Deucalion i Pyrra

Wydanie do czytania BokRobot

Książki

Za darmo

Deucalion i Pyrra

1 kapitler · 949 ord
Uruchomiono: 2026-08-10 03:26BokRobot · Strona 1 / 4

Gdy ludzie epoki brązu wciąż żyli na ziemi, wieści o ich niegodziwości dotarły do Jowisza. Bóg postanowił na własne oczy przekonać się, czy te doniesienia są prawdziwe, więc zszedł na ziemię w przebraniu człowieka. Wszędzie, gdzie się pojawił, przekonywał się, że doniesienia były znacznie łagodniejsze niż prawda.

Pewnego wieczoru, późnym zmierzchem, wszedł do niegościnnego schronienia króla Arkadii, Likajona, władcy znanego z dzikiego zachowania. Za pomocą kilku znaków Jowisz dał do zrozumienia, że jest bogiem, a tłum padł na kolana w uwielbieniu. Lecz Likajon drwił z ich pobożnych modlitw.

Ilustracja do Deucalion i Pyrra

„Zobaczmy" — powiedział — „czy jest śmiertelnikiem, czy bogiem".

Postanowił więc zabić swego gościa tej samej nocy, gdy ten będzie spał, nie spodziewając się śmierci. Lecz zanim to uczynił, zarżnął biednego zakładnika, którego przysłali mu Molosowie, ugotował na wpół żywe członki we wrzącej wodzie lub upiekł je nad ogniem i położył przed gościem jako wieczorny posiłek.

Lecz Jowisz, który wiedział o tym wszystkim, wstał od stołu i zesłał gwałtowny ogień na zamek bezbożnika. Przerażony król uciekł na otwarte pola. Jego pierwszym krzykiem było wycie; jego szaty zamieniły się w futro, ramiona w nogi, i stał się krwiożerczym wilkiem.

Jowisz wrócił na Olimp i naradzał się z bogami, postanawiając zniszczyć zuchwały ród ludzi. Z początku chciał cisnąć swoje pioruny na całą ziemię, ale obawiał się, że niebiosa zapłoną i zniszczą samą oś wszechświata. Odłożył więc piorun wykuty przez Cyklopów i postanowił zamiast tego zesłać z nieba deszcz, aby zatopić ziemię i zgładzić wszystkich śmiertelników.

Natychmiast Północny Wiatr i wszystkie inne wiatry rozpraszające chmury zostały zamknięte w jaskini Eola, a wypuszczono tylko Południowy Wiatr. Południowy Wiatr runął na ziemię. Jego przerażająca twarz była spowita w ciemność, broda ciężka od chmur, a z jego białych włosów spływała powódź. Mgły wisiały na jego czole, a woda kapała z jego piersi. Chwycił chmury i ściskał je, aż zagrzmiało i z nieba lunęły potoki deszczu. Stojące zboże zostało przygniecione do ziemi; nadzieja rolnika została zniszczona, a mozolna praca całego roku poszła na marne.

BokRobot · Strona 2 / 4

Nawet Neptun, bóg morza, przyszedł z pomocą swemu bratu Jowiszowi w dziele zniszczenia. Zwołał wszystkie rzeki i rzekł: „Dajcie pełną swobodę swym nurtom; wchodźcie do domów; przełamcie wszystkie tamy!"

Usłuchały jego rozkazu, a sam Neptun uderzył ziemię trójzębem, otwierając drogę powodzi. Potem wody rozlały się po otwartych łąkach, pokryły pola i porwały drzewa, świątynie i domy. Gdziekolwiek stał pałac, jego szczyty wkrótce zniknęły pod wodą, a najwyższe wieżyczki zniknęły w nurcie. Morze i ziemia nie były już rozdzielone; wszystko było powodzią, jednym nieprzerwanym pasmem wody.

Ludzie ratowali się, jak mogli. Niektórzy wspinali się na wysokie góry; inni brali łodzie i wiosłowali — to ponad dachami zawalonych domów, to ponad wzgórzami zniszczonych winnic. Ryby pływały wśród gałęzi najwyższych drzew; dzik został porwany przez powódź. Ludzie zostali zmieceni przez wodę, a ci, którzy przeżyli potop, zmarli z głodu na jałowych górach.

