Wydanie do czytania BokRobot
Książki
Za darmoHistoria o Pięknej Złotowłosej
The Story Of Pretty Goldilocks
Andrew Lang
Dostosuj
Dawno, dawno temu żyła sobie księżniczka, która była najpiękniejszą istotą na świecie. A ponieważ była tak piękna, a jej włosy były jak najczystsze złoto i falowały oraz wiły się prawie do ziemi, nazywano ją Piękną Złotowłosą. Zawsze nosiła koronę z kwiatów, a jej suknie były haftowane diamentami i perłami, i każdy, kto ją zobaczył, zakochiwał się w niej.
Otóż jednym z jej sąsiadów był młody król, który nie był żonaty. Był bardzo bogaty i przystojny, a gdy usłyszał wszystko, co mówiono o Pięknej Złotowłosej, choć nigdy jej nie widział, zakochał się w niej tak głęboko, że nie mógł ani jeść, ani pić.
Postanowił więc wysłać ambasadora, aby poprosił ją o rękę. Kazał zrobić dla swojego ambasadora wspaniałą karetę i dał mu ponad sto koni i stu służących, i powiedział mu, aby koniecznie przywiózł księżniczkę z powrotem.
Po jego wyjeździe na dworze nie mówiono o niczym innym, a król był tak pewien, że księżniczka odpowie „tak”, że kazał swoim ludziom pracować nad pięknymi sukniami i wspaniałymi meblami, aby wszystko było gotowe, gdy przyjedzie.
Tymczasem ambasador przybył do pałacu księżniczki i przekazał swoją krótką wiadomość. Ale czy tego dnia była akurat w złym humorze, czy komplement jej nie przypadł do gustu – nie wiadomo. Odpowiedziała tylko, że jest bardzo zobowiązana królowi, ale nie ma ochoty wychodzić za mąż.
Ambasador smutno wyruszył w drogę powrotną, przywożąc wszystkie prezenty króla z powrotem. Księżniczka była zbyt dobrze wychowana, aby przyjąć perły i diamenty, skoro nie przyjęła króla, więc zatrzymała tylko dwadzieścia pięć angielskich szpilek, aby nie sprawić mu przykrości.

Gdy ambasador dotarł do miasta, gdzie król czekał niecierpliwie, wszyscy byli bardzo niezadowoleni z niego, że nie przywiózł księżniczki, a król płakał jak dziecko i nikt nie mógł go pocieszyć.
Na dworze był młody człowiek, który był mądrzejszy i przystojniejszy niż ktokolwiek inny. Nazywano go Czarującym i wszyscy go kochali, z wyjątkiem kilku zazdrosnych ludzi, którzy byli źli, że jest ulubieńcem króla i zna wszystkie tajemnice państwowe.
Pewnego dnia zdarzyło mu się być wśród ludzi, którzy rozmawiali o powrocie ambasadora i mówili, że jego wizyta u księżniczki niewiele pomogła, gdy Czarujący pochopnie powiedział:
„Gdyby król wysłał mnie do księżniczki Złotowłosej, jestem pewien, że wróciłaby ze mną.”
Jego wrogowie natychmiast poszli do króla i powiedzieli:
„Nie uwierzy pan, władco, co Czarujący ma czelność mówić – że gdyby to jego wysłano do księżniczki Złotowłosej, na pewno wróciłaby z nim. Wydaje mu się, że jest o wiele przystojniejszy od pana i że księżniczka zakochałaby się w nim i poszłaby za nim dobrowolnie.”
Król bardzo się rozgniewał, gdy to usłyszał.
„Ha, ha!” – powiedział. „On się śmieje z mojego nieszczęścia i uważa się za bardziej czarującego ode mnie? Idźcie i zamknijcie go w mojej wielkiej wieży, niech umrze z głodu.”
