Peter Christen AsbjørnsenPeik

Wydanie do czytania BokRobot

Książki

Za darmo

Peik

Peter Christen Asbjørnsen

1 kapitler · 2 176 ord
Uruchomiono: 2026-08-10 12:39BokRobot · Strona 1 / 7

Dawno, dawno temu żył sobie mężczyzna i jego żona. Mieli bliźnięta, syna i córkę, którzy byli do siebie tak podobni, że nikt nie mógł ich odróżnić, chyba że po ubraniu. Chłopiec nazywał się Peik. Dopóki rodzice żyli, był mało poczciwy, bo nie dbał o nic, tylko o to, by oszukiwać ludzi. Był tak pełen figlów, że nikt nie mógł zaznać spokoju. Ale po ich śmierci zrobiło się jeszcze gorzej. Nie chciał palcem kiwnąć do pracy; tylko trwonił to, co po nich zostało, i pokłócił się ze wszystkimi sąsiadami. Jego siostra harowała i mozoliła się, ile mogła, ale niewiele to pomagało. W końcu rzekła do niego: „Z czego będziemy żyć, gdy wszystko roztrwonisz?”

„Och, pójdę i kogoś oszukam” – powiedział Peik.

„Tak, Peiku, na pewno zrobisz to szybko” – powiedziała jego siostra.

„No cóż, spróbuję” – powiedział Peik.

Tak więc w końcu nie mieli już nic, bo wszystkiego był koniec; i Peik pognał, szedł i szedł, aż dotarł do królewskiego dworu. Tam stał Król w sieni i gdy tylko zobaczył chłopca, rzekł: „Dokąd to dzisiaj, Peiku?”

Ilustracja do Peik

„Och, wychodziłem zobaczyć, czy uda mi się kogoś oszukać” – powiedział Peik.

„Czy nie możesz oszukać mnie?” – powiedział Król.

„Nie, na pewno nie mogę” – powiedział Peik, „bo zapomniałem swoich różdżek do oszukiwania w domu”.

„Czy nie możesz po nie pójść?” – powiedział Król, „bo bardzo chciałbym zobaczyć, czy jesteś takim oszustem, jak ludzie mówią”.

„Nie mam siły chodzić” – powiedział Peik.

„Pożyczę ci konia i siodło” – powiedział Król.

„Ale ja też nie umiem jeździć konno” – powiedział Peik.

„To cię podniesiemy” – powiedział Król, „wtedy będziesz mógł się utrzymać”.

No cóż, Peik stał i drapał się w głowę, jakby chciał sobie wyrwać włosy, i dał się wsadzić na siodło. Siedział tam i chwiał się to w tę, to w tamtą stronę, dopóki Król mógł go widzieć, a Król śmiał się, aż łzy mu z oczu ciekły, bo nigdy nie widział takiego krawca na koniu. Ale kiedy Peik znalazł się dobrze w lesie za wzgórzem, tak że Król go nie widział, usiadł, jakby był przybity do konia, i pognał, jakby ukradł i wierzchowca, i uzdę. Gdy dotarł do miasta, sprzedał konia i siodło.

BokRobot · Strona 2 / 7

Przez cały czas Król chodził tam i z powrotem, czekając, aż Peik wróci, zataczając się, ze swoimi różdżkami do oszukiwania. Co jakiś czas śmiał się, gdy przypominał sobie, jak marnie wyglądał Peik, kołysząc się na koniu jak worek zboża. Ale trwało to siedem długości i siedem szerokości, a Peik nie wracał. W końcu Król zobaczył, że został oszukany i wykiwany na konia i siodło, nawet jeśli Peik nie miał przy sobie różdżek do oszukiwania. Więc Król się rozgniewał i chciał natychmiast wyruszyć, by zabić Peika.

Ale Peik dowiedział się, kiedy przyjedzie, i powiedział swojej siostrze, żeby postawiła wielki kocioł na ogniu z odrobiną wody w środku. Gdy tylko Król wszedł, Peik ściągnął kocioł z ognia i pobiegł z nim do pnia do rąbania, i tak ugotował owsiankę na pniu.

Król zdziwił się tym, i zdziwił się tak bardzo, że zapomniał, po co przyszedł.

„Co chcesz za ten kocioł?” – powiedział.

„Nie mogę go oddać” – powiedział Peik.

„Dlaczego nie?” – powiedział Król. „Zapłacę, ile zażądacie”.

