Peter Christen AsbjørnsenZACZAROWANY MŁYN

Wydanie do czytania BokRobot

Książki

Za darmo

ZACZAROWANY MŁYN

Peter Christen Asbjørnsen

1 kapitler · 1 166 ord
Uruchomiono: 2026-08-10 13:26BokRobot · Strona 1 / 4

Dawno, dawno temu żył sobie człowiek, który miał młyn nad wodospadem, a w młynie mieszkał krasnoludek. Czy człowiek ten, jak to jest w zwyczaju w większości miejsc, dawał krasnoludkowi kaszę i piwo na Boże Narodzenie, aby ten pomagał w mieleniu zboża, tego nie mogę powiedzieć, ale nie sądzę, żeby to robił, bo za każdym razem, gdy puszczał wodę na koło młyńskie, krasnoludek chwytał wrzeciono i zatrzymywał młyn, tak że nie mógł przemleć nawet worka zboża.

Człowiek dobrze wiedział, że to wszystko sprawka krasnoludka, i w końcu pewnego wieczoru, gdy wszedł do młyna, wziął garnek pełen smoły i dziegciu i rozpalił pod nim ogień. I cóż! Gdy puścił wodę na koło, kręciło się ono przez chwilę, ale wkrótce potem stanęło jak wryte. Więc obracał, i kręcił, i opierał ramię na szczycie koła, ale wszystko na nic.

Ilustracja do ZACZAROWANY MŁYN

Tymczasem garnek ze smołą już się zagotował, a wtedy otworzył klapę w podłodze, która wychodziła na drabinę prowadzącą w dół do koła, i czy nie zobaczył krasnoludka stojącego na szczeblach drabiny z rozdziawioną gębą, a rozwierał ją tak szeroko, że usta wypełniły cały otwór klapy.

„Czy widziałeś kiedy tak szerokie usta?" — zapytał krasnoludek.

Ale człowiek był zręczny ze smołą. Chwycił garnek i cisnął go, smołę i wszystko, w rozdziawioną gębę.

„Czy czułeś kiedy tak gorącą smołę?"

Wtedy krasnoludek puścił koło i zawył oraz wył przeraźliwie. Od tamtej pory nie widziano, aby kiedykolwiek zatrzymał koło w tym młynie, i tam mielili w spokoju.

*

Tak! Anders słyszał podobną historię, tylko że chodziło w niej o wodnego konia, nie o krasnoludka. Krasnoludki, jak twierdził, nigdy nie wyrządzały ludziom wielkiej szkody, chyba że leniwym służącym i próżniaczym parobkom, ale konie wodne były złośliwe i nienawidziły ludzi. Poza tym krasnoludki nienawidziły wody, nie mogły znieść przejścia przez płynący strumień; jakże więc mogłyby mieszkać we młynie? Nie, to był koń wodny, i tak mu jego babcia powiedziała.

Potem, po chwili przerwy, ciągnął dalej: „Ale znam inną historię o młynie, w którym straszyło, i opowiem ją, jeśli chcecie."

Zamieniliśmy się w słuch, a Anders zaczął:—

ZACZAROWANY MŁYN.

BokRobot · Strona 2 / 4

„Tę historię również słyszałem od mojej babci, która znała niezliczone opowieści, a co więcej, w nie wierzyła. Ten młyn nie był w naszych stronach, był gdzieś w głąbi kraju; ale gdziekolwiek był, na północ od Gór, czy na południe od Gór, nie był pewny. Nikt nie mógł przemleć w nim ziarna przez wiele tygodni z rzędu, gdy coś przychodziło i go nawiedzało. Ale najgorsze było to, że oprócz straszenia, trolle, czy cokolwiek to było, zabrały się do palenia młyna. Dwa razy z rzędu w wigilię Zielonych Świątek zapalał się i spalał doszczętnie.

Otóż trzeciego roku, gdy Zielone Świątki się zbliżały, człowiek miał w swoim domu przy młynie krawca, który szył odświętne ubranie dla młynarza.

„Zastanawiam się teraz," powiedział człowiek w wigilię Zielonych Świątek, „czy młyn spali się także w te Zielone Świątki?"

„Nie, nie spali się," powiedział krawiec. „Dlaczego miałby się spalić? Daj mi klucze: będę pilnował młyna."

Człowiek uznał to za odważne, a gdy wieczór się zbliżał, dał krawcowi klucze i zaprowadził go do młyna. Młyn był pusty, rozumiecie, bo był świeżo odbudowany, więc krawiec usiadł na środku podłogi, wyjął kredę i narysował wokół siebie wielkie koło, a na zewnątrz kręgu, wokół całego, napisał Modlitwę Pańską, a gdy to zrobił, nie bał się—nie, nawet gdyby sam Diabeł przyszedł.

Ilustracja do ZACZAROWANY MŁYN

Tak więc o północy drzwi otworzyły się z hukiem, a do środka wpadł taki rój czarnych kotów, że nie sposób ich było zliczyć, były gęste jak mrówki. Nie minęło wiele czasu, a postawiły wielki garnek na palenisku i rozpaliły pod nim ogień, i garnek zaczął wrzeć i bulgotać, a co do zupy, to była zupełnie jak smoła i dziegieć.

