BokRobot reading edition
圖書
FreeRozśmiana Księżna
Choose version
Optymista, bezpiecznie poza naszym własnym otoczeniem, zaleca stare formuły: „Rozejrzyj się i pisz; zajrzyj w głąb ludzkiego serca—"
„Ale, drogi panie, gdzie tu historia?" Zwykle to „pan", a tym razem był to Felmer Prince. „Rozejrzyj się!"
Drwiłem: „Wyzywam cię, byś znalazł coś bardziej poruszającego niż stary Sam Peters, poganiający mólami zjedzonego muła do młyna."
„A ty i ja," dodał Felmer. „Ludzkie serce—"
Ale wycofałem się za bramę i zamknąłem ją na „ludzkie serce", odparowując, że jeśli ten organ ma mnie niepokoić tak jak niektórych ludzi, ograniczę moje rozmowy do „tak" i „nie".
„Jesteś wystarczająco biegła w używaniu przeczenia," powiedział Felmer, uderzając w suchy krzak, a ja kontynuowałem: „Co do »zagłębiania się«, gdy Martha i ja osiągamy punkt morderczy, wychodzę na spacer."
„Ile subskrypcji zdobyłaś dla tego przeklętego dzieła, Enid?" zapytał nagle. Zwlekałem.
„Można żyć za bardzo mało, gdy raz się ten nawyk ukształtuje."
Felmer potrząsnął bramą gwałtownie. „Chciałbym, żebyś posłuchała rozsądku!"
„Słucham, mojego własnego. Myślę o sprzedaniu—"
„Nie tego miejsca!" przerwał. Zapytałem go, jako mężczyznę i sąsiada, czy uważa, że jakikolwiek zdrowy na umyśle lokator zainwestowałby w pozostałość po kolonialnych czasach, z przeciekającym dachem, oblazłą farbą, wiszącymi okiennicami; zamieszkałą przez pokolenia nietoperzy i ze stawem żabim, przy którym Kruk Poego był hymnem radości?
„Miejsce bez żadnej pozostałej cnoty—"
„Oprócz piękna," dodał.
Przywarłem do prętów bramy, czołem na dłoniach, a ból wstrząsał moim sercem.
„I jestem jego głupcem!" powiedziałem nędznie. „Każdy omszały, stary kamień i sama magia czarnych lasów na tle nieba znaczą mnie. To jest psychiczne z odziedziczonymi wspomnieniami."
„Panno E-enid! Czy pani buty są suche?" krzyknęła Martha z tylnych drzwi.
„Sprzedać?" naciskał Prince niemiłosiernie.
„Kość słoniowa Budda i Merkury, na Międzynarodowej Wystawie Kolekcjonerów otwartej w mieście. Teraz moja szansa." Skinął głową.
„Ale bądź ostrożna, Enid. Wy kobiety—"
# book_id: global-gutenberg-translation-8ef2c1c4dfeb43c7b1416389ac68e966
# book_title: Rozśmiana Księżna
# chapter_id: 1-rozsmiana-ksiezna
# chapter_title: Rozśmiana Księżna
# book_page: 1 / 16
# chapter_page: 1
# language: pl
# content_format: markdown
# reading_structure: unknown
# render_mode: prose
Optymista, bezpiecznie poza naszym własnym otoczeniem, zaleca stare formuły: „Rozejrzyj się i pisz; zajrzyj w głąb ludzkiego serca—"
„Ale, drogi panie, gdzie tu historia?" Zwykle to „pan", a tym razem był to Felmer Prince. „Rozejrzyj się!"
Drwiłem: „Wyzywam cię, byś znalazł coś bardziej poruszającego niż stary Sam Peters, poganiający mólami zjedzonego muła do młyna."
„A ty i ja," dodał Felmer. „Ludzkie serce—"
Ale wycofałem się za bramę i zamknąłem ją na „ludzkie serce", odparowując, że jeśli ten organ ma mnie niepokoić tak jak niektórych ludzi, ograniczę moje rozmowy do „tak" i „nie".
„Jesteś wystarczająco biegła w używaniu przeczenia," powiedział Felmer, uderzając w suchy krzak, a ja kontynuowałem: „Co do »zagłębiania się«, gdy Martha i ja osiągamy punkt morderczy, wychodzę na spacer."
„Ile subskrypcji zdobyłaś dla tego przeklętego dzieła, Enid?" zapytał nagle. Zwlekałem.
„Można żyć za bardzo mało, gdy raz się ten nawyk ukształtuje."
Felmer potrząsnął bramą gwałtownie. „Chciałbym, żebyś posłuchała rozsądku!"
„Słucham, mojego własnego. Myślę o sprzedaniu—"
„Nie tego miejsca!" przerwał. Zapytałem go, jako mężczyznę i sąsiada, czy uważa, że jakikolwiek zdrowy na umyśle lokator zainwestowałby w pozostałość po kolonialnych czasach, z przeciekającym dachem, oblazłą farbą, wiszącymi okiennicami; zamieszkałą przez pokolenia nietoperzy i ze stawem żabim, przy którym Kruk Poego był hymnem radości?
„Miejsce bez żadnej pozostałej cnoty—"
„Oprócz piękna," dodał.
Przywarłem do prętów bramy, czołem na dłoniach, a ból wstrząsał moim sercem.
„I jestem jego głupcem!" powiedziałem nędznie. „Każdy omszały, stary kamień i sama magia czarnych lasów na tle nieba znaczą mnie. To jest psychiczne z odziedziczonymi wspomnieniami."
„Panno E-enid! Czy pani buty są suche?" krzyknęła Martha z tylnych drzwi.
„Sprzedać?" naciskał Prince niemiłosiernie.
„Kość słoniowa Budda i Merkury, na Międzynarodowej Wystawie Kolekcjonerów otwartej w mieście. Teraz moja szansa." Skinął głową.
„Ale bądź ostrożna, Enid. Wy kobiety—"Przypomniałem mu, że wiceprezesem jest Cary Penwick, mój własny kuzyn, postrach i fascynacja dziecięcego bałwochwalstwa. Prince powiedział dość ponuro, że nigdy nie słyszał, bym wspominała o tym kuzynie, co nie było zaskakujące; ostatni raz widziałam Cary'ego Penwicka, gdy był dzikim czternastoletnim chłopcem, z włosami w oczach i głową pełną awanturniczych psot. Byłam wyobraźniowym ośmioletnim dzieckiem, a najczulszym wspomnieniem z Carym była wspólna, niezaspokojona głód.
„Piekliśmy kukurydzę na skraju pola i wspinaliśmy się na dach, by ukraść cegły z komina, żeby zbudować piec." Maszerowałam dalej, niosąc Cary'ego jak sztandar przed sobą, by opowiedzieć, jak ojciec biednego chłopca był rodzinną zmorą, czarną owcą babci, splamionym hańbą, który umarł w Paryżu. W końcu rodzina matki Cary'ego wysłała go do szkoły, z której ciągle uciekał, i nigdy więcej go nie widzieliśmy. Przysiągł, że pewnego dnia wróci—Na śmiech Prince'a zakończyłam wyniośle: „By się zemścić na mnie za kopnięcie go, gdy niósł mnie ociekającą ze stawu żabiego. Pamiętam, że mnie uderzył. Teraz gazety nazywają go sławnym kolekcjonerem, i jestem pewna, że Cary pomoże mi sprzedać te rzeczy z zyskiem."
Prince kopał patykiem dołki w błocie. „Oczywiście, Enid, skoro krewny—ale zawsze bezpieczniej mieć opinię więcej niż jednej osoby przed zawarciem umowy."
I, zgodnie z ludzkim prawem historii, wyśmiałam jego ostrożność na wiatr.
„Czy pani stopy są suche, panno Enid?"
Skoro to było jej wieczne pytanie, wyciągnęłam je na kominek i piłam herbatę, podczas gdy Martha krążyła, kwocza i troskliwa. „Czy dostała pani kogoś, proszę pani?"
Jak w poprzednie popołudnia, wyjaśniłam, że „Świat w Domu" nie wciąga subskrybentów siecią.
„Wie pani, że dostałam jednego w zeszłym tygodniu, Martha, ale ludzie teraz mnie wypatrują. Biedny pan Petty był przy bramie z płonącym mieczem. To znaczy, z łopatą."
„Więc nie był trzeźwy, proszę pani."
„Najwyraźniej nie. Zostawiam śpiących Pettych w spokoju, skoro wyrzucił mnie z domu jako »tych agentów«."
„Osiem szczap, kilka żerdzi z płotu i trzy beczki," nucąc Martha, do kosza na drewno przy kominku.
# book_id: global-gutenberg-translation-8ef2c1c4dfeb43c7b1416389ac68e966
# book_title: Rozśmiana Księżna
# chapter_id: 1-rozsmiana-ksiezna
# chapter_title: Rozśmiana Księżna
# book_page: 2 / 16
# chapter_page: 2
# language: pl
# content_format: markdown
# reading_structure: unknown
# render_mode: prose
Przypomniałem mu, że wiceprezesem jest Cary Penwick, mój własny kuzyn, postrach i fascynacja dziecięcego bałwochwalstwa. Prince powiedział dość ponuro, że nigdy nie słyszał, bym wspominała o tym kuzynie, co nie było zaskakujące; ostatni raz widziałam Cary'ego Penwicka, gdy był dzikim czternastoletnim chłopcem, z włosami w oczach i głową pełną awanturniczych psot. Byłam wyobraźniowym ośmioletnim dzieckiem, a najczulszym wspomnieniem z Carym była wspólna, niezaspokojona głód.
„Piekliśmy kukurydzę na skraju pola i wspinaliśmy się na dach, by ukraść cegły z komina, żeby zbudować piec." Maszerowałam dalej, niosąc Cary'ego jak sztandar przed sobą, by opowiedzieć, jak ojciec biednego chłopca był rodzinną zmorą, czarną owcą babci, splamionym hańbą, który umarł w Paryżu. W końcu rodzina matki Cary'ego wysłała go do szkoły, z której ciągle uciekał, i nigdy więcej go nie widzieliśmy. Przysiągł, że pewnego dnia wróci—Na śmiech Prince'a zakończyłam wyniośle: „By się zemścić na mnie za kopnięcie go, gdy niósł mnie ociekającą ze stawu żabiego. Pamiętam, że mnie uderzył. Teraz gazety nazywają go sławnym kolekcjonerem, i jestem pewna, że Cary pomoże mi sprzedać te rzeczy z zyskiem."
Prince kopał patykiem dołki w błocie. „Oczywiście, Enid, skoro krewny—ale zawsze bezpieczniej mieć opinię więcej niż jednej osoby przed zawarciem umowy."
I, zgodnie z ludzkim prawem historii, wyśmiałam jego ostrożność na wiatr.
* * * * *
„Czy pani stopy są suche, panno Enid?"
