Carolyn Sherwin BaileyPigmeje

Wydanie do czytania BokRobot

Książki

Za darmo

Pigmeje

Carolyn Sherwin Bailey

1 kapitler · 1 774 ord
Uruchomiono: 2026-08-10 09:10BokRobot · Strona 1 / 6

Dawno temu, w czasach mitów, żył olbrzym zrodzony z ziemi, imieniem Anteusz, oraz rasa małych ludzików, także zrodzonych z ziemi, zwanych Pigmejami. Ten olbrzym i ci Pigmeje, będąc dziećmi tej samej Matki Ziemi, żyli razem bardzo przyjaźnie, daleko, w środku gorącej Afryki.

Musiało to być bardzo ciekawe widowisko, patrzeć na małe miasta Pigmejów, z ulicami o szerokości dwóch lub trzech stóp, wyłożonymi najdrobniejszymi kamyczkami i otoczonymi domami wielkości mniej więcej klatki dla wiewiórki. Jeśli któryś z Pigmejów dorósł do wysokości sześciu lub ośmiu cali, uważano go za człowieka niezwykle wysokiego. Między nimi a resztą ludzkości leżało tak wiele piaszczystych pustyń i wysokich gór, że nikt nie mógł ich dojrzeć częściej niż raz na sto lat.

Pałac królewski był wysoki mniej więcej na domek dla lalek, a on i reszta ich domów były zbudowane ani z kamienia, ani z drewna. Zostały starannie ulepione przez pigmejskich robotników, podobnie jak ptasie gniazda, ze słomy, piór, skorupek jaj i innych drobnych rzeczy, z twardą gliną zamiast zaprawy murarskiej. A gdy słońce je wysuszyło, były one równie przytulne i wygodne, jak tylko Pigmej mógł sobie życzyć.

Ilustracja do Pigmeje

Ich olbrzymi przyjaciel, Anteusz, był tak wysoki, że nosił sosnę jako laskę. Trzeba było bardzo bystrego wzroku u Pigmeja, aby w pochmurny dzień zobaczyć czubek jego głowy. Ale w południe, gdy słońce świeciło na niego jasno, Anteusz przedstawiał wspaniały widok. Stawał tam, doskonała góra człowieka, ze swoją wielką twarzą uśmiechającą się z góry do swoich małych braci, a jego jedyne oko, wielkie jak koło od wozu i umieszczone dokładnie w środku czoła, przyjaźnie mrugało do całego narodu naraz. Żadne stworzenie jego wielkości nigdy z nim nie rozmawiało. Gdy stał z głową wśród chmur, był zupełnie sam i tak było od setek lat i tak miało być na zawsze. Nawet gdyby spotkał innego olbrzyma, Anteusz pomyślałby, że ziemia nie jest wystarczająco duża dla nich obu i walczyłby z nim. Ale z Pigmejami był najweselszym i najłagodniejszym starym olbrzymem, jaki kiedykolwiek mył twarz w chmurze.

BokRobot · Strona 2 / 6

Pigmeje mieli tylko jedną rzecz, która ich trapiła na świecie. Byli nieustannie w stanie wojny z żurawiami. Od czasu do czasu toczyły się bardzo straszliwe bitwy, w których czasami zwyciężali mali ludzie, a czasami żurawie. Gdy obie armie starły się, żurawie rzucały się do przodu, machając skrzydłami, i może porywały niektórych Pigmejów w poprzek w dziobach. Był to prawdziwie okropny widok, patrzeć, jak mali ludzie kopią i rozpaczliwie machają w powietrzu, a potem znikają w krzywym gardle żurawia, połknięci żywcem. Jeśli Anteusz zauważył, że bitwa toczy się niepomyślnie dla jego małych sprzymierzeńców, biegł z pomocą, stawiając kroki długości mili, wymachując maczugą i krzycząc na żurawie, które kwakały, gdakały i wycofywały się tak szybko, jak mogły.

