żadnego ruchu ani żadnego dźwięku, z wyjątkiem głosu świadka:

„Sam stary Bedford Forrest nas prowadził, więc naturalnie po prostu poszliśmy za nim, czy mieliśmy buty, czy nie. Tego ranka pułk północnych żołnierzy — Jankesów — maszerował na to miasto, a najwyraźniej przed nimi rozniosła się wieść, że mają zamiar je spalić.

BokRobot · Page 20 / 26

Prawdopodobnie nie było to prawda. Kiedy później lepiej poznaliśmy tych Jankesów, okazało się, że w zasadzie nie było między nami a nimi żadnej różnicy. Prawdopodobnie wcale tak nie było. Ale w tamtych czasach ludzie byli skłonni wierzyć w niemal wszystko — co do Jankesów — a mówiło się, że idą przez kraj, paląc, raniąc i niszcząc. Miejscowi sądzili, że zostaną wypędzeni ze swoich domów. Dlatego stary Bedford Forrest maszerował całą noc z naszym batalionem — czterema kompaniami — głównie z Kentuckians i Tennesseeans, z niewielką domieszką chłopców z Mississippi i Arkansas. Niektórzy z nas jechali konno, a niektórzy szli pieszo, jak ja — w tamtym roku nie zawsze mieliśmy dość koni dla wszystkich. I jakoś dotarliśmy tutaj przed nimi. Był to jednak zacięty wyścig między nami — oni schodzili z północy, a my podchodziliśmy z drugiej strony.

Spotkaliśmy ich tam, przy tym małym potoku, tuż poniżej miejsca, gdzie teraz znajduje się wasz dworzec kolejowy. Wtedy tam nie było żadnego dworca, ale potok wygląda teraz dokładnie tak samo jak wtedy — i most też. Dziś rano przeszedłem przez niego, żeby się przekonać. Tak, proszę pana, właśnie tam ich spotkaliśmy. I była to prawdziwa, poważna walka.

Tak, proszę pana, była to prawdziwa, poważna walka przez około dwadzieścia minut — albo może dwadzieścia pięć — a potem zjedliśmy śniadanie. ”

Uśmiechał się łagodnie, idąc. Teraz wybuchnął krótkim, gardłowym chichotem.

„Tak, proszę pana, wszystko to wróciło mi dzisiaj rano do głowy — każdy najdrobniejszy szczegół — śniadanie i wszystko. Choć, jak pamiętam, nie zjadłem wtedy zbyt wiele — nikt z nas nie zjadł — prawdopodobnie tylko kukurydziany chleb i wodę z potoku, żeby go popić.”

I otarł usta grzbietem dłoni, jakby smak ziarnistych placków kukurydzianych wciąż jeszcze był wyczuwalny.

Zapanowała tu kolejna krótka pauza; wyglądało na to, że zeznania świadka dobiegły końca. Zwięzłe pytanie Durham przerwało ciszę niczym rany zadane nożem.

„Sędzio Priest, czy zna pan oskarżonego, który siedzi na ławie oskarżonych, a jeśli tak, to jak dobrze go pan zna?”

BokRobot · Page 21 / 26

„Właśnie do tego zmierzałem” – odpowiedział z prostotą – „i dziękuję panu za to, że skierował mnie pan z powrotem na właściwy tor. Och, znam oskarżonego siedzącego na ławie oskarżonych bardzo dobrze – tak dobrze, jak ktokolwiek na ziemi mógł go znać, chyba że była to jego własna matka i ojciec. Znam go, co więcej, od czasu jego narodzin – a łagodniejszego i lepiej usposobionego chłopca nigdy nie wychowało nasze miasto. Jego natura wydawała się niemal zbyt słodka jak na chłopca – bardziej jakby była właściwa dziewczynce – ale jako dorosły mężczyzna zawsze był męski, uczciwy i sprawiedliwy – i nie skłonny do kłótni. Och, tak, znam go. Znałem jego ojca i matkę jeszcze przed nim. To też jest zabawna historia – skoro już jesteśmy w tych stronach – ale pamiętam, że jego ojciec maszerował tuż obok mnie w dniu, gdy przechodziliśmy tędy w 1864 roku. Był ranny – jego ojciec, mianowicie – tuż przy brzegu tamtego małego potoku.

