Wydanie do czytania BokRobot
Książki
Za darmoButy z bawolej skóry
The Boots of Buffalo-Leather
Jacob Grimm and Wilhelm Grimm
Dostosuj



Był sobie raz żołnierz, który niczego się nie bał i nigdy się o nic nie martwił. Kiedy otrzymał dymisję z wojska, nie nauczył się żadnego rzemiosła i nie miał sposobu na zarobienie pieniędzy, więc podróżował po świecie i żebrał o jedzenie od życzliwych ludzi.
Miał na plecach stary nieprzemakalny płaszcz i parę butów do jazdy konnej z bawolej skóry, które mu jeszcze zostały. Pewnego dnia szedł prosto przez otwartą okolicę, nie wiedząc, dokąd zmierza, aż w końcu dotarł do lasu.
Nie wiedział, gdzie się znajduje, ale zobaczył mężczyznę siedzącego na pniu ściętego drzewa. Mężczyzna był dobrze ubrany i nosił zielony płaszcz myśliwski.
Żołnierz uścisnął mu dłoń, usiadł obok niego na trawie i wyciągnął nogi. „Widzę, że masz dobre buty, ładnie wypastowane” – powiedział do myśliwego. „Ale gdybyś musiał podróżować tak jak ja, długo by nie wytrzymały.”
Spójrz na moje – są z bawolej skóry i długo noszone, ale mogę w nich przejść przez gęste i rzadkie. Po chwili żołnierz wstał i powiedział: „Nie mogę dłużej zostać; głód mnie pogania.”
Ale, Bracie Jasnych Butów, dokąd prowadzi ta droga? „Sam nie wiem,” odpowiedział myśliwy. „Zbłądziłem w lesie.” „W takim razie jesteś w takiej samej sytuacji jak ja,” rzekł żołnierz. „Ptaki z tego samego stada gromadzą się razem.”
– Zostańmy razem i znajdźmy drogę. – Myśliwy uśmiechnął się lekko, a oni szli dalej, aż zapadła noc. – Nie wydostajemy się z lasu – powiedział żołnierz – ale tam w oddali widzę światło. To pomoże nam zdobyć coś do jedzenia.
Znaleźli kamienny dom i zapukali do drzwi. Otworzyła im stara kobieta. – Szukamy miejsca na nocleg – powiedział żołnierz – i czegoś na zapełnienie brzuchów, bo mój jest pusty jak stary plecak. – Nie możecie tu zostać – odpowiedziała staruszka.
"To jest dom zbójców. Lepiej uciekaj, zanim wrócą, bo inaczej zginiesz." "Aż tak źle nie będzie" – odpowiedział żołnierz. "Nie jadłem nic od dwóch dni, a czy zginę tutaj, czy umrę z głodu w lesie, to dla mnie wszystko jedno."
Wchodzę. Myśliwy nie chciał iść za nim, ale żołnierz wciągnął go za rękaw. „Chodź, drogi bracie, tak szybko nie zginiemy!” Stara kobieta zlitowała się nad nimi i powiedziała: „Wejdźcie tutaj za piec, a jeśli zbójcy coś zostawią, dam wam potajemnie, gdy zasną.” Ledwie zdążyli wejść w kąt, gdy wpadło dwunastu zbójców, usiedli przy zastawionym stole i głośno zażądali jedzenia.
Stara kobieta wniosła duże półmiski pieczonego mięsa, a zbójnicy zajadali się nim do syta. Gdy zapach jedzenia dotarł do nosa żołnierza, powiedział do myśliwego: „Nie mogę już dłużej wytrzymać.
Usiądę przy stole i będę jadł z nimi.” „Ściągniesz na nas zgubę” – powiedział myśliwy i przytrzymał go za ramię. Ale żołnierz zaczął głośno kaszleć.
Gdy zbójnicy to usłyszeli, porzucili noże i widelce, zerwali się i odkryli tych dwóch za piecem. „Aha, panowie, jesteście w kącie?” – zawołali. „Co tu robicie? Czy przysłano was jako szpiegów?
„Poczekaj chwilę, a nauczysz się, jak latać na suchym konarze.” „Ale bądź grzeczny” – powiedział żołnierz. – „Jestem głodny. Daj mi coś do jedzenia, a potem rób ze mną, co chcesz.” Zbójcy byli zdumieni, a herszt powiedział: „Widzę, że się nie boisz.
No cóż, dostaniesz jedzenie, ale potem musisz umrzeć.” „Zobaczymy” – powiedział żołnierz, usiadł przy stole i dzielnie zabrał się do pieczeni.
„Bracie Jasne Buty, chodź i jedz” – zawołał do myśliwego.