Skoro to było jej wieczne pytanie, wyciągnęłam je na kominek i piłam herbatę, podczas gdy Martha krążyła, kwocza i troskliwa. „Czy dostała pani kogoś, proszę pani?"
Jak w poprzednie popołudnia, wyjaśniłam, że „Świat w Domu" nie wciąga subskrybentów siecią.
„Wie pani, że dostałam jednego w zeszłym tygodniu, Martha, ale ludzie teraz mnie wypatrują. Biedny pan Petty był przy bramie z płonącym mieczem. To znaczy, z łopatą."
„Więc nie był trzeźwy, proszę pani."
„Najwyraźniej nie. Zostawiam śpiących Pettych w spokoju, skoro wyrzucił mnie z domu jako »tych agentów«."
„Osiem szczap, kilka żerdzi z płotu i trzy beczki," nucąc Martha, do kosza na drewno przy kominku.„I ostatnie drewno sprzedane na hipotekę," rozmyślałam. „Jak tam zajazd: jedzenie, o wierny Achatesie? Mogę jeść mniej."
„Na litość boską, nie, panno Enid! Nie waży pani teraz więcej niż wróbel. To długa droga, która nie ma zakrętu, ale radość przychodzi o poranku, jak mówi hymn." Martha stanęła nade mną, ręce pod fartuchem, mały szal skrzyżowany i związany z tyłu. „Zostało trochę mąki kukurydzianej—"
„Zbyt tuczące."
„Kwarta octu—"
„Ach, teraz dochodzimy! Sokrates i cykuta!"
„Nie, proszę pani, ocet. Pół szynki, trochę ryżu—"
„I nazywasz to skromnymi racjami!" zganiłam. „Założę się o moją ciężko zarobioną subskrypcję, że twój dziadek nie był highwaymanem, Martha."
„Mój Boże, nie, proszę pani! Nie było niczego takiego w naszej rodzinie. Był starszym."
„Obawiałam się tego. Nie masz w sobie nic z pirata, inaczej nie głodziłabyś się, mając pół szynki i funt ryżu w zapasie. Ty i doktor Prince moglibyście pracować w duecie jako gwiazdowi pesymiści. Teraz natura stworzyła mnie w przewrotnym i kapryśnym nastroju. Daj mi czarną noc i mrugnięcie gwiazdy, a będę kopać za dublonami; czerwony zachód słońca i ciemny las zamieniają mnie w dzielnego rycerza, gotowego przeciąć ciernisty żywopłot świata! Osiem szczap i pół szynki! Kobieto, jesteśmy przygotowani na powódź lub barykadę."
Ale Martha, zahartowana na całe życie podobnymi panegirykami, nie dała się odwieść.
„Tak, proszę pani. Więc mówię. Musimy coś zrobić."
„Telefon! Zniknie pod koniec miesiąca."
„I ta tam Księżna, panno Enid, siedząca tam w złotej ramie, nikomu nie przynosząca pożytku. Ten pan kolekcjoner powiedział, że przyniesie swoją cenę, proszę pani."
Opadłam na ziemię z hukiem i przemaszerowałam z powrotem przez pole bitwy zaludnione duchami przeszłych starć. Fierienti Księżna, prababka mojej babci, była rodzinnym maskotką dla pokoleń. Tylko Cary Penwick, jako ostatni żyjący męski krewny babci, powinien ponosić odpowiedzialność za Rozśmianą Księżną.
# book_id: global-gutenberg-translation-8ef2c1c4dfeb43c7b1416389ac68e966
# book_title: Rozśmiana Księżna
# chapter_id: 1-rozsmiana-ksiezna
# chapter_title: Rozśmiana Księżna
# book_page: 3 / 16
# chapter_page: 3
# language: pl
# content_format: markdown
# reading_structure: unknown
# render_mode: prose
„I ostatnie drewno sprzedane na hipotekę," rozmyślałam. „Jak tam zajazd: jedzenie, o wierny Achatesie? Mogę jeść mniej."
„Na litość boską, nie, panno Enid! Nie waży pani teraz więcej niż wróbel. To długa droga, która nie ma zakrętu, ale radość przychodzi o poranku, jak mówi hymn." Martha stanęła nade mną, ręce pod fartuchem, mały szal skrzyżowany i związany z tyłu. „Zostało trochę mąki kukurydzianej—"
„Zbyt tuczące."
„Kwarta octu—"
„Ach, teraz dochodzimy! Sokrates i cykuta!"
„Nie, proszę pani, ocet. Pół szynki, trochę ryżu—"
„I nazywasz to skromnymi racjami!" zganiłam. „Założę się o moją ciężko zarobioną subskrypcję, że twój dziadek nie był highwaymanem, Martha."
„Mój Boże, nie, proszę pani! Nie było niczego takiego w naszej rodzinie. Był starszym."
„Obawiałam się tego. Nie masz w sobie nic z pirata, inaczej nie głodziłabyś się, mając pół szynki i funt ryżu w zapasie. Ty i doktor Prince moglibyście pracować w duecie jako gwiazdowi pesymiści. Teraz natura stworzyła mnie w przewrotnym i kapryśnym nastroju. Daj mi czarną noc i mrugnięcie gwiazdy, a będę kopać za dublonami; czerwony zachód słońca i ciemny las zamieniają mnie w dzielnego rycerza, gotowego przeciąć ciernisty żywopłot świata! Osiem szczap i pół szynki! Kobieto, jesteśmy przygotowani na powódź lub barykadę."
Ale Martha, zahartowana na całe życie podobnymi panegirykami, nie dała się odwieść.
„Tak, proszę pani. Więc mówię. Musimy coś zrobić."
„Telefon! Zniknie pod koniec miesiąca."
„I ta tam Księżna, panno Enid, siedząca tam w złotej ramie, nikomu nie przynosząca pożytku. Ten pan kolekcjoner powiedział, że przyniesie swoją cenę, proszę pani."
Opadłam na ziemię z hukiem i przemaszerowałam z powrotem przez pole bitwy zaludnione duchami przeszłych starć. Fierienti Księżna, prababka mojej babci, była rodzinnym maskotką dla pokoleń. Tylko Cary Penwick, jako ostatni żyjący męski krewny babci, powinien ponosić odpowiedzialność za Rozśmianą Księżną.„Ale niech pani pamięta, że to pani jest," Martha trwała. „Pani babcia mówi: »Martho«, mówi, »zawsze się nią opiekuj i trzymaj Księżną odkurzoną!« »Zrobię to, proszę pani«, mówię, »dopóki tchu w moich żyłach!« mówię. »W każdym razie, panno Enid, jest ten tam chiński bożek siedzący na piętach, wyglądający tak podobnie do Wung Loo z pralni, że mógłby być jego bratem—"
To o tobie, o cieniu Buddy!
—„I ten chłopiec ze skrzydłami na stopach, zamiast łyżew—"
I ty, nieśmiertelny Merkurym!
—„Można by dostać nawet dwieście za nie, może."
Przyznałam możliwość, ale byłam zdecydowana przedstawić Fierienti tylko pierwszemu autorytetowi wśród kolekcjonerów.
I w tym momencie, z dzwonkiem telefonu, nieoczekiwane wkroczyło jako reżyser sceny i dało mi rozciągnięte przedstawienie przez dwadzieścia cztery godziny.
„Zakładam, że doktor Prince dzwoni, by sprawdzić, czy wszystko z nami w porządku na noc," spekulowała Martha, która niezmiennie stawiała na list przed otwarciem.
„Przypuśćmy, że pojedziesz jutro do miasta, Enid, i skonsultujesz się z Penwickiem," dobiegł życzliwy głos Prince'a. „Mamy polecenie chwytać okazję za czuprynę. A jeśli chcesz, bym poszedł z tobą—"
Okrutnie zignorowałam gorliwe implikacje. Pójdę sama.
„Kolekcjonerstwo staje się nauką bez moralności," kontynuował. „Znając twoje niesamowite entuzjazmy—"
„Pomocy! Pomocy!" wtrąciłam.
—„Twoje niesamowite entuzjazmy, nie powinnaś zabierać antyków ze sobą. Pozwól kolekcjonerowi przyjść i wycenić je."
Ponieważ miałam wizję wyjazdu z ośmioma calami Buddy i powrotu z pięcioma setkami gotówki, sprzeciwiłam się, ale on trzymał swoją rację, i w końcu skapitulowałam, i dla spokoju za wszelką cenę zgodziłam się zadzwonić do niego, który pociąg ma odebrać. Rano pokonałam dwie mile do stacji z uniesieniem awanturnicy, która rzuca swoje ostatnie dwa dolary na ruletkę kolei i wyciąga możliwą opłatę do fortuny.
# book_id: global-gutenberg-translation-8ef2c1c4dfeb43c7b1416389ac68e966
# book_title: Rozśmiana Księżna
# chapter_id: 1-rozsmiana-ksiezna
# chapter_title: Rozśmiana Księżna
# book_page: 4 / 16
# chapter_page: 4
# language: pl
# content_format: markdown
# reading_structure: unknown
# render_mode: prose
„Ale niech pani pamięta, że to pani jest," Martha trwała. „Pani babcia mówi: »Martho«, mówi, »zawsze się nią opiekuj i trzymaj Księżną odkurzoną!« »Zrobię to, proszę pani«, mówię, »dopóki tchu w moich żyłach!« mówię. »W każdym razie, panno Enid, jest ten tam chiński bożek siedzący na piętach, wyglądający tak podobnie do Wung Loo z pralni, że mógłby być jego bratem—"
To o tobie, o cieniu Buddy!
—„I ten chłopiec ze skrzydłami na stopach, zamiast łyżew—"
I ty, nieśmiertelny Merkurym!
—„Można by dostać nawet dwieście za nie, może."
Przyznałam możliwość, ale byłam zdecydowana przedstawić Fierienti tylko pierwszemu autorytetowi wśród kolekcjonerów.
I w tym momencie, z dzwonkiem telefonu, nieoczekiwane wkroczyło jako reżyser sceny i dało mi rozciągnięte przedstawienie przez dwadzieścia cztery godziny.
„Zakładam, że doktor Prince dzwoni, by sprawdzić, czy wszystko z nami w porządku na noc," spekulowała Martha, która niezmiennie stawiała na list przed otwarciem.
„Przypuśćmy, że pojedziesz jutro do miasta, Enid, i skonsultujesz się z Penwickiem," dobiegł życzliwy głos Prince'a. „Mamy polecenie chwytać okazję za czuprynę. A jeśli chcesz, bym poszedł z tobą—"
Okrutnie zignorowałam gorliwe implikacje. Pójdę sama.
„Kolekcjonerstwo staje się nauką bez moralności," kontynuował. „Znając twoje niesamowite entuzjazmy—"
„Pomocy! Pomocy!" wtrąciłam.
