BokRobot 읽기판
도서
무료Cyklop
Carolyn Sherwin Bailey
버전 선택
장
Cyklop
Ulisses, bohater, miał właśnie odpłynąć do Grecji po upadku wielkiego miasta Troi. W długiej wojnie trojańskiej wędrował najdalej i wycierpiał najwięcej ze wszystkich. Był niemal ostatnim, który opuszczał te ziemie, gdyż pozostał wiele dni, aby oddać cześć Agamemnonowi, władcy wszystkich Greków. Miał przy sobie dwanaście okrętów, tych samych dwanaście, które przywiódł pod Troję, a na każdym było około pięćdziesięciu ludzi. Ale stanowili oni zaledwie połowę tych, którzy wypłynęli z nim w dawnych czasach, tak wielu dzielnych bohaterów spało teraz snem wiecznym na równinie i na brzegu morza, poległych w bitwie lub od strzał Apollina.

Najpierw Ulisses popłynął ku trackiemu wybrzeżu, gdzie on i jego ludzie napełnili okręty żywnością, wołami i dzbanami słodkiego wina. Zaledwie wypłynął ponownie, gdy zerwał się gwałtowny wiatr. Widząc gładką, piaszczystą plażę, wyciągnęli okręty na brzeg, wciągnęli je poza zasięg fal i czekali tam, aż burza minie. Trzeciego ranka pogoda była piękna, więc popłynęli dalej i podróżowali. Dziesiątego dnia przybyli do krainy, gdzie rośnie lotos – cudowny owoc, który sprawia, że ten, kto go zje, nie dba już o ojczyznę, dom ani dzieci.
Lotosojady, jak nazywano lud tej ziemi, byli ludem życzliwym. Dali owoc niektórym żeglarzom, nie chcąc wyrządzić krzywdy, myśląc, że ofiarują im najlepszy dar, jaki mogą dać. Ci mężczyźni po zjedzeniu powiedzieli, że nie będą już płynąć po morzu. Gdy mądry Ulisses to usłyszał, rozkazał innym żeglarzom związać ich i zanieść, smutno narzekających, z powrotem na okręty.
Potem, gdy wiatr ucichł, chwycili za wiosła i wiosłowali wiele dni, aż przybyli do krainy Cyklopów. Około mili od brzegu leżała wyspa, bardzo piękna i urodzajna, ale nikt na niej nie mieszkał ani nie uprawiał ziemi. Na wyspie był port, gdzie okręt mógł być bezpieczny od wszystkich wiatrów, a na końcu portu strumień spadał ze skały, otoczony szepczącymi olszami. Do tego portu okręty wpłynęły bezpiecznie i zostały wyciągnięte na plażę, a załogi spały obok nich, czekając na poranek.
Ale rankiem Ulisses, który zawsze kochał przygody i chciał wiedzieć, jacy ludzie mieszkają w każdej krainie, do której przybywał, wziął jeden ze swoich dwunastu okrętów i rozkazał żeglarzom wiosłować do lądu. Wznosiło się tam wielkie wzgórze opadające ku brzegowi, a tu i ówdzie dym unosił się z jaskiń, gdzie Cyklopi mieszkali osobno, nie utrzymując żadnych stosunków z ludźmi. Był to lud dziki i nieokrzesany, każdy rządził własnym domostwem, nie zważając na sąsiada.
Bardzo blisko brzegu znajdowała się jedna z tych jaskiń, ogromna i głęboka, z żywopłotem laurowym ukrywającym wejście i murem z surowego kamienia, ocienionym wysokimi dębami i sosnami. Ulisses wybrał dwunastu najdzielniejszych ludzi ze swojej załogi i rozkazał pozostałym zostać i strzec okrętu, podczas gdy on poszedł zobaczyć, co to za mieszkanie i kto w nim żyje. Miał miecz u boku, a na ramieniu wielki bukłak słodkiego, mocnego wina, którym mógłby zjednać sobie każdego dzikiego olbrzyma, jakiego by spotkał.
