Wydanie do czytania BokRobot
Książki
Za darmoHistoria o Alim Koledze
Andrew Lang
Dostosuj
Za panowania Haruna al-Raszyda mieszkał w Bagdadzie kupiec imieniem Ali Koldża, który, nie mając ani żony, ani dziecka, zadowalał się skromnymi zyskami ze swego handlu. Kilka lat spędził całkiem szczęśliwie w domu odziedziczonym po ojcu, gdy przez trzy noce z rzędu śniło mu się, że ukazał mu się starzec i wyrzucał mu, że zaniedbał obowiązek dobrego muzułmanina, odkładając tak długo pielgrzymkę do Mekki.
Ali Koldża był bardzo zaniepokojony tym snem, nie chciał bowiem porzucić sklepu i stracić wszystkich klientów. Przez pewien czas zamykał oczy na konieczność odbycia tej pielgrzymki i starał się zadośćuczynić sumieniu dodatkową liczbą dobrych uczynków, ale sen wydał mu się bezpośrednim ostrzeżeniem, więc postanowił nie odkładać już tej podróży.
Pierwszą rzeczą, jaką zrobił, była sprzedaż mebli i towarów, które miał w sklepie, zachowując tylko takie rzeczy, którymi mógłby handlować w drodze. Sklep również sprzedał i łatwo znalazł najemcę na swój prywatny dom. Jedyną sprawą, której nie mógł zadowalająco załatwić, było bezpieczne przechowanie tysiąca sztuk złota, które chciał zostawić.

Po namyśle Ali Koldża wpadł na plan, który wydawał się bezpieczny. Wziął duży dzban, włożył pieniądze na dno, a resztę napełnił oliwkami. Zakorkowawszy szczelnie dzban, zaniósł go jednemu ze swoich przyjaciół, kupcowi, takiemu jak on sam, i rzekł do niego:
„Bracie mój, zapewne słyszałeś, że za kilka dni wyruszam z karawaną do Mekki. Przyszedłem zapytać, czy wyświadczysz mi przysługę i przechowasz ten dzban oliwek, dopóki nie wrócę?”
Kupiec odpowiedział chętnie: „Słuchaj, to jest klucz do mojego sklepu: weź go i postaw dzban, gdzie chcesz. Obiecuję, że zastaniesz go w tym samym miejscu po swoim powrocie.”
Kilka dni później Ali Koldża wsiadł na wielbłąda, którego objuczył towarem, dołączył do karawany i przybył w odpowiednim czasie do Mekki. Podobnie jak inni pielgrzymi odwiedził święty meczet, a gdy wypełnił wszystkie obowiązki religijne, wystawił swoje towary jak najlepiej, mając nadzieję na zdobycie klientów wśród przechodniów.
Wkrótce dwóch kupców zatrzymało się przed stosem i gdy go obejrzeli, jeden rzekł do drugiego: „Gdyby ten człowiek był mądry, zawiózłby te rzeczy do Kairu, gdzie dostałby o wiele lepszą cenę niż tutaj.”
Ali Koldża usłyszał te słowa i nie tracąc czasu, poszedł za radą. Spakował towary i zamiast wracać do Bagdadu, dołączył do karawany jadącej do Kairu. Wyniki podróży uradowały jego serce. Sprzedał prawie wszystko od razu i kupił zapas egipskich osobliwości, które zamierzał sprzedać w Damaszku; ale ponieważ karawana, z którą miał podróżować, nie miała wyruszyć przez kolejne sześć tygodni, skorzystał z opóźnienia, aby zwiedzić piramidy i niektóre miasta nad brzegami Nilu.
Atrakcje Damaszku tak zafascynowały zacnego Alego, że ledwo się od nich oderwał, ale w końcu przypomniał sobie, że ma dom w Bagdadzie, zamierzając wracać przez Aleppo, a po przekroczeniu Eufratu podążać biegiem Tygrysu.
Gdy jednak dotarł do Mosulu, Ali zaprzyjaźnił się tak bardzo z pewnymi perskimi kupcami, że namówili go, aby towarzyszył im do ich ojczyzny, a nawet aż do Indii; i tak się stało, że siedem lat minęło od czasu, gdy opuścił Bagdad, a przez cały ten czas przyjaciel, któremu zostawił dzban oliwek, ani razu o nim ani o nim nie pomyślał. Właściwie dopiero na miesiąc przed faktycznym powrotem Alego Koldży sprawa ta przyszła mu do głowy, a to za sprawą uwagi jego żony, która pewnego dnia powiedziała, że minęło dużo czasu, odkąd jadła oliwki, i chciałaby trochę.
