Wydanie do czytania BokRobot
Książka BokRobot dostosowana do wieku
Za darmoDuma i uprzedzenieWersja dostosowana do wieku
Pride and Prejudice
Jane Austen
Dostosuj

W wiosce krążyła znana prawda, że gdy bogaty, nieżonaty mężczyzna wprowadzał się do sąsiedztwa, matki z córkami budziły się jak brzozy po wiosennym słońcu. Gdy więc pan Bingley wynajął Netherfield Park, pani Bennet niemal zemdlała z podniecenia.

Pan Bingley był młody, przyjacielski i miał więcej pieniędzy, niż ktokolwiek w Meryton mógł sobie wyobrazić. Pani Bennet miała pięć córek i żadnego syna, a dom, w którym mieszkali, miał kiedyś przypaść dalekiemu krewnemu.
Dlatego, jak myślała, Bingley był złotą szansą. Poprosiła swojego spokojnego, przenikliwego męża, aby go odwiedził. Pan Bennet udawał, że go to nie obchodzi. Dokuczał jej, trzymał w niepewności i w końcu wyznał z iskierką w oku, że już tam był.
Bal w Meryton był pełen świateł i oczekiwania. Pan Bingley tańczył lekko i rozmawiał ciepło, i wszyscy go lubili. Towarzyszył mu przyjaciel, pan Darcy, wysoki i przystojny, ale lodowaty w obejściu. Prawie się nie odzywał, a gdy poproszono go, by zatańczył z Elizabeth Bennet, odpowiedział oschle, że jest znośna, ale nie dość ładna, by go skusić.
Elizabeth to usłyszała. Nie pozwoliła, by obraza ją złamała, ale schowała ją do kieszeni jak kamień, który mogła obracać, gdy się nudziła. Jane, najstarsza siostra i najpiękniejsza z nich wszystkich, tańczyła natomiast dwa razy z panem Bingleyem. Był nią szczerze zachwycony, wszyscy to widzieli.
Elizabeth szybko zauważyła, że siostry Bingleya zadzierają nosa. Mówiły miło, ale spojrzenia miały ostre. Jane wybierała wierzyć w dobro wszystkich, także w ich. Promieniała, gdy Bingley się zbliżał, a Bingley promieniał w odpowiedzi. Tymczasem pan Darcy, wbrew swojej woli, zaczął dostrzegać mądre oczy Elizabeth i szybkie riposty. Czytał ją jak książkę, której nie zamierzał otwierać, ale która nie chciała pozostać zamknięta.
Gdy Jane została zaproszona do Netherfield, pani Bennet wysłała ją w deszczu na koniu, w nadziei na lekkie przeziębienie i dużo troski. Plan zadziałał zbyt dobrze: Jane zachorowała. Elizabeth przeszła całą drogę przez błoto, by się nią opiekować. Kiedy weszła, ze spódnicami poplamionymi i policzkami czerwonymi, panna Bingley skrzywiła nos. Ale Bingley był zachwycony oddaniem Elizabeth, a Darcy patrzył dłużej niż zwykle.
Wieczory wypełniały rozmowy przy kominku. Dyskutowali o tym, co czyni damę doskonałą. Darcy uważał, że musi umieć grać, rysować, śpiewać, tańczyć i mówić w obcych językach, a do tego mieć pewne coś w spojrzeniu. Elizabeth śmiała się i pytała, czy szuka anioła. Panna Bingley drażniła Darcy'ego z powodu jego nagłego zainteresowania kimś o tak zabłoconej spódnicy, ale on odpowiedział chłodno, że lubi jej oczy.
Pani Bennet przyszła z wizytą z najmłodszymi córkami, Kitty i Lydią, dwoma lekkomyślnymi istotami ze śmiechem pobrzękującym jak małe dzwoneczki. Gderały o najnowszych wiadomościach o oficerach i o nowym balu. Pani Bennet mówiła głośno, że Jane wkrótce zostanie panią Bingley. Elizabeth poczuła, jak krew napływa jej do policzków; słowa matki były jak ciężkie buty na wypolerowanej podłodze, nie do przeoczenia. Darcy siedział w milczeniu i obserwował.
Jane wyzdrowiała. Elizabeth wróciła do domu, ku uldze panny Bingley i Darcy'ego, który postanowił stłumić swoje zainteresowanie. Ale w Longbourn czekał nowy gość: list od pana Collinsa, pastora, który kiedyś miał odziedziczyć wszystko. Chciał się pojednać i był w drodze. Rodzina czytała list przy śniadaniu, między okruchami a westchnieniami. Collins przybył z pompą, wysoki w kapeluszu i głęboki w ukłonach. Długo mówił o swojej dobrodziejce, lady Catherine de Bourgh, a jeszcze dłużej o sobie. Pan Bennet uważał to wszystko za przedstawienie, którego nie można przegapić.
