Wydanie do czytania BokRobot
Książki
Za darmoJak Jowisz Spełnił Życzenie
Carolyn Sherwin Bailey
Dostosuj
Każdy z mieszkańców wioski we Frygii usłyszał pewnego letniego dnia pukanie do drzwi swojej chaty, w dawnych czasach mitów. Każdy, otwierając je, ujrzał dwóch nieznajomych, zmęczonych podróżnych, którzy szukali jedzenia i schronienia na noc.
Częścią nauk świątynnych było, że człowiek powinien pomóc nieznajomemu, jakkolwiek skromnemu, ale ci Frygijczycy byli ludem kochającym przyjemności i beztroskim, zaniedbującym gościnność, a nawet swoją świątynię, która popadła w ruinę.
Tak się stało, że ta sama odpowiedź spotkała nieznajomych u każdych drzwi, do których zapukali.
"Idźcie sobie! Mamy tylko tyle jedzenia, ile wystarczy dla nas, i nie ma miejsca dla nikogo poza członkami naszej rodziny."

Nie było ani jednych drzwi, które nie zostałyby zamknięte przed twarzami tych podróżnych.
Popołudnie mijało i wkrótce miał nastać zmierzch. Nieznajomi, zmęczeni i półgłodni, wspięli się na wzgórze na skraju wioski i w końcu dotarli do małej chatki położonej wśród drzew. Była to bardzo biedna i skromna chatka, kryta strzechą, ledwie wystarczająca dla dwojga starych chłopów, Filemona i jego żony, Baucis, którzy tam mieszkali. Ale otworzyła się natychmiast, gdy nieznajomi zapukali, aby wpuścić dwóch podróżnych.
"Przybywamy dziś z dalekiego kraju" — wyjaśnił ten, który wydawał się starszy z dwóch.
"I nie dotknęliśmy jedzenia od wczoraj" — dodał młodszy, który mógł być jego synem.
"W takim razie witajcie, podzielimy się z wami wszystkim, co mamy do zaoferowania" — powiedział Filemon. "Jesteśmy ubodzy jak ptaki, które gnieżdżą się w słomie naszych okapów, ale moja stara żona, Baucis, potrafi przygotować posiłek z bardzo niewielu rzeczy, który może wam posłużyć, jeśli jesteście głodni. Wejdźcie i podzielcie się z nami tym, co mamy."
Dwaj goście przekroczyli skromny próg, pochylając głowy, aby przejść pod niskim nadprożem, a Baucis zaproponowała im miejsce i poprosiła, aby czuli się jak u siebie.
Dzień stał się chłodny i stara kobieta wygarnęła węgle z popiołu, przykryła je liśćmi i suchą korą, a następnie rozdmuchała ogień w płomień swoim słabym oddechem. Potem przyniosła szczapy i suche gałęzie z kąta, gdzie trzymała je jak skarb, i włożyła je pod kociołek wiszący nad ogniem. Następnie rozłożyła białą tkaninę na stole.
Gdy Baucis czyniła te przygotowania, Filemon wyszedł do ich małego ogródka i zebrał ostatnie zioła. Baucis włożyła je do kociołka, aby się gotowały, a Filemon odciął kawałek z ich ostatniego boczku i włożył go, aby nadać smak ziołom. Miska wyrzeźbiona z bukowego drewna została napełniona ciepłą wodą, aby nieznajomi mogli się orzeźwić, myjąc twarze, a potem Baucis drżąc czyniła przygotowania do podania posiłku.
Goście mieli usiąść na jedynej ławie, jaką miała chata, a Baucis położyła na niej poduszkę wypchaną wodorostami, a na poduszkę rozłożyła kawałek haftowanej tkaniny, starożytnej i grubej, ale takiej, której używała tylko przy wielkich okazjach. Jedna z nóg stołu była krótsza od drugiej, ale Filemon podłożył pod nią płaski kamień, aby ją wyrównać, a Baucis natarła cały blat słodko pachnącymi ziołami. Potem postawiła jedzenie przed nieznajomymi: parujące, aromatyczne zioła, oliwki z dzikich drzew Minerwy, słodkie jagody zakonserwowane w occie, ser, rzodkiewki i jajka lekko ugotowane w popiele. Podano je w glinianych naczyniach, a obok gości stał gliniany dzbanek i dwa drewniane kubki.
Trudno byłoby znaleźć bardziej apetyczną kolację, a serdeczna życzliwość dwojga starych chłopów czyniła ją jeszcze bardziej wykwintną. Goście jedli łapczywie, a gdy opróżnili naczynia, Baucis przyniosła miskę rumianych jabłek i plaster dzikiego miodu na deser. Zauważyła, że dwaj wydawali się ogromnie delektować mlekiem, co ją zaniepokoiło, ponieważ dzbanek nie był napełniony nawet do połowy. Napełniali swoje kubki raz po raz i opróżniali je.