„To mi przypomina” – powiedział mąż – „że zanim Ali Koldża poszedł do Mekki siedem lat temu, zostawił pod moją opieką dzban oliwek. Ale naprawdę, tym razem już na pewno nie żyje, i nie ma powodu, żebyśmy nie mogli zjeść oliwek, jeśli mamy ochotę. Daj mi światło, a pójdę je przynieść i zobaczyć, jak smakują.”
„Mężu mój” – odpowiedziała żona – „strzeż się, proszę, popełnienia czegoś tak podłego! Nawet jeśli minęło siedem lat bez wieści o Alim Koldży, to wcale nie musi oznaczać, że nie żyje, i może wrócić każdego dnia. Jakże haniebnie byłoby musieć przyznać, że zdradziłeś zaufanie i złamałeś pieczęć dzbana! Nie zwracaj uwagi na moje próżne słowa, naprawdę nie mam już ochoty na oliwki. A prawdopodobnie po takim czasie i tak już nie są dobre. Mam przeczucie, że Ali Koldża wróci, i co on o tobie pomyśli? Zaniechaj tego, błagam.”
Kupiec jednak nie chciał słuchać jej rady, choć była rozsądna. Wziął światło i miskę i poszedł do swojego sklepu. „Jeśli będziesz tak uparty” – powiedziała żona – „nie mogę temu zaradzić; ale nie obwiniaj mnie, jeśli źle się to skończy.”
Gdy kupiec otworzył dzban, zobaczył, że wierzchnie oliwki są zepsute, i aby sprawdzić, czy te pod spodem są w lepszym stanie, wysypał kilka do miski. Gdy wypadły, wypadło też kilka sztuk złota. Widok pieniędzy rozbudził w kupcu całą chciwość. Zajrzał do dzbana i zobaczył, że całe dno jest wypełnione złotem. Następnie włożył z powrotem oliwki i wrócił do żony.
„Moja żono” – powiedział wchodząc do pokoju – „miałaś całkowitą rację; oliwki są zepsute, a ja zakorkowałem dzban tak dobrze, że Ali Koldża nigdy się nie dowie, że był dotykany.”
„Lepiej byś zrobił, wierząc mi” – odpowiedziała żona. „Mam nadzieję, że nie wyniknie z tego żadna szkoda.”
Te słowa nie zrobiły na kupcu większego wrażenia niż poprzednie; i spędził całą noc, zastanawiając się, jak mógłby zatrzymać złoto, gdyby Ali Koldża wrócił i upomniał się o swój dzban. Bardzo wcześnie następnego ranka wyszedł i kupił świeże, nowe oliwki; następnie wyrzucił stare, wyjął złoto i ukrył je, a dzban napełnił kupionymi oliwkami. To uczyniwszy, zakorkował dzban i postawił go w tym samym miejscu, gdzie zostawił go Ali Koldża.
Miesiąc później Ali Koldża wrócił do Bagdadu, a ponieważ jego dom był nadal wynajęty, zatrzymał się w gospodzie; a następnego dnia udał się do swojego przyjaciela kupca, który przyjął go z otwartymi ramionami i wieloma wyrazami zdziwienia. Po kilku chwilach pytań Ali Koldża poprosił kupca, aby oddał mu dzban, który tak długo trzymał pod opieką.
„Oczywiście” – powiedział – „cieszę się tylko, że mogłem ci się w tej sprawie przydać. Oto klucz do mojego sklepu; znajdziesz dzban w miejscu, gdzie go postawiłeś.”
Ali Koldża przyniósł swój dzban i zaniósł go do swojego pokoju w gospodzie, gdzie go otworzył.

Wsunął rękę, ale nie wyczuł żadnych pieniędzy, ale wciąż był przekonany, że muszą tam być. Więc wyjął z podróżnego ekwipunku kilka talerzy i naczyń i wysypał oliwki. Na próżno. Złota tam nie było. Biedny człowiek oniemiał z przerażenia, a potem, wznosząc ręce, zawołał: „Czy mój stary przyjaciel naprawdę mógł popełnić taką zbrodnię?”
W wielkim pośpiechu wrócił do domu kupca. „Mój przyjacielu” – zawołał – „zdziwisz się, widząc mnie znowu, ale nie mogę znaleźć w tym dzbanie tysiąca sztuk złota, które umieściłem na dnie pod oliwkami. Być może wziąłeś je jako pożyczkę na potrzeby swojego interesu; jeśli tak, jesteś mile widziany. Poproszę cię tylko o pokwitowanie, a pieniądze możesz mi spłacić w dogodnym dla siebie czasie.”