—„Twoje niesamowite entuzjazmy, nie powinnaś zabierać antyków ze sobą. Pozwól kolekcjonerowi przyjść i wycenić je."
Ponieważ miałam wizję wyjazdu z ośmioma calami Buddy i powrotu z pięcioma setkami gotówki, sprzeciwiłam się, ale on trzymał swoją rację, i w końcu skapitulowałam, i dla spokoju za wszelką cenę zgodziłam się zadzwonić do niego, który pociąg ma odebrać. Rano pokonałam dwie mile do stacji z uniesieniem awanturnicy, która rzuca swoje ostatnie dwa dolary na ruletkę kolei i wyciąga możliwą opłatę do fortuny.W budynku wystawowym szłam od biura do sal komitetów, tylko po to, by odkryć, że wiceprezes jest poza miastem na cały dzień i nie oczekuje się jego powrotu aż do wieczora, i spadłszy o czterdzieści stopni psychicznie, usiadłam na końcu korytarza, zabijając czas pod pretekstem przeglądania książki telefonicznej. Trzech delegatów, najwyraźniej podpitych i po lunchu, zatrzymało się w pobliżu, rozmawiając.
„Tak, tak, mądry facet," powiedział numer pierwszy, „ale żądny głównej szansy. Słyszał pan kiedy historię o Romneyu starej pani Mace? Stara pani Mace, wdowa po jego przyjacielu, posiadała wspaniałego Romneya. Był na jego tropie i wysłał agenta, który wycenił go, jako dobrą kopię, na dwieście. Stara dama z oburzeniem odmawia. Kolekcjoner wyjeżdża do Meksyku, by zbadać wykopaliska w Talahiti, ale wysyła drugiego agenta, który oświadcza, że jest wart co najmniej trzysta. Stara dama, w końcu, u kresu wszystkiego, sprzedaje. Romney znika. Gdy jej pieniądze się kończą, stara dama w rozpaczy umiera. Teraz jego Romney sprzedaje się wysoko w tysiącach. Nie ładna historia, co?"
Chór przyznał, że nie, a ja siedziałam skamieniała i wdzięczna, że mam krewnego wśród wybranych. Numer drugi przemówił:
„Jest duży zakład o jego zakład z Dantrè. Przysięga, że przewyższy eksponaty Dantrè klejnotem, który ich rozbije w drobny mak. Mówi, że może wyprodukować autentyczny oryginał Fierienti."
„Bzdura!" wykrzyknął numer trzeci. „Były dwa Fierienti, Rozśmiana Księżna, zniszczona w wielkim pożarze Londynu, i jej kopia, wykonana przez Fierienti, teraz w Metropolitan."
Kłócąc się o ten punkt, przeszli dalej, a ja siedziałam z twarzą pochyloną nad książką i myślami pędzącymi w zamieszaniu. Mój obraz, w Brookchase, był oryginalnym Fierienti, którego kopia była w Metropolitan. Co do tego nigdy nie było wątpliwości; Chevalier de Russy, członek Akademii Francuskiej, zaświadczył o tym, gdy odwiedził babcię. Poza tym, miałam jego zapisy. Kim więc był „on"? I gdzie „on" mógł znaleźć inny oryginalny Fierienti?
# book_id: global-gutenberg-translation-8ef2c1c4dfeb43c7b1416389ac68e966
# book_title: Rozśmiana Księżna
# chapter_id: 1-rozsmiana-ksiezna
# chapter_title: Rozśmiana Księżna
# book_page: 5 / 16
# chapter_page: 5
# language: pl
# content_format: markdown
# reading_structure: unknown
# render_mode: prose
W budynku wystawowym szłam od biura do sal komitetów, tylko po to, by odkryć, że wiceprezes jest poza miastem na cały dzień i nie oczekuje się jego powrotu aż do wieczora, i spadłszy o czterdzieści stopni psychicznie, usiadłam na końcu korytarza, zabijając czas pod pretekstem przeglądania książki telefonicznej. Trzech delegatów, najwyraźniej podpitych i po lunchu, zatrzymało się w pobliżu, rozmawiając.
„Tak, tak, mądry facet," powiedział numer pierwszy, „ale żądny głównej szansy. Słyszał pan kiedy historię o Romneyu starej pani Mace? Stara pani Mace, wdowa po jego przyjacielu, posiadała wspaniałego Romneya. Był na jego tropie i wysłał agenta, który wycenił go, jako dobrą kopię, na dwieście. Stara dama z oburzeniem odmawia. Kolekcjoner wyjeżdża do Meksyku, by zbadać wykopaliska w Talahiti, ale wysyła drugiego agenta, który oświadcza, że jest wart co najmniej trzysta. Stara dama, w końcu, u kresu wszystkiego, sprzedaje. Romney znika. Gdy jej pieniądze się kończą, stara dama w rozpaczy umiera. Teraz jego Romney sprzedaje się wysoko w tysiącach. Nie ładna historia, co?"
Chór przyznał, że nie, a ja siedziałam skamieniała i wdzięczna, że mam krewnego wśród wybranych. Numer drugi przemówił:
„Jest duży zakład o jego zakład z Dantrè. Przysięga, że przewyższy eksponaty Dantrè klejnotem, który ich rozbije w drobny mak. Mówi, że może wyprodukować autentyczny oryginał Fierienti."
„Bzdura!" wykrzyknął numer trzeci. „Były dwa Fierienti, Rozśmiana Księżna, zniszczona w wielkim pożarze Londynu, i jej kopia, wykonana przez Fierienti, teraz w Metropolitan."
Kłócąc się o ten punkt, przeszli dalej, a ja siedziałam z twarzą pochyloną nad książką i myślami pędzącymi w zamieszaniu. Mój obraz, w Brookchase, był oryginalnym Fierienti, którego kopia była w Metropolitan. Co do tego nigdy nie było wątpliwości; Chevalier de Russy, członek Akademii Francuskiej, zaświadczył o tym, gdy odwiedził babcię. Poza tym, miałam jego zapisy. Kim więc był „on"? I gdzie „on" mógł znaleźć inny oryginalny Fierienti?Byłam na nogach, by pójść za nimi i dowiedzieć się, gdy słowa Prince'a wróciły do mnie: „Znając twoje niesamowite entuzjazmy—" Oparłam się z powrotem, tłumiąc impuls, a potem, pod rozpaczliwym pragnieniem działania, podałam jego numer do lokalnej centrali i weszłam do kabiny numer cztery.
Wewnątrz kabiny, przez zamazane odbicie własnego obrazu na szkle, dostrzegłam zarys mężczyzny w sąsiedniej kabinie: gładka, ciemna głowa pochylona nad smukłą dłonią, nad którą widoczny był dziwny spinka do mankietów, dwie swastyki w rzymskim czerwonym złocie. Moje połączenie zostało odebrane przez starą gospodynię Prince'a.
„Mówi panna Legree," powiedziałam. Potem nadszedł głos Prince'a: „Jakie szczęście, Enid?"
„Żadne," odpowiedziałam. „Penwick jest poza miastem na cały dzień, i cieszę się, że zostawiłam Fierienti w domu, chociaż pragnę rozwiązać zagadkę. Usłyszałam coś o innym Fierienti, podczas gdy wiem, że nie ma żadnego innego. Będę w Brookchase pociągiem ekspresowym o czwartej, ale mogę dojść do bramy na skrzyżowaniu."
Prince zaśmiał się, a gdy się rozłączałam, wyraźnie usłyszałam głos mężczyzny w sąsiedniej kabinie, powtarzającego swój numer. On z kolei musiał mnie usłyszeć. Odrzucając to jako nieistotne, poszłam na stację i czekałam ponuro, aż popołudniowy ekspres poniósł mnie z powrotem do uświadomienia sobie bycia uboższą o jedną opłatę kolejową.
Jadąc między pustymi polami, Prince powiedział: „Nie martw się."
„Jeśli kobieta straci oko lub ma ból zęba, to jest całkiem zrozumiałe," oburzyłam się. „Ale jeśli załamuje się nerwowo lub wpatruje się w nicość, mężczyźni mówią jej, by się nie martwiła. Napiszę jutro do Cary'ego Penwicka i oddam Rozśmianą Księżnę w jego ręce. Może ją sprzedać za tyle, ile zdoła."
Prince trącił źrebaka do kłusa i powiedział: „Lepiej zwolnij. Słyszałem kilka dziwnych rzeczy o kolekcjonerach."
„Rzeczy jak Romney starej pani Mace, jak sądzę," powiedziałam.
# book_id: global-gutenberg-translation-8ef2c1c4dfeb43c7b1416389ac68e966
# book_title: Rozśmiana Księżna
# chapter_id: 1-rozsmiana-ksiezna
# chapter_title: Rozśmiana Księżna
# book_page: 6 / 16
# chapter_page: 6
# language: pl
# content_format: markdown
# reading_structure: unknown
# render_mode: prose
Byłam na nogach, by pójść za nimi i dowiedzieć się, gdy słowa Prince'a wróciły do mnie: „Znając twoje niesamowite entuzjazmy—" Oparłam się z powrotem, tłumiąc impuls, a potem, pod rozpaczliwym pragnieniem działania, podałam jego numer do lokalnej centrali i weszłam do kabiny numer cztery.
Wewnątrz kabiny, przez zamazane odbicie własnego obrazu na szkle, dostrzegłam zarys mężczyzny w sąsiedniej kabinie: gładka, ciemna głowa pochylona nad smukłą dłonią, nad którą widoczny był dziwny spinka do mankietów, dwie swastyki w rzymskim czerwonym złocie. Moje połączenie zostało odebrane przez starą gospodynię Prince'a.
„Mówi panna Legree," powiedziałam. Potem nadszedł głos Prince'a: „Jakie szczęście, Enid?"
„Żadne," odpowiedziałam. „Penwick jest poza miastem na cały dzień, i cieszę się, że zostawiłam Fierienti w domu, chociaż pragnę rozwiązać zagadkę. Usłyszałam coś o innym Fierienti, podczas gdy wiem, że nie ma żadnego innego. Będę w Brookchase pociągiem ekspresowym o czwartej, ale mogę dojść do bramy na skrzyżowaniu."
Prince zaśmiał się, a gdy się rozłączałam, wyraźnie usłyszałam głos mężczyzny w sąsiedniej kabinie, powtarzającego swój numer. On z kolei musiał mnie usłyszeć. Odrzucając to jako nieistotne, poszłam na stację i czekałam ponuro, aż popołudniowy ekspres poniósł mnie z powrotem do uświadomienia sobie bycia uboższą o jedną opłatę kolejową.
Jadąc między pustymi polami, Prince powiedział: „Nie martw się."
„Jeśli kobieta straci oko lub ma ból zęba, to jest całkiem zrozumiałe," oburzyłam się. „Ale jeśli załamuje się nerwowo lub wpatruje się w nicość, mężczyźni mówią jej, by się nie martwiła. Napiszę jutro do Cary'ego Penwicka i oddam Rozśmianą Księżnę w jego ręce. Może ją sprzedać za tyle, ile zdoła."