„Nie, nie!” – powiedział Peik. „Oszczędza mi czas i pieniądze, opłatę za drewno i za rąbanie, wożenie i noszenie”.

„Nic nie szkodzi” – powiedział Król. „Dam ci sto talarów. To prawda, że oszukałeś mnie na konia i siodło, i uzdę, ale wszystko to pójdzie w niepamięć, jeśli tylko dostanę ten kocioł”.

„No cóż! Jeśli musicie go mieć, musicie” – powiedział Peik.

Gdy Król wrócił do domu, zaprosił gości i wyprawił ucztę.

Ilustracja do Peik

Mięso miało być gotowane w nowym kotle, więc go wziął i postawił na środku podłogi. Goście myśleli, że Król postradał zmysły, i chodzili, szturchając się łokciami i śmiejąc się z niego. Ale on chodził wokół kotła i gdakał, i paplał, mówiąc jednym tchem: „No, no! poczekajcie chwilę, poczekajcie chwilę! ‘Zaraz będzie się gotować’”. Ale nic się nie gotowało. Więc zobaczył, że Peik znowu był wyruszył ze swoimi różdżkami do oszukiwania i go oszukał, i teraz natychmiast wyruszy, by go zabić.

Gdy Król przybył, Peik stał przy drzwiach stodoły. „Czy nie chciało się gotować?” – zapytał.

„Nie! nie chciało” – powiedział Król. „Ale teraz za to zapłacisz”. I właśnie miał wyciągnąć nóż.

„Mogę w to uwierzyć” – powiedział Peik, „bo nie wzięliście też pnia”.

BokRobot · Strona 3 / 7

„Chciałbym myśleć” – powiedział Król, „że nie opowiadasz mi steku kłamstw”.

„Mówię wam, że to wszystko przez pień, na którym stoi. Bez niego nie będzie się gotować” – powiedział Peik.

„No cóż, co za niego chciał?” Był wart dobre trzysta talarów, ale przez wzgląd na Króla miał pójść za dwieście. Więc dostał pień i wrócił z nim do domu, znowu zaprosił gości, wyprawił ucztę i postawił kocioł na pniu do rąbania na środku izby. Goście myśleli, że jest i głupi, i szalony, i chodzili, wyśmiewając go, podczas gdy on gdakał i paplał wokół kotła, wołając „Poczekajcie chwilę, teraz się gotuje! teraz się gotuje w mgnieniu oka”. Ale nie gotowało się ani trochę lepiej na pniu niż na gołej podłodze. Więc znowu zobaczył, że Peik wyruszył ze swoimi różdżkami do oszukiwania. Wtedy zaczął wyrywać sobie włosy z głowy i przysiągł, że natychmiast wyruszy i go zabije. Nie oszczędzi go tym razem, czy to z dobrą, czy złą miną.

Ale Peik już podjął kroki, by znów go spotkać. Zabił barana i złapał krew do pęcherza, i wypchał nim gorset siostry, i powiedział jej, co ma mówić i robić.

„Gdzie jest Peik!” – wrzasnął Król. Był tak wściekły, że język mu się plątał.

„Jest tak słaby, że nie może ruszyć ręką ani nogą” – powiedziała, „a teraz próbuje się zdrzemnąć”.

„Obudź go” – powiedział Król.

„Nie, nie śmiem. Jest tak porywczy” – powiedziała siostra.

„No cóż! Ja jestem jeszcze bardziej porywczy” – powiedział Król. „A jeśli go nie obudzisz, to ja to zrobię”. Z tym uderzył się w bok, gdzie wisiał mu nóż.

No cóż, poszła go obudzić. Ale Peik odwrócił się gwałtownie w łóżku, wyciągnął mały nożyk i rozpruł pęcherz na jej gorsie, tak że strumień krwi trysnął, a ona upadła na podłogę, jakby była martwa.

„Jaki z ciebie zuchwalec, Peiku!” – powiedział Król. „Nie zabiłeś swojej siostry, a ja tu stałem i widziałem to na własne oczy”.

„Nie ma z jej ciałem żadnego ryzyka, dopóki w moich nozdrzach jest oddech” – powiedział Peik. Z tym wyciągnął barani róg i zaczął na nim trąbić. Gdy zatrąbił weselną melodię, przyłożył koniec do jej ciała i tchnął w nią życie z powrotem, a ona wstała, jakby nic jej nie było.