Kupiec, który spodziewał się czegoś podobnego, miał gotową odpowiedź. „Ali Koldżo” – powiedział – „kiedy przyniosłeś mi dzban oliwek, czy ja go w ogóle dotknąłem? Dałem ci klucz do mojego sklepu i sam postawiłeś go, gdzie chciałeś, i czy nie znalazłeś go dokładnie w tym samym miejscu i w tym samym stanie? Jeśli umieściłeś w nim złoto, to na pewno nadal tam jest. Ja nic o tym nie wiem; mówiłeś mi tylko o oliwkach. Możesz mi wierzyć lub nie, ale nie dotknąłem dzbana.”
Ali Koldża wciąż próbował wszelkich sposobów, aby nakłonić kupca do przyznania się do prawdy. „Kocham pokój” – powiedział – „i głęboko żałowałbym, gdybym musiał uciekać się do surowych środków. Jeszcze raz pomyśl o swojej reputacji. Będę w rozpaczy, jeśli zmusisz mnie do wezwania pomocy prawa.”
„Ali Koldżo” – odpowiedział kupiec – „przyznajesz, że to był dzban oliwek, który oddałeś pod moją opiekę. Sam go przyniosłeś i sam zabrałeś, a teraz mówisz mi, że zawierał tysiąc sztuk złota i że muszę ci je zwrócić! Czy wspominałeś o nich wcześniej? Nawet nie wiedziałem, że w dzbanie są oliwki! Nigdy mi ich nie pokazałeś. Dziwię się, że nie zażądałeś pereł lub diamentów. Odejdź, proszę, żeby tłum nie zebrał się przed moim sklepem.”
W tym czasie nie tylko przypadkowi przechodnie, ale także okoliczni kupcy stali wokół, słuchając sporu i co chwila próbując załagodzić sprawy między nimi. Ale po ostatnich słowach kupca Ali Koldża postanowił przedstawić im powód kłótni i opowiedział im całą historię. Wysłuchali go do końca i zapytali kupca, co ma do powiedzenia.
Oskarżony przyznał, że trzymał dzban Alego Koldży w swoim sklepie; ale zaprzeczył, jakoby go dotknął, i przysiągł, że co do jego zawartości wie tylko to, co powiedział mu Ali Koldża, i wezwał ich wszystkich na świadków zniewagi, jaka mu została wyrządzona.
„Sam sobie to sprowadziłeś” – powiedział Ali Koldża, chwytając go za ramię – „a skoro odwołujesz się do prawa, to będziesz miał prawo! Zobaczymy, czy odważysz się powtórzyć swoją historię przed kadim.”
Jako dobry muzułmanin kupiec nie mógł odmówić tego wyboru sędziego, więc przyjął próbę i rzekł do Alego Koldży: „Dobrze; nie chciałbym niczego lepszego. Wkrótce zobaczymy, który z nas ma rację.”
Tak więc obaj mężczyźni stawili się przed kadim, a Ali Koldża ponownie powtórzył swoją opowieść. Kadi zapytał, jakich ma świadków. Ali Koldża odpowiedział, że nie przedsięwziął tego środka ostrożności, ponieważ uważał tego człowieka za przyjaciela i do tej pory zawsze uważał go za uczciwego.
Kupiec natomiast trzymał się swojej wersji i ofiarował się uroczyście przysiąc, że nie tylko nigdy nie ukradł tysiąca sztuk złota, ale nawet nie wiedział, że one tam są. Kadi pozwolił mu złożyć przysięgę i uznał go za niewinnego.
Ali Koldża, wściekły, że musi ponieść taką stratę, protestował przeciwko wyrokowi, oświadczając, że odwoła się do samego kalifa Haruna al-Raszyda. Ale kadi nie zwracał uwagi na jego groźby i był całkowicie przekonany, że postąpił słusznie.
Po wydaniu wyroku kupiec wrócił do domu triumfujący, a Ali Koldża udał się do gospody, aby sporządzić petycję do kalifa. Następnego ranka ustawił się na drodze, którą kalif musiał przechodzić po południowej modlitwie, i wyciągnął petycję do urzędnika idącego przed kalifem, którego obowiązkiem było zbieranie takich rzeczy, a po wejściu do pałacu przekazywanie ich swemu panu. Tam Harun al-Raszyd studiował je uważnie.
Znając ten zwyczaj, Ali Koldża podążył za kalifem do publicznej sali pałacu i czekał na wynik. Po pewnym czasie pojawił się urzędnik i powiedział mu, że kalif przeczytał jego petycję i wyznaczył godzinę następnego ranka na udzielenie mu audiencji. Następnie zapytał o adres kupca, aby można było wezwać go również.
