Wydanie do czytania BokRobot
Książki
Za darmoGdy Apollo był pasterzem
Carolyn Sherwin Bailey
Dostosuj
Apollo rozgniewał swojego ojca, Jowisza, bardzo mocno. Wtrącał się w wolę Jowisza, i to z dobrego powodu.
Jowisz miał prawo ciskać piorunami, kiedy tylko chciał, i razić każdego, kogo sobie wybrał. Trzymał Cyklopów w ciągłej pracy dniem i nocą, kuć dla niego pioruny głęboko pod górami, aby mu ich nigdy nie zabrakło. Pewnego dnia piorun wymierzony przez Jowisza ugodził Eskulapa, greckiego lekarza, który potrafił wyleczyć niemal każdą chorobę swoimi ziołami. Apollo uważał tego lekarza za przybranego syna, ponieważ sztuka uzdrawiania Eskulapa przynosiła ludzkości tyle radości i światła. Apollo był wściekły na krzywdę wyrządzoną ręką Jowisza i uczynił to, co czynią nawet śmiertelnicy, gdy są wściekli: wyładował swój gniew na tym, kto był najbliżej. Wymierzył swoje strzały w tych niewinnych pracowników, Cyklopów, i zranił kilku z nich.
Jowisz nie mógł pozwolić, aby jego autorytet był tak kwestionowany, i wiedział, że musi ukarać Apolla. Rozkazał więc Apollowi zejść na ziemię i służyć jako pasterz Admetowi, królowi Tesalii.
To była pokorna praca dla boga takiego jak Apollo, który był przyzwyczajony do życia we wspaniałym pałacu słońca. Musiał nosić ciemny pasterski płaszcz i pozwalać swoim stadom paść się na łąkach za miastem. Smukłe dłonie Apolla nie były stworzone do orania, siania ani żęcia, ale doskonale dbał o owce i jagnięta, a nawet zaczął czerpać przyjemność ze swego zadania. W wolnym czasie znalazł pustą skorupę żółwia i naciągnął na nią kilka strun. Potem przesunął smukłymi opuszkami palców po strunach i wydobył z nich najpiękniejszą muzykę. To była pierwsza lutnia, i Apollo grał na niej codziennie.
Król Admet usłyszał muzykę i wyszedł, aby posłuchać melodii granych przez jego pasterza. Usiadł obok Apolla na omszałym brzegu, ale król wyglądał na bardzo smutnego. Słodkie melodie zdawały się nie być w stanie go pocieszyć ani zdjąć z niego smutku.
"Czemu się smucisz, o Królu?" – zapytał w końcu Apollo Admeta.
"Tęsknię za ręką pięknej Alkestis" – wyjaśnił król – "córki króla sąsiedniego królestwa, abym mógł uczynić ją swoją królową. Ale ona postawiła dziwne żądanie. Nalega, aby jej zalotnik stanął przed nią w rydwanie zaprzężonym w lwy i niedźwiedzie, w którym ona pojedzie z nim do domu. W żaden inny sposób Alkestis nie przybędzie na mój dwór, a dla mnie niemożliwe jest zaprzęgnięcie dzikich zwierząt do któregokolwiek z moich rydwanów."
Apollo nie mógł się nie ubawić głupim kaprysem tej krnąbrnej księżniczki, ale zawsze pragnął szerzyć szczęście, gdziekolwiek się znalazł. Postanowił więc jej dogodzić. Poszedł ze swoją lutnią na skraj lasu obok swojego pastwiska i zagrał melodię tak słodką, że poskromiła każde dzikie zwierzę, które ją usłyszało. Z lasu wyszły dwa lwy i dwa niedźwiedzie, stąpając cicho jak owce. Król zaprzągł je do złoconego rydwanu i odjechał, aby z wielką radością przywieźć Alkestis.

I Apollo miał przyjemność ujrzeć, jak oboje wracają, a Alkestis zostaje ukoronowana na królową Tesalii.