Tak więc strażnicy króla poszli po Czarującego, który nie myślał już o swojej pochopnej mowie, i bardzo okrutnie zabrali go do więzienia. Biedny więzień miał tylko trochę słomy za posłanie, i gdyby nie mały strumyk wody, który przepływał przez wieżę, umarłby z pragnienia.
Pewnego dnia, gdy był w rozpaczy, powiedział do siebie:
„Jak obraziłem króla? Jestem jego najwierniejszym poddanym i niczego przeciwko niemu nie zrobiłem.”
Król akurat przechodził obok wieży i rozpoznał głos swojego dawnego ulubieńca. Zatrzymał się, aby posłuchać, mimo że wrogowie Czarującego próbowali go przekonać, aby nie miał już nic wspólnego ze zdrajcą. Ale król powiedział:
„Bądźcie cicho, chcę usłyszeć, co mówi.”
Potem otworzył drzwi wieży i zawołał Czarującego, który wyszedł bardzo smutny i ucałował rękę króla, mówiąc:
„Co zrobiłem, władco, aby zasłużyć na takie okrutne traktowanie?”
„Wyśmiałeś mnie i mojego ambasadora” – powiedział król – „i powiedziałeś, że gdybym wysłał ciebie po księżniczkę Złotowłosą, na pewno byś ją przywiózł.”
„To prawda, władco” – odpowiedział Czarujący. „Przedstawiłbym panu taki obraz i opisał pańskie zalety w taki sposób, że jestem pewien, iż księżniczka uznałaby pana za nieodpartego. Ale nie widzę w tym nic, co mogłoby pana rozgniewać.”
Król, gdy tak pomyślał, również nie widział powodu do gniewu i zaczął bardzo groźnie marszczyć brwi na dworzan, którzy oczernili jego ulubieńca.
Zabrał więc Czarującego z powrotem do pałacu, a gdy upewnił się, że ten zjadł bardzo dobrą kolację, powiedział do niego:
„Wiesz, że kocham Piękną Złotowłosą tak samo jak zawsze. Jej odmowa nie zmieniła moich uczuć. Ale nie wiem, jak sprawić, by zmieniła zdanie.
Naprawdę chciałbym wysłać ciebie, abyś zobaczył, czy uda ci się ją przekonać, by za mnie wyszła.”
Czarujący odpowiedział, że jest całkowicie gotów jechać i wyruszy już następnego dnia.
„Ale musisz poczekać, aż przygotuję dla ciebie wspaniałą eskortę” – powiedział król. Ale Czarujący powiedział, że chce tylko dobrego konia do jazdy, a król, który był zachwycony, że jest gotów wyruszyć tak szybko, dał mu listy do księżniczki i życzył mu szczęścia.
Wyruszył w poniedziałek rano, zupełnie sam, myśląc tylko o tym, jak przekonać księżniczkę Złotowłosą, aby poślubiła króla.

Miał w kieszeni notes i ilekroć przyszedł mu do głowy jakiś szczęśliwy pomysł, zsiadał z konia i siadał pod drzewami, aby zapisać go w mowie, którą przygotowywał dla księżniczki, zanim zapomni.
Pewnego dnia, gdy wyruszył o najwcześniejszym świcie i jechał przez wielką łąkę, nagle wpadł na wspaniały pomysł i, zeskakując z konia, usiadł pod wierzbą rosnącą nad małą rzeką.
Gdy to zapisał, rozglądał się wokół, zadowolony, że znalazł się w tak ładnym miejscu, gdy nagle zobaczył wielkiego złotego karpia leżącego na trawie, dyszącego i wyczerpanego.
Skacząc za małymi muchami, wyrzuciła się wysoko na brzeg, gdzie leżała, aż była prawie martwa. Czarujący poczuł nad nią litość i chociaż nie mógł powstrzymać myśli, że byłaby bardzo smaczna na obiad, podniósł ją delikatnie i włożył z powrotem do wody.