Tego wieczoru kalif wraz ze swoim wielkim wezyrem Giafarem i Mesrurem, szefem eunuchów, wszyscy trzej przebrani, jak to mieli w zwyczaju, wyszli na spacer po mieście.
Idąc jedną ulicą, uwagę kalifa przyciągnął hałas, a zaglądając przez drzwi, które wychodziły na dziedziniec, zobaczył dziesięcioro lub dwanaścioro dzieci bawiących się w świetle księżyca. Ukrył się w ciemnym kącie i obserwował je.
„Pobawmy się w kadiego” – powiedziało najbystrzejsze i najszybsze z nich – „ja będę kadim. Przyprowadźcie przede mnie Alego Koldżę i kupca, który okradł go z tysiąca sztuk złota.”

Słowa chłopca przywołały kalifowi na myśl petycję, którą przeczytał tego ranka, i z zainteresowaniem czekał, co zrobią dzieci.
Propozycja została przyjęta z radością przez inne dzieci, które słyszały wiele rozmów na ten temat, i szybko ustaliły, jaką rolę każde ma odegrać. Kadi zasiadł uroczyście, a urzędnik wprowadził najpierw Alego Koldżę, powoda, a potem kupca, który był pozwanym.
Ali Koldża złożył niski ukłon i przedstawiał swoją sprawę punkt po punkcie; kończąc błaganiem kadiego, aby nie skazywał go na tak wielką stratę.
Kadi, wysłuchawszy jego sprawy, zwrócił się do kupca i zapytał, dlaczego nie zwrócił Alemu Koldży wspomnianej sumy.
Fałszywy kupiec powtórzył powody, jakie prawdziwy kupiec podał kadiemu Bagdadu, a także ofiarował się przysiąc, że mówił prawdę.
„Zaczekaj chwilę!” – powiedział mały kadi – „zanim przejdziemy do przysiąg, chciałbym obejrzeć dzban z oliwkami. Ali Koldżo” – dodał – „czy masz przy sobie dzban?” A gdy okazało się, że nie, kadi ciągnął dalej: „Idź i przynieś go, i połóż przede mną.”
Więc Ali Koldża zniknął na chwilę, a potem udał, że składa dzban u stóp kadiego, oświadczając, że to jego dzban, który oddał oskarżonemu pod opiekę; a żeby wszystko było dokładne, kadi zapytał kupca, czy rozpoznaje ten sam dzban. Milczeniem kupiec przyznał ten fakt, a kadi następnie nakazał otworzyć dzban. Ali Koldża wykonał ruch, jakby zdejmował pokrywę, a mały kadi ze swojej strony udał, że zagląda do dzbana.
„Co za piękne oliwki!” – powiedział – „chciałbym skosztować jednej” i udając, że wkłada jedną do ust, dodał: „są naprawdę wyśmienite!
„Ale” – ciągnął dalej – „wydaje mi się dziwne, że oliwki siedmioletnie mogą być tak dobre! Poślijcie po handlarzy oliwkami i posłuchajmy, co powiedzą!”
Przedstawiono mu dwoje dzieci jako handlarzy oliwkami, a kadi zwrócił się do nich. „Powiedzcie mi” – rzekł – „jak długo oliwki można przechowywać, żeby były smaczne?”
„Panie mój” – odpowiedzieli kupcy – „jakkolwiek by się o nie dbało, nigdy nie wytrzymują dłużej niż trzy lata. Tracą i smak, i kolor, i nadają się tylko do wyrzucenia.”
„Jeśli tak jest” – odpowiedział mały kadi – „obejrzyjcie ten dzban i powiedzcie mi, jak długo oliwki w nim leżą.”
Handlarze oliwkami udali, że oglądają oliwki i ich smakują; następnie zameldowali kadiemu, że są świeże i dobre.
„Mylicie się” – powiedział – „Ali Koldża twierdzi, że umieścił je w tym dzbanie siedem lat temu.”
„Panie mój” – odpowiedzieli handlarze oliwkami – „zapewniamy cię, że te oliwki są z bieżącego roku. A jeśli zapytasz wszystkich kupców w Bagdadzie, nie znajdziesz ani jednego, który powiedziałby inaczej.”
Oskarżony kupiec otworzył usta, jakby chciał zaprotestować, ale kadi nie dał mu czasu. „Milcz” – powiedział – „jesteś złodziejem. Zabierzcie go i powieście.” Tak skończyła się gra, dzieci klaszcząc w dłonie z uznaniem i prowadząc przestępcę na powieszenie.