"Musisz być tak samo głodny jak ja, a w domu nie dostaniesz lepszego pieczonego mięsa." Ale myśliwy nie chciał jeść. Zbójcy spojrzeli na żołnierza ze zdumieniem i powiedzieli: "Ten łajdak nie używa żadnych ceregieli." Po chwili żołnierz rzekł: "Mam już dość jedzenia.
Teraz daj mi coś dobrego do picia." Kapitan był w nastroju, by mu w tym dogodzić, i zawołał do starej kobiety: "Przynieś butelkę z piwnicy i upewnij się, że to najlepsza." Żołnierz głośno wyciągnął korek, po czym podszedł z butelką do myśliwego i powiedział: "Uważaj, bracie, a zobaczysz coś, co cię zaskoczy.
Teraz wzniosę toast za zdrowie całego klanu. " Pomachał butelką nad głowami zbójców i krzyknął: "Niech żyjecie długo, ale z otwartymi ustami i podniesionymi prawymi rękami!
" Po czym pociągnął solidny łyk.
Ledwie padły te słowa, zbójcy siedzieli nieruchomo jakby z kamienia, z otwartymi ustami i wyciągniętymi w górę prawymi rękami. Myśliwy rzekł do żołnierza: "Widzę, że znasz sztuczki innego rodzaju.
Ale teraz chodź, wracajmy do domu. " "Och, mój drogi bracie, to byłoby odejście o wiele za wcześnie. Pokonaliśmy wroga i musimy najpierw wziąć łup.
Ci ludzie siedzą nieruchomo i otwierają usta ze zdumienia, ale nie będą mogli się ruszyć, dopóki im nie pozwolę.
Chodźcie, jedzcie i pijcie. " Stara kobieta musiała przynieść kolejną但elkę najlepszego wina, a żołnierz nie ruszył się, dopóki nie zjadł do syta na trzy dni. W końcu, gdy nastał dzień, powiedział: "Teraz czas zwinąć namioty.
Aby skrócić nasz marsz, stara kobieta pokaże nam najkrótszą drogę do miasta. Gdy przybyli do miasta, poszedł do swoich starych towarzyszy i powiedział: „W lesie znalazłem gniazdo pełne wisielców.”
Chodź ze mną, zabierzemy je. Żołnierz poprowadził ich i rzekł do myśliwego: «Musisz wrócić ze mną, aby zobaczyć, jak się trzęsą, gdy złapiemy ich za nogi». Ustawił ludzi wokół zbójców, po czym wziął butelkę, wypił łyk, pomachał nią nad nimi i zawołał: «Ożyjcie!» Natychmiast zbójcy odzyskali władzę w ruchach, ale zostali powaleni i związani ręce i nogi linami.
Następnie żołnierz kazał wrzucić ich do wozu jak worki i powiedział: „Teraz zawieźcie ich prosto do więzienia”. Myśliwy jednak wziął jednego z mężczyzn na bok i dał mu kolejne zlecenie. „Bracie Jasne-Buty” – rzekł żołnierz – „bezpiecznie pokonaliśmy wroga i zostaliśmy dobrze nakarmieni.
Teraz będziemy iść cicho za nimi jak maruderzy”. Gdy zbliżali się do miasta, żołnierz ujrzał tłum ludzi wylewający się przez bramę, wznoszący głośne okrzyki radości i machający zielonymi gałęziami w powietrzu. Potem zobaczył całą gwardię królewską nadjeżdżającą.
"Co to może znaczyć?" – powiedział do myśliwego. "Nie wiesz?" – odpowiedział myśliwy. "Król był z dala od swojego królestwa przez długi czas, a dziś wraca. Wszyscy idą go powitać." "Ale gdzie jest król?" – zapytał żołnierz.
"Nie widzę go." "Oto on" – odpowiedział myśliwy. "Ja jestem królem i ogłosiłem swoje przybycie." Następnie otworzył swój płaszcz myśliwski, a jego królewskie szaty stały się widoczne. Żołnierz przestraszył się i upadł na kolana, błagając króla o przebaczenie za to, że w swojej nieświadomości traktował go jak równego sobie i nazywał go takim imieniem.
Ale król uścisnął mu dłoń i rzekł: „Jesteś dzielnym żołnierzem i ocaliłeś mi życie. Nigdy więcej nie będziesz cierpiał niedostatku. Zaopiekuję się tobą. A jeśli kiedykolwiek zechcesz zjeść kawałek pieczeni tak dobrej, jak ta w domu zbójców, przyjdź do królewskiej kuchni.
Lecz jeśli chcesz wznieść toast, musisz najpierw poprosić mnie o pozwolenie.”

BokRobot
BokRobot brings together books and fairy tales to read and explore. Discover a growing collection, or create books and fairy tales of your own.