Został ranny w ramię – i nigdy do końca się z tego nie wyleczył.”

Znowu nagle zamilkł i podniósł rękę, niechętnie pociągając za płatek prawego ucha. W tym samym momencie pan Felsburg, który siedział blisko okna za ławą przysięgłych, również ogarnęła nerwowość, gdyż wyciągnął chusteczkę i tak energicznie nią otarł czoło, że dla osoby stojącej na zewnątrz mogło to wyglądać, jakby chusteczką tą machano w powietrzu jako sygnałem.

Natychmiast potem, w przerwie, która wciąż trwała, rozległa się nagła eksplozja muzyki – wesoła, dzwoniąca melodia. Był to jedynie tanie akordeon za dwadzieścia centów, trzy dzwonki od sań i para żeber z krowy wołowej, na których grał jednocześnie ciemnoskóry mężczyzna, ale brzmiało to jak prawdziwy korpus fujarek i bębnów:

Jeśli chcesz się dobrze bawić, Jeśli chcesz się dobrze bawić, Jeśli chcesz się dobrze bawić, Jeśli chcesz jechać z Bedfordem— Dołącz do kawalerii!

Dla niektórych, którzy to teraz słyszeli, był to dziwny czas; byli to ci młodsi. Ale dla tych starszych mężczyzn i starszych kobiet pierwsze radosne takty przeniosły ich myślami o lata wstecz, jakby przewijały się karty jakiejś księgi.

BokRobot · Page 22 / 26

Jeśli chcesz się dobrze bawić, Jeśli chcesz się dobrze bawić, Jeśli chcesz się dobrze bawić, Jeśli chcesz jechać z Bedfordem— Dołącz do kawalerii!

Dźwięk wzrastał, falował i rozprzestrzeniał się przez okna — pieśń marszowa południowego żołnierza — pieśń ludzi Forresta, Morgana, Jeba Stuarta i Joe Wheelera. Brzmiała w niej zgrzyt łańcuchów szabli, skrzypienie spoconych pasów siodłowych, zwinny stukot spieszących kopyt. Brzmiała w niej echem pamięć o sprawie i czasie, które pozostaną z tymi ludźmi tak długo, jak długo będą żyli oni, ich dzieci i dzieci ich dzieci. Brzmiała w niej ta jedna pewna pobudka dla emocji i uczuć tych ludzi.

I wzrastała, wzrastała, a potem, gdy niewidzialny minstrela ruszył w dół Main Street, w kierunku dworca i potoku, dźwięk ucichł, stał się cienką nićką, a potem przerywaną nićką, by w końcu zupełnie zniknąć, i ponownie zapanowała cisza w budynku sądu hrabstwa Forked Deer.

Co dziwne, żaden ze słuchaczy nie podszedł do okien, by wyjrzeć na zewnątrz. To zakłócenie z zewnątrz wydawało się integralną częścią tego, co działo się wewnątrz. Nikt nie odwrócił się w tył, każdy patrzył w przód.

Teraz przyszedł pan Lukins. Wstając, powiedział sobie cicho, że niech będzie przeklęty. Natychmiast jednak zmienił zdanie i stwierdził, że wolałby być potępiony przez Boga. A kiedy ruszył w stronę poręczy baru, ktoś, kto by go podsłuchał, mógłby wywnioskować z rzuconych słów, że pan Lukins idzie gdzieś z zamiarem, by zostać gruntownie potępionym przez Boga. Ale pomimo tych gróźb pan Lukins nigdzie nie poszedł, jedynie cofnął się tak blisko poręczy, jak to było możliwe.

Prawie wszyscy inni też wstały. Prokurator stanowy stał na nogach razem z resztą, najwyraźniej po to, by zaprotestować.

