BokRobot 읽기판
도서
무료Jak Psyche dotarła na Olimp
Carolyn Sherwin Bailey
버전 선택
장
Jak Psyche dotarła na Olimp
Dawno, dawno temu żył sobie król Grecji, który miał trzy piękne córki, ale najmłodsza, imieniem Psyche, była najpiękniejsza ze wszystkich. Sława jej ślicznej twarzy i uroku całej jej istoty była tak wielka, że cudzoziemcy z sąsiednich krajów przybywali tłumnie, aby ją zobaczyć, i oddawali Psyche hołd miłości należny samej Wenus. Świątynia Wenus opustoszała, a gdy Psyche przechodziła obok, lud śpiewał jej pochwały i słał jej drogę kwiatami i wieńcami.
Wenus miała syna, Kupidyna, który był jej droższy niż ktokolwiek inny na Olimpie czy na ziemi. Jak każda matka, Wenus miała wielkie ambicje wobec syna, ale nie zawsze mogła go pilnować, gdyż Kupidyn miał skrzydła i złoty łuk oraz strzały, którymi uwielbiał bawić się wśród śmiertelników. Wyobraźcie sobie gniew Wenus, gdy odkryła, że Kupidyn stracił serce dla Psyche, ślicznej ziemskiej dziewczyny! Było to jak z bajki, gdzie książę żeni się z wieśniaczką i nie może zabrać jej do pałacu z powodu jej niskiego pochodzenia. Wenus stanowczo odmówiła uznania Psyche i dania jej miejsca wśród czczonych bogów.

Kupidyn i Psyche mieli wspaniały ziemski pałac do zamieszkania. Złote kolumny podtrzymywały sklepiony dach, a ściany reprezentacyjnych komnat były bogato rzeźbione i obwieszone haftowanymi tkaninami w wielu kolorach. Gdy Psyche chciała jeść, wystarczyło, że usiadła w alkowie, a stół natychmiast pojawiał się bez żadnych służących, zastawiając się rzadkimi owocami, bogatymi ciastami i miodem. Gdy pragnęła muzyki, rozkoszowała się ucztą dźwięków granych przez niewidzialne lutnie wraz z chórem harmonijnych głosów. Ale Psyche nie była szczęśliwa w tym życiu pełnym luksusu, gdyż musiała być sama przez tak wiele czasu. Wenus nie mogła całkowicie odebrać jej Kupidyna, ale pozwalała mu być z Psyche tylko w godzinach ciemności. Uciekał przed świtem.
W rodzinie Psyche była straszna przepowiednia, o której nieustannie przypominały jej siostry. "Twoja najmłodsza córka jest przeznaczona potworowi, któremu ani bogowie, ani ludzie nie mogą się oprzeć" — powiedziała wyrocznia królowi, a pamięć o tym zaczęła napełniać serce Psyche strachem. Jej siostry przybyły w odwiedziny i zwiększyły jej obawy. Zadawały wszelkiego rodzaju pytania o Kupidyna, a Psyche musiała przyznać, że nie potrafi go dokładnie opisać, ponieważ nigdy nie widziała go w świetle dziennym. Zazdrosne siostry zaczęły napełniać umysł Psyche mrocznymi podejrzeniami.
"Skąd wiesz" — pytały — "że twój mąż nie jest strasznym, jadowitym wężem, który karmi cię tymi przysmakami przez pewien czas, aby w końcu cię pożreć? Posłuchaj naszej rady. Weź lampę dobrze napełnioną oliwą, a dziś w nocy, gdy ten złoczyńca wróci i zaśnie, wejdź do jego pokoju i zobacz, czy nasza przepowiednia jest prawdziwa, czy nie."
Psyche próbowała oprzeć się siostrom, ale w końcu ich nalegania i jej własna ciekawość były dla niej zbyt silne. Napełniła lampę, a gdy jej mąż zapadł w pierwszy sen, podeszła cicho do jego łoża i uniosła światło nad nim.
Tam leżał Kupidyn, najpiękniejszy i najwdzięczniejszy ze wszystkich bogów! Jego złote loki były koroną nad śnieżnobiałym czołem i szkarłatnymi policzkami, a dwa skrzydła, których pióra były jak miękkie białe kwiaty sadu, wyrastały z jego ramion. W radości, że nie znalazła powodu do obaw, Psyche pochyliła się, przechylając lampę, aby przyjrzeć się twarzy Kupidyna z bliska. Gdy się schyliła, kropla palącej oliwy spadła na ramię boga. Otworzył oczy, zaskoczony, i spojrzał na Psyche. Potem, bez słowa, rozpostarł szerokie skrzydła i wyleciał przez okno.