BokRobot · Strona 4 / 7

„Dobry Boże, Peiku! Czy umiesz zabijać ludzi i tchnąć w nich życie z powrotem? Czy umiesz to robić?” – powiedział Król.

Ilustracja do Peik

„Cóż” – powiedział Peik, „jak bym sobie w ogóle radził, gdybym nie umiał? Zawsze zabijam każdego, kto się do mnie zbliży. Czy nie wiecie, że jestem bardzo porywczy?”

„Ja też jestem porywczy” – powiedział Król. „I ten róg muszę mieć. Dam ci za niego sto talarów, a oprócz tego wybaczę ci oszukanie mnie na konia, i wykiwanie mnie w sprawie kotła i pnia, i wszystko inne”.

Peik bardzo niechętnie się z nim rozstawał, ale przez wzgląd na niego miał mu go oddać. Więc Król wrócił z nim do domu, i ledwo zdążył wrócić, już musiał go wypróbować. Zaczął się sprzeczać i kłócić z Królową i swoją najstarszą córką, a one odpłacały mu tym samym. Ale zanim się obejrzały, on wyciągnął nóż i poderżnął im gardła, tak że upadły martwe jak kamień. Wszyscy inni wybiegli z izby, tacy byli przestraszeni.

Król chodził i przemierzał podłogę przez chwilę, paplając, że nie stała się żadna szkoda, dopóki on żyje, i całą masę takich rzeczy, które wypłynęły z ust Peika. Potem wyciągnął róg i zaczął trąbić „Trututu, trututu”. Ale choć trąbił i dął, ile sił, przez cały ten dzień i następny, nie mógł tchnąć w nich życia z powrotem. Martwe były, i martwe zostały, i Królowa, i jego córka, i musiał kupić im groby na cmentarzu i wydać pieniądze na stypę.

Więc musiał i chciał jechać i odciąć Peika. Ale Peik miał swoich szpiegów i wiedział, kiedy Król przyjedzie. Wtedy powiedział do swojej siostry: „Teraz musisz zamienić się ze mną ubraniem i wyruszyć. Jeśli to zrobisz, możesz mieć wszystko, co mamy”. No cóż, zamieniła się z nim ubraniem, spakowała się i ruszyła w drogę, ile sił. Ale Peik siedział sam w ubraniu siostry.

„Gdzie jest ten Peik?” – powiedział Król, wchodząc w straszliwym gniewie przez drzwi.

„Uciekł” – powiedział Peik.

„Ach! Gdyby był w domu” – powiedział Król, „zabiłbym go na miejscu. Nie ma sensu oszczędzać życia takiemu łotrowi”.

BokRobot · Strona 5 / 7

„Tak! Wiedział od swoich szpiegów, że Wasza Królewska Mość przyjeżdża i zamierza odebrać mu życie za jego niegodziwe sztuczki. Ale on zostawił mnie samą, bez kęsa chleba i bez grosza w sakiewce” – powiedział Peik, który zrobił się tak miękki i słodki jak młoda dama.

„Chodź więc do Królewskiego Dworu, a będziesz miała z czego żyć. Nie ma sensu siedzieć tu i umierać z głodu w tej chatce sama” – powiedział Król.

Tak! Chętnie to zrobił. Więc Król zabrał go ze sobą i kazał go uczyć wszystkiego i traktował go jak własną córkę. Było prawie tak, jakby Król znowu miał swoje trzy córki, bo Panna Peik szyła i haftowała, i śpiewała, i bawiła się z innymi, i była z nimi od rana do wieczora.

Po pewnym czasie przyjechał królewicz szukać żony.

„Tak! Mam trzy córki” – powiedział Król. „Od ciebie zależy, którą wybierzesz”.

Więc dostał pozwolenie, by pójść do ich komnaty i zaprzyjaźnić się z nimi, a skończyło się na tym, że najbardziej spodobała mu się Panna Peik i rzucił jej jedwabną chusteczkę na kolana jako znak miłości. Więc zabrali się do przygotowań weselnej uczty, i po niedługim czasie przybyła jego rodzina i ludzie Króla, i wszyscy zaczęli ucztować i pić w wigilię ślubu.