Pewnego dnia potężny Anteusz wyciągnął się wśród swoich przyjaciół. Jego głowa była w jednej części królestwa, a stopy w innej, i wygrzewał się, jak tylko mógł, podczas gdy Pigmeje wspinali się po nim i bawili w jego włosach. Czasami, na minutę lub dwie, olbrzym zasypiał i chrapał jak huragan. Podczas jednej z takich drzemek, Pigmej wspiął się na jego ramię i rozejrzał się po horyzoncie, jak ze szczytu wzgórza. Nagle zobaczył coś, daleko, co sprawiło, że przetarł oczy i spojrzał uważniej niż przedtem. Najpierw wziął to za górę, a potem zobaczył, że góra się porusza. Gdy się zbliżyła, okazało się, że to ludzka postać, nie tak wielka jak Anteusz, ale ogromna w porównaniu z Pigmejami.

Pigmej popędził tak szybko, jak tylko nogi mogły go unieść, do ucha olbrzyma i, pochylając się, krzyknął mu do niego: „Bracie Anteuszu, wstań natychmiast! Weź swoją laskę do ręki, bo nadchodzi inny olbrzym, aby z tobą walczyć!”

„Głupstwa, głupstwa!” mruknął Anteusz, tylko na wpół obudzony. „Żadnych twoich bzdur, mój mały przyjacielu. Czy nie widzisz, że jestem śpiący? Nie ma na ziemi innego olbrzyma, dla którego zadałbym sobie trud wstawania.”

BokRobot · Strona 3 / 6

Ale Pigmej spojrzał jeszcze raz i teraz zauważył, że nieznajomy zmierza prosto w stronę leżącej postaci Anteusza. Idzie, ze słońcem płonącym na złotym hełmie i błyszczącym od polerowanego napierśnika. Miał miecz u boku, lwią skórę na plecach, a na prawym ramieniu niósł maczugę, która wyglądała na masywniejszą i cięższą niż sosnowa laska Anteusza.

W tym czasie cały naród Pigmejów zobaczył nowy cud i milion z nich podniosło krzyk razem: „Wstawaj, Anteuszu! Rusz się, ty leniwy stary olbrzymie. Nadchodzi inny olbrzym, tak silny jak ty, aby z tobą walczyć.”

„Bzdury,” warknął śpiący olbrzym. „Wyśpię się, ktokolwiek by przyszedł.”

Wciąż nieznajomy zbliżał się, a teraz Pigmeje mogli wyraźnie zobaczyć, że jeśli jego wzrost był mniej wyniosły niż wzrost olbrzyma, to jego ramiona były nawet szersze. Cóż to musiały być za ramiona, skoro miały później podtrzymywać niebo! Tak więc Pigmeje krzyczeli na Anteusza i posunęli się nawet do tego, że kłuli go swoimi mieczami. Anteusz usiadł, ziewnął na kilka jardów szerokości i w końcu odwrócił swoją głupią głowę w kierunku, który wskazywali mali ludzie.

Ledwo spojrzał na nieznajomego, a już zerwał się na nogi i chwycił swoją laskę. Przeszedł milę lub dwie na jego spotkanie, cały czas wymachując potężną sosną, tak że gwizdała w powietrzu.

„Kim jesteś?” zagrzmiał olbrzym, „i czego chcesz w moim królestwie? Mów, ty włóczynno, albo sprawdzę grubość twojej czaszki moją laską.”

Ilustracja do Pigmeje

„Jesteś bardzo niegrzecznym olbrzymem,” odpowiedział nieznajomy spokojnie, „i prawdopodobnie będę musiał nauczyć cię odrobiny uprzejmości, zanim się rozejdziemy. Co do mojego imienia, to jestem Herkules. Przybyłem tutaj, ponieważ tędy prowadzi moja najwygodniejsza droga do ogrodu Hesperyd, gdzie idę zdobyć złote jabłka dla króla Eurysteusza.”