Pan Collins szeroko dawał do zrozumienia, że chciałby ożenić się w rodzinie. Najpierw celował w Jane. Pani Bennet roześmiała się i powiedziała, że Jane wkrótce ma inne plany. Collins zwrócił się więc ku Elizabeth ze spojrzeniem mierzącym ją jak dobre krzesło: użyteczne, solidne i w porządku.
Siostry poszły do Meryton kupić wstążki, ale tak naprawdę posłuchać nowin. Tam spotkały pana Wickhama, oficera o uśmiechu lśniącym szybciej niż szabla. Gdy nadjechał pan Darcy, obaj znieruchomieli.
Ich oczy spotkały się jak dwa ostrza. Coś starego i zimnego leżało między nimi. Później, podczas bezpiecznego spaceru, Wickham zwierzył się Elizabeth: ojciec Darcy'ego kochał go jak syna i obiecał mu probostwo. Ale gdy ojciec zmarł, Darcy mu tego odmówił, z zazdrości i pychy, powiedział Wickham. Elizabeth poczuła, jak serce wzbiera słusznym oburzeniem. Ta historia zbyt dobrze pasowała do jej pierwszego wrażenia o Darcym.
Ogłoszono nowy bal w Netherfield. Elizabeth najbardziej cieszyła się na taniec z Wickhamem. Ale gdy nadszedł wieczór, jego nie było. Znajomy zasugerował, że trzymał się z dala, bo Darcy był obecny. Elizabeth uśmiechnęła się dzielnie, ale coś w niej stężało.
Pan Collins poprosił ją do pierwszego tańca. Tańczył ciężko, jakby podłoga była polem. Elizabeth zrobiło się gorąco i wstyd. Później stanął przed nią pan Darcy i poprosił do tańca. Zgodziła się, zaskoczona sobą. Tańczyli najpierw w milczeniu, potem padły słowa. Elizabeth sypała ciosami: dlaczego wytykał innym błędy? Darcy odpowiedział krótko, że nigdy nie udaje, że lubi coś, czego nie lubi. Rozmawiali, rozgrzewając się, ale nie zbliżając.
Wieczór nie był lepszy. Pani Bennet mówiła głośno, że Jane i Bingley wkrótce będą zaręczeni. Mary śpiewała długo i cierpko. Pan Collins wygłosił przemowę, którą uważał za budującą, ale która tylko wszystkich zmęczyła. Gdy rodzina wyszła, powietrze było ciężkie jak po burzy.
Następnego ranka pan Collins wszedł formalnie do salonu, odchrząknął i oświadczył się Elizabeth. Mówił o obowiązku, rozsądku i radzie lady Catherine. Elizabeth spojrzała mu w oczy i spokojnie powiedziała nie. Uśmiechnął się, myśląc, że to kokieteria. Powiedziała nie ponownie, ostrzej. Pani Bennet wpadła w panikę i nakazała córce zgodzić się, ale pan Bennet położył rękę na ramieniu Elizabeth i powiedział: Jeśli się zgodzisz, nie będę mógł spojrzeć ci w oczy; jeśli odmówisz, twoja matka nie będzie mogła spojrzeć ci w oczy. Wybierz mądrze, moja droga. Elizabeth wybrała siebie.
Collins poczuł się urażony, ale nie na długo. Poszedł z wizytą do sąsiadki Charlotte Lucas, dobrej przyjaciółki Elizabeth, mądrej i spokojnej, po dwudziestce, z o wiele mniejszą ilością marzeń. Nagle, prawie bezgłośnie, zaręczyli się. Elizabeth była wstrząśnięta. Jak Charlotte mogła wybrać tak pustego mężczyznę? Charlotte odpowiedziała bez dramatyzmu: Potrzebowała domu, bezpieczeństwa, życia, które byłoby jej. Miłość mogła przyjść, albo przyjaźń wystarczy. Elizabeth czuła, jak serce protestuje, ale także rozumie.
Potem nadszedł cios dla Jane. Pan Bingley wyjechał do Londynu z siostrami i nie napisał od razu. Przyszedł list od panny Bingley: Cieszyli się z wielkiego miasta, Darcy tam był, a jego siostra Georgiana była tak urocza, że wkrótce wszyscy zrozumieją, dlaczego Bingley tak często u nich bywał. Słowa były gładkie, ale znaczenie twarde: Zapomnij o nas. Jane bladła z każdym dniem. Uśmiechała się i mówiła, że to na pewno nieporozumienie. Elizabeth gotowała się z gniewu. Uważała, że Darcy i siostry odciągnęli Bingleya chłodną ręką.