Ilustracja do Deucalion i Pyrra

Jedna wysoka góra w krainie Fokidy wciąż wznosiła dwa szczyty ponad okoliczne wody. Była to wielka góra Parnas. Ku tej górze płynęła łódź mieszcząca Deukaliona, syna Prometeusza, i jego żonę Pyrrę. Nie znaleziono nigdy mężczyzny ani kobiety, którzy przewyższaliby ich w prawości i pobożności. Gdy Jowisz, spoglądając z nieba, ujrzał, że z wielu tysięcy tysięcy pozostała tylko ta jedna para śmiertelników, oboje bez winy i oddani słudzy bogów, zesłał Północny Wiatr, przywołał chmury i ponownie oddzielił ziemię od niebios i niebiosa od ziemi.

Nawet Neptun, władca morza, złożył swój trójząb i uciszył powódź. Ocean wrócił do swych brzegów; rzeki wróciły do swych koryt; lasy wyciągnęły z głębiny pokryte szlamem wierzchołki drzew; wzgórza poszły w ślad za nimi; w końcu pojawiły się połacie równej ziemi i ziemia była jak przedtem.

BokRobot · Strona 3 / 4

Deukalion rozejrzał się wokół. Kraj był spustoszony, spowity ciszą jak grób. Łzy spłynęły mu po policzkach i rzekł do żony, Pyrry: „Umiłowana, jedyna towarzyszko mego życia, jak daleko sięgam wzrokiem przez całą okolicę, nie dostrzegam żadnej żywej istoty. My dwoje musimy zaludnić ziemię na nowo; cała reszta utonęła w powodzi. Ale nawet my nie jesteśmy jeszcze pewni naszego życia. Każda chmura, którą widzę, wzbudza grozę w mej duszy. A nawet jeśli niebezpieczeństwo minęło, cóż uczynimy sami na tej opuszczonej ziemi? O, gdyby mój ojciec Prometeusz nauczył mnie sztuki tworzenia ludzi i tchnięcia w nich życia!"

Wtedy oboje zaczęli płakać. Padli na kolana przed na wpół zniszczonym ołtarzem bogini Temidy i modlili się, mówiąc: „Powiedz nam, o bogini, jakimi środkami możemy zastąpić ród, który zniknął? O, pomóż ziemi do nowego życia!"

„Opuśćcie mój ołtarz" — zabrzmiał głos bogini. „Odkryjcie głowy, rozluźnijcie szaty i rzućcie za siebie kości waszej matki".

Przez długi czas Deukalion i Pyrra zastanawiali się nad zagadkowymi słowami bogini. Pyrra pierwsza przerwała milczenie. „Wybacz mi, o szlachetna bogini" — rzekła — „jeśli nie słucham cię i nie mogę zgodzić się na rozrzucenie kości mojej matki".

Wtedy Deukalion wpadł na szczęśliwą myśl. Pocieszył żonę. „Albo mój rozum mnie zwodzi" — rzekł — „albo rozkaz bogini jest dobry i nie zawiera bezbożności. Wielką matką nas wszystkich jest Ziemia; jej kośćmi są kamienie, i te, Pyrro, rzucimy za siebie!"

Oboje nie dowierzali tej interpretacji słów, ale cóż szkodziło spróbować? Następnie odkryli głowy, rozluźnili szaty i zaczęli rzucać kamienie za siebie.

Wtedy stała się rzecz cudowna. Kamienie zaczęły tracić twardość, stały się miękkie i plastyczne, rosły i nabierały kształtu — nie od razu wyraźnego, ale zgrubnych postaci, jakie artysta najpierw wykuwa z marmuru. Co było wilgotnego lub ziemistego w kamieniach, zamieniło się w ciało; twardsze części stały się kośćmi; żyły w skale pozostały jako żyły w ciałach. Tak więc po krótkim czasie, przy pomocy bogów, kamienie rzucone przez Deukaliona przybrały postać mężczyzn, a te rzucone przez Pyrrę — postać kobiet.

BokRobot · Strona 4 / 4

I do dziś ród ludzki nie zapiera się tego skromnego pochodzenia. Są to ludzie twardzi, przyzwyczajeni do pracy. W każdej chwili dnia pamiętają, z jakiego krzepkiego pnia się wywodzą.

BokRobot

BokRobot

BokRobot brings together books and fairy tales to read and explore. Discover a growing collection, or create books and fairy tales of your own.

More books you might like