„Ha! ha!"—pomyślał krawiec—„taka wasza gra, prawda!"

I ledwo to pomyślał, a jeden z kotów wsunął łapę pod garnek i próbował go przewrócić.

„Łapy precz, kiciu," powiedział krawiec, „spalisz sobie wąsy."

„Słuchajcie krawca, który mówi do mnie »Łapy precz, kiciu«," powiedział kot do innych kotów, i w mgnieniu oka wszystkie uciekły od paleniska i zaczęły tańczyć i skakać wokół kręgu; a potem nagle ten sam kot podkradł się do paleniska i próbował przewrócić garnek.

„Łapy precz, kiciu, spalisz sobie wąsy," krzyknął znowu krawiec i znów spłoszył je od paleniska.

BokRobot · Strona 3 / 4

„Słuchajcie krawca, który mówi »Łapy precz, kiciu«," powiedział kot do innych, i znowu wszystkie zaczęły tańczyć i skakać wokół kręgu, a potem nagle znów pobiegły do garnka, próbując go przewrócić.

„Łapy precz, kiciu, spalisz sobie wąsy," wrzasnął krawiec po raz trzeci, i tym razem tak je przestraszył, że potoczyły się koziołki po podłodze, i zaczęły tańczyć i skakać jak poprzednio.

Potem zamknęły krąg i tańczyły coraz szybciej: tak szybko w końcu, że krawcowi zakręciło się w głowie, a one patrzyły na niego wielkimi, brzydkimi oczami, jakby chciały go połknąć żywcem.

Właśnie gdy tańczyły najszybciej, ten sam kot, który tak często próbował przewrócić garnek, wsunął łapę w krąg, jakby chciał zadrapać krawca. Ale gdy tylko krawiec to zobaczył, wyciągnął nóż z pochwy i trzymał go w pogotowiu; wtedy właśnie kot znów wsunął łapę, i w mgnieniu oka krawiec odciął ją, a potem, hop! wszystkie koty czmychnęły tak szybko, jak tylko mogły, z wrzaskiem i miauczeniem, prosto za drzwi.

Ale krawiec położył się w swoim kręgu i spał, aż słońce jasno zaświeciło na podłogę. Potem wstał, zamknął młyn na klucz i poszedł do domu młynarza.

Gdy tam dotarł, zarówno młynarz, jak i jego żona wciąż leżeli w łóżku, bo jak wiecie, był to poranek niedzieli Zielonych Świątek.

„Dzień dobry," powiedział krawiec, podchodząc do łóżka i wyciągając rękę do młynarza.

„Dzień dobry," powiedział młynarz, który był i rad, i zdziwiony, widząc krawca całego i zdrowego, musicie wiedzieć.

„Dzień dobry, matko!" powiedział krawiec i wyciągnął rękę do żony.

„Dzień dobry," powiedziała ona; ale wyglądała tak blado i zmartwienie; a co do jej ręki, schowała ją pod kołdrę; ale w końcu wystawiła lewą. Wtedy krawiec zobaczył jasno, jak rzeczy stoją, ale co powiedział mężczyźnie, a co zrobiono żonie, nigdy nie słyszałem."

*

BokRobot · Strona 4 / 4

„Ale ja ci mogę powiedzieć, Anders," wtrąciłem: „została spalona jako czarownica, i, czy wiesz, w Szkocji mamy tę samą historię; tylko że znamy jej zakończenie. Próbowano na niej Buta, aż jej stopy zostały zmiażdżone, a Panna Mortona ściskała ją, aż jej żebra pękły, a jej palce dopasowywano do śrub kciukowych, aż zamieniły się w galaretę. Wszystko po to, aby przyznała, że jest czarownicą, a w końcu, gdy się przyznała, została spalona w Edynburgu, w czasach króla Jakuba Szóstego, a z nią siedem innych starych wiedźm."

Odkleiwszy usta Andersa, nie zamierzałem pozwolić mu przestać, więc opowiedziałem historię Whittingtona i jego kota, a nawet sprawiłem, że Anders i dziewczęta zrozumieli ogromne znaczenie Lorda Burmistrza Londynu.

Gdy Anders i dziewczęta przeżegnali się i pobłogosławili raz po raz na tę cudowną historię, Anders powiedział,—

„Niech nas Bóg wspomaga, nie mamy w Norwegii Lordów Burmistrzów; szeryf jest dla nas wystarczająco dobry, a i tak sprawia nam czasem dość kłopotu; ale mamy historię, której zakończenie jest podobne do waszej historii o Lordzie Burmistrzu jak dwie krople wody, i oto ona, tylko że nazywamy ją

Ilustracja do ZACZAROWANY MŁYN
BokRobot

BokRobot

BokRobot brings together books and fairy tales to read and explore. Discover a growing collection, or create books and fairy tales of your own.

More books you might like