"Oni wypiją mleko i poproszą o więcej" — pomyślała Baucis — "a ja nie mam ani kropli więcej."
Wtedy wielki strach i cześć ogarnęły starą kobietę. Zajrzała przez ramię starszego z nieznajomych do dzbanka i ujrzała, że jest pełny po brzegi! Nalał z niego swojemu towarzyszowi, a gdy go odstawiał, znów był pełny po brzegi. To był cud, Baucis wiedziała. Nagle nieznajomi wstali, a ich przebranie wieku i podróżnych, zabrudzonych szat opadło z nich. Byli to Jowisz, król bogów, i jego skrzydlaty syn, Merkury!
Baucis i Filemona ogarnął przerażenie, gdy rozpoznali swoich niebiańskich gości, i padli na kolana u stóp bogów. Ze złożonymi, drżącymi rękami błagali bogów, aby przebaczyli im ich ubogą gościnę.
Mieli starą gęś, którą pielęgnowali i cenili jako strażniczkę swojej chaty, i teraz czuli, że muszą ją zabić jako ofiarę dla Jowisza i Merkurego. Ale gęś zręcznie im umknęła i schroniła się między samymi bogami.
"Nie zabijajcie ptaka" — rozkazał Jowisz. "Wasza gościnność była doskonała. Ale ta niegościnna wioska zapłaci karę za swój brak czci. Wy jedyni pozostaniecie bez kary. Chodźcie i spójrzcie na dolinę poniżej."
Baucis i Filemon opuścili chatę i pokuśtykali nieco w dół wzgórza z bogami. W ostatnim świetle zachodzącego słońca ujrzeli zniszczenie, które ludzie poniżej sprowadzili na siebie. Z wioski nie zostało nic. Cała dolina była zatopiona w błękitnym jeziorze, którego brzegi były dzikimi bagnami, wcinającymi się w zatoczki, w których brodziły i piszczały przeraźliwie ptaki błotne.
"Nie został żaden dom oprócz naszego" — wysapał Filemon.
Potem, gdy się odwrócili, ujrzeli, że ich chata również zniknęła. Nie została jednak zniszczona. Została przemieniona. Okazałe marmurowe kolumny zajęły miejsce drewnianych słupów narożnych. Strzecha pożółkła i stała się złotym dachem. Były kolorowe mozaikowe podłogi i szerokie srebrne drzwi z ozdobami i złotymi rzeźbieniami. Ich mała chatka, ledwie wystarczająca dla dwojga, urosła do wysokości i rozmiarów świątyni, której złocone iglice sięgały ku niebu. Baucis i Filemon byli zbyt poruszeni, aby mówić, ale Jowisz przemówił do nich.
"Jakiegoż jeszcze daru bogów pragnęlibyście, dobrzy ludzie? Proście o cokolwiek zapragniecie, a będzie wam dane."
Dwoje starych ludzi naradziło się przez chwilę, a potem Filemon skierował swoją prośbę do Jowisza.
"Chcielibyśmy być strażnikami twojej świątyni, wielki Jowiszu. A ponieważ spędziliśmy tu tyle naszego życia w harmonii i miłości, pragniemy, abyśmy mogli zawsze tu pozostać i nigdy nie być rozdzieleni ani na chwilę."
Gdy Filemon skończył mówić, usłyszał, jak Jowisz mówi: "Twoje życzenie jest spełnione." I z tymi słowami bogowie zniknęli z ziemi. Na niebie pozostał długi ślad purpurowego światła, jak szata Jowisza, a obok niego leżały dwa chmury w kształcie skrzydeł, które znaczyły drogę, którą obrał Merkury, ale to było wszystko.

Baucis i Filemon weszli do świątyni i byli jej strażnikami, dopóki tylko mogli. Pewnego dnia wiosną, gdy stara para stała się już bardzo sędziwa, stanęli na stopniach świątyni obok siebie, patrząc na nową zieleń, którą ziemia wypuszczała. W tej chwili przydarzył się im kolejny cud.
Każde z nich wyprostowało się zamiast być pochylonym wiekiem, a ich szaty pokryły się zielonymi liśćmi. Liściasta korona wyrosła na głowie każdego z nich, a gdy próbowali mówić, kora pokryła ich usta. Dwa okazałe drzewa, lipa i dąb, stanęły obok drzwi świątyni, aby jej strzec w miejscu dwojga dobrych starych ludzi, którzy za swoją cześć zostali tak przemienieni przez bogów.

BokRobot
BokRobot brings together books and fairy tales to read and explore. Discover a growing collection, or create books and fairy tales of your own.