Ilustracja do Peik

Ale gdy zapadała noc, Panna Peik nie śmiała zostać dłużej, lecz uciekła z Królewskiego Dworu w szeroki świat, i panna młoda zniknęła. Ale miało być gorzej, bo właśnie wtedy obie inne księżniczki poczuły się bardzo dziwnie, i nagle dwóch małych królewiczów przyszło na świat, i ludzie musieli się rozjechać i wracać do domów właśnie wtedy, gdy zabawa i ucztowanie były w pełni.

Król był i rozgniewany, i zasmucony, i zaczął się zastanawiać, czy to nie Peik znowu maczał w tym palce.

Więc dosiadł konia i wyjechał, bo myślał, że nudno jest siedzieć w domu. Ale gdy wyjechał na zaorane pola, tam siedział Peik na kamieniu i grał na drumli.

„Co! Siedzisz tu, Peiku?” – powiedział Król.

„Siedzę tu, to pewne” – powiedział Peik. „Gdzie indziej miałbym siedzieć?”

„Teraz oszukałeś mnie haniebnie, raz za razem” – powiedział Król. „Ale teraz musisz pojechać ze mną do domu, a ja cię zabiję”.

„No cóż, no cóż” – powiedział Peik, „jeśli nie można temu zaradzić, to nie można. Chyba muszę z wami jechać”.

Ilustracja do Peik
BokRobot · Strona 6 / 7

Gdy wrócili do domu do Królewskiego Dworu, przygotowali beczkę, do której Peik miał być wsadzony. Gdy była gotowa, zawieźli ją na wysoką górę. Tam miał leżeć trzy dni i rozmyślać nad całym złem, które wyrządził, potem mieli go stoczyć z góry do fiordu.

Trzeciego dnia przechodził tędy bogaty człowiek. Ale Peik siedział w środku beczki i śpiewał: „Do niebiańskiej błogości i Raju, Do niebiańskiej błogości i Raju. Wolałbym zostać tu, a nie być aniołem”.

Gdy człowiek to usłyszał, zapytał, co weźmie za to, żeby się z nim zamienić miejscami.

„To powinna być dobra suma” – powiedział Peik, „bo nie każdy dzień zdarza się powóz gotowy do odjazdu do Raju”.

Więc człowiek powiedział, że da mu wszystko, co ma. Wybił dno beczki i wlazł do niej zamiast Peika.

„Szczęśliwej podróży” – powiedział Król, gdy przyjechał, by go stoczyć. „Teraz pojedziesz szybciej do fiordu, niż gdybyś jechał saniami z reniferami. A teraz po tobie i twoich różdżkach do oszukiwania”.

Zanim beczka dotarła do połowy góry, nie została z niej cała klepka, ani też żadna kończyna tego, kto był w środku.

Ale gdy Król wrócił do Dworu, Peik był tam przed nim i siedział na dziedzińcu, grając na drumli.

„Co! Ty tu siedzisz, Peiku?”

„Tak! Siedzę tu, to pewne. Gdzie indziej miałbym siedzieć?” – powiedział Peik. „Może dostanę tu miejsce w domu dla wszystkich moich koni i owiec i pieniędzy”.

„Ale dokąd to cię stoczyłem, że zdobyłeś całe to bogactwo?” – zapytał Król.

„Och, stoczyliście mnie do fiordu” – powiedział Peik, „a kiedy dotarłem na dno, było tam więcej niż trzeba, i koni, i owiec, i złota, i srebra. Bydło chodziło wielkimi stadami, a złoto i srebro leżało wielkimi kupami jak domy”.

„Co weźmiesz za to, żeby stoczyć mnie w ten sam sposób?” – zapytał Król.

„Och” – powiedział Peik, „to kosztuje niewiele albo i nic. Poza tym nie wzięliście ode mnie nic, więc i ja od was nic nie wezmę”.

BokRobot · Strona 7 / 7

Więc wsadził Króla do beczki i stoczył go. Gdy dał mu przejażdżkę do fiordu za darmo, wrócił do Królewskiego Dworu. Potem zaczął wyprawiać swoje wesele z najmłodszą księżniczką, a potem rządził zarówno krajem, jak i królestwem. Ale swoje różdżki do oszukiwania zachował dla siebie i trzymał je tak dobrze, że nigdy więcej nie słyszano o Peiku i jego sztuczkach, tylko o NAS SAMYCH, KRÓLU.

BokRobot

BokRobot

BokRobot brings together books and fairy tales to read and explore. Discover a growing collection, or create books and fairy tales of your own.

More books you might like