Prince trącił źrebaka do kłusa i powiedział: „Lepiej zwolnij. Słyszałem kilka dziwnych rzeczy o kolekcjonerach."
„Rzeczy jak Romney starej pani Mace, jak sądzę," powiedziałam.Szarpnął wodze gwałtownie: „Co z tego? Była stara pani Mace w naszym rodzinnym mieście, która posiadała Romneya. Jowiszu! Zapomniałem o tym wszystkim. Czemu—" urwał, brwi ściągnięte w ostrą zmarszczkę. Opowiedziałam historię, którą usłyszałam, ale dodałam, że nie wszyscy kolekcjonerzy są kieszonkowcami. Prince jednak jechał w zamyślonej ciszy. „Chciałbym, żebyś pozwoliła mi zrobić dla ciebie więcej," zaczął przy bramie. Ale pobiegłam ścieżką, śmiejąc się do niego.
O siódmej nieoczekiwane znów zadzwoniło telefonem, a myśl natychmiast zwizualizowała głos jako gruby, rumiany i syty. Rewolucja była więc całkowita, gdy powiedział: „Kuzynko Enid, tu Cary Penwick. Mam nadzieję, że mnie pamiętasz. . . . Tak, moja droga dziewczyno, dwadzieścia pięć lat! Nie poznałabyś mnie."
„Och, ale powinnam!" zawołałam szczęśliwie. „Ciemnooki chłopiec z włosami w oczach i głową nastawioną na przygodę. . . . Ale twój głos wcale nie brzmi jak ty. Przyjedź i pozwól mi się zobaczyć."
Zapewnił mnie, że taki był jego zamiar, ale oficjalny bankiet i spotkanie dyrektorów przeszkodziły. W końcu postanowiono, że przyjedzie samochodem po bankiecie i zostanie w Brookchase na noc. „Nie czekaj na mnie. Twój służący może mnie spotkać. Będę tam o dwunastej," powiedział.
Gdy doszłam do siebie po naturalnych skutkach usłyszenia, że nie ma żadnego służącego, dodał: „Przy okazji, Enid, zdaje mi się, że pamiętam, iż twoja babcia miała kilka osobliwych starych rzeczy. Czy nie było kilka obrazów i jedno czy dwa rzeźby? Drobiazgi prawdopodobnie, ale mógłbym pomóc ci coś z nimi zrobić."
„Drobiazgi! Dlaczego, Cary, na pewno pamiętasz Rozśmianą Księżnę? To rodzinny skarb od pokoleń, ta i Merkury. O te rzeczy szczególnie chcę się z tobą skonsultować," odpowiedziałam.
„No, no," powiedział pobłażliwie, „niejasno przypominam sobie ten obraz. Bardzo ładna kopia, bez wątpienia, Księżnej Fierienti."
„Kopia!" zawołałam. „Naprawdę, to oryginał, z którego Fierienti wykonał swoją kopię. Mogę to udowodnić z zapisów babci. To Fierienti, o którym sądzono, że został zniszczony w londyńskim pożarze."
Zaśmiał się cicho.
# book_id: global-gutenberg-translation-8ef2c1c4dfeb43c7b1416389ac68e966
# book_title: Rozśmiana Księżna
# chapter_id: 1-rozsmiana-ksiezna
# chapter_title: Rozśmiana Księżna
# book_page: 7 / 16
# chapter_page: 7
# language: pl
# content_format: markdown
# reading_structure: unknown
# render_mode: prose
Szarpnął wodze gwałtownie: „Co z tego? Była stara pani Mace w naszym rodzinnym mieście, która posiadała Romneya. Jowiszu! Zapomniałem o tym wszystkim. Czemu—" urwał, brwi ściągnięte w ostrą zmarszczkę. Opowiedziałam historię, którą usłyszałam, ale dodałam, że nie wszyscy kolekcjonerzy są kieszonkowcami. Prince jednak jechał w zamyślonej ciszy. „Chciałbym, żebyś pozwoliła mi zrobić dla ciebie więcej," zaczął przy bramie. Ale pobiegłam ścieżką, śmiejąc się do niego.
O siódmej nieoczekiwane znów zadzwoniło telefonem, a myśl natychmiast zwizualizowała głos jako gruby, rumiany i syty. Rewolucja była więc całkowita, gdy powiedział: „Kuzynko Enid, tu Cary Penwick. Mam nadzieję, że mnie pamiętasz. . . . Tak, moja droga dziewczyno, dwadzieścia pięć lat! Nie poznałabyś mnie."
„Och, ale powinnam!" zawołałam szczęśliwie. „Ciemnooki chłopiec z włosami w oczach i głową nastawioną na przygodę. . . . Ale twój głos wcale nie brzmi jak ty. Przyjedź i pozwól mi się zobaczyć."
Zapewnił mnie, że taki był jego zamiar, ale oficjalny bankiet i spotkanie dyrektorów przeszkodziły. W końcu postanowiono, że przyjedzie samochodem po bankiecie i zostanie w Brookchase na noc. „Nie czekaj na mnie. Twój służący może mnie spotkać. Będę tam o dwunastej," powiedział.
Gdy doszłam do siebie po naturalnych skutkach usłyszenia, że nie ma żadnego służącego, dodał: „Przy okazji, Enid, zdaje mi się, że pamiętam, iż twoja babcia miała kilka osobliwych starych rzeczy. Czy nie było kilka obrazów i jedno czy dwa rzeźby? Drobiazgi prawdopodobnie, ale mógłbym pomóc ci coś z nimi zrobić."
„Drobiazgi! Dlaczego, Cary, na pewno pamiętasz Rozśmianą Księżnę? To rodzinny skarb od pokoleń, ta i Merkury. O te rzeczy szczególnie chcę się z tobą skonsultować," odpowiedziałam.
„No, no," powiedział pobłażliwie, „niejasno przypominam sobie ten obraz. Bardzo ładna kopia, bez wątpienia, Księżnej Fierienti."
„Kopia!" zawołałam. „Naprawdę, to oryginał, z którego Fierienti wykonał swoją kopię. Mogę to udowodnić z zapisów babci. To Fierienti, o którym sądzono, że został zniszczony w londyńskim pożarze."
Zaśmiał się cicho.„Przyjrzę się temu, Enid. Nie chcę cię rozczarowywać, ale starsze panie przypisują wygórowaną wartość swoim skarbom. Bez wątpienia twoja babcia w to wierzyła."
„Była też twoją babcią," usłyszałam siebie mruczącą.
„Oczywiście, oczywiście," kontynuował wesoło, „ale rzeczy są twoje, moja droga dziewczyno, i przyszło mi do głowy, że teraz to okazja, byś mogła coś na nich uzbierać."
Rozłączył się, a ja siedziałam z głową w dłoniach. Fierienti kopią! Nie mogłam w to uwierzyć. Pomimo rozczarowania, które miraż fortuny prawie niezmiennie maskuje, ta urocza, śmiejąca się mała postać była rodzinną historią. Trzy stulecia stawiały na nią swoją wiarę. Jednak Cary Penwick był ekspertem. . . . Przemierzałam podłogę, zapewniając siebie, że nawet eksperci nie są nieomylni; Chevalier de Russy był autorytetem, podczas gdy Cary był tylko beztroskim chłopcem, gdy widział Fierienti. Mój merkurialny duch wzbił się znowu; odmówiłam uwierzenia w najgorsze, dopóki nie stanę z nim twarzą w twarz; potem poddam się z gracją. Pobiegłam powiedzieć Marcie o przybyciu gościa i zastałam ją zawieszoną, mahometowo, między eterem radości a przyziemnym stanem spiżarni.
„Jest dość kawy dla jednego, z kukurydzianymi babeczkami, ryżowymi kotlecikami i grillowaną szynką—"
„Jeśli poprosi o trufle, podaj Buddę; jeśli o kuropatwę, przynieś Merkurego!"
„Osiem szczap i dwie beczki," nucąc Martha, „i mówię, że to Pan go tu zesłał w tym czasie. Może kupi tę Księżną za pani cenę, proszę pani. Ale nie mogę ogrzać biblioteki: zajęłoby to całą szopę na drewno. Nieraz, gdy pan Cary miał tylko dziesięć lat, wspinał się na te półki i zrzucał książki na mnie. I jeść! Wszystko w zasięgu puszki ten chłopiec mógł zjeść."
Salon w Brookchase był wczesnowiktoriański. Jego wytarty, kwiecisty dywan, wysokie gzymsy, mosiężny kominek i fire-dogi, z długim lustrem nad nimi, krzesła z harfowanymi oparciami i Dickens w Gadshill, były wolne od nowocześniejszych innowacji niż mosiężna lampa i miażdżący kontrast telefonu.
# book_id: global-gutenberg-translation-8ef2c1c4dfeb43c7b1416389ac68e966
# book_title: Rozśmiana Księżna
# chapter_id: 1-rozsmiana-ksiezna
# chapter_title: Rozśmiana Księżna
# book_page: 8 / 16
# chapter_page: 8
# language: pl
# content_format: markdown
# reading_structure: unknown
# render_mode: prose
„Przyjrzę się temu, Enid. Nie chcę cię rozczarowywać, ale starsze panie przypisują wygórowaną wartość swoim skarbom. Bez wątpienia twoja babcia w to wierzyła."
„Była też twoją babcią," usłyszałam siebie mruczącą.
„Oczywiście, oczywiście," kontynuował wesoło, „ale rzeczy są twoje, moja droga dziewczyno, i przyszło mi do głowy, że teraz to okazja, byś mogła coś na nich uzbierać."
Rozłączył się, a ja siedziałam z głową w dłoniach. Fierienti kopią! Nie mogłam w to uwierzyć. Pomimo rozczarowania, które miraż fortuny prawie niezmiennie maskuje, ta urocza, śmiejąca się mała postać była rodzinną historią. Trzy stulecia stawiały na nią swoją wiarę. Jednak Cary Penwick był ekspertem. . . . Przemierzałam podłogę, zapewniając siebie, że nawet eksperci nie są nieomylni; Chevalier de Russy był autorytetem, podczas gdy Cary był tylko beztroskim chłopcem, gdy widział Fierienti. Mój merkurialny duch wzbił się znowu; odmówiłam uwierzenia w najgorsze, dopóki nie stanę z nim twarzą w twarz; potem poddam się z gracją. Pobiegłam powiedzieć Marcie o przybyciu gościa i zastałam ją zawieszoną, mahometowo, między eterem radości a przyziemnym stanem spiżarni.
„Jest dość kawy dla jednego, z kukurydzianymi babeczkami, ryżowymi kotlecikami i grillowaną szynką—"
„Jeśli poprosi o trufle, podaj Buddę; jeśli o kuropatwę, przynieś Merkurego!"