BokRobot · Page 23 / 26

Gdyby ktoś się dobrze przyjrzał, mógłby zobaczyć, że żarzące się w oczach starego kierownika iskierki rozgorzały w brązowy płomień; że Ławnik nr 4, zupełnie nie zważając na koszty, odgryzał kawałki z ronda swojego nowego, lakierowanego na brąz słomkowego kapelusza; że nr 7 upuścił swoje kule na podłogę, a nikt, nawet ich właściciel, nie słyszał, jak one spadły; że wszyscy ławnicy siedzieli już prawie na brzegach swoich krzeseł. Ale nikt tego nie widział, bo w tym momencie powstała ciotka Tilly Haslett, dominująca postać, której ogromna, szeroka sylwetka zasłoniła widok trzech czy czterech osób stojących tuż za nią.

Wujek Fayette położył na niej nieśmiałą, powstrzymującą dłoń i najwyraźniej próbował coś powiedzieć w formie protestu.

„Puść mnie, Fate Haslett!” — rozkazała. „Nie wstyd ci, że próbujesz mnie powstrzymać, skoro wiesz, jak mój jedyny drogi brat zginął, goniąc za generałem Nathanem Bedfordem Forresem? Puść mnie!”

Zarzuciła mu wielkie ramię, a wujek Fayette, trzęsąc się, zniknął w tłumie za nią. Szeryf zablokował jej drogę przy bramie sali rozpraw.

„Panno Haslett” — błagał — „proszę, panno Haslett — musi pani zachować porządek w sali”.

Ciotka Tilly zatrzymała się w drodze, trzymając wysoko głowę i wyciągając łokcie, a przez swoje okulary, płonące jak palące szkła, spojrzała na niego wzrokiem, który natychmiast spalił tego nieszczęsnego urzędnika, zamieniając go w płonącą czerwoną ruinę jego własnej nadmiernej pewności siebie.

„Zatrzymaj to dla siebie, Wysoki Szeryfie Washingtonie Nashu, Esquire” — powiedziała mu. „Za to właśnie dostajesz dobrze płacone. A teraz zejdź mi z drogi! Idę tam, do tej biednej, małej, samotnej istoty, która siedzi tam zupełnie sama, i nikt nie będzie mi przeszkadzał!”

Szeryf cofnął się; może lepiej byłoby powiedzieć, że wyparował.

A opinia publiczna, zreorganizowana i przemieniona, ale wciąż ucieleśniona w osobie ciotki Tilly Haslett, przetoczyła się przez barierkę i osiadła jak unosząca się czarna chmura na krześle, które miejscowy adwokat obrony zwolnił w samą porę, by uniknąć kłopotu, że ktoś wyrwie mu je fizycznie spod tyłka.

BokRobot · Page 24 / 26

“Oto, kochanie,” szepnęła ciotka Tilly, przytulając do piersi opłakaną postać żony więźnia, jakby była dzieckiem, i tuliąc ją do swojej obszernej, bombazynowej piersi, “oto, kochanie, po prostu płacz na moich ramionach.”

Następnie ciotka Tilly spojrzała w górę, a jej okulary były całe zamglone i mokre. Ale machała wachlarzem z liści palmowych, jakby był to berło marszałka.

“A teraz, sędzio,” powiedziała, zwracając się do ławy przysięgłych, “a wy, inni panowie — możecie teraz kontynuować.”

Prokurator stanu najwyraźniej zamierzał zgłosić jakiś sprzeciw, bo przez całą tę scenę stał na nogach. Ale spojrzał w tył, zanim cokolwiek powiedział, a to, co zobaczył, powstrzymało go od mówienia. Chyba wcześniej wspomniałem, że był kandydatem do odrzucenia. Więc znowu usiadł na krześle, wyciągnął nogi i pogrzebał brodę w górnej części swojej luźnej, białej kamizelki — w postawie, którą kiedyś zobaczył na obrazie zatytułowanym “Napoleon Bonaparte na Wyspie Świętej Heleny”.