Gdy tylko Pani Karp poczuła orzeźwiający chłód wody, radośnie opadła na dno rzeki. Potem, podpływając do brzegu dość śmiało, powiedziała:
„Dziękuję ci, Czarujący, za dobroć, jaką mi okazałeś. Ocaliłeś mi życie. Kiedyś ci się odwdzięczę.” Z tymi słowami zanurzyła się z powrotem w wodzie, zostawiając Czarującego bardzo zdziwionego jej uprzejmością.
Innego dnia, gdy podróżował dalej, zobaczył kruka w wielkiej niedoli. Biednego ptaka zaciekle gonił orzeł, który wkrótce by go pożarł, gdyby Czarujący szybko nie nałożył strzały na łuk i nie zastrzelił orła. Kruk usiadł na drzewie bardzo radośnie.
„Czarujący” – powiedział – „to było bardzo szlachetne z twojej strony, że uratowałeś biednego kruka. Nie jestem niewdzięczny. Kiedyś ci się odwdzięczę.”
Czarujący pomyślał, że to bardzo miło ze strony kruka, że tak powiedział, i ruszył w dalszą drogę.
Zanim wzeszło słońce, znalazł się w gęstym lesie, gdzie było zbyt ciemno, aby widzieć ścieżkę, i tam usłyszał sowę wołającą, jakby była w rozpaczy.
„Słuchajcie!” – powiedział. „To musi być sowa w wielkich tarapatach. Jestem pewien, że wpadła w sidła.” I zaczął szukać wokół, i wkrótce znalazł wielką sieć, którą ptasznicy zastawili poprzedniej nocy.
„Co za szkoda, że ludzie nie robią nic innego, tylko dręczą i prześladują biedne stworzenia, które nie wyrządzają im żadnej krzywdy!” – powiedział.
I wyjął nóż i przeciął sznury sieci. Sowa odfrunęła w ciemność, ale potem, zawracając jednym machnięciem skrzydeł, wróciła do Czarującego i powiedziała:
„Nie trzeba wielu słów, aby powiedzieć, jak wielką przysługę mi oddałeś. Zostałam złapana. Za kilka minut byliby tu ptasznicy. Bez twojej pomocy zostałabym zabita. Jestem wdzięczna i kiedyś ci się odwdzięczę.”
Te trzy przygody były jedynymi ważnymi, które przydarzyły się Czarującemu w podróży, i spieszył się, jak tylko mógł, aby dotrzeć do pałacu księżniczki Złotowłosej.
Gdy przybył, pomyślał, że wszystko, co widzi, jest urocze i wspaniałe. Diamenty były tak liczne jak kamyki, a złoto i srebro, piękne suknie, słodycze i cudowne rzeczy, które były wszędzie, wprawiły go w podziw.
Pomyślał sobie: „Jeśli księżniczka zgodzi się zostawić to wszystko i pójść ze mną, aby poślubić króla, może uważać się za szczęściarza!”
Potem ubrał się starannie w bogaty brokat, ze szkarłatnymi i białymi piórami, i przerzucił przez ramię wspaniały haftowany szal. Wyglądając tak wesoło i wdzięcznie, jak to tylko możliwe, stanął w drzwiach pałacu, niosąc w ramionach malutkiego ładnego pieska, którego kupił po drodze.
Strażnicy oddali mu honory, a posłaniec został wysłany do księżniczki, aby oznajmić przybycie Czarującego jako ambasadora jej sąsiada, króla.

„Czarujący” – powiedziała księżniczka. „To imię brzmi obiecująco. Nie wątpię, że jest przystojny i oczarowuje wszystkich.”
„Rzeczywiście tak jest, pani” – powiedziały chórem wszystkie jej druhny. „Widziałyśmy go z okna na poddaszu, gdzie przędłyśmy len, i nie mogłyśmy robić nic innego, tylko patrzeć na niego, dopóki był w zasięgu wzroku.”