Psyche próbowała podążyć za nim, ale nie miała skrzydeł i upadła na ziemię. Przez krótką chwilę Kupidyn zawahał się w locie i odwrócił, aby zobaczyć ją leżącą w pyle pod sobą.
"Głupia Psyche" — rzekł — "dlaczego odpłaciłaś moją miłość w ten sposób? Po tym, jak sprzeciwiłem się rozkazom mojej matki i uczyniłem cię moją żoną, czy nie mogłaś mi zaufać? Nie nałożę na ciebie żadnej większej kary niż ta: opuszczam cię na zawsze, gdyż miłość nie może żyć z podejrzeniem." Z tymi słowami Kupidyn zniknął z oczu Psyche.
To był początek długiej drogi cierpienia, którą Psyche musiała przejść. Wędrowała dniem i nocą, bez jedzenia i odpoczynku, szukając Kupidyna. Pewnego dnia ujrzała wspaniałą świątynię położoną na szczycie wyniosłego wzgórza i wspięła się długą drogą do niej, mówiąc do siebie: "Może moja miłość tu mieszka."
Gdy Psyche dotarła na szczyt wzgórza i weszła do świątyni, ujrzała stosy zboża, część w snopach, a część w luźnych kłosach, i jęczmień z tym zmieszany. Były tam sierpy, grabie i wszystkie inne narzędzia żniw porozrzucane w wielkim nieładzie, jakby żniwiarze pod koniec upalnego dnia zostawili je w chaosie. Mimo swojego smutku Psyche nie mogła znieść tego bałaganu i zaczęła próbować zaprowadzić porządek. Pracowała tak gorliwie, że nie zauważyła, jak weszła Ceres, której to była świątynia. Odwracając się w końcu, Psyche ujrzała boginię żniw, w szatach ozdobionych owocami, stojącą u jej boku.
"Biedna Psyche!" — rzekła z litością. "Ale możliwe jest dla ciebie znalezienie drogi do domu bogów, gdzie mieszka Kupidyn. Idź i poddaj się Wenus, i spróbuj własnymi wysiłkami zdobyć jej przebaczenie, a może i przychylność."
Tak więc Psyche usłuchała rozkazu Ceres, chociaż wymagało to wielkiej odwagi, i udała się do świątyni Wenus w Tebach, gdzie bogini przyjęła ją w gniewie.
"Jedynym sposobem, w jaki możesz zasłużyć na przychylność bogów, nieszczęsna Psyche" — rzekła — "są twoje własne wysiłki. Ja sama zamierzam wystawić na próbę twoje gospodarskie umiejętności, aby zobaczyć, czy jesteś pracowita i pilna."
Z tymi słowami Wenus zaprowadziła Psyche do spichlerza połączonego z jej świątynią, gdzie znajdowała się ogromna ilość zboża: fasola, soczewica, jęczmień, pszenica i drobniutkie ziarna prosa, które Wenus przechowywała, aby karmić swoje gołębie.
"Rozdziel wszystkie te ziarna" — rzekła bogini do Psyche — "układając te same rodzaje na kupki, i dopilnuj, abyś skończyła przed wieczorem." Potem zostawiła Psyche, która była przerażona niemożliwym zadaniem przed sobą.
Psyche zanurzyła palce w złotej kupie, zgarniając garść, aby sortować ziarna, ale to zajmowało dużo czasu, a zboże leżało wokół niej z każdej strony jak żółta rzeka. Ziarna, które trzymała, były mniej niż kroplą zaczerpniętą z jej powierzchni.
"Nie zdołam skończyć. Nigdy więcej nie zobaczę mojego męża!" — jęknęła Psyche.
Mimo to pracowała wytrwale, aż w końcu mała mrówka, rodowita mieszkanka pól, przeczołgała się przez podłogę i zlitowała się nad trudzącą się Psyche. Była królem w swoim własnym królestwie i towarzyszył jej tłum jej małych czerwonych poddanych.

Ziarno po ziarnie rozdzielały nasiona, pomagając układać je na własne kupki, a gdy praca została wykonana, zniknęły tak szybko, jak się pojawiły.
Gdy nadszedł wieczór, Wenus wróciła, oddychając zapachem nektaru i ukoronowana różami z uczty bogów. Gdy zobaczyła, że zadanie Psyche jest wykonane, ledwo mogła uwierzyć własnym oczom.
"Musiałaś mieć pomoc" — rzekła. "Jutro spróbujesz trudniejszego przedsięwzięcia. Za moją świątynią zobaczysz trawiastą łąkę ciągnącą się wzdłuż brzegów wody. Tam znajdziesz stado owiec o złocistych, lśniących runach na grzbietach, pasących się bez pasterza. Przynieś mi próbkę ich cennej wełny, zebranej z każdego runa."