„To nie pójdziesz dalej!” ryknął Anteusz, bo słyszał o potężnym Herkulesie i nienawidził go, ponieważ mówiono, że jest tak silny. „Uderzę cię lekko tą sosną, bo wstydziłbym się zabić takiego mizernego karła, jakim się wydajesz. Uczynię z ciebie niewolnika, a ty będziesz także niewolnikiem moich braci tutaj, Pigmejów. Rzuć więc swoją maczugę. Co do tej lwiej skóry, którą nosisz, zamierzam zrobić z niej parę rękawiczek.”

BokRobot · Strona 4 / 6

„Przyjdź i zdejmij ją z moich ramion,” odpowiedział Herkules, podnosząc maczugę.

Wtedy Anteusz, marszcząc brwi z wściekłości, ruszył, jak wieża, w stronę nieznajomego i zadał mu potężny cios sosną, który Herkules przyjął na swoją maczugę; a będąc zręczniejszym od olbrzyma, oddał mu taki cios, że biedny człowiek-góra runął płasko na ziemię. Ale ledwo olbrzym upadł, a już zerwał się, mierząc w Herkulesa kolejnym ciosem. Ale był oślepiony gniewem i uderzył tylko swoją biedną, niewinną Matkę Ziemię, która jęknęła i zadrżała pod ciosem. Jego sosna wbiła się tak głęboko w ziemię, że zanim Anteusz zdołał ją wyciągnąć, Herkules z całej siły opuścił swoją maczugę na jego ramiona, sprawiając, że olbrzym wydał straszliwy ryk. Ryk odbił się echem po górach i dolinach. Co do Pigmejów, ich miasto stołeczne legło w gruzach od drgań, jakie ryk wywołał w powietrzu.

Ale Anteusz zerwał się na nogi i zdołał wyciągnąć swoją sosnę z ziemi. Pobiegł na Herkulesa i zadał kolejny cios. „Tym razem, łotrze!” krzyknął, „nie ujdziesz mi.”

Ale Herkules ponownie odparował cios swoją maczugą, a sosna olbrzyma roztrzaskała się na tysiąc drzazg. Zanim Anteusz zdołał uciec, Herkules znów zamachnął się i zadał mu kolejny cios powalający. Potem, czekając na dogodną chwilę, gdy olbrzym wstawał, Herkules chwycił go wpół obiema rękami, uniósł wysoko w powietrze i trzymał w górze.

Ale najdziwniejsze było to, że gdy tylko Anteusz został uniesiony z ziemi, zaczął tracić siłę, którą, jak się teraz okazało, zyskiwał dzięki jej dotykaniu. Herkules szybko odkrył, że jego wróg słabnie, zarówno dlatego, że kopał i szarpał się z mniejszą gwałtownością, jak i dlatego, że grzmot jego wielkiego głosu ucichł do pomruku. Prawda była taka, że jeśli olbrzym nie dotknął Matki Ziemi przynajmniej raz na pięć minut, to nie tylko jego nadmierna siła, ale i samo tchnienie życia opuszczało go. Herkules odgadł ten sekret; dobrze będzie, abyśmy wszyscy o tym pamiętali na wypadek, gdybyśmy kiedykolwiek musieli walczyć z takim jak Anteusz. Ci bowiem olbrzymy zrodzeni z ziemi są nie tylko trudni do pokonania na swoim własnym gruncie, ale można ich łatwo pokonać, jeśli zdołamy unieść ich w wyższy i czystszy region.

BokRobot · Strona 5 / 6

Gdy siła i oddech opuściły Anteusza, Herkules podrzucił jego ogromne ciało i cisnął je milę dalej, gdzie leżało ciężko, bez ruchu, jak piaszczysty pagórek. Jego ogromna postać może leżeć w tym samym miejscu do dziś i mogłaby zostać wzięta za niezwykle dużego słonia.