Wickham pojawił się ponownie, ale teraz skierował swoją uwagę na młodą kobietę z niewielkim majątkiem, pannę King. Elizabeth była zaskoczona, jak szybko się od niej odwrócił, ale pocieszała się, że nigdy nie była zakochana, tylko poczuwała się do niesprawiedliwości wobec niego. Siostra pana Benneta i jej mąż, rozsądni Gardinerowie, zaprosili Jane do Londynu.

Elizabeth namówiła ją, by pojechała, może przypadek zbliży ich do Bingleya. Jane wyruszyła z nadzieją w walizce.
W Longbourn dom był ten sam, ale cisza cięższa. Lydia i Kitty hałasowały z oficerami i wstążkami. Pani Bennet narzekała i planowała. Pan Bennet wycofał się z książkami i suchymi komentarzami. Elizabeth trzymała się przyjaźni z Charlotte i obiecała odwiedzić ją w Hunsford, gdzie pan Collins był pastorem u Lady Catherine.
Wiosna nadeszła z jasnymi gałęziami i podróżą. Elizabeth pojechała do Hunsford. Charlotte przyjęła ją spojrzeniem mówiącym: Widzisz, zrobiłam, co mogłam. Dom był ładny, ogród zadbany, jedzenie dobre. Pan Collins był dumny z każdego krzesła i półki, które Lady Catherine pochwaliła. Zaprowadził ich do Rosings Park, ogromnej posiadłości Lady Catherine, gdzie wszystko było wielkie, sztywne i ciche. Lady Catherine siedziała jak trybunał we własnym salonie, pytała i rozkazywała, uważała, że ma rację we wszystkim i nie pozwalała nikomu mieć własnego zdania. Elizabeth odpowiadała spokojną autoironią i udawało jej się być uprzejmą bez uległości.
Pewnego wieczoru przybyli siostrzeńcy Lady Catherine: pułkownik Fitzwilliam, przyjacielski i otwarty, oraz pan Darcy, ten sam co kiedyś, ale jednak nie. Wydawał się niespokojny, prawie nieśmiały w obecności Elizabeth. Często wpadał na plebanię. Mówił mało, ale zostawał, jakby słuchał czegoś, czego nie chciał przegapić. Elizabeth śmiała się z Charlotte z tego powodu, ale nie wiedziała, co myśleć.
Podczas spaceru z pułkownikiem Fitzwilliamem Elizabeth usłyszała historię o tym, jak Darcy niedawno uratował bliskiego przyjaciela przed złym małżeństwem. Przyjaciel był ciepły i łatwowierny, a dama wydawała się obojętna, może bardziej zakochana w bogactwie przyjaciela niż w nim samym. Elizabeth zatrzymała się. Rozpoznała imiona w tym, co niedopowiedziane: Bingley i Jane. W jej wnętrzu zaczęło padać.
Tego wieczoru Darcy przyszedł na plebanię bez zapowiedzi. Był blady i niespokojny, a słowa padły twarde, pełne dumy i goryczy o randze i przeszkodach, kończąc: Kocham cię. Czy wyjdziesz za mnie? Elizabeth poczuła gniew wzbierający jak fala. Widziała nie tylko jego miłość, ale zniewagę w tym, jak ją przedstawił, jakby jej rodzina była brzydką plamą, którą on wielkodusznie postanowił zignorować. Powiedziała nie. Powiedziała więcej: że nigdy nie mogłaby powiedzieć tak mężczyźnie, który oddzielił Jane od szczęścia i tak haniebnie potraktował Wickhama.
Darcy wpatrywał się w nią, jakby ktoś go uderzył. Odpowiedział ostro o jej rodzinie, skłonił się krótko i wyszedł w noc. Elizabeth drżała, ale nie z wątpliwości.
Następnego ranka spotkała go w parku. Dał jej list. Przeczytaj go, mówiło jego spojrzenie, jeśli nie z innego powodu, to dla sprawiedliwości. Otworzyła go sama. Pierwsza część dotyczyła Wickhama. Historia była inna niż ta, którą słyszała. Darcy próbował mu pomóc, ale Wickham zmarnował swoje szanse. Co gorsza: później próbował uciec z młodszą siostrą Darcy'ego dla pieniędzy.