„Osiem szczap i dwie beczki," nucąc Martha, „i mówię, że to Pan go tu zesłał w tym czasie. Może kupi tę Księżną za pani cenę, proszę pani. Ale nie mogę ogrzać biblioteki: zajęłoby to całą szopę na drewno. Nieraz, gdy pan Cary miał tylko dziesięć lat, wspinał się na te półki i zrzucał książki na mnie. I jeść! Wszystko w zasięgu puszki ten chłopiec mógł zjeść."
Salon w Brookchase był wczesnowiktoriański. Jego wytarty, kwiecisty dywan, wysokie gzymsy, mosiężny kominek i fire-dogi, z długim lustrem nad nimi, krzesła z harfowanymi oparciami i Dickens w Gadshill, były wolne od nowocześniejszych innowacji niż mosiężna lampa i miażdżący kontrast telefonu.Do dziewiątej trzy z cennych kłód trzaskały na andronach, a fotel babci został przysunięty przed nimi. Pod różnymi pretekstami Martha zaglądała przez drzwi, jak sufler w kulisach, co kilka obrotów wskazówki minutowej, a w końcu zastała właścicielkę domu przed lustrem, poprawiającą zabłąkany kosmyk włosów.
„Ten szary pasuje pani, panno Enid, choć to przerobiona suknia pani babci, bo jest pani taka prosta i smukła. Ale nie włożyła pani jej broszki. Ta płacząca wierzba to wspaniały kawałek!"
Tym czcigodnym przedmiotem była kamea z kobietą w żałobie grającą na harfie nad pogrzebową urną. „A jednak nie wiem, czy te bursztynowe paciorki nie mają więcej stylu!" dodała Martha. Zapewniłam ją, że chyba że pan Cary zmienił się ponad wszelkie pojęcie, będzie równie odporny na paciorki jak na wór pokutny; i w tym momencie w alei zabrzmiał klakson samochodu.
„Przyjechał wcześnie!" zawołałam, chwytając świecę i zapalając ją, podczas gdy Martha otworzyła zewnętrzne drzwi, jak strażnik zamku, wysyłając snop światła prosto w oczy wysokiego, smukłego mężczyzny na progu.
„Cary! Cary Penwick!" zawołałam, wciągając go w blask ognia, gdzie stał, uśmiechając się lekko pod ciemną, van Dyke'owską brodą i mrugając lekko za rogowymi okularami. Martha krążyła wokół: „Czy pana stopy są suche, panie Cary? Najlepiej przyniosę pani babci nalewkę!"
Pobiegła, a ja wskazałam fotel.
„Jak miło z twojej strony, że opuściłeś bankiet wcześnie," powiedziałam, teraz świadoma, że badawcze, ale zawoalowane spojrzenie studiuje mnie.
„Opuściłem go jako mniejszą atrakcję," powiedział powściągliwym głosem, który wywołał we mnie uczucie zbitego z tropu zaskoczenia.
„Czemu, wcale nie podobny jesteś do swojego głosu z telefonu!" powiedziałam mu. „Telefony są takie mylące."
„Jaki był?" zapytał.
„Raczej gruby i—klubowy," wyznałam; „ale naprawdę jesteś jak mój mglisty rycerz z dziecięcych snów," zaśmiałam się, gdy Martha pojawiła się z nalewką, w maleńkich kieliszkach. Przy drzwiach zatrzymała się.
„A co z tym starym Diakonem, panie Cary? Umarł, oczywiście, biedne stworzenie! Nie można było nie być do niego przywiązany, mimo jego wybryków."
# book_id: global-gutenberg-translation-8ef2c1c4dfeb43c7b1416389ac68e966
# book_title: Rozśmiana Księżna
# chapter_id: 1-rozsmiana-ksiezna
# chapter_title: Rozśmiana Księżna
# book_page: 9 / 16
# chapter_page: 9
# language: pl
# content_format: markdown
# reading_structure: unknown
# render_mode: prose
Do dziewiątej trzy z cennych kłód trzaskały na andronach, a fotel babci został przysunięty przed nimi. Pod różnymi pretekstami Martha zaglądała przez drzwi, jak sufler w kulisach, co kilka obrotów wskazówki minutowej, a w końcu zastała właścicielkę domu przed lustrem, poprawiającą zabłąkany kosmyk włosów.
„Ten szary pasuje pani, panno Enid, choć to przerobiona suknia pani babci, bo jest pani taka prosta i smukła. Ale nie włożyła pani jej broszki. Ta płacząca wierzba to wspaniały kawałek!"
Tym czcigodnym przedmiotem była kamea z kobietą w żałobie grającą na harfie nad pogrzebową urną. „A jednak nie wiem, czy te bursztynowe paciorki nie mają więcej stylu!" dodała Martha. Zapewniłam ją, że chyba że pan Cary zmienił się ponad wszelkie pojęcie, będzie równie odporny na paciorki jak na wór pokutny; i w tym momencie w alei zabrzmiał klakson samochodu.
„Przyjechał wcześnie!" zawołałam, chwytając świecę i zapalając ją, podczas gdy Martha otworzyła zewnętrzne drzwi, jak strażnik zamku, wysyłając snop światła prosto w oczy wysokiego, smukłego mężczyzny na progu.
„Cary! Cary Penwick!" zawołałam, wciągając go w blask ognia, gdzie stał, uśmiechając się lekko pod ciemną, van Dyke'owską brodą i mrugając lekko za rogowymi okularami. Martha krążyła wokół: „Czy pana stopy są suche, panie Cary? Najlepiej przyniosę pani babci nalewkę!"
Pobiegła, a ja wskazałam fotel.
„Jak miło z twojej strony, że opuściłeś bankiet wcześnie," powiedziałam, teraz świadoma, że badawcze, ale zawoalowane spojrzenie studiuje mnie.
„Opuściłem go jako mniejszą atrakcję," powiedział powściągliwym głosem, który wywołał we mnie uczucie zbitego z tropu zaskoczenia.
„Czemu, wcale nie podobny jesteś do swojego głosu z telefonu!" powiedziałam mu. „Telefony są takie mylące."
„Jaki był?" zapytał.
„Raczej gruby i—klubowy," wyznałam; „ale naprawdę jesteś jak mój mglisty rycerz z dziecięcych snów," zaśmiałam się, gdy Martha pojawiła się z nalewką, w maleńkich kieliszkach. Przy drzwiach zatrzymała się.
„A co z tym starym Diakonem, panie Cary? Umarł, oczywiście, biedne stworzenie! Nie można było nie być do niego przywiązany, mimo jego wybryków."„Diakon, oczywiście"—spojrzał nieobecnym wzrokiem w swój kieliszek. „Cóż, jego nałogi go zabiły, po pewnym czasie. Pił za dużo, wie pani."
„Więc to nie była wścieklizna, proszę pana? To błogosławieństwo! Nigdy nie widziałam psa bardziej oddanego Diakonowi niż panu, panie Cary!" Martha zamknęła drzwi, a mój gość stanął na dywaniku przed kominkiem, uśmiechając się poważnie, ale z wyrazem najlepiej opisanym jako twarz słuchająca. Przesuwając wzrokiem od kości słoniowej Buddy do uskrzydlonego Merkurego, jego spojrzenie wróciło do mnie i zatrzymało się, jakby w niezdecydowaniu.
„Szukasz Fierienti," uśmiechnęłam się w odpowiedzi; „jestem odporna na sztuczki kolekcjonerów."
„Winny!" powiedział z tą samą nieśmiałą rezerwą.
„Ale najpierw musisz zobaczyć ostatni portret babci. Brookchase pozostaje wystarczająco prymitywne dla świec." Podniosłam jedną pod obraz nad lustrem. „Chevalier de Russy naszkicował ją w oleju, by zachować to, co nazwał wyrazem »angelique«, a potem wysłał mi to z Francji. Oczy zawsze patrzą za tobą ze zrozumieniem. Widzisz, jak się do ciebie uśmiechają, Cary! Jakby wiedziała, że spełniłeś jej dumę i wiarę, i stałeś się honorowym człowiekiem, jakim chciała cię uczynić, mimo—" Zatrzymałam się. Jego oczy były na moich, w lustrze, z głębokim pytaniem. „Mimo wszystko," zakończyłam.
„Mimo wszystko!" powtórzył, przyciągnięty spojrzeniem babci, i chociaż świadoma, że gdy szkielet jest bezpiecznie zamknięty w szafie, mądrze zgubić klucz, poczułam, że ta chwila jest przepełniona niewypowiedzianym zaufaniem.
„Pamiętasz, że nie chciała uznać dziedzictwa za zagrożenie dla ciebie i uważała, że charakter człowieka leży w jego własnych rękach."
„Masz na myśli, że dlatego, że mój ojciec był—łajdakiem, mogłem z powodzeniem przeżyć jego skutki?" zapytał bezosobowo; ale pytanie w jego oczach sprawiło, że skinęłam mu na fotel i usiadłam obok niego.
# book_id: global-gutenberg-translation-8ef2c1c4dfeb43c7b1416389ac68e966
# book_title: Rozśmiana Księżna
# chapter_id: 1-rozsmiana-ksiezna
# chapter_title: Rozśmiana Księżna
# book_page: 10 / 16
# chapter_page: 10
# language: pl
# content_format: markdown
# reading_structure: unknown
# render_mode: prose
„Diakon, oczywiście"—spojrzał nieobecnym wzrokiem w swój kieliszek. „Cóż, jego nałogi go zabiły, po pewnym czasie. Pił za dużo, wie pani."
„Więc to nie była wścieklizna, proszę pana? To błogosławieństwo! Nigdy nie widziałam psa bardziej oddanego Diakonowi niż panu, panie Cary!" Martha zamknęła drzwi, a mój gość stanął na dywaniku przed kominkiem, uśmiechając się poważnie, ale z wyrazem najlepiej opisanym jako twarz słuchająca. Przesuwając wzrokiem od kości słoniowej Buddy do uskrzydlonego Merkurego, jego spojrzenie wróciło do mnie i zatrzymało się, jakby w niezdecydowaniu.
„Szukasz Fierienti," uśmiechnęłam się w odpowiedzi; „jestem odporna na sztuczki kolekcjonerów."
„Winny!" powiedział z tą samą nieśmiałą rezerwą.
„Ale najpierw musisz zobaczyć ostatni portret babci. Brookchase pozostaje wystarczająco prymitywne dla świec." Podniosłam jedną pod obraz nad lustrem. „Chevalier de Russy naszkicował ją w oleju, by zachować to, co nazwał wyrazem »angelique«, a potem wysłał mi to z Francji. Oczy zawsze patrzą za tobą ze zrozumieniem. Widzisz, jak się do ciebie uśmiechają, Cary! Jakby wiedziała, że spełniłeś jej dumę i wiarę, i stałeś się honorowym człowiekiem, jakim chciała cię uczynić, mimo—" Zatrzymałam się. Jego oczy były na moich, w lustrze, z głębokim pytaniem. „Mimo wszystko," zakończyłam.