„No cóż, doprawdy” – powiedziała księżniczka. „Więc tak się zabawiacie, prawda? Patrząc na obcych przez okno! Prędko podajcie mi moją niebieską atłasową haftowaną suknię i rozczeszcie moje złote włosy. Niech ktoś zrobi mi świeże wieńce z kwiatów, podajcie mi moje buty na wysokim obcasie i wachlarz. Powiedzcie im, żeby zamietli moją wielką salę i mój tron, bo chcę, żeby wszyscy mówili, że jestem naprawdę „Piękną Złotowłosą”.”
Możecie sobie wyobrazić, jak wszystkie jej służki biegały w tę i z powrotem, aby przygotować księżniczkę, i jak w pośpiechu zderzały się głowami i przeszkadzały sobie nawzajem, aż myślała, że nigdy nie skończą.
Jednak w końcu zaprowadziły ją do galerii luster, aby mogła się upewnić, że niczego nie brakuje w jej wyglądzie.
Potem weszła na swój tron ze złota, hebanu i kości słoniowej, podczas gdy jej damy wzięły gitary i zaczęły cicho śpiewać.
Potem wprowadzono Czarującego, a on był tak zdumiony i pełen podziwu, że początkowo nie mógł powiedzieć ani słowa. Ale wkrótce nabrał odwagi i wygłosił swoją mowę, kończąc odważnie prośbą, aby księżniczka oszczędziła mu rozczarowania powrotem bez niej.
„Panie Czarujący” – odpowiedziała – „wszystkie powody, które pan podał, są bardzo dobre i zapewniam pana, że sprawiłoby mi więcej przyjemności zadowolenie pana niż kogokolwiek innego. Ale musi pan wiedzieć, że miesiąc temu, gdy spacerowałam nad rzeką z moimi damami, zdjęłam rękawiczkę i wtedy pierścionek, który nosiłam, zsunął mi się z palca i potoczył do wody.
Ponieważ ceniłam go bardziej niż swoje królestwo, może pan sobie wyobrazić, jak bardzo byłam zmartwiona jego utratą. Przysięgłam sobie, że nie wysłucham żadnej propozycji małżeństwa, dopóki ambasador nie przyniesie mi z powrotem mojego pierścionka.
Więc teraz wie pan, czego się ode pana oczekuje, ponieważ nawet gdyby pan mówił przez piętnaście dni i piętnaście nocy, nie zmieniłby pan mojego zdania.”
Czarujący był bardzo zaskoczony tą odpowiedzią, ale skłonił się nisko księżniczce i poprosił, aby przyjęła haftowany szal i małego pieska, którego przywiózł. Ale ona odpowiedziała, że nie chce żadnych prezentów i że ma pamiętać o tym, co właśnie mu powiedziała. Gdy wrócił do swojego mieszkania, poszedł spać bez jedzenia, a jego mały piesek, który nazywał się Figlik, też nie mógł jeść, tylko przyszedł i położył się przy nim. Całą noc Czarujący wzdychał i rozpaczał.
„Jak mam znaleźć pierścionek, który wpadł do rzeki miesiąc temu?” – powiedział. „Nie ma sensu próbować. Księżniczka musiała mi to powiedzieć celowo, wiedząc, że to niemożliwe.” I znowu westchnął.
Figlik usłyszał go i powiedział:
„Mój drogi panie, nie rozpaczaj. Los może się odmienić. Jesteś zbyt dobry, aby nie być szczęśliwym. Chodźmy nad rzekę, jak tylko się rozwidni.”
Ale Czarujący tylko poklepał go dwa razy i nic nie powiedział, i bardzo szybko zasnął.
O pierwszym brzasku dnia Figlik zaczął skakać, a gdy obudził Czarującego, wyszli razem, najpierw do ogrodu, a potem na brzeg rzeki, gdzie wędrowali w górę i w dół.

