Andrew LangKrasnoludek z Jeziora

BokRobot reading edition

Books

Free

Krasnoludek z Jeziora

The Brownie of the Lake

Andrew Lang

Categories:Andrew Lang
Fairy tale · 21 pages
Uruchomiono: 2026-07-22 20:42Page 1 / 18

Dawno, dawno temu we Francji żył sobie człowiek imieniem Jalm Riou.

Można było chodzić cały dzień, nie spotykając nikogo szczęśliwszego ani bardziej zadowolonego, ponieważ miał duże gospodarstwo, mnóstwo pieniędzy, a przede wszystkim córkę o imieniu Barbaik.

Była najlepszą tancerką i najlepiej ubraną dziewczyną w całej okolicy. W święta, gdy nosiła haftowany czepek, pięć spódnic każdą nieco krótszą od poprzedniej oraz buty ze srebrnymi klamrami, inne kobiety ogarniała zazdrość.

Page 2 / 18

Ale Barbaik nie obchodziło, co szeptały za jej plecami, dopóki wiedziała, że jej ubrania są ładniejsze niż u kogokolwiek innego i że ma więcej partnerów do tańca niż jakakolwiek inna dziewczyna.

Spośród wszystkich młodych mężczyzn, którzy chcieli poślubić Barbaik, najbardziej pragnął jej główny sługa jej ojca. Ale jego maniery były szorstkie, a on sam był bardzo brzydki, więc nie chciała mieć z nim nic wspólnego.

Co gorsza, często wyśmiewała go wraz z innymi.

Page 3 / 18
Illustration for Strona 3

Jegu (tak miał na imię) dowiedział się o tym i bardzo go to zasmuciło. Mimo to nie opuścił gospodarstwa ani nie szukał pracy gdzie indziej, bo wtedy w ogóle nie widziałby Barbaik. A ile warte było dla niego życie bez niej?

Pewnego wieczoru prowadził swoje konie z powrotem z pól i zatrzymał się nad małym jeziorkiem w drodze do domu, aby dać im się napić. Był zmęczony po długim dniu pracy i stał z ręką na grzywie jednego konia, czekając, aż skończą. Myślał o Barbaik, gdy z pobliskiego janowca dobiegł go głos.

Page 4 / 18

"Co się dzieje, Jegu? Nie trać nadziei."

Młody mężczyzna zdziwiony podniósł wzrok i zapytał, kto tam jest.

"To ja, krasnoludek z jeziora", odpowiedział głos.

"Ale gdzie jesteś?" zapytał Jegu.

"Przyjrzyj się uważnie, a zobaczysz mnie wśród trzcin w kształcie małej zielonej żabki. Mogę przybrać dowolną postać" – dodał dumnie – "a nawet stać się niewidzialnym, jeśli zechcę."

"To pokaż mi się w takiej postaci, w jakiej zwykle ukazuje się twoja rodzina" – powiedział Jegu.

Page 5 / 18

"Oczywiście, jeśli sobie życzysz." Żabka wskoczyła na grzbiet jednego z koni i zamieniła się w małego krasnala ubranego całe na zielono.

Ta przemiana nieco przestraszyła Jegu, ale krasnal powiedział mu, żeby się nie bał, bo nie zrobi mu krzywdy. Wręcz przeciwnie, miał nadzieję, że Jegu uzna go za pożytecznego.

"Ale dlaczego ci na mnie zależy?" – zapytał chłop podejrzliwie.

"Z powodu przysługi, którą mi wyświadczyłeś ostatniej zimy, a której nigdy nie zapomniałem" - odpowiedział mały człowieczek. "Wiesz, że korigany - złośliwe wróżki - które mieszkają w krainie Białej Kukurydzy, wypowiedziały wojnę mojemu ludowi, bo twierdzą, że jesteśmy przyjaciółmi ludzi. Musieliśmy więc schronić się w odległych krainach i ukrywać się początkowo pod różnymi postaciami zwierząt. Od tego czasu, częściowo z przyzwyczajenia, a częściowo dla zabawy, ciągle się przemienialiśmy. W ten sposób cię poznałem."