„Mimo wszystko!" powtórzył, przyciągnięty spojrzeniem babci, i chociaż świadoma, że gdy szkielet jest bezpiecznie zamknięty w szafie, mądrze zgubić klucz, poczułam, że ta chwila jest przepełniona niewypowiedzianym zaufaniem.
„Pamiętasz, że nie chciała uznać dziedzictwa za zagrożenie dla ciebie i uważała, że charakter człowieka leży w jego własnych rękach."
„Masz na myśli, że dlatego, że mój ojciec był—łajdakiem, mogłem z powodzeniem przeżyć jego skutki?" zapytał bezosobowo; ale pytanie w jego oczach sprawiło, że skinęłam mu na fotel i usiadłam obok niego.Prince nazywa mnie w połowie niepoprawną pogańską, a Prince ma irytujący zwyczaj wygrywania; ale są chwile, kiedy nic bardziej romantycznego niż opiekuńcza kura nie wydaje się najważniejsze. Dlatego przypisuję godzinę, która nastąpiła, podświadomości, szukającej swego prawa do wróżby. Za jego bezosobowością leżał wyraz głębokiej samotności, apel tak namiętny, jak i naiwny: szybko zamaskowany, ale ujawniający jakąś niemą tragedię duszy. Źródło nie miało dla mnie znaczenia. Słowa współczesnego filozofa przepłynęły przez moje myśli: „Wszystkie udręczone dusze nie są w Infernie. Siedzą obok nas, uśmiechają się w nasze twarze, trawione płomieniem obecnej tortury. Sięgnij do nich kroplę zimnej wody."
Czółenko wyobraźni zaczęło prząść swoje szybkie, ciche nici wokół tej powściągliwej osobowości, a ja mówiłam bez skrępowania o trwałej, wszechobecnej duchowości babci i o obietnicy jego chłopięcych lat. Stopniowo, potem chętnie, nadeszła odpowiedź, jego powściągliwość odsłaniając się chłopięco pod luksusem współczucia. Mówił żarliwie o Włoszech, o niewyznanych przygodach w Egipcie, o wędrówkach i zachwytach na Saharze, o niewyjaśnionych tajemnicach w Indiach. Rozmownie okazał się posiadającym zmysłowe zrozumienie, subtelnie wyobraźniowe i sugestywne, i chwilowo ujawniające nieoczekiwaną, podwójną stronę, obcą dzikiemu chłopcu, którego znałam w dzieciństwie. W końcu powiedziałam:
„Wybacz mi, ale doświadczając i doceniając życie tak jak ty, czy nie jest niezwykłe, że się nie ożeniłeś?"
„Nie. Niektórzy rodzą się jako jednostki," zawahał się, „a kobiety, które znałem, nie były takie jak ty."
„Ach, teraz zobaczysz Rozśmianą Księżnę!" odpowiedziałam, wstając po świecę.

Uśmiechnął się poważnie z góry na mnie.
„To była dla mnie niezwykła godzina. Sprawiłaś, że zapomniałem o czasie i sprawie. Ale teraz muszę obejrzeć twoje rzeczy i iść."
Przypomniałam mu o obietnicy pozostania na noc w Brookchase, a on rzucił tęskne spojrzenie po pokoju, ale powtórzył:
„Lepiej, żebym poszedł."
# book_id: global-gutenberg-translation-8ef2c1c4dfeb43c7b1416389ac68e966
# book_title: Rozśmiana Księżna
# chapter_id: 1-rozsmiana-ksiezna
# chapter_title: Rozśmiana Księżna
# book_page: 11 / 16
# chapter_page: 11
# language: pl
# content_format: markdown
# reading_structure: unknown
# render_mode: prose
Prince nazywa mnie w połowie niepoprawną pogańską, a Prince ma irytujący zwyczaj wygrywania; ale są chwile, kiedy nic bardziej romantycznego niż opiekuńcza kura nie wydaje się najważniejsze. Dlatego przypisuję godzinę, która nastąpiła, podświadomości, szukającej swego prawa do wróżby. Za jego bezosobowością leżał wyraz głębokiej samotności, apel tak namiętny, jak i naiwny: szybko zamaskowany, ale ujawniający jakąś niemą tragedię duszy. Źródło nie miało dla mnie znaczenia. Słowa współczesnego filozofa przepłynęły przez moje myśli: „Wszystkie udręczone dusze nie są w Infernie. Siedzą obok nas, uśmiechają się w nasze twarze, trawione płomieniem obecnej tortury. Sięgnij do nich kroplę zimnej wody."
Czółenko wyobraźni zaczęło prząść swoje szybkie, ciche nici wokół tej powściągliwej osobowości, a ja mówiłam bez skrępowania o trwałej, wszechobecnej duchowości babci i o obietnicy jego chłopięcych lat. Stopniowo, potem chętnie, nadeszła odpowiedź, jego powściągliwość odsłaniając się chłopięco pod luksusem współczucia. Mówił żarliwie o Włoszech, o niewyznanych przygodach w Egipcie, o wędrówkach i zachwytach na Saharze, o niewyjaśnionych tajemnicach w Indiach. Rozmownie okazał się posiadającym zmysłowe zrozumienie, subtelnie wyobraźniowe i sugestywne, i chwilowo ujawniające nieoczekiwaną, podwójną stronę, obcą dzikiemu chłopcu, którego znałam w dzieciństwie. W końcu powiedziałam:
„Wybacz mi, ale doświadczając i doceniając życie tak jak ty, czy nie jest niezwykłe, że się nie ożeniłeś?"
„Nie. Niektórzy rodzą się jako jednostki," zawahał się, „a kobiety, które znałem, nie były takie jak ty."
„Ach, teraz zobaczysz Rozśmianą Księżnę!" odpowiedziałam, wstając po świecę.
Uśmiechnął się poważnie z góry na mnie.
„To była dla mnie niezwykła godzina. Sprawiłaś, że zapomniałem o czasie i sprawie. Ale teraz muszę obejrzeć twoje rzeczy i iść."
Przypomniałam mu o obietnicy pozostania na noc w Brookchase, a on rzucił tęskne spojrzenie po pokoju, ale powtórzył:
„Lepiej, żebym poszedł."Czując się skonsternowany, a zarazem umysłowo podekscytowany, wszedłem do przylegającej biblioteki, ale zimny przeciąg zgasił moją świecę. Macając drogę powrotną, z małym obrazem, zostałem zatrzymany przez scenę w dalszym pokoju. Mój gość stał z założonymi rękami i twarzą podniesioną ku portretowi babci, jakby w napiętej chwili zadawał namiętne pytanie i otrzymywał błogosławiącą odpowiedź. Gdy wszedłem, odwrócił się, aby obejrzeć Merkurego przez szkło, i po chwili rzekł:
„To niewątpliwie autentyczny Benvenuto, panno Legree. Wierzę, że twój majątek tu leży!"
„Panno Legree!" – skarciłam go, a on lekko się zarumienił, dodając: „Enid."
Przypomniałam mu, że babcia posiadała tylko oryginały, i opowiedziałam historię Fierientiego; jak został namalowany przez wielkiego Włocha dla królowej, która była matką chrzestną małej Śmiejącej się Księżnej; jak trafił do Anglii z najstarszym synem księżnej, a stamtąd do Francji z wnukiem, emigrantem z czasów Rewolucji, który był ojcem babci.
„To był jej skarb, ale to ty sam uchroniłeś nas przed fatalnym błędem" – uśmiechnęłam się do kuszącego śmiechu obrazu. „Potrzebowała kiedyś pieniędzy, prawie tak bardzo, jak..." – urwałam. W jego ostrzowym spojrzeniu zrozumienia, szybko schowanym, tkwiła dostrzeżona iskra rozpaczliwej nadziei w postaci połowy szynki i ośmiu szczap drewna. „Jak wielu ludzi" – dodałam banalnie. „Hipoteka była wymagalna i zaproponowałam sprzedaż tego obrazu, ale synowie rodziny go posiadali, a ona chciała czekać na twoje przybycie, aby twoja była decyzja. Możesz to nazwać przesadnym poczuciem lojalności staruszki, ale ja uważam to za bardzo słodkie. Sprzedała zamiast tego towarzyszący posąg Buddy, a Księżną zostawiła mnie. Teraz mogę w pewnym stopniu spełnić jej życzenie. Sprzedaj brąz i kość słoniową, Cary, ale zrób, jak chcesz, ze Śmiejącą się Księżną."
Włożyłam obraz w jego ręce, a on usiadł pod lampą, oglądając go z gorliwością znawcy. W końcu rzekł:
„Wierzę, że to oryginalny Fierienti. Czy zaufasz mi z nim, niezależnie od pokrewieństwa?"
# book_id: global-gutenberg-translation-8ef2c1c4dfeb43c7b1416389ac68e966
# book_title: Rozśmiana Księżna
# chapter_id: 1-rozsmiana-ksiezna
# chapter_title: Rozśmiana Księżna
# book_page: 12 / 16
# chapter_page: 12
# language: pl
# content_format: markdown
# reading_structure: unknown
# render_mode: prose
Czując się skonsternowany, a zarazem umysłowo podekscytowany, wszedłem do przylegającej biblioteki, ale zimny przeciąg zgasił moją świecę. Macając drogę powrotną, z małym obrazem, zostałem zatrzymany przez scenę w dalszym pokoju. Mój gość stał z założonymi rękami i twarzą podniesioną ku portretowi babci, jakby w napiętej chwili zadawał namiętne pytanie i otrzymywał błogosławiącą odpowiedź. Gdy wszedłem, odwrócił się, aby obejrzeć Merkurego przez szkło, i po chwili rzekł:
„To niewątpliwie autentyczny Benvenuto, panno Legree. Wierzę, że twój majątek tu leży!"
„Panno Legree!" – skarciłam go, a on lekko się zarumienił, dodając: „Enid."
Przypomniałam mu, że babcia posiadała tylko oryginały, i opowiedziałam historię Fierientiego; jak został namalowany przez wielkiego Włocha dla królowej, która była matką chrzestną małej Śmiejącej się Księżnej; jak trafił do Anglii z najstarszym synem księżnej, a stamtąd do Francji z wnukiem, emigrantem z czasów Rewolucji, który był ojcem babci.