Czarujący myślał smutno o tym, że musi wracać bez powodzenia, gdy usłyszał, jak ktoś woła: „Czarujący, Czarujący!” Rozejrzał się wokół i pomyślał, że musi śnić, bo nikogo nie widział. Potem poszedł dalej, a głos zawołał znowu: „Czarujący, Czarujący!”
„Kto mnie woła?” – powiedział. Figlik, który był bardzo mały i mógł dokładnie przyjrzeć się wodzie, krzyknął: „Widzę złotego karpia nadpływającego.” I rzeczywiście, to był wielki karp, który powiedział do Czarującego:
„Ocaliłeś mi życie na łące pod wierzbą i obiecałam, że ci się odwdzięczę. Weź to. To pierścionek księżniczki Złotowłosej.” Czarujący wziął pierścionek z pyska Pani Karp, dziękując jej tysiąc razy.
On i mały Figlik poszli prosto do pałacu, gdzie ktoś powiedział księżniczce, że prosi o audiencję.
„Ach! Biedaczysko,” – powiedziała. „Musiał przyjść się pożegnać, skoro uznał, że nie może spełnić mojej prośby.”
Wszedł więc Czarujący, który wręczył jej pierścionek i powiedział:
„Pani, spełniłem twoje polecenie. Czy zechcesz teraz poślubić mojego pana?” Gdy księżniczka zobaczyła, że jej pierścionek wrócił do niej nietknięty, była tak zdumiona, że pomyślała, iż musi śnić.
„Doprawdy, Czarujący,” – powiedziała – „musisz być ulubieńcem jakiejś wróżki, bo inaczej nigdy byś go nie znalazł.”
„Pani,” – odpowiedział – „pomogła mi tylko moja chęć spełnienia twoich życzeń.”
„Skoro jesteś tak uprzejmy,” – powiedziała – „może zechcesz wyświadczyć mi jeszcze jedną przysługę, bo dopóki tego nie zrobisz, nigdy nie wyjdę za mąż. Niedaleko stąd jest książę imieniem Galifron, który kiedyś chciał się ze mną ożenić.
Ale kiedy odmówiłam, wykrzyczał pod moim adresem najstraszniejsze groźby i przysiągł, że spustoszy moje królestwo. Ale co mogłam zrobić? Nie mogłam poślubić przerażającego olbrzyma wysokiego jak wieża, który pożera ludzi jak małpa zjada kasztany i który mówi tak głośno, że każdy, kto musi go słuchać, całkiem głuchnie.
Mimo to nie przestaje mnie nękać i zabijać moich poddanych. Więc zanim będę mogła wysłuchać twojej propozycji, musisz go zabić i przynieść mi jego głowę.”
Czarujący był dość zaniepokojony tym poleceniem, ale odpowiedział:
„Dobrze, księżniczko, będę walczył z tym Galifronem. Wierzę, że mnie zabije, ale w każdym razie umrę w twojej obronie.”
Wtedy księżniczka przestraszyła się i powiedziała wszystko, co mogła wymyślić, aby powstrzymać Czarującego od walki z olbrzymem, ale to nic nie pomogło. Wyszedł, aby odpowiednio się uzbroić, a potem, zabierając ze sobą małego Figlika, wsiadł na konia i wyruszył do krainy Galifrona.
Każdy, kogo spotkał, mówił mu, jakim strasznym olbrzymem jest Galifron i że nikt nie śmie się do niego zbliżyć. Im więcej słyszał, tym bardziej się bał. Figlik próbował go dodać otuchy, mówiąc: „Podczas gdy ty będziesz walczył z olbrzymem, drogi panie, ja pójdę i ugryzę go w pięty, a gdy się schyli, żeby na mnie popatrzeć, ty będziesz mógł go zabić.”
Czarujący pochwalił plan swojego pieska, ale wiedział, że ta pomoc niewiele zdziała.
W końcu zbliżył się do zamku olbrzyma i z przerażeniem zobaczył, że każda ścieżka prowadząca do niego była usłana kośćmi. Po chwili zobaczył nadchodzącego Galifrona.
