Wydanie do czytania BokRobot
Książki
Za darmoJak Hiacynt Stał Się Kwiatem
Carolyn Sherwin Bailey
Dostosuj
Królowie i atleci, wieśniacy i muzycy, mędrcy i kupcy z miast – wszyscy zmierzali ku zielonemu wzgórzu Parnasu, w jednym z dawnych dni mitów, gdzie stało miasto Delfy. Królowie jechali w swych jaskrawo ozdobionych rydwanach, ciągniętych przez najszybsze konie z królewskich stajni. Młodzieńcy byli ubrani do biegu lub nieśli płaskie, okrągłe kamienne dyski do rzucania do celu, oszczepy, łuki i kołczany ze strzałami. Droga prowadząca do białej świątyni Apollina w Delfach była zatłoczona ludźmi pieszymi, konnymi oraz jadącymi na chłopskich wozach, wszyscy zdążali w tym samym kierunku. Była to istotnie wielka okazja, taka, która zdarzała się tylko raz na pięć lat: dzień, w którym w Delfach odbywały się igrzyska pytyjskie ku czci Apollina.

Wspinano się na wzgórze Parnasu, które było bardzo słynną górą ze względu na wszystko, co się tam wydarzyło. Gdy bogowie uznali za stosowne zniszczyć ziemię, sam Parnas wzniósł swój szczyt ponad wody i dał schronienie człowiekowi. Tam także Apollo przemienił swą ukochaną Dafne w drzewo laurowe i odtąd zbocza wzgórza były zielone i różowe od gałęzi i kwiatów lauru. Teraz Parnas chronił jedno z najsłynniejszych miast Grecji, Delfy, a na szerokiej równinie, w pobliżu głębokiej szczeliny w skale, gdzie miała przemawiać wyrocznia, odbywały się greckie igrzyska ku czci Apollina, który był bogiem sportu.
Ziemia wokół boiska i otaczające je kamienne stopnie wkrótce zapełniły się tłumem widzów w odświętnych szatach w kolorach białym, purpurowym i złotym. Na rzeźbionym marmurowym filarze przy wejściu na pole wisiał wielki wieniec laurowy, nagroda dla zwycięzcy, i wszyscy rozmawiali o tym, kto go zdobędzie.
"Największym sprawdzianem ze wszystkich jest rzut dyskiem" – powiedział młodzieniec na skraju tłumu do drugiego. "Kamień wyrzucony z oszczepu albo włócznia rzucona przez wyszkolonego żołnierza mają szansę trafić prosto do celu, ale kto zdoła wycelować cienki dysk, gdy wiatr czyha, by odwrócić go z kursu i zanieść daleko od celu?"
Drugi młodzieniec pomyślał chwilę. Potem przemówił.
"Uczyniłby to młodzieniec Hiacynt" – powiedział.
"Och, Hiacynt!" – odparł pierwszy, jakby to imię było zaklęciem zdolnym działać cuda. "Hiacynt, oczywiście, zdobyłby nagrodę, bo czyż nie jest przyjacielem Apollina? Mówi się, że wielki bóg sportu odwiedzał Hiacynta i bawił się z nim w gry od czasu, gdy chłopiec zdołał zamachnąć się oszczepem. Przychodzi do niego w postaci młodzieńca podobnego do niego, bo go bardzo kocha, i razem biegają w wyścigach i rywalizują w umiejętnościach tutaj na Parnasie, i wędrują razem po gajach. Cóż to za zaszczyt mieć boga za przyjaciela!" – rzekł chłopiec z tęsknotą.
Ale obaj chłopcy cofnęli się wtedy i patrzyli z zapartym tchem, gdy cztery rydwany bojowe, jadące obok siebie, zbliżały się. Konie pociły się i pieniły, woźnice stali niebezpiecznie, krzycząc i trzymając wodze, gdy rydwany przechylały się i grzechotały wzdłuż toru. Dwa rydwany zahaczyły kołami, a woźnicy spadli pod przerażone, depczące konie, lecz nikt na nich nie zważał, gdy pozostałe dwa toczyły się i kołysały obok nich, a jeden dotarł do mety, witany okrzykiem, który tłum wydał jakby jednym olbrzymim gardłem.