Tylko przypadek ją uratował. Druga część dotyczyła Jane. Darcy przyznał, że myślał, iż Jane jest obojętna, że uśmiecha się zbyt podobnie do wszystkich, i że chciał ochronić przyjaciela przed związkiem, który uważał za ryzykowny z powodu zachowania rodziny. Nie prosił o wybaczenie, ale o to, by spojrzała świeżym okiem.
List palił. Elizabeth chodziła i czytała, czytała i chodziła. Przypomniała sobie gładki uśmiech Wickhama i szczere spojrzenie Bingleya. Przypomniała sobie głośne słowa matki na balu, głupotę Lydii, fałszywy śpiew Mary, obojętne żarty ojca. Poczuła, jak jej uprzedzenia i duma Darcy'ego tańczyły wokół prawdy.

Duma i uprzedzenie. Słowa ułożyły się jak dwa kamienie nad rzeką, którą wreszcie zrozumiała.
Wyjechała z Hunsford z innym spokojem. Pożegnała Charlotte i pomyślała, że przyjaźń może być mądra, nawet gdy miłość błyszczy bardziej.
W domu było tak samo, ale czasu było mało. Lydia dostała zaproszenie, by pojechać z żoną oficera do Brighton na lato, gdzie stacjonował pułk. Elizabeth poczuła chłód. Poprosiła ojca, by odmówił. Lydia nie miała hamulców ani wstydu, a Brighton był jak targowisko wszystkiego, co błyszczy. Pan Bennet, zmęczony marudzeniem i pewny, że świat nie jest taki niebezpieczny, roześmiał się i zgodził. Elizabeth wiedziała, że niektórych drzwi nie powinno się otwierać.
Gardinerowie zaprosili Elizabeth na wycieczkę na północ. Mieli zobaczyć piękne krajobrazy i może jakieś stare domy. W podróży serce staje się lżejsze, myślała. Zatrzymali się w Derbyshire, a gospodyni w Pemberley powiedziała, że właściciela nie ma. Pemberley było jak wiersz w kamieniu i wodzie. Pokoje były jasne, obrazy żywe.
Gospodyni mówiła ciepło o swoim panu: Był sprawiedliwy, łagodny i dobry dla służby i biednych. Wśród tego podziwu sam pan Darcy wszedł przez drzwi. Gardinerowie przerazili się, twarz Elizabeth spłonęła, ale Darcy był spokojny i łagodny, prawie nieśmiały. Zaprosił ich z powrotem następnego dnia, by poznać swoją siostrę.
Georgiana Darcy była cichym słońcem, nieśmiała i dobra, z muzyką w palcach. Elizabeth zobaczyła brata, który opiekował się siostrą z czułością i dumą. Darcy rozmawiał otwarcie z panem Gardinerem o rybach i lesie, bez śladu wyniosłości. Elizabeth poczuła, jak kształtuje się w niej coś nowego: nie tylko szacunek, ale ciepło. To było tak, jakby wszystko, co źle zrozumiała, zostało naprawione bez słów.
Potem nadszedł cios, który zrywa zasłonę ze sceny. List od Jane: Lydia uciekła z Wickhamem. Nie po to, by się pobrać. Po prostu uciekła. Całe miasto już szeptało. Rodzina była załamana, matka chora, ojciec wyjechał na poszukiwania. Elizabeth poczuła, jak krew odpływa jej z twarzy. Opowiedziała Darcy'emu urywanymi zdaniami. Zbladł, ale nie stał się zimny. Powiedział niewiele, spytał, co może zrobić, i zniknął.
Elizabeth wróciła do domu. Dom był pełen płaczu i szeptów. Przez dni i noce pan Bennet szukał, bezskutecznie. Pan Gardiner pojechał za nim. Cisza w Longbourn miała zęby. Jane i Elizabeth trzymały wszystko razem nitkami nadziei, które wciąż pękały. Pani Bennet leżała w łóżku i jęczała nad skandalem, który zniszczy wszystkich.
Potem nadszedł list od pana Gardinera: Znaleziono ich. Lydia i Wickham mieli się pobrać. Warunki zostały ustalone. Rodzina odetchnęła z ulgą, ale Elizabeth wiedziała, że coś jest nie tak. Wickham, który zawsze gonił za pieniędzmi, nie ożeniłby się bez zapłacenia ogromnej sumy. Kto? Podejrzewała wuja, ale słowa w liście były zbyt ogólnikowe.
Lydia wróciła do domu, promienna i beztroska, i przechwalała się. W nieostrożnej chwili wygadała się, że pan Darcy był na ślubie.