Jego głowa była wyższa niż najwyższe drzewa i śpiewał strasznym głosem:
„Przyprowadźcie swoje chłopców i dziewczynki, Proszę, nie czekajcie, by kręcić ich loczki, Bo zjem ich tak wiele, tak mnóstwo ich zjem, Że nie będę wiedział, czy mają je w ogóle.”
Wtedy Czarujący zaśpiewał tak głośno, jak tylko mógł, na tę samą melodię:

„Wyjdź, by zmierzyć się z dzielnym Czarującym, Który nie jest tobą wcale przerażony; Choć nie jest zbyt wysoki, to jednak wystarczy, Byś runął na ziemię.”
Rymy nie były zbyt dobre, ale widzicie, ułożył je tak szybko, że to cud, że nie były gorsze, zwłaszcza że cały czas był straszliwie przerażony. Gdy Galifron usłyszał te słowa, rozejrzał się wokół i zobaczył Czarującego stojącego z mieczem w dłoni.
To strasznie rozgniewało olbrzyma i wymierzył w Czarującego cios swoją ogromną żelazną maczugą, który z pewnością by go zabił, gdyby go dosięgła. Ale w tej chwili kruk usiadł na głowie olbrzyma i, dziobiąc go mocnym dziobem i bijąc wielkimi skrzydłami, tak go oszołomił i oślepił, że wszystkie jego ciosy padały bezskutecznie w powietrze.
Czarujący rzucił się i zadał mu kilka ciosów swoim ostrym mieczem, tak że olbrzym runął na ziemię. Potem Czarujący odciął mu głowę, zanim ten zdążył cokolwiek zauważyć. Kruk z pobliskiego drzewa zakrakał:
„Widzisz, nie zapomniałem dobrego uczynku, który mi wyświadczyłeś, zabijając orła. Dziś myślę, że dotrzymałem obietnicy, że ci się odwdzięczę.”
„Doprawdy, to ja jestem ci bardziej wdzięczny, niż ty kiedykolwiek mnie,” – odpowiedział Czarujący.
Potem wsiadł na konia i odjechał z głową Galifrona.
Gdy dotarł do miasta, ludzie biegli za nim tłumnie, krzycząc: „Oto dzielny Czarujący, który zabił olbrzyma!” I ich okrzyki dotarły do uszu księżniczki, ale nie śmiała zapytać, co się dzieje, bo bała się, że usłyszy, że Czarujący został zabity.
Ale bardzo szybko przybył do pałacu z głową olbrzyma, która wciąż ją przerażała, choć nie mogła już jej wyrządzić żadnej krzywdy.
„Księżniczko,” – powiedział Czarujący – „zabiłem twojego wroga. Mam nadzieję, że teraz zgodzisz się poślubić króla, mojego pana.”
„Ojej! Nie,” – powiedziała księżniczka. „Nie, dopóki nie przyniesiesz mi wody z Mrocznej Jaskini. Niedaleko stąd jest głęboka grota. Wejścia strzegą dwa smoki o ognistych oczach, które nie przepuszczą nikogo.
Gdy wejdziesz do groty, znajdziesz ogromną dziurę, do której musisz zejść, a jest ona pełna ropuch i węży.
Na dnie tej dziury jest jeszcze jedna mała grota, w której tryska Źródło Zdrowia i Urody.
To właśnie tej wody koniecznie potrzebuję. Wszystko, czego dotknie, staje się cudowne. Piękne rzeczy zawsze pozostaną piękne, a brzydkie staną się śliczne. Jeśli ktoś jest młody, nigdy się nie starzeje, a jeśli ktoś jest stary, staje się młody.
Widzisz, Czarujący, nie mogłabym opuścić mojego królestwa bez zabrania ze sobą tej wody.”