Page 6 / 18

"Jak?" - zawołał Jegu zdumiony.

"Czy pamiętasz, jak trzy miesiące temu kopałeś w polu nad rzeką i znalazłeś rudzika złapanego w sieć?"

— Tak — odpowiedział Jegu. — Pamiętam to bardzo dobrze. Otworzyłem sieć i wypuściłem go.

— Cóż, to ja byłem tym rudzikiem. Od tamtej pory ślubowałem być twoim przyjacielem. Skoro chcesz poślubić Barbaik, udowodnię swoją przyjaźń, pomagając ci.

— Ach, mój mały krasnalu, jeśli potrafisz to zrobić, dam ci wszystko oprócz mojej duszy.

Page 7 / 18

— Więc zostaw to mnie — odparł krasnal. — Obiecuję, że za kilka miesięcy będziesz panem farmy i Barbaik.

— Ale jak to zrobisz? — zdziwił się Jegu.

— To moja sprawa. Może powiem ci później. Tymczasem po prostu jedz, śpij i nie martw się o nic.

Jegu powiedział, że to będzie łatwe, a potem, zdejmując kapelusz, podziękował ciepło krasnoludowi i zaprowadził swoje konie z powrotem do gospodarstwa.

Następny ranek był świętem, a Barbaik obudziła się wcześniej niż zwykle, bo chciała szybko skończyć swoją pracę i pójść na tańce nieco dalej. Najpierw poszła do obory, którą miała utrzymywać w czystości. Ku jej zdumieniu znalazła świeżą słomę położoną, żłoby wypełnione sianem, krowy wydojone, a wiadra stojące schludnie w rzędzie.

Page 8 / 18
Illustration for Strona 8

„Oczywiście Jegu musiał to zrobić, mając nadzieję, że dam mu taniec” – pomyślała. Kiedy spotkała go za drzwiami, zatrzymała się i podziękowała mu za pomoc. Jegu odpowiedział tylko szorstko, że nie wie, o czym mówi, ale to jeszcze bardziej utwierdziło ją w przekonaniu, że to on.

To samo działo się każdego dnia. Nigdy obora nie była tak czysta, a krowy tak tłuste. Rankiem i wieczorem Barbaik znajdowała swoje gliniane garnki pełne mleka i funt świeżo ubitego masła, udekorowanego liśćmi. Po kilku tygodniach tak się do tego przyzwyczaiła, że wstawała tylko na czas, by zrobić śniadanie.

Page 9 / 18

Wkrótce nawet to stało się niepotrzebne. Pewnego dnia zeszła na dół i zastała dom zamieciony, meble wypolerowane, ogień rozpalony, a jedzenie gotowe. Nie miała nic do roboty poza zadzwonieniem wielkim dzwonem, który wzywał robotników z pól do jedzenia. Myślała, że to też robota Jegu, i nie mogła powstrzymać się od myśli, że taki mąż byłby bardzo przydatny dla dziewczyny, która lubi pospać dłużej i dobrze się bawić.

W rzeczywistości Barbaik musiała tylko czegoś zapragnąć, a to się spełniało. Jeśli wiatr był zimny lub słońce mocno grzało, a ona nie chciała wychodzić na zewnątrz, żeby nie zepsuć cery, po prostu biegła do pobliskiego źródła i mówiła cicho: „Chciałabym, żeby moje maselnice były pełne, a mokre płótno rozłożone na żywopłocie do wyschnięcia”, i już nigdy nie musiała o tym myśleć.

Page 10 / 18

Jeśli chleb żytni był zbyt twardy do upieczenia lub piekarnik za wolno się nagrzewał, szeptała: „Chciałabym zobaczyć moje sześć bochenków na półce nad chlebakiem”, a dwie godziny później tam były.

Jeśli była zbyt leniwa, aby iść pieszo na targ brudną drogą, mówiła głośno poprzedniego wieczoru: „Dlaczego już nie wróciłam z Morlaix z pustym dzbankiem na mleko, miską na masło w środku, funtem dzikich czereśni na moim drewnianym talerzu i pieniędzmi, które zarobiłam, w kieszeni fartucha?” A rano, gdy wstała, u stóp jej łóżka stał pusty dzbanek na mleko z miską na masło w środku, czarne czereśnie na drewnianym talerzu i sześć nowych srebrnych monet w kieszeni fartucha.