„To był jej skarb, ale to ty sam uchroniłeś nas przed fatalnym błędem" – uśmiechnęłam się do kuszącego śmiechu obrazu. „Potrzebowała kiedyś pieniędzy, prawie tak bardzo, jak..." – urwałam. W jego ostrzowym spojrzeniu zrozumienia, szybko schowanym, tkwiła dostrzeżona iskra rozpaczliwej nadziei w postaci połowy szynki i ośmiu szczap drewna. „Jak wielu ludzi" – dodałam banalnie. „Hipoteka była wymagalna i zaproponowałam sprzedaż tego obrazu, ale synowie rodziny go posiadali, a ona chciała czekać na twoje przybycie, aby twoja była decyzja. Możesz to nazwać przesadnym poczuciem lojalności staruszki, ale ja uważam to za bardzo słodkie. Sprzedała zamiast tego towarzyszący posąg Buddy, a Księżną zostawiła mnie. Teraz mogę w pewnym stopniu spełnić jej życzenie. Sprzedaj brąz i kość słoniową, Cary, ale zrób, jak chcesz, ze Śmiejącą się Księżną."
Włożyłam obraz w jego ręce, a on usiadł pod lampą, oglądając go z gorliwością znawcy. W końcu rzekł:
„Wierzę, że to oryginalny Fierienti. Czy zaufasz mi z nim, niezależnie od pokrewieństwa?"Odpowiedziałam, że zaufałabym mu ze wszystkim, a on uśmiechnął się poważnie i wyjął pióro oraz książeczkę czekową. „Muszę czuć, że wierzysz, iż działam w twoim najlepszym interesie. Wyznaję, że przybyłem z zamiarem kupna obrazu. Jego historia była niejasna, jeśli chodzi o londyński pożar, a to klejnot, ale Merkurego Celliniego musi wycenić komitet. Zostawię ci zadatek, aby zabezpieczyć oba jako moją własność, a otrzymasz maksymalną wartość po ostatecznej wycenie. Możesz jednak wycofać sprzedaż w dowolnym momencie w ciągu nadchodzącego miesiąca, wysyłając telegram do banku, na który wystawiony jest ten czek."
„Pan nie..." – próbowałam powiedzieć.
„Działa pan wyłącznie na podstawie osobistej? Absolutnie nie. Pragnę posiadać te rzeczy, ale zatrzymam je do twojej dyspozycji na pewien czas."
„Więc są pana" – powiedziałam. „Wyznaję bowiem, że zamierzałam sprzedać je jutro pierwszemu kolekcjonerowi. I prawdopodobnie żałować tego potem, jak stara pani Mace i jej Romney."
On wstał, marszcząc ciemno brwi.
„Tak! Słyszała pani o tej niecnej transakcji? Cóż" – dodał tajemniczo – „może pani mieć powód, by dziękować Romneyowi starej pani Mace. Sprawiedliwość ma dziwny, niewytłumaczalny sposób rozwiązywania swoich problemów wbrew nam."
W tym momencie zegar wybił wpół do dwunastej.
„Czuję się jak Kopciuszek" – powiedziałam, z moją dłonią w mocnym uścisku, który składał w niej czek. „Nie chcę, aby pan odchodził, Cary!" – Bo coś mówiło mi, że już nie ujrzę tej dzielnej, nieuchwytnej osobowości.
„A ja zadziwiam sam siebie, że nie chcę odchodzić" – powiedział. „Ten pokój, ta godzina, pozostaną jak zapach snu. Żegnaj, Kopciuszku!"
Jego usta dotknęły mojej dłoni. Klakson samochodowy zabrzmiał ostro. Chwycił antyki i swój płaszcz; nastąpił podmuch zimnego powietrza, drzwi trzasnęły i samochód odjechał. Potem oślepiająca fala przetoczyła się przez świadomość i przez sekundę widziałam dwa płomienie lampy zamiast jednego. Złapałam się stołu i stałam bezradna, podczas gdy fakt wbijał rzecz w niechętną rozwagę, bo na mankiecie, uniesionym, aby wsunąć go w rękaw płaszcza, zobaczyłam dwie swastyki, w czerwono-złotym kolorze rzymskim.
Wtedy zrozumiałam.
# book_id: global-gutenberg-translation-8ef2c1c4dfeb43c7b1416389ac68e966
# book_title: Rozśmiana Księżna
# chapter_id: 1-rozsmiana-ksiezna
# chapter_title: Rozśmiana Księżna
# book_page: 13 / 16
# chapter_page: 13
# language: pl
# content_format: markdown
# reading_structure: unknown
# render_mode: prose
Odpowiedziałam, że zaufałabym mu ze wszystkim, a on uśmiechnął się poważnie i wyjął pióro oraz książeczkę czekową. „Muszę czuć, że wierzysz, iż działam w twoim najlepszym interesie. Wyznaję, że przybyłem z zamiarem kupna obrazu. Jego historia była niejasna, jeśli chodzi o londyński pożar, a to klejnot, ale Merkurego Celliniego musi wycenić komitet. Zostawię ci zadatek, aby zabezpieczyć oba jako moją własność, a otrzymasz maksymalną wartość po ostatecznej wycenie. Możesz jednak wycofać sprzedaż w dowolnym momencie w ciągu nadchodzącego miesiąca, wysyłając telegram do banku, na który wystawiony jest ten czek."
„Pan nie..." – próbowałam powiedzieć.
„Działa pan wyłącznie na podstawie osobistej? Absolutnie nie. Pragnę posiadać te rzeczy, ale zatrzymam je do twojej dyspozycji na pewien czas."
„Więc są pana" – powiedziałam. „Wyznaję bowiem, że zamierzałam sprzedać je jutro pierwszemu kolekcjonerowi. I prawdopodobnie żałować tego potem, jak stara pani Mace i jej Romney."
On wstał, marszcząc ciemno brwi.
„Tak! Słyszała pani o tej niecnej transakcji? Cóż" – dodał tajemniczo – „może pani mieć powód, by dziękować Romneyowi starej pani Mace. Sprawiedliwość ma dziwny, niewytłumaczalny sposób rozwiązywania swoich problemów wbrew nam."
W tym momencie zegar wybił wpół do dwunastej.
„Czuję się jak Kopciuszek" – powiedziałam, z moją dłonią w mocnym uścisku, który składał w niej czek. „Nie chcę, aby pan odchodził, Cary!" – Bo coś mówiło mi, że już nie ujrzę tej dzielnej, nieuchwytnej osobowości.
„A ja zadziwiam sam siebie, że nie chcę odchodzić" – powiedział. „Ten pokój, ta godzina, pozostaną jak zapach snu. Żegnaj, Kopciuszku!"
Jego usta dotknęły mojej dłoni. Klakson samochodowy zabrzmiał ostro. Chwycił antyki i swój płaszcz; nastąpił podmuch zimnego powietrza, drzwi trzasnęły i samochód odjechał. Potem oślepiająca fala przetoczyła się przez świadomość i przez sekundę widziałam dwa płomienie lampy zamiast jednego. Złapałam się stołu i stałam bezradna, podczas gdy fakt wbijał rzecz w niechętną rozwagę, bo na mankiecie, uniesionym, aby wsunąć go w rękaw płaszcza, zobaczyłam dwie swastyki, w czerwono-złotym kolorze rzymskim.
Wtedy zrozumiałam.Gładka, ciemna głowa, smukła dłoń, swastyki – należały do mężczyzny z sąsiedniego boksu, który podsłuchał moją rozmowę z Princem, nawet co do adresu Brookchase. Myśl, jak bezprzewodowy telegraf, brzęczała elektrycznie, składając złowrogą zagadkę, nalegając na mnie, że zostałam okradziona. Mój majątek przepadł; a jednocześnie przewrotna podświadomość szeptała: „Nie! Nie! Nie!"
Jak bohaterka melodramatu filmowego, Marta ruszyła od drzwi, z twarzą ustawioną do tragedii. Podała mi gazetę, chrapliwie mówiąc:
„Proszę spojrzeć! To nie on!"
Pierwsza strona była hojnie ozdobiona głowami oficerów Międzynarodowej Wystawy, środkowa w wielkich nagłówkach: „Cary Penwick, wiceprezes". Marta dramatycznie wskazała na ciężko-szczękową, z workowatymi oczami twarz, w pełni ilustrującą głos z telefonu. Spojrzała przez ramię bojaźliwie i wokół pokoju, zanim szepnęła:
„To on! A kim jest ten drugi?"
„Och, on odszedł" – powiedziałam histerycznie; „całkowicie odszedł i wszystko z nim!"
Marta osunęła się na najbliższe krzesło, a gazeta spadła trzepocząc na podłogę.
„Mówiłam, że obudzimy się któregoś ranka i znajdziemy zamordowani w naszych łóżkach z powodu tej Księżnej!" – zawodziła. Zaśmiałam się bezradnie; więc mimo wszystko los zakpił ze mnie jako z następczyni starej pani Mace!
Wyprostowałam zmięty skrawek papieru pod światłem i przeczytałam go mechanicznie.
„Dla Enid Legree... Czterdzieści tysięcy dolarów... Podpisano Ettère Dantrè."
Dantrè!... A Dantrè miał zakład z Penwickiem... I ktoś ślubował wystawić Fierientiego! I Dantrè wykrzyknął coś o Romneyu starej pani Mace! Co to miało znaczyć?... I ta ciężka, o ruchliwych oczach twarz w gazecie... Zerwałam się, gdy telefon znów zadzwonił, z nadzieją wzbierającą. To był głos wiceprezesa Wystawy:
„Nie mogłem wyjść dziś wieczorem, moja droga dziewczyno... Bałem się, że będziesz czuwać. Zobaczę cię rano."
Ostry kontrast jakości tego głosu wzmocnił pamięć tamtego. Podziękowałam mu i przystąpiłam do gry.
„Co byś powiedział, ile mógłby przynieść oryginalny Fierienti?" – zapytałam.
„Twoja stara kopia? Cóż, około dwustu pięćdziesięciu, skoro to ty, Enid."
„A autentyczny Merkury Celliniego?" – dodałam.
# book_id: global-gutenberg-translation-8ef2c1c4dfeb43c7b1416389ac68e966
# book_title: Rozśmiana Księżna
# chapter_id: 1-rozsmiana-ksiezna
# chapter_title: Rozśmiana Księżna
# book_page: 14 / 16
# chapter_page: 14
# language: pl
# content_format: markdown
# reading_structure: unknown
# render_mode: prose
Gładka, ciemna głowa, smukła dłoń, swastyki – należały do mężczyzny z sąsiedniego boksu, który podsłuchał moją rozmowę z Princem, nawet co do adresu Brookchase. Myśl, jak bezprzewodowy telegraf, brzęczała elektrycznie, składając złowrogą zagadkę, nalegając na mnie, że zostałam okradziona. Mój majątek przepadł; a jednocześnie przewrotna podświadomość szeptała: „Nie! Nie! Nie!"
Jak bohaterka melodramatu filmowego, Marta ruszyła od drzwi, z twarzą ustawioną do tragedii. Podała mi gazetę, chrapliwie mówiąc:
„Proszę spojrzeć! To nie on!"