„Księżniczko,” – powiedział – „ty przynajmniej nigdy nie będziesz potrzebować tej wody. Ale ja jestem nieszczęsnym ambasadorem, którego śmierci pragniesz. Dokąd mnie poślesz, pójdę, choć wiem, że nigdy nie wrócę.”
A ponieważ księżniczka Złotowłosa nie dawała żadnych oznak zmiany zdania, wyruszył ze swoim małym pieskiem do Mrocznej Jaskini. Wszyscy, których spotykał po drodze, mówili:
„Co za szkoda, że tak przystojny młody człowiek tak lekkomyślnie marnuje swoje życie! Idzie do jaskini sam, choć gdyby miał ze sobą stu ludzi, i tak nie mógłby odnieść sukcesu. Dlaczego księżniczka żąda rzeczy niemożliwych?” Czarujący nic nie mówił, ale był bardzo smutny.
Gdy był blisko szczytu wzgórza, zsiadł z konia, aby pozwolić mu się paść, podczas gdy Figlik zabawiał się gonieniem much. Czarujący wiedział, że nie może być daleko od Mrocznej Jaskini, i rozglądając się, zobaczył czarną, ohydną skałę, z której wydobywał się gęsty dym, a za chwilę jeden ze smoków z ogniem buchającym z pyska i oczu.
Jego ciało było żółto-zielone, pazury szkarłatne, a ogon tak długi, że leżał w stu splotach.

Figlik tak się przestraszył na ten widok, że nie wiedział, gdzie się ukryć.
Czarujący, całkowicie zdecydowany zdobyć wodę albo zginąć, dobył miecza, a biorąc kryształową buteleczkę, którą Piękna Złotowłosa dała mu do napełnienia, powiedział do Figlika:
„Czuję, że nigdy nie wrócę z tej wyprawy. Gdy umrę, idź do księżniczki i powiedz jej, że jej polecenie kosztowało mnie życie. Potem znajdź króla, mojego pana, i opowiedz mu o wszystkich moich przygodach.”
Gdy to mówił, usłyszał głos wołający: „Czarujący, Czarujący!”
„Kto mnie woła?” – powiedział. Wtedy zobaczył sowę siedzącą w dziupli drzewa, która powiedziała do niego:
„Ocaliłeś mi życie, gdy byłam złapana w sieć. Teraz mogę ci się odwdzięczyć. Zaufaj mi buteleczkę, bo znam wszystkie drogi Mrocznej Jaskini i mogę ją napełnić ze Źródła Urody.” Czarujący był tylko zbyt szczęśliwy, mogąc dać jej buteleczkę. Ona wfrunęła do groty, niezauważona przez smoka, i po pewnym czasie wróciła z buteleczką napełnioną po brzegi iskrzącą się wodą. Czarujący podziękował jej z całego serca i radośnie pospieszył z powrotem do miasta.
Poszedł prosto do pałacu i wręczył buteleczkę księżniczce, która nie miała już żadnych zastrzeżeń. Podziękowała więc Czarującemu i zarządziła przygotowania do swojego wyjazdu. Wkrótce wyruszyli razem.
Księżniczka uznała Czarującego za tak miłego towarzysza, że czasami mówiła do niego: „Dlaczego nie zostaliśmy tam, gdzie byliśmy? Mogłabym uczynić cię królem i bylibyśmy tacy szczęśliwi!”
Lecz Charming odpowiedział tylko: „Nie mógłbym uczynić niczego, co tak bardzo zasmuciłoby mojego pana, nawet dla królestwa ani dla ciebie, choć uważam, że jesteś piękna jak słońce”.
W końcu dotarli do wielkiego miasta Króla. Wyszedł on naprzeciw Księżniczki, przynosząc wspaniałe podarunki. Ślub odbył się z wielką radością. Ale Złotowłoska tak bardzo kochała Charminga, że nie mogła być szczęśliwa, gdy nie był on przy niej, i zawsze wychwalała go pod niebiosa.