"Teraz konkurs rzutu dyskiem!" – powiedział chłopiec, który mówił wcześniej, gdy smukły młodzieniec w szacie farbowanej tyryjską purpurą wkroczył dumnie na środek pola, trzymając w dłoni płaski, okrągły dysk.
"Hiacynt, na moje słowo!" – zawołał drugi młodzieniec. "Ale kto to jest obok niego?" – zapytał, gdy inny młodzieniec, o ciemnych oczach, prostych kończynach i twarzy lśniącej jak ogień, pojawił się, jakby spadł z chmur, i stanął obok Hiacynta.
"To sam Apollo w postaci młodzieńca!" – przebiegł po tłumie szept pełen podziwu. "Przyszedł, by prowadzić dysk, który jego przyjaciel Hiacynt niesie prosto do celu."
To był cud, który się wydarzył. Ci, którzy mieli dalekowzroczne oczy, mogli w obcym młodzieńcu na boisku dostrzec boga Apollina, którego korona światła jaśniała w promieniach wokół głowy. Nikt nie mówił. Wszystkie twarze zwrócone były ku nim obu, gdy Apollo chwycił dysk, uniósł go wysoko nad głowę i z dziwną mocą połączoną z umiejętnością posłał go wysoko i daleko.
Hiacynt patrzył, jak dysk przecina powietrze równie prosto jak strzała wypuszczona z łuku. Był całkowicie pewien, że prześliźnie się, nie skręcając, aż do celu na przeciwległym końcu pola, a może i dalej, bo miał wielką wiarę w tego niebiańskiego młodzieńca, który był jego towarzyszem w tylu dobrych chwilach. Tak szybko, jak leciał dysk, tak szybko myśli Hiacynta biegły wspomnieniami przyjaźni Apollina. Towarzyszył Hiacyntowi w jego wędrówkach przez las, nosił sieci, gdy ten łowił ryby, prowadził jego psy do pościgu, a nawet zaniedbywał swoją lirę na rzecz ich wypraw na szczyt Parnasu.
"Pobiegnę naprzód i przyniosę dysk" – pomyślał Hiacynt, i podekscytowany sportem i tłumami, skoczył naprzód, by śledzić lot szybkiego kamienia.
W tej samej chwili dysk, odwrócony z kursu przez Zefira, boga wiatru, który także kochał Hiacynta i był zazdrosny o uczucie Apollina do niego, uderzył o ziemię i odbił się, trafiając Hiacynta w czoło.
Apollo, blady jak upadły Hiacynt, przybiegł do jego boku, uniósł go i próbował całą swą umiejętnością zatrzymać krwawienie z rany i ocalić mu życie. Ale rana młodzieńca była ponad siły wszelkiego leczenia. Jak biała lilia, gdy się ją złamie, zwiesza głowę w ogrodzie i pochyla się ku ziemi, tak głowa umierającego Hiacynta, zbyt ciężka dla jego szyi, spoczywała na ramionach.
"Zabiłem cię, mój najdroższy przyjacielu" – zawołał Apollo, gdy ludzie cisnęli się bliżej, by zobaczyć tragedię, a potem odwracali twarze od tego bólu boga, który był większy, niż śmiertelnik mógłby odczuć. "Pozbawiłem cię twojej młodości. Twoje było cierpienie, a moja wina. Pragnąłbym móc zmieszać moją krew z twoją, która tu się rozlała dla mnie." Potem Apollo zamilkł, patrząc na ziemię, gdzie krew Hiacynta splamiła trawę, bo działo się coś cudownego.

Szkarłatna plama na liściach zmieniła się w królewską purpurę, a łodyga, liście i płatki nowego kwiatu pojawiły się, tak słodko pachnące, że wypełniły całe pole swym zapachem. Nigdy nie było tak pięknego kwiatu. Dotykając jego woskowych kwiatów, Apollo wiedział, że bogowie pocieszyli go w jego smutku. Jego przyjaciel będzie żył zawsze w kwiecie, który wyrósł w miejscu, gdzie upadł na Parnasie – naszym hiacyńcie, zwiastunie wiosny.

BokRobot
BokRobot brings together books and fairy tales to read and explore. Discover a growing collection, or create books and fairy tales of your own.