Elizabeth zamarła. Napisała do ciotki Gardiner. Odpowiedź potwierdziła to, czego się spodziewała i obawiała: Darcy znalazł ich, spłacił dług i kupił zgodę Wickhama. Wszystko w ciszy.
Elizabeth nosiła wdzięczność jak tajemnicę w piersi. Nikomu o tym nie powiedziała. Człowiek, któremu odmówiła, ocalił całą jej rodzinę przed hańbą. Duma i uprzedzenie kosztowały drogo; pokora i działanie uratowały więcej.
Jesień położyła złote obrzeża na polach. Pan Bingley wrócił do Netherfield. Był taki sam: ciepły, szczery, łatwy do odczytania. Często odwiedzał Longbourn. Jane była uprzejma i spokojna, ale jej serce biło równie mocno jak wcześniej. Pewnego dnia poprosił ją na spacer po ogrodzie. Elizabeth wstrzymała oddech w salonie. Kiedy wrócili, Jane promieniała jak po słońcu. Byli zaręczeni. Radość w domu była jak ryk. Pani Bennet mówiła bez tchu, pan Bennet uśmiechał się w ukryciu, a Elizabeth była szczęśliwa z powodu siostry w sposób, który czynił ją jednocześnie lekką i podatną na zranienie.
Radość wkrótce została wystawiona na próbę. Sztywny powóz zatrzymał się na dziedzińcu. Wyszła lady Catherine de Bourgh, wielka jak wieża. Zażądała prywatnej rozmowy. W ogrodzie, wśród dojrzewających jabłek, postawiła żądanie: Masz mi obiecać, że nigdy nie wyjdziesz za mojego siostrzeńca, pana Darcy'ego. Krążą plotki. Jest przeznaczony innej. To musi zostać powstrzymane. Elizabeth utrzymała jej spojrzenie. Odpowiedziała cicho, że nie może niczego takiego obiecać. Jeśli Darcy miałby oświadczyć się ponownie, to musi być jej wybór. Lady Catherine odjechała, szeleszcząc jak burza, która nie mogła spuścić deszczu.
Wkrótce potem Darcy wrócił. Pytał o zdrowie i pogodę, rozmawiał z panem Bennetem, czekał z ciszą, która skrywała niepokój. W końcu zostali sami na ścieżce prowadzącej na łąkę. Powiedział, że wizyta jego ciotki dała mu nową nadzieję. Mówił tym razem bez dumy, bez żądań, z ciepłem, które nosiło całą pracę, którą wykonał w ciszy. Zapytał, czy jej uczucia są takie same jak wcześniej. Elizabeth podniosła wzrok. Nie były. Podziękowała mu za wszystko, co zrobił dla Lydii, dla rodziny, dla niej, nie żądając za to chwały. Powiedziała, że źle go zrozumiała, a także samą siebie. Poprosił o pozwolenie, by kochać ją. Zgodziła się.
Pan Bennet był najpierw przerażony, że traci swoją najbardziej rozsądną córkę na rzecz człowieka, którego z przyjemnością krytykował, ale gdy zobaczył blask w jej oczach i usłyszał o tym, co zrobił Darcy, wyrazził zgodę. Pani Bennet potrzebowała chwili, aby zrozumieć, że zdobyła dwóch bogatych zięciów w jednym sezonie, a gdy pojęła, cały dom lśnił triumfem.
Lydia i Wickham wyjechali na bardziej niespokojne życie, zawsze goniąc, rzadko budując. Charlotte i pan Collins sadzili byliny i kontynuowali każdy na swój sposób cierpliwości. Pan Bingley i Jane nie wyprowadzili się daleko, tak że śmiech był zawsze blisko. Elizabeth pojechała do Pemberley z Darcym, gdzie rzeki płynęły spokojnie, a pokoje zdawały się jasnymi odpowiedziami na ciemne pytania. Georgiana znalazła siostrę w Elizabeth, a Elizabeth znalazła dom, który nie opierał się na bogactwie, ale na widzeniu siebie nawzajem takimi, jakimi się jest, i wzrastaniu w tym.
Historia zaczęła się od powszechnie uznawanej prawdy o bogatym, nieżonatym mężczyźnie. Kończy się prawdą trudniejszą do wypowiedzenia na głos, ale lepszą do życia: duma może zaślepić, uprzedzenie może zniekształcić, ale spojrzenia, które odważą się zmienić, odnajdują drogę.

I wtedy miłość nie jest już plotką, ale obietnicą, która trwa.

BokRobot
BokRobot brings together books and fairy tales to read and explore. Discover a growing collection, or create books and fairy tales of your own.