„Gdyby nie Charming”, powiedziała do Króla, „nigdy bym tu nie przybyła. Powinieneś być mu bardzo wdzięczny, ponieważ dokonał rzeczy niemożliwych i zdobył dla mnie wodę ze Źródła Piękności. Dzięki temu nigdy się nie zestarzeję i z roku na rok będę coraz ładniejsza”.
Wtedy wrogowie Charminga powiedzieli Królowi: „To dziw, że nie jesteś zazdrosny. Królowa uważa, że nie ma na świecie nikogo takiego jak Charming. Jakby ktokolwiek, kogo byś wysłał, nie mógł dokonać tyle samo!”
„To prawda, teraz, gdy o tym myślę”, powiedział Król. „Niech zostanie zakuty w kajdany na rękach i nogach i wtrącony do wieży”.
Tak więc zabrali Charminga i jako nagrodę za wierną służbę Królowi zamknięto go w wieży, gdzie widywał tylko strażnika, który codziennie przynosił mu kawałek czarnego chleba i dzban wody. Jednak mały Figlik przychodził go pocieszać i opowiadał mu wszystkie nowiny.

Gdy Piękna Złotowłoska usłyszała, co się stało, rzuciła się do stóp Króla i błagała go, by uwolnił Charminga. Ale im bardziej płakała, tym bardziej był zły. W końcu zobaczyła, że dalsze mówienie jest daremne, ale bardzo ją to zasmuciło.
Wtedy Król wpadł na pomysł, że może nie jest dość przystojny, aby zadowolić Księżniczkę Złotowłoskę, i postanowił umyć twarz wodą ze Źródła Piękności, która znajdowała się w kolbie na półce w pokoju Księżniczki, gdzie ją umieściła, aby często na nią patrzeć.
Otóż zdarzyło się, że jedna z dam Księżniczki, goniąc pająka, strąciła kolbę z półki i stłukła ją, a każda kropla wody została rozlana. Nie wiedząc, co robić, pospiesznie zamiotła odłamki kryształu, a potem przypomniała sobie, że w pokoju Króla widziała kolbę dokładnie tego samego kształtu, również wypełnioną musującą wodą.
Tak więc, nie mówiąc ani słowa, przyniosła ją i postawiła na półce Królowej.
Otóż woda w tej kolbie była używana w królestwie do pozbywania się osób sprawiających kłopoty. Zamiast ścinać im głowy w zwykły sposób, myto im twarze tą wodą, a oni natychmiast zapadali w sen i już nigdy się nie budzili. Gdy więc Król, myśląc o poprawieniu swojej urody, wziął kolbę i skropił sobie twarz wodą, on zapadł w sen i nikt nie mógł go obudzić.
Figlik pierwszy usłyszał tę nowinę i pobiegł powiedzieć Charmingowi, który wysłał go, aby błagał Księżniczkę, by nie zapominała o biednym więźniu. Cały pałac był w zamieszaniu z powodu śmierci Króla, ale malutki Figlik przedarł się przez tłum do boku Księżniczki i powiedział:
„Pani, nie zapominaj o biednym Charmingu”.
Wtedy przypomniała sobie wszystko, co dla niej uczynił, i nie mówiąc nikomu ani słowa, poszła prosto do wieży i własnymi rękami zdjęła kajdany Charminga. Potem, wkładając mu na głowę złotą koronę, a na ramiona królewski płaszcz, powiedziała:
„Chodź, wierny Charmingu, czynię cię królem i biorę cię za męża”.
Charming, znów wolny i szczęśliwy, padł do jej stóp i podziękował jej za życzliwe słowa.
Wszyscy byli zachwyceni, że to on ma być królem, a ślub, który odbył się natychmiast, był najpiękniejszy, jaki można sobie wyobrazić. I Książę Charming oraz Księżniczka Złotowłoska żyli długo i szczęśliwie.

BokRobot
BokRobot brings together books and fairy tales to read and explore. Discover a growing collection, or create books and fairy tales of your own.