Weszli więc do jaskini i zobaczyli, że to dom jakiegoś bogatego i zręcznego pasterza. Wewnątrz były zagrody dla młodych owiec i kóz, podzielone według wieku, oraz kosze pełne serów, a wzdłuż ściany stały pełne wiadra mleka. Ale sam Cyklop był na pastwiskach. Wtedy towarzysze Ulissesa błagali go, aby odszedł, ale on nie chciał, gdyż pragnął zobaczyć, jakim gospodarzem okaże się ten dziwny pasterz. I zaprawdę, przekonał się o tym na własną szkodę!
Wieczorem wrócił Cyklop, potężny olbrzym, wysoki na dwadzieścia stóp lub więcej. Niósł na plecach wielką wiązkę sosnowych kłód na ogień i rzucił je przed jaskinią z ogromnym hukiem. Zapędził stada do środka i zamknął wejście ogromnym głazem, którego nie poruszyłoby dwadzieścia wozów ani więcej. Potem wydoił owce i kozy. Połowę mleka zsiadł na ser, a połowę odstawił, aby pić, gdy będzie głodny. W końcu rozpalił ogień z sosnowych kłód, a płomień oświetlił całą jaskinię, ukazując Ulissesa i jego towarzyszy.
„Kim jesteście?” – krzyknął Cyklop. „Jesteście kupcami czy piratami?”
„Nie jesteśmy piratami, potężny panie” – odpowiedział Ulisses. „Jesteśmy Grekami wracającymi z Troi. Prosimy cię o gościnę w imieniu Jowisza, który nagradza lub karze gospodarza według tego, czy jest gościnny, czy nie.”
„Na nic mi mówić o Jowiszu i bogach” – powiedział olbrzym. „My, Cyklopi, nie zwracamy uwagi na bogów, uważamy bowiem, że jesteśmy od nich znacznie lepsi i silniejsi.” Bez zwłoki chwycił dwóch ludzi, pożarł ich z ogromnymi łykami mleka, nie zostawiając nawet skrawka ani kości. Potem olbrzym położył się wśród swoich owiec i zasnął.

Ulisses chętnie zabiłby Cyklopa, gdy ten leżał, ale przypomniał sobie, że gdyby to uczynił, jego towarzysze zginęliby marnie. Jak mogliby przesunąć wielki głaz blokujący wejście do jaskini? Czekali więc do rana. Gdy potwór wstał, pochwycił dwóch kolejnych ludzi i zjadł ich na śniadanie. Potem poszedł na pastwiska, ale z powrotem położył wielki głaz przed wejściem do jaskini, tak jak człowiek zakłada wieko na swój kołczan ze strzałami.
Cały ten dzień mądry Ulisses myślał o tym, co najlepiej uczynić, aby ocalić siebie i swoich towarzyszy. Jego planowanie doprowadziło do tego: w jaskini leżał wielki pal, zielona belka z drzewa oliwnego tak wielka jak maszt okrętu, którą olbrzym zamierzał używać jako laski. Ulisses odłamał z niej sążeń długości, a jego towarzysze zaostrzyli ją i utwardzili w ogniu. Potem ją ukryli.
Wieczorem olbrzym wrócił, zapędził stada do jaskini, zamknął drzwi i odbył swoją okrutną ucztę jak poprzednio. Wtedy Ulisses wystąpił naprzód z bukłakiem wina w dłoni i powiedział: „Pij, Cyklopie, skoro już ucztowałeś. Pij i zobacz, jakie wyśmienite wino mieliśmy na naszym okręcie.”
Cyklop pił i był bardzo zadowolony. „Daj mi więcej” – zażądał. „Zaprawdę, to cudowny napój. My też mamy winorośle, ale nie dają one soków takich jak ten, który to musi być to, co piją bogowie.”