Page 11 / 18

Wierzyła, że to wszystko dzięki Jegu i nie mogła się bez niego obejść, nawet w myślach.

Kiedy sprawy zaszły już tak daleko, skrzat powiedział młodzieńcowi, że powinien poprosić Barbaik, by za niego wyszła. Tym razem dziewczyna nie odwróciła się niegrzecznie, ale słuchała cierpliwie. W jej oczach wciąż był brzydki i niezgrabny, ale z pewnością byłby bardzo użytecznym mężem.

Mogłaby spać każdego ranka aż do śniadania jak młoda dama. A co do reszty dnia, nie byłby on wystarczająco długi na wszystko, co zamierzała zrobić. Nosiłaby piękne suknie, które pojawiały się, gdy ich zapragnęła, odwiedzać sąsiadów (którzy umieraliby z zazdrości) i tańczyć tyle, ile chciała.

Page 12 / 18

Jegu zawsze będzie przy niej, by dla niej pracować, chronić ją i czuwać nad nią. Więc, jak dobrze wychowana dziewczyna, Barbaik odpowiedziała, że będzie tak, jak ojciec sobie życzy, wiedząc, że stary Riou często mówił, że po jego śmierci nikt nie był bardziej zdolny do prowadzenia gospodarstwa.

Ślub odbył się w następnym miesiącu, a kilka dni później staruszek zmarł dość nagle. Teraz Jegu musiał sam o wszystko dbać i jakoś nie było to tak łatwe, jak za życia rolnika. Ale znów brownie wkroczył do akcji i był lepszy niż dziesięciu robotników.

Page 13 / 18

To on orał, siał i zbierał plony. Jeśli trzeba było zrobić coś szybko, skrzat przywoływał swoich przyjaciół. Gdy tylko zaczynało świtać, na polach można było zobaczyć gromadkę małych krasnoludków, zajętych motykami, widłami lub sierpami.

Ale zanim ludzie się pojawiali, wszystko było skończone, a małe stworzonka znikały.

Illustration for Strona 13

Jedyne wynagrodzenie, o jakie krasnoludek kiedykolwiek prosił, to miska rosołu. Od samego dnia swojego małżeństwa Barbaik z zaskoczeniem i gniewem zauważyła, że rzeczy nie są już dla niej robione tak, jak dawniej. Poskarżyła się Jegowi na jego lenistwo, a on tylko na nią gapił się, nie rozumiejąc, o co jej chodzi. Lecz krasnoludek, który stał obok, wybuchnął śmiechem i wyznał, że wszystkie te dobre uczynki, o których mówiła, były spełniane przez niego dla Jega, ale teraz miał inne sprawy i nadszedł czas, aby sama zadbała o swój dom.

Page 14 / 18

Barbaik była wściekła. Każdego ranka, gdy musiała wstawać przed świtem, aby wydoić krowy i iść na targ, i każdego wieczoru, gdy musiała siedzieć do północy, aby ubijać masło, jej serce napełniało się gniewem na krasnoludka, który sprawił, że spodziewała się łatwego i przyjemnego życia. A kiedy patrzyła na Jegu i widziała jego czerwoną twarz, zezowate oczy i potargane włosy, jej gniew podwajał się.

„Gdyby nie ty, ty nędzny krasnalu!” – mruczała przez zęby. „Gdyby nie ty, nigdy nie wyszłabym za tego mężczyznę. Wciąż chodziłabym na tańce, gdzie młodzi mężczyźni przynoszą mi prezenty z orzechów i wiśni i mówią, że jestem najładniejszą dziewczyną w parafii. Ale teraz dostaję prezenty tylko od męża. Nigdy nie mogę tańczyć, tylko z mężem. Och, ty nędzny krasnalu, nigdy, przenigdy ci nie wybaczę!”