Harun al-Raszyd był zdumiony mądrością dziecka, które wydało tak mądry wyrok w sprawie, którą sam miał wysłuchać nazajutrz. „Czy możliwy jest inny wyrok?” – zapytał wielkiego wezyra, który był równie pod wrażeniem jak on. „Nie wyobrażam sobie lepszego orzeczenia.”
„Jeśli okoliczności są rzeczywiście takie, jak słyszeliśmy” – odpowiedział wielki wezyr – „wydaje mi się, że Wasza Wysokość mogłaby tylko pójść za przykładem tego chłopca, zarówno w metodzie rozumowania, jak i we wnioskach.”
„Więc zapamiętaj dobrze ten dom” – powiedział kalif – „i przyprowadź mi jutro tego chłopca, aby sprawa została rozstrzygnięta przez niego w mojej obecności. Wezwij także kadiego, aby nauczył się swojego obowiązku z ust dziecka. Każ Aliowi Koldży przynieść swój dzban oliwek i dopilnuj, aby obecnych było dwóch handlarzy oliwkami.” Tak powiedziawszy, kalif wrócił do pałacu.
Następnego ranka wcześnie wielki wezyr wrócił do domu, gdzie widzieli bawiące się dzieci, i zapytał o gospodynię i jej dzieci. Pojawiło się trzech chłopców, a wielki wezyr zapytał, który z nich przedstawiał kadiego w wczorajszej grze. Najstarszy i najwyższy, zmieniając kolor na twarzy, przyznał się, że to on, a ku wielkiemu przerażeniu matki wielki wezyr powiedział, że ma ścisły rozkaz przyprowadzenia go przed oblicze kalifa.
„Czy on chce mi odebrać syna?” – krzyknęła biedna kobieta; ale wielki wezyr pośpieszył ją uspokoić, zapewniając, że chłopiec wróci do niej za godzinę i że będzie całkowicie zadowolona, gdy pozna powód wezwania. Więc ubrała chłopca w jego najlepsze ubranie i oboje wyszli z domu.
Gdy wielki wezyr przedstawił dziecko kalifowi, było ono nieco przestraszone i zmieszane, a kalif zaczął wyjaśniać, dlaczego po niego posłał. „Podejdź, mój synu” – powiedział łaskawie. „Myślę, że to ty sądziłeś sprawę Alego Koldży i kupca zeszłej nocy? Podsłuchałem cię przypadkiem i byłem bardzo zadowolony ze sposobu, w jaki ją poprowadziłeś. Dziś zobaczysz prawdziwego Alego Koldżę i prawdziwego kupca. Usiądź natychmiast obok mnie.”
Gdy kalif zasiadł na tronie z chłopcem obok siebie, wprowadzono strony sporu. Jeden po drugim padali na twarz i dotykali czołami dywanu u stóp tronu. Gdy powstali, kalif powiedział: „Teraz mówcie. To dziecko odda wam sprawiedliwość, a jeśli będzie potrzeba więcej, ja sam się tym zajmę.”

Ali Koldża i kupiec przedstawiali sprawę jeden po drugim, ale gdy kupiec ofiarował się złożyć tę samą przysięgę, którą złożył przed kadim, dziecko go zatrzymało, mówiąc, że zanim to nastąpi, musi najpierw zobaczyć dzban oliwek.
Na te słowa Ali Koldża przedstawił dzban kalifowi i odkrył go. Kalif wziął jedną z oliwek, skosztował jej i kazał zrobić to samo biegłym kupcom. Uznali oliwki za dobre i świeże z tego roku. Chłopiec poinformował ich, że Ali Koldża twierdzi, że minęło siedem lat, odkąd umieścił je w dzbanie; na co oni odpowiedzieli tak samo jak dzieci.
Oskarżony kupiec widział już, że jego potępienie jest pewne, i próbował coś powiedzieć na swoją obronę. Chłopiec miał zbyt wiele rozsądku, aby kazać go powiesić, i spojrzał na kalifa, mówiąc: „Władco wiernych, to już nie jest gra; do Waszej Wysokości należy skazanie go na śmierć, a nie do mnie.”
Wtedy kalif, przekonany, że człowiek jest złodziejem, kazał ich zabrać i powiesić, co uczyniono, ale nie wcześniej niż przyznał się do winy i wskazał miejsce, w którym ukrył pieniądze Alego Koldży. Kalif nakazał kadiemu nauczyć się wymierzać sprawiedliwość z ust dziecka i odesłał chłopca do domu, wręczając mu sakiewkę zawierającą sto sztuk złota na znak swojej łaski.

BokRobot
BokRobot brings together books and fairy tales to read and explore. Discover a growing collection, or create books and fairy tales of your own.