“Może pan kontynuować, sędzio Priest,” powiedział sędzia prowadzący proces głosem, który nie był całkowicie wolny od chrypki, chociaż jego właściciel starał się go wyczyścić przez kilka chwil.

“Dziękuję uprzejmie, suh, ale i tak już prawie skończyłem,” odpowiedział świadek, kłaniając się, a pomimo całej swojej prostoty było w tym godności i dostojności. “Chciałem jedynie powiedzieć, dla kompletności protokołu, że przy okazji, o której mowa, ci Jankesi nie przekroczyli tego mostu.” Z miną składającą i przyjmującą gratulacje pan Lukins odwrócił się do najbliższego sąsiada i serdecznie uścisnął mu dłoń.

BokRobot · Page 25 / 26

Świadek wstał nieco sztywno, ponownie stając się zwyczajnym starcem w pomarszczonym, czarnym płaszczu z alpaki, i skierował się z powrotem na swoje wolne miejsce, teraz w cieniu sylwetki ciotki Tilly Haslett. Kiedy przechodził wzdłuż frontu ławy przysięgłych, okaleczona prawa ręka przewodniczącego uniosła się w formie swego rodzaju niezdarnego salutowania, a przysięgły na drugim końcu tylnego rzędu — nr 12, najstarszy z przysięgłych — pochylił się do przodu, jakby chciał coś mu powiedzieć, lecz w porę przypomniał sobie, jakie jest jego obecne zadanie. Stary sędzia szedł dalej, aż dotarł do Durhama, i szepnął mu: „Synu, przestali na niego patrzeć i wszyscy patrzą już na nią. Synu, zakończ swoje zeznanie”. Durham wyszedł z labiryntu.

„Wasza Wysokość” — powiedział, wstając — „obrona kończy swoje zeznanie”.

Ława przysięgłych obradowała zaledwie sześć minut. Pan Lukins upierał się, że to było tylko pięć i pół minuty, i dodał, że niechby go diabli, gdyby to trwało choćby sekundę dłużej.

Kiedy niedawno oskarżony Tandy wychodził z budynku sądu wraz ze swoim prawnikiem — a z tyłu szła ciotka Tilly ze swoją drżącą, płaczącą, szczęśliwą małżonką — wyciągnięto ku niemu przyjazne dłonie, by uścisnąć jego dłoń, a brodaty starszy pan z paznokciem na kciuku wielkości orzecha brazylijskiego chwycił go za ramię.

„Dokąd poszedł Billy Priest?” — zapytał — „mały, stary Fightin' Billy — dokąd poszedł? Jak tylko zaczął mówić, poznałem go. Gdzie on jest?”

Idąc ramię w ramię, Tandy i Durham zeszli ze schodów w miękką czerwcową noc, a Tandy wciągnął głęboko powietrze do płuc.

„Panie Durham” — powiedział — „wiele zawdzięczam panu”.

„Jak to?” — zapytał Durham.

Tuż przed nimi, w świetle promienia światła dochodzącego z okna baru hotelu Drummers' Home, stał sędzia Priest. Stary sędzia pił. Jego różowa twarz była nieco bardziej wyraźnie wybarwiona, a wysoki, piskliwy ton głosu nieco bardziej zniekształcony, gdy liczył jeden po drugim pewne srebrne przedmioty, wrzucając je do szeroko otwartej dłoni murzyna o skórze koloru siodła.

„Jak to?” — powiedział Durham.

„Mówię, że zawdzięczam panu wszystko na świecie” — powtórzył Tandy.

BokRobot · Page 26 / 26

“Nie,” powiedział Durham, “to, co mi jesteś winien, to honorarium, na które zgodziłeś się, aby bronić cię w sądzie. Tam jest człowiek, którego szukasz.”

I wskazał na starego sędziego.

BokRobot

BokRobot

BokRobot brings together books and fairy tales to read and explore. Discover a growing collection, or create books and fairy tales of your own.