Cóż to za lament podnieśli biedni mali Pigmeje, gdy zobaczyli, jak ich ogromny brat został potraktowany w ten straszny sposób! Gdy tylko zobaczyli, że Herkules szykuje się do drzemki, pokiwali do siebie swoimi małymi główkami i mrugnęli swoimi małymi oczkami. A kiedy zamknął oczy, cały naród Pigmejów wyruszył, aby zniszczyć bohatera.

Oddział dwudziestu tysięcy łuczników maszerował z przodu, z małymi łukami gotowymi i strzałami na cięciwach. Ta sama liczba otrzymała rozkaz wspięcia się na Herkulesa – jedni z łopatami, aby wydłubać mu oczy, a inni z wiązkami siana, aby zatkać mu usta i nozdrza. Ci ostatni nie mogli mu w ogóle zaszkodzić, ponieważ gdy tylko zachrapał, wydmuchał siano i rozproszył Pigmejów podmuchem swojego oddechu. Okazało się konieczne znalezienie innego sposobu prowadzenia wojny.

Po odbyciu narady, kapitanowie rozkazali swoim oddziałom zebrać patyki, słomę i suche chwasty i ułożyć je wokół głowy Herkulesa. Tymczasem łucznicy stanęli w zasięgu strzału z rozkazem, aby wypuścić strzały w Herkulesa w chwili, gdy się poruszy. Wszystko było gotowe, przyłożono pochodnię do stosu, który natychmiast buchnął płomieniem i wkrótce nagrzał się na tyle, aby upiec Herkulesa. Pigmej, jak wiecie, chociaż tak bardzo mały, mógłby podpalić świat równie łatwo, jak olbrzym.

Ale ledwo Herkules zaczął być przypiekany, a już zerwał się. „Co to wszystko znaczy?” krzyknął i rozejrzał się wokoło, jakby spodziewał się kolejnego olbrzyma.

W tej chwili dwadzieścia tysięcy łuczników naprężyło cięciwy i strzały poleciały z bzyczeniem jak rój komarów. Herkules rozejrzał się dokoła, bo ledwo czuł strzały. W końcu, przyglądając się uważnie ziemi, dostrzegł Pigmejów u swoich stóp. Pochylił się i, biorąc najbliższego między kciuk a palec wskazujący, posadził go na dłoni lewej ręki i przyjrzał mu się.

Ilustracja do Pigmeje

„Kim na świecie jesteś, mój mały przyjacielu?” zapytał Herkules.

BokRobot · Strona 6 / 6

„Jestem twoim wrogiem,” odpowiedział Pigmej. „Zabiłeś olbrzyma, Anteusza, naszego brata po matce, i jesteśmy zdecydowani cię uśmiercić.”

Herkules był tak rozbawiony wielkimi słowami i wojowniczymi gestami Pigmeja, że wybuchnął śmiechem i omal nie upuścił biednego maleńkiego stworzonka ze swojej dłoni.

„Na moje słowo,” powiedział, „myślałem, że widziałem już cuda przed dzisiejszym dniem – hydry o wielu głowach, trzygłowe psy i olbrzymy z piecami w brzuchach – ale ty przewyższasz ich wszystkich. Twoje ciało, mój mały przyjacielu, jest wielkości mniej więcej palca zwykłego człowieka. Powiedz mi, jak wielka może być twoja dusza?”

„Tak wielka jak twoja,” powiedział Pigmej.

Herkules był zdumiony odwagą małego człowieka i tak zostawił Pigmejów, wszystkich co do jednego, w ich własnym kraju, budujących swoje małe domy, prowadzących swoją małą wojnę z żurawiami i załatwiających swoje małe sprawy, czymkolwiek one były.

BokRobot

BokRobot

BokRobot brings together books and fairy tales to read and explore. Discover a growing collection, or create books and fairy tales of your own.

More books you might like