Wydawało się, że Admet jest przeznaczony do cieszenia się długim i pomyślnym panowaniem. Ale niedługo po tym, jak przywiózł swoją królową do domu, zachorował na śmiertelną zarazę. Eskulap, lekarz, nie mógł już przyjść królowi z pomocą i nie było żadnej nadziei. Ale Apollo, jego niebiański pasterz, znów przyszedł mu z ratunkiem. Apollo nie mógł całkowicie usunąć zarazy, ale postanowił, że król może żyć, jeśli ktoś, kto go wystarczająco kocha, umrze za niego.
Admet był pełen radości z powodu tej nadziei. Pamiętał przysięgi lojalności i przywiązania, które wiązały wszystkich jego dworzan z nim, i spodziewał się, że wielu natychmiast zaoferuje poświęcenie swojego życia za niego. Ale nie można było znaleźć ani jednego. Najdzielniejszy wojownik, który chętnie oddałby życie za króla na polu bitwy, nie miał odwagi umrzeć za niego na łożu choroby. Starzy słudzy, którzy znali hojność króla i jego ojca od dzieciństwa, nie byli skłonni oddać reszty swoich kilku dni. Każdy poddany życzył sobie, aby ktoś inny złożył tę ofiarę.
"Czemu rodzice Admeta nie oddają życia za swojego syna?" – pytali ludzie, ale ci starsi rodzice czuli, że nie mogliby znieść rozstania z nim nawet na krótki czas, i patrzyli na innych.
Co należało uczynić? Dekret Apolla był ostateczny, wydarty Przeznaczeniom tylko po wielu namowach. Nie było żadnego ratunku dla Admeta poza tą ofiarą.
Wtedy wydarzyła się rzecz bardzo dziwna i cudowna. Królowa Alkestis, piękna księżniczka, która niegdyś jako dziewczyna chciała jeździć za lwami i niedźwiedziami, stała się mądra i łaskawa od czasu, gdy została królową Tesalii. Nikomu nawet nie przyszło do głowy, że ona mogłaby być ofiarowana bogom w miejsce króla. Ale królowa Alkestis ofiarowała samą siebie, aby ocalić Admeta. Gdy ona zapadała na zdrowiu, król odzyskiwał siły i wracał do dawnego zdrowia i mocy.
Ze wszystkich żałobników w Tesalii Apollo był najsmutniejszy, widząc Alkestis tak chorą. Często znajdowała drogę na pastwiska, gdzie prowadził swoje stado, i siadała na brzegu, wijąc wianki z polnych kwiatów – lubiła je bardziej niż koronę – podczas gdy on zabawiał ją muzyką swojej lutni. Tym razem Apollo nie wiedział, co robić. Wygnany na pewien czas z rady bogów, nie mógł wezwać Eskulapa na pomoc.
Wiedział, że tylko wielka siła może przywrócić Alkestis z odrętwienia, w którym leżała, ani się nie ruszając, ani nie mówiąc, jej różowe policzki blade, a oczy zamknięte. Wiedział także, że ze wszystkich herosów Herkules jest najsilniejszy. Herkules dokonał czynów, które wydawały się niemożliwe do uwierzenia. Czy spróbuje uchronić Alkestis przed śmiercią, zastanawiał się Apollo, zwłaszcza gdy poprosi go o to pokorny pasterz?
Herkules zgodził się jednak. Zajął miejsce przy bramach pałacu i zmagał się ze Śmiercią, przewracając ją właśnie w chwili, gdy ta miała wejść i zabrać Alkestis. Ona straciła słabość, otworzyła oczy, kolor wrócił na jej policzki, i została przywrócona Admetowi przez tę ostatnią pracę Herkulesa.
Tak więc sprawa, która groziła tak wielką katastrofą dla tak wielu ludzi, skończyła się jednak bardzo dobrze.

Apollo wrócił na Górę Olimp, gdy jego czas wygnania na ziemi dobiegł końca, i zachwycał Muzy słodkimi dźwiękami swojej liry. Błagał nawet swojego ojca, Jowisza, aby zlitował się nad Eskulapem, i w końcu Jowisz uczynił miejsce dla lekarza na drodze gwiazd, która rozciąga się w poprzek nieba.

BokRobot
BokRobot brings together books and fairy tales to read and explore. Discover a growing collection, or create books and fairy tales of your own.