Psyche znów usłuchała, ale to była próba jej życia, a także wytrzymałości. Gdy dotarła na łąkę, bóg rzeki, szepcząc do niej przez trzciny, ostrzegł ją.
"Nie zbliżaj się do stada, dopóki słońce świeci na nie" — powiedział jej. "W upale wschodzącego słońca barany płoną okrutnym gniewem, gotowe zniszczyć śmiertelników ostrymi zębami. Poczekaj do zmierzchu, kiedy znajdziesz ich złocistą wełnę przylegającą do krzaków i pni drzew."
Współczucie boga rzeki pomogło Psyche uczynić to, co nakazała Wenus, i wróciła do świątyni wieczorem z ramionami pełnymi złotego runa.
Mimo to Wenus nie była zadowolona.
"Mam dla ciebie trzecie zadanie" — rzekła do zmęczonej Psyche. "Weź to pudełko do krainy Plutona i daj je Prozerpinie, mówiąc: 'Moja pani Wenus pragnie, abyś przysłała jej odrobinę twojej urody, gdyż pielęgnując syna, którego Psyche spaliła, utraciła część własnej.' I pospiesz się, jak tylko możesz, gdyż muszę jej użyć, zanim następnym razem pojawię się w gronie bogów na Olimpie."
Psyche poczuła, że teraz jej zagłada jest z pewnością bliska. To była niebezpieczna droga prowadząca do mrocznego, podziemnego królestwa Plutona, pełna śmiertelnych niebezpieczeństw po drodze. Ale Psyche znajdowała nową odwagę z każdą trudnością, na jaką napotykała, i wyruszyła z pudełkiem. Bezpiecznie minęła Cerbera, trzygłowego psa stróżującego Plutona. Namówiła przewoźnika Charona, aby zabrał ją przez czarną rzekę i poczekał na nią, podczas gdy ona błagała Prozerpinę o napełnienie pudełka. Potem ruszyła z powrotem do światła.
Wszystko poszłoby dobrze dla Psyche, gdyby nie stała się ciekawska. To dlatego jej droga do siedziby bogów była tak długa i trudna. Psyche zawsze mieszała odrobinę ziemi ze swoimi dobrymi intencjami. Skoro tak daleko zaszła pomyślnie ze swoim niebezpiecznym zadaniem, zapragnęła otworzyć pudełko.
"Wzięłabym tylko odrobinkę tej urody od Wenus" — pomyślała Psyche — "aby stać się piękniejszą dla Kupidyna, jeśli kiedykolwiek go zobaczę."
Tak więc ostrożnie otworzyła pudełko, ale w środku wcale nie było nic pięknego. To była mikstura, która sprawiła, że Psyche upadła przy drodze w śnie, który zdawał się nie mieć przebudzenia. Nie poruszyła się, nie oddychała, nie pamiętała.
To tam miłość, w postaci Kupidyna, znalazła Psyche. Był uleczony ze swojej rany i nie mógł już znieść jej nieobecności. Przeleciał przez szczelinę w oknie pałacu Wenus i udał się na ziemię, prosto w miejsce, gdzie leżała Psyche. Zebrał śmiertelny sen z jej ciała i włożył go z powrotem do pudełka. Potem dotknął jej lekko jedną ze swoich strzał, a ona się obudziła.
"Znowu o mało nie zginęłaś przez swoją ciekawość" — rzekł, gdy Psyche wyciągnęła do niego ramiona — "ale wykonaj dokładnie to zadanie, którego zażądała moja matka, a ja zajmę się resztą."

Potem Kupidyn, szybki jak ptak, wrócił na Olimp i błagał Jowisza o przyjęcie Psyche. Jowisz w końcu zgodził się przyjąć tę ziemską córkę do rodziny bogów, i Merkury został wysłany, aby ją przyprowadzić i podać jej kielich z ambrozją, który uczyniłby ją jedną z nieśmiertelnych.
Mówi się, że w chwili, gdy Psyche ukończyła swoje zadania i wyruszyła na Olimp, skrzydlate stworzenie, motyl, którego nigdy wcześniej nie widziano na ziemi, wzniósł się z ogrodu i poleciał na złotych skrzydłach ku słońcu. Tak więc sądzono, że historia Psyche była historią motyla, który przebija swój szary kokon i wznosi się, z nowym pięknem i mocą skrzydeł, ku niebu. A Grecy mieli jeszcze inne imię dla Psyche, której ani jej troski, ani sen Plutona nie mogły powstrzymać od domu bogów, gdy Miłość wstawiła się za nią. Nazywali ją Duszą.

BokRobot
BokRobot brings together books and fairy tales to read and explore. Discover a growing collection, or create books and fairy tales of your own.