Pierwsza strona była hojnie ozdobiona głowami oficerów Międzynarodowej Wystawy, środkowa w wielkich nagłówkach: „Cary Penwick, wiceprezes". Marta dramatycznie wskazała na ciężko-szczękową, z workowatymi oczami twarz, w pełni ilustrującą głos z telefonu. Spojrzała przez ramię bojaźliwie i wokół pokoju, zanim szepnęła:
„To on! A kim jest ten drugi?"
„Och, on odszedł" – powiedziałam histerycznie; „całkowicie odszedł i wszystko z nim!"
Marta osunęła się na najbliższe krzesło, a gazeta spadła trzepocząc na podłogę.
„Mówiłam, że obudzimy się któregoś ranka i znajdziemy zamordowani w naszych łóżkach z powodu tej Księżnej!" – zawodziła. Zaśmiałam się bezradnie; więc mimo wszystko los zakpił ze mnie jako z następczyni starej pani Mace!
Wyprostowałam zmięty skrawek papieru pod światłem i przeczytałam go mechanicznie.
„Dla Enid Legree... Czterdzieści tysięcy dolarów... Podpisano Ettère Dantrè."
Dantrè!... A Dantrè miał zakład z Penwickiem... I ktoś ślubował wystawić Fierientiego! I Dantrè wykrzyknął coś o Romneyu starej pani Mace! Co to miało znaczyć?... I ta ciężka, o ruchliwych oczach twarz w gazecie... Zerwałam się, gdy telefon znów zadzwonił, z nadzieją wzbierającą. To był głos wiceprezesa Wystawy:
„Nie mogłem wyjść dziś wieczorem, moja droga dziewczyno... Bałem się, że będziesz czuwać. Zobaczę cię rano."
Ostry kontrast jakości tego głosu wzmocnił pamięć tamtego. Podziękowałam mu i przystąpiłam do gry.
„Co byś powiedział, ile mógłby przynieść oryginalny Fierienti?" – zapytałam.
„Twoja stara kopia? Cóż, około dwustu pięćdziesięciu, skoro to ty, Enid."
„A autentyczny Merkury Celliniego?" – dodałam.„Cellini? Och, moja droga dziewczyno, to nonsens! Bez wątpienia jednak twoja jest ładną małą imitacją, która może przynieść ci nawet pięćdziesiąt dolarów."
Podziękowałam mu i rozłączyłam się.
„Mario" – powiedziałam bez tchu – „coś mi mówi, że jesteśmy na skraju fortuny."
Marta pokręciła głową. „Zawsze pani była, panno Enid" – powiedziała. Ale poszłam spać z poczuciem uniesienia i nieustraszoności, podszytym pamięcią głosu.
Następnego ranka o siódmej miałam Prince'a na linii.
„Czy jest pan gotów złapać pociąg o ósmej trzydzieści i zatrzymać się najpierw, aby uwolnić mnie od czeku na czterdzieści tysięcy dolarów?" – zapytałam. „Proszę się zatrzymać, zniszczy pan słuchawkę!"
W końcu ideał zastąpiony nie jest łatwo obalony. Wyznaję jednak, że miałam dzień pełen niepokoju, dopóki wiejska doręczycielka nie przyniosła mi listu. Był konsekwentnie zwięzły:
„Gdy powitałaś mnie jako innego, wiedziałem, że to jedyny sposób, aby zapewnić bezpieczeństwo twoim kosztownościom. Gdybyś mnie podejrzewała, nie zaufałabyś nieznajomemu. Twoje jest prawo wycofania sprzedaży. W przeciwnym razie czek na maksymalną wartość zostanie ci wysłany. Wybacz mi, Kopciuszku, i myśl łagodnie o
DANTRÈ."
Wycofać go?...
Gdy pobiegłam do bramy o zachodzie słońca, aby usłyszeć sequel Prince'a, było z wysokim sercem, bo czułam, że dni agentki dobiegły końca. Marta radośnie nuciła ponurą melodię w kuchni; przede mną była świetlista wizja nowego dachu, kosza naładowanego dla pani Petty i niezliczonych szczap w drewutni. Wizja zmaterializowała się, gdy Prince poważnie włożył mi w rękę książeczkę bankową. Jego środki były doraźne. Poszedł najpierw do hotelu Penwicka i zadzwonił do niego, aby powiedzieć, że jego wycena antyków panny Legree była zbyt niska; sprzedała je.
„Och, przykro mi! Mimo wszystko był krewnym" – powiedziałam z żalem.
„Proszę zostać przy czasie przeszłym" – rzekł Prince krótko. „Jego język przez telefon nie nadawał się do druku. Jest bezpieczniejszy z daleka i dałem mu to do zrozumienia."
„A—Dantrè?" – odważyłam się.
„Banki zaklinają się na to nazwisko. Dokonałaś wspaniałej transakcji, Enid—jak na kobietę."
Czy ja? Ukryłam uśmiech.
# book_id: global-gutenberg-translation-8ef2c1c4dfeb43c7b1416389ac68e966
# book_title: Rozśmiana Księżna
# chapter_id: 1-rozsmiana-ksiezna
# chapter_title: Rozśmiana Księżna
# book_page: 15 / 16
# chapter_page: 15
# language: pl
# content_format: markdown
# reading_structure: unknown
# render_mode: prose
„Cellini? Och, moja droga dziewczyno, to nonsens! Bez wątpienia jednak twoja jest ładną małą imitacją, która może przynieść ci nawet pięćdziesiąt dolarów."
Podziękowałam mu i rozłączyłam się.
„Mario" – powiedziałam bez tchu – „coś mi mówi, że jesteśmy na skraju fortuny."
Marta pokręciła głową. „Zawsze pani była, panno Enid" – powiedziała. Ale poszłam spać z poczuciem uniesienia i nieustraszoności, podszytym pamięcią głosu.
Następnego ranka o siódmej miałam Prince'a na linii.
„Czy jest pan gotów złapać pociąg o ósmej trzydzieści i zatrzymać się najpierw, aby uwolnić mnie od czeku na czterdzieści tysięcy dolarów?" – zapytałam. „Proszę się zatrzymać, zniszczy pan słuchawkę!"
W końcu ideał zastąpiony nie jest łatwo obalony. Wyznaję jednak, że miałam dzień pełen niepokoju, dopóki wiejska doręczycielka nie przyniosła mi listu. Był konsekwentnie zwięzły:
„Gdy powitałaś mnie jako innego, wiedziałem, że to jedyny sposób, aby zapewnić bezpieczeństwo twoim kosztownościom. Gdybyś mnie podejrzewała, nie zaufałabyś nieznajomemu. Twoje jest prawo wycofania sprzedaży. W przeciwnym razie czek na maksymalną wartość zostanie ci wysłany. Wybacz mi, Kopciuszku, i myśl łagodnie o
DANTRÈ."
Wycofać go?...
Gdy pobiegłam do bramy o zachodzie słońca, aby usłyszeć sequel Prince'a, było z wysokim sercem, bo czułam, że dni agentki dobiegły końca. Marta radośnie nuciła ponurą melodię w kuchni; przede mną była świetlista wizja nowego dachu, kosza naładowanego dla pani Petty i niezliczonych szczap w drewutni. Wizja zmaterializowała się, gdy Prince poważnie włożył mi w rękę książeczkę bankową. Jego środki były doraźne. Poszedł najpierw do hotelu Penwicka i zadzwonił do niego, aby powiedzieć, że jego wycena antyków panny Legree była zbyt niska; sprzedała je.
„Och, przykro mi! Mimo wszystko był krewnym" – powiedziałam z żalem.
„Proszę zostać przy czasie przeszłym" – rzekł Prince krótko. „Jego język przez telefon nie nadawał się do druku. Jest bezpieczniejszy z daleka i dałem mu to do zrozumienia."
„A—Dantrè?" – odważyłam się.
„Banki zaklinają się na to nazwisko. Dokonałaś wspaniałej transakcji, Enid—jak na kobietę."
Czy ja? Ukryłam uśmiech.„Dantrè jest jak Ryszard Burton w wędrówkach i nieomylny znawca. Kolekcjonerzy przysięgają na niego. Słyszałem dziś dziwną rzecz o tym człowieku. Wygląda na to, że Dantrè to nie jego imię. Jego ojciec był notorycznym przestępczym spekulantem i zrujnował wielu, zanim odbył karę w więzieniu; Dantrè jest równie bystry na tropie oszustów w kolekcjonerstwie, ale hańba uczyniła z niego odludka. Znów zniknął, a jego agent wystawiał dziś Fierientiego. Nie wątpię, że pojawił się z krańca ziemi tylko po to, aby wyrównać rachunki z—" Prince zawahał się. „Widzisz, Enid, zapamiętałem nazwisko kolekcjonera, który kupił Romneya starej pani Mace. Nie chciałem ci mówić. To był Cary Penwick."
Ale pamięć cofnęła się do godziny przy kominkowym ogniu i ciemnej, słuchającej twarzy na smukłej dłoni, z dwiema swastykami—
„Och, cieszę się, że to nie był Dantrè!" – szepnęłam do wiosennego zachodu słońca.
—Virginia Woodward Cloud.
# book_id: global-gutenberg-translation-8ef2c1c4dfeb43c7b1416389ac68e966
# book_title: Rozśmiana Księżna
# chapter_id: 1-rozsmiana-ksiezna
# chapter_title: Rozśmiana Księżna
# book_page: 16 / 16
# chapter_page: 16
# language: pl
# content_format: markdown
# reading_structure: unknown
# render_mode: prose
„Dantrè jest jak Ryszard Burton w wędrówkach i nieomylny znawca. Kolekcjonerzy przysięgają na niego. Słyszałem dziś dziwną rzecz o tym człowieku. Wygląda na to, że Dantrè to nie jego imię. Jego ojciec był notorycznym przestępczym spekulantem i zrujnował wielu, zanim odbył karę w więzieniu; Dantrè jest równie bystry na tropie oszustów w kolekcjonerstwie, ale hańba uczyniła z niego odludka. Znów zniknął, a jego agent wystawiał dziś Fierientiego. Nie wątpię, że pojawił się z krańca ziemi tylko po to, aby wyrównać rachunki z—" Prince zawahał się. „Widzisz, Enid, zapamiętałem nazwisko kolekcjonera, który kupił Romneya starej pani Mace. Nie chciałem ci mówić. To był Cary Penwick."
Ale pamięć cofnęła się do godziny przy kominkowym ogniu i ciemnej, słuchającej twarzy na smukłej dłoni, z dwiema swastykami—
„Och, cieszę się, że to nie był Dantrè!" – szepnęłam do wiosennego zachodu słońca.
—Virginia Woodward Cloud.
BokRobot
BokRobot brings together books and fairy tales to read and explore. Discover a growing collection, or create books and fairy tales of your own.