Page 15 / 18

Mimo gniewnych słów nikt lepiej niż Barbaik nie umiał przełknąć dumy, gdy było to dla niej wygodne. Po otrzymaniu zaproszenia na wesele błagała krasnala, aby zdobył dla niej konia, na którym mogłaby tam pojechać.

Ku jej wielkiej radości zgodził się, każąc jej udać się do miasta krasnoludów i powiedzieć im dokładnie, czego chce. Podekscytowana Barbaik rozpoczęła swoją podróż. Nie trwała długo. Gdy dotarła do miasteczka, poszła prosto do krasnoludów, które odbywały naradę na szerokim zielonym polu, i powiedziała: „Słuchajcie, przyjaciele!”

Page 16 / 18

Przyszłam prosić was, abyście pożyczyli mi czarnego konia z oczami, pyskiem, uszami, uzdą i siodłem.

Zaledwie to powiedziała, koń się pojawił. Wsiadła na niego i ruszyła w stronę wioski, w której miało odbyć się wesele.

Na początku była taka szczęśliwa, że ma przerwę od znienawidzonej pracy, i niczego nie zauważyła. Ale wkrótce wydało jej się dziwne, że ludzie na drodze śmieją się, patrząc na jej konia. Wreszcie usłyszała, jak jeden mężczyzna mówi do drugiego: "Czemu to żona rolnika sprzedała ogon swojego konia!" Odwróciła się w siodle. Tak, to prawda. Jej koń nie miał ogona! Zapomniała poprosić o ogon, a złośliwe karły wykonały jej polecenia co do joty.

Page 17 / 18

"Cóż, przynajmniej niedługo tam będę" – pomyślała i szarpnęła lejce, by zmusić konia do galopu. Ale na nic – koń nie chciał iść szybciej niż stępa. Musiała wysłuchać wszystkich żartów, jakie ludzie sobie o niej robili.

Wieczorem wróciła do gospodarstwa bardziej zła niż kiedykolwiek i całkowicie zdecydowana zemścić się na krasnoludku przy pierwszej okazji. Ta okazja nadarzyła się bardzo szybko.

Była wiosna, pora roku, kiedy krasnoludki obchodziły swoje święto. Pewnego dnia brązowy duszek zapytał Jegu, czy mógłby przyprowadzić swoich przyjaciół na wieczerzę do wielkiej stodoły i czy mogliby tam tańczyć. Oczywiście Jegu był tylko zbyt szczęśliwy, aby zrobić wszystko dla duszka, i kazał Barbaik rozłożyć w stodole swoje najlepsze obrusy, upiec mnóstwo małych bochenków i naleśników oraz zachować całe mleko od porannych krów. Spodziewał się, że odmówi, bo wiedział, że nienawidzi krasnoludków, ale ona nic nie powiedziała i przygotowała wieczerzę, jak prosił.

Page 18 / 18
Illustration for Strona 18

Gdy wszystko było gotowe, krasnoludki wpadły tłumnie, ubrane w nowe zielone garnitury, bardzo szczęśliwe i wesołe, i zajęły miejsca przy stole. Ale po chwili wszystkie z krzykiem podskoczyły i uciekły z piskiem, bo Barbaik umieściła pod ich stopami patelnie z rozżarzonymi węglami, a wszystkie ich biedne paluszki były poparzone.

„Nie zapomnicie o tym prędko” – powiedziała, uśmiechając się ponuro do siebie. Ale po chwili krasnoludki wróciły z dużymi garnkami wody, które wylały na ogień. Potem wzięły się za ręce i tańczyły wokół niego, śpiewając:

„Zdradziecka czarownico, Barne Riou, Nasze biedne palce poparzyłaś ty; Spieszymy stąd, opuszczamy twą salę – Niechaj zło spadnie na was constantly.”

Tego wieczoru opuścili kraj na zawsze. Bez ich pomocy Jegu stawał się coraz biedniejszy i w końcu umarł z nędzy, podczas gdy Barbaik cieszyła się, że znalazła pracę na targu w Morlaix.

BokRobot

BokRobot

BokRobot brings together books and fairy tales to read and explore. Discover a growing collection, or create books and fairy tales of your own.

More books you might like