Wtedy Ulisses podał mu bukłak ponownie, a on z niego pił. Trzy razy podał mu go i trzy razy olbrzym pił, nie wiedząc, jak na niego zadziała. W końcu Cyklop zapadł w głęboki sen. Ulisses powiedział swoim ludziom, aby nabrali odwagi, gdyż nadszedł czas ich ocalenia.
Włożyli oliwny pal w ogień, aż ten, choć zielony, był gotów buchnąć płomieniem, i wbili go w oko potwora – miał bowiem tylko jedno oko, umieszczone pośrodku wielkiego czoła – i oślepili go.
Wtedy Cyklop zerwał się i wyrwał pal ze swojego oka, krzycząc tak głośno, że wszyscy Cyklopi mieszkający na zboczu góry usłyszeli go i zeszli, tłocząc się wokół wejścia do jego jaskini. Cyklop odtoczył wielki głaz od drzwi i wyszedł między innych olbrzymów, wyciągając ręce, aby spróbować zebrać swoje owce. Ulisses zastanawiał się, jak on i jego ludzie mogą uciec.
W końcu wpadł na dobry plan. Cyklop zapędził barany do jaskini wraz z innymi owcami, a były one ogromne i silne. Ulisses przywiązał swoich towarzyszy pod baranami, używając wiklinowych gałązek z posłania olbrzyma. Był tam jeden potężny baran, znacznie większy od wszystkich innych, i do niego Ulisses się przyczepił, trzymając się mocno runa obiema rękami. Tak czekali w głębi jaskini na poranek.
Gdy nastał ranek, barany wypadły na pastwisko, a olbrzym siedział przy wejściu, macając grzbiet każdego, kto przechodził, ale nigdy nie dotykając ludzi przywiązanych pod spodem. Z nimi Ulisses uciekł.
Gdy byli poza zasięgiem olbrzyma, Ulisses puścił barana, a potem odwiązał swoich towarzyszy. Pospieszyli do swojego okrętu, wsiedli nań i uderzyli wiosłami w morze, wiosłując z całej siły, aby uciec z tej przeklętej ziemi. Ale gdy odbili około stu jardów, Cyklop ich usłyszał. Odłamał szczyt wielkiego wzgórza – ogromną skałę – i cisnął ją w stronę odgłosu wioseł. Upadła tuż przed dziobem okrętu i wepchnęła go z powrotem na brzeg. Ale Ulisses chwycił długi pal obiema rękami i odepchnął okręt od lądu, a potem rozkazał towarzyszom wiosłować cicho, kiwając głową, bo był zbyt mądry, aby mówić, by Cyklop nie wiedział, gdzie są. Potem wiosłowali z całej siły.
Oddalili się dwa razy dalej niż poprzednio, gdy duma Ulissesa wzięła górę i nie mógł już milczeć. Wstał w łodzi i zawołał: „Słuchaj, Cyklopie! Jeśli ktoś zapyta, kto zniszczył twoją złowrogą potęgę, powiedz, że to wojownik Ulisses, który mieszka na Itace.”

Olbrzym usłyszał go i wzniósł ręce do Neptuna, boga morza i ojca Cyklopów. „Usłysz mnie, Neptunie, jeśli jestem twoim synem, a ty moim ojcem. Niech ten Ulisses nigdy nie dotrze do domu. A jeśli Przeznaczenie postanowiło, że dotrze, niech przybędzie sam, ze wszystkimi towarzyszami straconymi.”
Gdy Cyklop skończył tę niegodziwą modlitwę, cisnął kolejną ogromną skałę, która niemal uderzyła w koniec steru, ale chybiła o włos. Tak Ulisses uciekł, a z nim wszyscy jego towarzysze. Przybyli na wyspę dzikich kóz, gdzie zastali resztę swoich ludzi, którzy czekali na nich długo, obawiając się, że zginęli. I popłynęli do domu w triumfie do Grecji.

BokRobot
BokRobot brings together books and fairy tales to read and explore. Discover a growing collection, or create books and fairy tales of your own.